Gość: Anka
IP: *.net
21.09.03, 21:55
Tak się złożyło, że pokochałam mężczyznę, który mieszka na drugim końcu
Polski. Jesteśmy "razem" i jest mi z tym coraz ciężej.
Widujemy się raz w miesiącu lub jeszcze rzadziej. Niestety nasza sytuacja
materialna nie pozwala nam na częstsze spotkania, nie wspominając juz o
przeniesieniu się jednego z nas do miejsca zamieszkania tej drugiej osoby.
Trwamy tak więc od pewnego czasu.
Zżera mnie tęsknota, samotność i zazdrość.
Pomyślicie: "co to za związek skoro nie ma w nim zaufania". Nie chodzi mi o
to, że podejrzewam go o zdradę, czy coś w tym stylu. Jest mi tylko przykro,
gdy ja siedzę w domu i nie mam co ze sobą zrobić (tak jak na przykład
dzisiaj), a on mówi mi, że wybiera się ze znajomymi na przejażdżkę. Powinnam
cieszyć się, że fajnie spędza czas i się nie nudzi - a jednak ogarnia mnie
straszna złość i niemoc.
Nie okazuję tego, jednak nie potrafię pozbyć się tego uczucia. Czasami nawet
płaczę z tego powodu.
Z drugiej strony, nie mogę przecież wymagać, by cały wolny czas spędzał przed
komputerem "rozmawiając" ze mną (bo zazwyczaj kontaktujemy się przez net)
I tak się zastanawiam, czy moje zachowanie jest spowodowane niedojrzałością
emocjonalną, egoizmem, czy też jest ono normalne w "związkach na odległość" ?
Co o tym myślicie ...