Dodaj do ulubionych

Tesciowie, a my

01.10.03, 17:28
Zadaje sobie pytanie, dlaczego zawsze nasze matki sa w porzadku, sa
najwspanialszymi ludzmi, natomiast matki naszych mezow, czy zon sa
stereotypowymi "Tesciowymi" ? No dlaczego, czy bycie tesciowa samo w sobie
powoduje wredote itp. ? Jesli tak, to nalezy pamietac, ze nasze matki rowniez
sa dla kogos tesciowymi. A moze jednak jest tak, ze w wielu przypadkach wina
wcale nie lezy po stronie tesciowej, tylko z nami samymi jest cos nie tak ?!
Moze to my sami, a nie matki naszych zon, czy mezow, jestesmy winni temu, ze
tak a nie inaczej ukladaja sie nasze realcje. Zastanawialiscie sie kiedys nad
tym ? Warto miec przyjaciela w tesciowej, a juz na prawde warto postarc sie o
to, choc oczywiscie, sa pewne granice do ktorych mozemy posunac sie w tym
staraniu - jak wobec kazdego innego czlowieka.
Obserwuj wątek
    • Gość: lola Re: Tesciowie, a my IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.03, 17:43
      Wydaje mi sie, ze trudnosci biora sie stad, iz jest to dla nas obca osoba,
      mogaca miec kompletnie inne podejscie do zycia, natomiast my jej sobie nie
      wybieramy, i mamy ja z "musu".Trzeba miec duzo szczescia, by z tesciowa sie
      zgrac, bo tylko wówczas jestesmy w stanie ja polubic.Sama lubie i podziwaim
      swoją choc czasem gra mi na nerwach, ale nigdy tego jej nie pokazałam.Moja
      jest troche niebanalna, bo zawsze trzyma moja strone, na własnego syna
      potrafii nadawac, tak ze to ja go bronie a nie odwrotnie.Ma bardzo dominujaca
      osobowosc, lubi rzadzic, ale tez bardzo lubi pomagac, wszystkim wkoło.Ale ja
      jej podejscie do mnie wypracowałam, bo była długo nieufna, tym bardziej ze nie
      mamy slubu, mamo zaczełam mówic do niej dopiero jak zaszlam w ciaze, zobaczyła
      ze to rzeczywiscie nie przelewki, a jak urodziłam jej wyczekana wnuczke, to
      juz była "moja".Z tym ze ja jestem z natury ugodowa, nawet jak cos mi nie
      pasuje, to nie kłoce sie tylko wysłucham a zrobie swoje. No i dbam o nia,
      pomagam, odwiedze, czekoladke przyniose.W duzej mierze to jej zasługa, ze
      relacje sa w porzadku, lepiej mi sie z nia rozmawia jak z moimi rodzicami, bo
      gdyby była wredna, tobym pewnie jej unikała.
      • matrek Czyli jednak mozna 01.10.03, 17:47
        I o to chodzi - nie sztuka drzec koty z tesciowa, sztuka jest ulozyc sobie z
        nia stosunki. A wszystkim tesciowym moge powiedziec jedno - swoje dziecko tak
        czy inaczej bedzie sie mialo, a ziecia, czy synowa mozna latwo "stracic". Warto
        wiec dbac o synowa bardziej niz o wlasne dziecko.
    • julla Re: Tesciowie, a my 01.10.03, 17:50
      Moja teoria jest taka, że w Polsce w ogóle jest niska kultura współżycia
      międzyludzkiego, ludzie są względem siebie agresywni i czepiają się o duperele
      bez znaczenia. Działa to we wszystkie strony i na wielu płaszczyznach. Poza tym
      polskie waruki lokalowe często są takie, że pokolenia siedzą sobie na głowie
      w jednym domu i przeszkadzają nawzajem, co jest nieuchronnym nastepstwem
      stłoczenia. Rodzice poza tym mają tendencje do traktowania swych potomków jak
      głupiutkie dzieci, nawet gdy te "dzieci" mają juz 40 lat, co jest przecież
      strasznie konfliktogenne. Nikt tego nie lubi.
      I jeszcze przyszły przemiany obyczajowe. Pokolenie "teściowych" to jeszcze
      matki- polki zaciskające zęby, oszczędzajace na jedzeniu i realizujące się
      w służbie dla rodziny. Takich młodych kobiet dzisiaj raczej garstka; kobitki
      są bardziej wyluzowane i chcą od zycia jakiś kawałek tortu dla siebie, co nie
      mieści sie w głowach starszych pań, dumnych, że poświęciły swe ambicje
      i wszelkie potrzeby dla męża i dzieci. A młode dziewczyny nie pojmują, jak
      mozna być tak ciężką frajerką. I pierwsza 'przepaść' gotowa.
      Takie są moje teorie. Poza tym jestem przekonana, że nigdy nie zdarza sie
      sytuacja, gdy ktoś jest tylko winny, a inny tylko niewinny, ale każdy przypadek
      konfliktowy należy rozważać indywidualnie, bo nigdy się nie da wszystkiego
      wrzucic do jednego wora.
      • matrek Re: Tesciowie, a my 01.10.03, 17:58
        Masz racje, choc z drugiej strony przeciez nasze wlasne matki chyba rowniez
        naleza w wiekszosci do owego pokolenia matek polek, jak je nazwalas, a mimo to,
        nie mamy im tyle za zle z reguly, co tesciowym. Oczywiscie, koszula blizsza
        cialu, ale ja dostrzegam tu odmiane jeszcze innego stereotypu - ja jestem
        dobry, inni zli, moja matka jest dobra i wspaniala, czyjas jest bee.

        A swoja droga, swojego czasu mialem jakies tam problemy ze swoja byla tesciowa -
        slyszalem szepty po katach, atmosfera zelaznej kurtyny, itd. dopoki sam nie
        postanowilem zrobic pierwszego kroku i bardziej otworzyc sie na nia. Stosunki
        diametralnie sie poprawily.
        • zalotnica Re: Tesciowie, a my 02.10.03, 14:01
          matrek napisał:

          >... dopoki sam nie postanowilem zrobic pierwszego kroku i bardziej otworzyc
          > sie na nia. Stosunki diametralnie sie poprawily.

          Ja kiedys w przyszlosci bede oczekiwala czegos podobnego...
          • aguszak Re: Tesciowie, a my 02.10.03, 14:04
            zalotnica napisała:

            > matrek napisał:
            >
            > >... dopoki sam nie postanowilem zrobic pierwszego kroku i bardziej otworzyc
            >
            > > sie na nia. Stosunki diametralnie sie poprawily.
            >
            > Ja kiedys w przyszlosci bede oczekiwala czegos podobnego...

            Tak, tylko, że wyjście na przeciw i podanie ręki z jednej strony nie wystarczy,
            oj, nie wystarczy...
            • zalotnica Re: Tesciowie, a my 02.10.03, 23:55


              Powiem Ci szczerze, ze znam tylko jeden przypadek, kiedy rzeczywiscie
              stosunki pomiedzy tesciowa i synowa ukladaja sie zle, wiec chyba nie
              ma az takiego problemu. I niestety, z przykroscia musze przyznac,
              ze osoba ktora weszla w rodzine jest osoba TOKSYCZNA. Nie musi ona
              nic robic, czy mowic, wystarczy tylko , ze istnieje, a WSZYSTKIM i tak
              dziala na nerwy.

              Byc moze kazda z nas bedzie tam kiedys "tesciowa" (brrrr.....co
              za straszne slowo...) i moze sie tak zdarzyc, ze niestety ten
              "oblubieniec czy oblubienica" nie bedzie spelniac naszych wymogow,
              czy musimy ja/jego pokochac...? Ja sie bede trzymala z daleka...
              • aguszak Re: Tesciowie, a my 03.10.03, 10:57
                zalotnica napisała:

                > I niestety, z przykroscia musze przyznac,
                > ze osoba ktora weszla w rodzine jest osoba TOKSYCZNA. Nie musi ona
                > nic robic, czy mowic, wystarczy tylko , ze istnieje, a WSZYSTKIM i tak
                > dziala na nerwy.

                Gratuluję takiego prostego podejścia do tematu. Szczęście, że nie jestem tak
                traktowana przez swoich teściów i współczuję przyszłym, albo już obecnym,
                partnerom Twoich dzieci, bo być z góry traktowanym, jak intruz, to najgorsze,
                co może spotkać osobę wchodzącą do nowego dla siebie środowiska...

                > Byc moze kazda z nas bedzie tam kiedys "tesciowa" (brrrr.....co
                > za straszne slowo...) i moze sie tak zdarzyc, ze niestety ten
                > "oblubieniec czy oblubienica" nie bedzie spelniac naszych wymogow,
                > czy musimy ja/jego pokochac...? Ja sie bede trzymala z daleka...

                Starać się poznać i choć polubić - to nie jest takie trudne, ot co jesteśmy
                winni swoim dzieciom. Jeżleli je naparawdę kochamy, to szanujemy ich wybory
                życiowe, a tym samym partnerów. Z miłości do swoich dzieci szanujmy ich
                wybranków serca...
                • zalotnica Re: Tesciowie, a my 04.10.03, 17:35
                  aguszak napisała:

                  > zalotnica napisała:
                  >
                  > > I niestety, z przykroscia musze przyznac,
                  > > ze osoba ktora weszla w rodzine jest osoba TOKSYCZNA. Nie musi ona
                  > > nic robic, czy mowic, wystarczy tylko , ze istnieje, a WSZYSTKIM i tak
                  > > dziala na nerwy.
                  >
                  > Gratuluję takiego prostego podejścia do tematu. Szczęście, że nie jestem tak
                  > traktowana przez swoich teściów i współczuję przyszłym, albo już obecnym,
                  > partnerom Twoich dzieci, bo być z góry traktowanym, jak intruz, to najgorsze,
                  > co może spotkać osobę wchodzącą do nowego dla siebie środowiska...



                  ***nie zrozumialas mnie. Ta osoba WSZYSTKIM dziala na nerwy po
                  blizszym jej poznaniu. Ale chyba masz racje, tu chodzi o prostactwo,
                  ale JEJ, nie wspominajac juz o innych WREDNYCH cechach.
                  Dodam jeszcze, ze jest to osoba wyksztalcona i na stanowisku,
                  i niestety, od takich osob spoleczenstwo oczekuje czegos wiecej.
                  ...ze nie wspomne juz, o zastosowanych przez nia "srodkow"
                  aby zdobyc meza...brrrrr...

                  > > Byc moze kazda z nas bedzie tam kiedys "tesciowa" (brrrr.....co
                  > > za straszne slowo...) i moze sie tak zdarzyc, ze niestety ten
                  > > "oblubieniec czy oblubienica" nie bedzie spelniac naszych wymogow,
                  > > czy musimy ja/jego pokochac...? Ja sie bede trzymala z daleka...
                  >
                  > Starać się poznać i choć polubić - to nie jest takie trudne, ot co jesteśmy
                  > winni swoim dzieciom. Jeżleli je naparawdę kochamy, to szanujemy ich wybory
                  > życiowe, a tym samym partnerów. Z miłości do swoich dzieci szanujmy ich
                  > wybranków serca...


                  ***Jesli to ja bede miala jakies watpliwosci do tej osoby, a kazdy
                  rodzic chce jak najlepiej dla swojego dziecka, to wlasnie
                  ta osoba powinna mi je rozwiac...

                  Przypomniala mi sie jeszcze jedna osoba TOKSYCZNA, i niestety, tez
                  byla nia kobieta (synowa) brrrr....Tesciowej (pomimo , ze nie znam)
                  i mezowi (jego znalam - lekarz) szczerze wspolczuje...jak i wszyscy
                  dookola rowniez. Milosc jest jednak slepa...
                  Pomimo tlumaczen, do tych kobiet nie dociera nic.

    • Gość: Agata będę teściową IP: *.kalisz.cvx.ppp.tpnet.pl 01.10.03, 18:22
      mnie koleżanka uczyła, żeby w zeszycie spisywać sobie wszystko co mnie wkurza
      w zachowaniu teściów
      i potem gdy już będę teściową to sobie ten zeszyt powinnam przeczytać
      bo na pewno będę powielała zachowanie teściów
      historia lubi się powtarzać
      a teściowie bardziej denerwują bo są obcymi ludźmy
      swoich rodziców znamy "od zawsze", znamy ich słabostki i potrafimy być wobec
      nich bardziej tolerancyjni niż wobec teściów
      pozdrawiam :-)))
    • niedzwiedziczka Re: Tesciowie, a my 01.10.03, 21:21
      Ostatnio byłam na konferencji i okazało się, że we wszystkich krajach opowiada
      się dowcipy o teściowych, nawet w Brazylii! Myślę, że różnice biora się po
      pierwsze stąd, że synowa, czy zięć nagle zaczynaja byc dla dziecka ważniejsi od
      ich rodziców. I najczęściej taki rodzic ma pretensje do tej drugiej strony, bo
      przecież nie będzie winić swojego dziecka, które tak cudownie zostało wychowane!
      Ja mama akurat niestandardową sytuację, bo jestem w lepszych stosunkach z
      teściową, niż z własną mamą. A kogo za taki stan wini moja mama? Oczywiście
      mojego męża!!! No bo ja przecież nie moge mieć właśnego rozumu, tylko on mnie
      tak zepsuł! Chciałabym być w przyszłości taką teściową, jak moja, która w
      momencie kryzysu w naszym małżeństwie powiedziała do mnie: "Jak wam ze soba
      dobrze - to bądźcie razem, jak wam źle - to rozejdźcie się, bo nikt za was
      problemów między wami nie nie rozwiąże!" Moja mama w tym czasie przekonywała
      mnie, że mój mąż jest niedobry i powinnam się z nim rozstać. Od tego czasu
      minęło 3 lata, a my jesteśmy szczęśliwi razem.
    • aguszak Re: Tesciowie, a my 01.10.03, 21:58
      Myślę, że to jest tak, dlatego, że swoich rodziców, rodzeństwo kochamy
      bezwarunkowo. Niezależnie od tego, co by nie zrobili, zawsze znajdziemy dla
      nich wytłumaczenie, albo przynajmniej rozłożymy ręce i powiemy: "Przecież to
      moja Mama. Ona zawsze taka była." Taki rodzaj pobłażania z miłości...
      Teściów niekoniecznie kochamy, bo tak naprawdę, to są oni "dodatkiem" do
      ukochanej osoby. Oczywiście generalizuję, bo pewnie zdarzają się takie
      przypadki, kiedy najpierw zakochujemy się w teściu, albo teściowej...
      oczywiście, że żartuję, jednocześnie nawiązując do paru wątków na tym forum
      poruszanych...
      Ja jestem zdana na teściów, bo z nimi mieszkam. W mojej rodzinie, to jest tak,
      że tak naprawdę jestem lepiej traktowana przez teściową, niż jej własny syn, a
      mój mąż. Liczy się z moim zdaniem, czasem, aż do przesady wypytuje się, co ja
      bym w danej sytuacji zrobiła. Czasem potrafi być męcząca, nadopiekuńcza... ale
      może ja mam wiele cierpliwości. Nie było między nami nigdy spięć, w
      odróżnieniu od teścia, który jets introwertykiem i nigdy nie wiadomo, co on
      sobie w tej głowie roi. Czasem, jak mu się tak nazbiera różnych myśli, tych
      złych lub tych dobrych, to nie wytrzymuje ciśnienia i wybucha, co kończy
      się... moim wybuchem płaczu... nie znoszę takich sytuacji.
      Swoją mamę bardzo kocham i zdaję sobie sprawę, że w wielu sytuacjach staram
      się ją usprawiedliwiać przed moim mężem z takich lub innych zachowań i zawsze
      mówię do niego: "ale to przecież moja mama". On jest bardziej surowy dla
      swoich rodziców, choć wiem, że kocha ich, tak, jak ja swoich. Tak samo surowo
      (i myślę, że czasem sprawiedliwie) podchodzi do zachowań moich rodziców.
      Myślę, że tajemnica tkwi w "złotym środku", tolerancji i cierpliwości.
      Pamiętajmy, że to, co dajemy z siebie wraca do nas w takiej samej postaci.
      Lepiej jest dawać ciepło i zrozumienie, choć nie jest to najłatwiejsza z
      opcji...

      Pozdrowionka :)))
      • matrek Re: Tesciowie, a my 01.10.03, 22:14
        Bardzo spodobalo mi sie agus to co napisalas.
        Buziaki.
        • aguszak Re: Tesciowie, a my 01.10.03, 22:33
          matrek napisał:

          > Bardzo spodobalo mi sie agus to co napisalas.
          > Buziaki.
          >

          Buziaki to you too ;)
    • Gość: Lena Re: Tesciowie, a my IP: 80.48.96.* 01.10.03, 23:49
      Patrzę na moją rodzinę i znajomych i nie mogę powiedzieć, że większość narzeka
      na teściową lub teściów a swoich rodziców uważa za dobrych. Naprawdę bywa
      różnie. Koleżanka od toksycznych rodziców /właściwie głównie toksyczna jest
      matka/wyprowadziła się do teściów i budując dom od kilku lat mieszka z nimi i
      układa im się dobrze. Kolega z wielkim szacunkiem wypowiada się o swoich
      teściach i do teściowej mówi "mamusia" jak nigdy nie mówił do swojej matki.
      Inny chwali teściów, ze swoimi rodzicami utrzymuje prawie kurtuazyjne stosunki
      i nie zazdrości szwagrowi i bratowej wiecznych konflików z teściami.
      Myślę, że rodzice, którzy z własnymi dziećmi mają dobre i partnerskie stosunki -
      takie same będą mieli z zięciem lub synową a tacy, którzy swoje dzieci
      traktują nie tylko jak wieczne dzieci ale i jak swoją własność nigdy nie ułożą
      sobie stosunków z partnerami swoich dzieci. Czasem uda im się dorosną do
      odcięcia pępowiny ale często wywołane konflikty uniemożliwiają już porozumienie.
      To są przykłądy skrajne. Są jeszcze takie pośrodku tzn. wszyscy są ok ale
      obydwie rodziny są tak różne, że oczekiwania się rozmijają. Niektórzy mają
      rodzinę otwartą, gdzie ludzie ze sobą rozmawiają, doradzają i po prostu zyje
      się rodzinnie co dla drugiej strony w której np. był "chłodny wychów" jest to
      nie do pomyślenia by tak bezceremonialnie opowiadać o swoich sprawach, by
      słuchać cudzych rad /bez pewności, że życzliwe/, pozwalać na wchodzenie w swoje
      życie.Ta pierwsza strona z zimnej rodzinie też nie czuje sie dobrze. Wszyscy są
      na pozór w porządku a razem jakoś stosunki się nie układają.
      • tijo Re: Tesciowie, a my 02.10.03, 12:32
        Hmmm, moi teściowie, przed ślubem to było tak, że mnie uwielbiali, cieszyłam
        się z tego bo no co tu dużo mówić ja ich też bardzo lubiłam. Tuż przed ślubem
        wtedy jeszcze przyszła teściowa zaczęła no co tu dużo mówić zaczęła się czepiać
        wszystkiego i wszystkich. Przed samym ślubem przeszła samą siebie upokarzając
        moją rodzinę i mnie przy okazji. Jest świetną aktorką umie płakać na zawołanie
        i doskonale odwrócić kota ogonem ale nie o tym chciałam mówić. Przepłakałam
        wtedy kilka nocy, bo to co powiedziała to był cios w czuły punkcik. Tłumaczyłam
        ją sama przed sobą i rodzicami, że to pewnie ten stres przed weselem, ale no
        cóż kilka dni po ślubie przed swoją rodziną natomiast w obecności mojej zaczęła
        obmawiać moją mamę i wyzywać od różnych, przerwałam jej w pół słowa i
        powiedziałam co o tym myślę czym uraziłam teściową, bo powiedziałam, że moi
        rodzice są może biedni ale są całkiem noramlnymi ludzmi. Teściowa wzięła to za
        obrazę bo jak stwerdziła tym samym dałam jej do zrozumienia, że ona jest
        nienormalna. Ręce mi opadły. Od tamtej pory tesciowa niby jest miła, ale ciągle
        mi czymś przytknie, a to np, tym że ja nic swojego nie mam, bo to mieszkanie
        jej syna (mieszkanie urządzałam wspólnie z mężem) i ciągle ciągle na każdym
        kroku wypominanie. Z mężem powiedzieliśmy, że nic od nich nie chcemy, bo potem
        i tak nam wypomni, to była złość. Ostatnio mąż zmienił pracę i nie ma tyle
        czasu bo wraca wieczorem do domu, więc oczywiście zrobiono mi awanturę, że to
        pewnie jak buntuję ich syna przeciwko nim. Moja teściowa nienawidzi swojej
        teściowej i w mojej obecności mówi o niej per suka, tak samo nauczyła syna żeby
        też nie lubił swojej teściowej ( naszczęście nie mówi tak o mojej mamie), moja
        mama jest nadopiekuńcza, próbuje wszystkim nadskakiwać ale jest to żle
        odbierane. Ja oczywiście kocham moich rodziców i zawsze znajdę dla nich
        wytłumaczenie. Ostatnio udało mi się przekonać męża, żeby też innym okiem
        patrzył na moją mamę. I jest ok, jednak myślę, że swojej teśiowej już nigdy nie
        będę lubiła tak jak przed ślubem, zbyt wiele przykrości mi sprawiła.
        Czasami tylko zastanawiam sie czy ona zdaję sobie sprawę z tego, ze ja
        słuchając jej wywodów o teściowej, mogę tak samo zacząć ją traktować, chociaż
        wiem, ze jest to poprostu niemożliwe. Zagryzę zęby wysłucham co o mnie myśli
        wrócimy do domu wypłaczę sie w rękaw męża, i dalej puszczę w niepamięć, kolejne
        upokorzenie. Kiedyś znajomy powiedział do mnie coś takiego "pamiętaj, że
        koszula zawsze bliższa ciału" i to święta prawda. Myślę, że teściowa nie lubi
        mnie za to, że jej syn jedyny i ukochany zawsze staje w mojej obronie, i żeby
        nie wiem co to jest za mną. Więc cieszę się z tego.
        • zalotnica Re: Tesciowie, a my 02.10.03, 13:57
          tijo napisała:

          > > Przed samym ślubem przeszła samą siebie upokarzając
          > moją rodzinę i mnie przy okazji Moja teściowa nienawidzi swojej
          > teściowej i w mojej obecności mówi o niej per suka,
          >Zagryzę zęby wysłucham co o mnie myśli
          >wrócimy do domu wypłaczę sie w rękaw męża, i dalej puszczę w niepamięć,
          >kolejne upokorzenie.

          Nie wiem z jakich srodowisk pochodzicie, ale te wasze wywody, slownictwo
          troche swiadcza o Was samych...wiec prosze sie nie dziwic, ze inni Was tez
          tak traktuja. Poza tym nie potrafie zrozumiec jak mozna w ogole dopuscic
          do sytuacji , zeby ktos was upokarzal...Przykro czyta sie takie posty...
          • aguszak Że się tak głupio zapytam... 02.10.03, 14:02
            zalotnica napisała:

            > tijo napisała:
            >
            > > > Przed samym ślubem przeszła samą siebie upokarzając
            > > moją rodzinę i mnie przy okazji Moja teściowa nienawidzi swojej
            > > teściowej i w mojej obecności mówi o niej per suka,
            > >Zagryzę zęby wysłucham co o mnie myśli
            > >wrócimy do domu wypłaczę sie w rękaw męża, i dalej puszczę w niepamięć,
            > >kolejne upokorzenie.
            >
            > Nie wiem z jakich srodowisk pochodzicie, ale te wasze wywody, slownictwo
            > troche swiadcza o Was samych...wiec prosze sie nie dziwic, ze inni Was tez
            > tak traktuja. Poza tym nie potrafie zrozumiec jak mozna w ogole dopuscic
            > do sytuacji , zeby ktos was upokarzal...Przykro czyta sie takie posty...

            Skąd taki przytyk do Twojej przedmówczyni...? O kim myślisz, pisząc "Was"?
            • Gość: kohol Re: Że się tak głupio zapytam... IP: *.crowley.pl 02.10.03, 14:04
              Też jestem ciekawa.
            • zalotnica Re: Że się tak głupio zapytam... 02.10.03, 14:07
              aguszak napisała:

              > zalotnica napisała:
              >
              > > tijo napisała:
              > >
              > > > > Przed samym ślubem przeszła samą siebie upokarzając
              > > > moją rodzinę i mnie przy okazji Moja teściowa nienawidzi swojej
              > > > teściowej i w mojej obecności mówi o niej per suka,
              > > >Zagryzę zęby wysłucham co o mnie myśli
              > > >wrócimy do domu wypłaczę sie w rękaw męża, i dalej puszczę w niepamięć
              > ,
              > > >kolejne upokorzenie.
              > >
              > > Nie wiem z jakich srodowisk pochodzicie, ale te wasze wywody, slownictwo
              > > troche swiadcza o Was samych...wiec prosze sie nie dziwic, ze inni Was te
              > z
              > > tak traktuja. Poza tym nie potrafie zrozumiec jak mozna w ogole dopuscic
              > > do sytuacji , zeby ktos was upokarzal...Przykro czyta sie takie posty...
              >
              > Skąd taki przytyk do Twojej przedmówczyni...? O kim myślisz, pisząc "Was"?

              Bylo juz kilka postow na roznych watkach w podobnym stylu i razi mnie
              brak szacunku dla starszych. Jesli poczulas sie urazona, to przepraszam...
              • aguszak Re: Że się tak głupio zapytam... 02.10.03, 14:16
                zalotnica napisała:

                > Bylo juz kilka postow na roznych watkach w podobnym stylu i razi mnie
                > brak szacunku dla starszych. Jesli poczulas sie urazona, to przepraszam...

                Nie poczułam się urażona, ale zastanawiam się czy czytasz dokładnie, bo ja nie
                dopatrzyłam się w tym wątku oznak braku szacunku dla starszych...
                Jeżeli myslisz o tym samym wątku, co ja (o starych babach - sorki), to jednak
                mylisz się stawiając na równi poziomy dyskusji w tych dwóch wątkach.
                • zalotnica Re: Że się tak głupio zapytam... 03.10.03, 00:01
                  Akurat mowilam o innych postach i dlatego wtracilam to zdanie o
                  szacunku . Chcesz sie pobawic, jest wyszukiwarka, ja nie mam czasu.
                  Podam chocby jeden przyklad, pretensje do tesciowej o prezenty...
                  nie wspominam juz o konfliktach bioracych sie ze wspolnego
                  pomieszkiwania...oczywiscie u tesciowej. (Wyobraznia mi wysiadla...)
                  Sorry , ale nie wiem o jakich "starych babach" wspominasz, nie czytalam...


              • Gość: kohol Re: Że się tak głupio zapytam... IP: *.crowley.pl 02.10.03, 14:19
                zalotnica napisała:

                > Bylo juz kilka postow na roznych watkach w podobnym stylu i razi mnie
                > brak szacunku dla starszych. Jesli poczulas sie urazona, to przepraszam...

                Hm.
                Jak ktoś Cię kopie, nawet starsza osoba, trudno zachowac szacunek.
                • zalotnica Re: Że się tak głupio zapytam... 03.10.03, 00:04
                  Gość portalu: kohol napisał(a):

                  > Jak ktoś Cię kopie, nawet starsza osoba, trudno zachowac szacunek.

                  I w tym jest cala rzecz, ze ja sobie nie wyobrazam, aby dopuscic
                  do sytuacji, aby nas "kopano"...Nie, po prostu NIE...
              • tijo Re: Że się tak głupio zapytam... 03.10.03, 07:56
                zalotnica napisała:

                > aguszak napisała:
                >
                > > zalotnica napisała:
                > >
                > > > tijo napisała:
                > > >
                > > > > > Przed samym ślubem przeszła samą siebie upokarzając
                > > > > moją rodzinę i mnie przy okazji Moja teściowa nienawidzi swojej
                > > > > teściowej i w mojej obecności mówi o niej per suka,
                > > > >Zagryzę zęby wysłucham co o mnie myśli
                > > > >wrócimy do domu wypłaczę sie w rękaw męża, i dalej puszczę w niep
                > amięć
                > > ,
                > > > >kolejne upokorzenie.
                > > >
                > > > Nie wiem z jakich srodowisk pochodzicie, ale te wasze wywody, slowni
                > ctwo
                > > > troche swiadcza o Was samych...wiec prosze sie nie dziwic, ze inni W
                > as te
                > > z
                > > > tak traktuja. Poza tym nie potrafie zrozumiec jak mozna w ogole dopu
                > scic
                > > > do sytuacji , zeby ktos was upokarzal...Przykro czyta sie takie post
                > y...
                > >
                > > Skąd taki przytyk do Twojej przedmówczyni...? O kim myślisz, pisząc "Was"?
                >
                > Bylo juz kilka postow na roznych watkach w podobnym stylu i razi mnie
                > brak szacunku dla starszych. Jesli poczulas sie urazona, to przepraszam...


                I właśnie dlatego, że zostalam tak wychowana, że starszym należy się szacunek
                to nie potrafię upokorzyć równie mocno mojej teściowej. O taki szacunek Ci
                chodzi żeby ją zbluzgać i wyzwać od najgorszych? To byłby szacunek dla
                starszych? Nie rozumiem.
                • zalotnica Re: Że się tak głupio zapytam... 04.10.03, 17:50
                  tijo napisała:

                  >Przed samym ślubem przeszła samą siebie upokarzając moją
                  >rodzinę i mnie przy okazji Moja teściowa nienawidzi swojej
                  >teściowej i w mojej obecności mówi o niej per suka,
                  >Zagryzę zęby wysłucham co o mnie myśli
                  >wrócimy do domu wypłaczę sie w rękaw męża, i dalej puszczę wniepamięć
                  >kolejne upokorzenie. ...
                  > I właśnie dlatego, że zostalam tak wychowana, że starszym należy się szacunek
                  > to nie potrafię upokorzyć równie mocno mojej teściowej. O taki szacunek Ci
                  > chodzi żeby ją zbluzgać i wyzwać od najgorszych? To byłby szacunek dla
                  > starszych? Nie rozumiem.


                  Mnie sie w ogole w glowie nie miesci, jak mozna kogos upokarzac.
                  Tobie sie dziwie, ze o mezu juz nie wspomne, ze na cos takiego
                  w ogole pozwalacie. Jesli Ty sie sama nie szanujesz, nie oczekuj,
                  ze ktos to zrobi dla Ciebie.
                  Dla mnie, to w ogole nie ma mowy o kontaktach z taka osoba,
                  najpierw musialaby mnie PRZEPROSIC, jak rowniez i moja rodzine,
                  a potem ewentualnie moglabym z nia rozmawiac. Zawsze nalezy
                  zachowac swoja godnosc i honor, wierz mi, te cechy nadal sie ceni...

                  Pozdrawiam...
                  Ps. Badz grzeczna, ale STANOWCZA...




        • matrek Re: Tesciowie, a my 02.10.03, 17:00
          Trzymaj sie, tijo.
          • tijo Re: Tesciowie, a my 03.10.03, 07:56
            matrek napisał:

            > Trzymaj sie, tijo.
            >
            >

            Dzięki ;))
    • jayin Re: Tesciowie, a my 02.10.03, 20:54
      ja myślę, że wszystko bierze się z tego, że teściowie to dla nas ludzie
      zazwyczaj zupełnie obcy. "dostajemy" ich wraz z żoną/mężem. i jak każdego nowo
      poznanego człowieka możemy ich polubić, lub nie. naszych rodziców znamy od
      urodzenia :-) znamy motywy (najczęściej) ich postępowania, wyłapujemy niuanse w
      ich słowach, jesteśmy bardziej skorzy do wybaczania im potknięć, wtrącania się
      w nasze życie (mowimy: no w koncu jestemich dzieckiem, martwia sie.. - a wp
      rzypadku tesciow: "martwia sie, okej. ale JA nie jestem ich dzieckiem, niech
      dadza spokoj..." -zapominamy ze ich dzieckiem jest nasza "połówka", ktora
      najczesciej tez poblazliwie traktuje zachowania swoich rodzicow, a na naszych
      rodzicow reagujetak jak my na tesciow: nie moi rodzice, nie rozumiem ich, nie
      chce zeby sie wtracali - nawet gdyby mieli dobre intencje :-)

      bez obopólnych chęci zrozumienia siebie,lepszego poznania - nie ma możliwości
      ułożenia dobrych stosunków z teściami. chyba ze od razu coś "iskrzy"
      sympatycznie i jest okej:-) jak nie jest okej, to trzebanad tym popracowac - w
      sensie: obcy ludzie, poznam ich, moze lepiej zrozumiem ich zachowania, moze nie
      bede odbierac pewnych slow jako ANTY - tylko jako ICH ZDANIE, a jak poznam to
      albo polubie, albo nie,ale przynajmniej się starałem/starałam.

      oczywiście chęc ta musi wyniknąc z obu stron, bo nie wyobrazam sobie
      napraszania się z "zapoznawaniem" wobec teściów ktorzy wyraznie traktowaliby
      mnie jak "zło konieczne", albo wręcz ignorowali :D

      pozdr.

      Joanna
    • moboj Re: Tesciowie, a my 02.10.03, 22:11
      moja teściowa (choć nieformalnie) to świetna kobieta, świetny pedagog. no
      kobitka do rany przyłóż. świetnie się z nią rozmawia, jest zawsze chętna do
      pomocy. jeśli tylko nie porusza drażliwych tematów to wszystko jest jak
      najbardziej w porządku.
      a teraz o drażliwych tematach: mama mojego partnera jest o jakieś 20 lat
      starsza od mojej mamy - obie są całkiem inaczej wychowane, różnią się
      poglądami na życie, na małżeństwo, na kościół itd. to samo dotyczny naszych
      ojców. moi rodzice zawsze dawali mi dużo swobody, zawsze mieli do mnie dużo
      zaufania: nie igerowali w to, jaką wybiorę wiarę, jakich mam przyjaciół,
      jakiego mam faceta. od 8 lat jestem z Przemkiem, a moi rodzice nigdy nie
      zapytali o to, kiedy zamierzamy wziąć ślub, kiedy zamieram mieć dzieci. oboje
      uznali, ze to moja, jak najbardziej intymna sprawa, i że nic im do tego. u
      mnie w rodzinie w ogóle jest tak, ze nikt do nikogo się nie wtrąca. tak
      zostałam wychowana i tak mi jest dobrze. inaczej jest w rodzinie mojego
      faceta. tam o każdym przysłowiowym kichnięciu wie zaraz cała rodzina i
      sąsiedzi. cała rodzina interesuje się tym, kiedy zamierzam mieć dziecko ("no
      przecież ty się starzejesz dziewczyno" - to cytat z imieninowej przemowy
      teściowej), kiedy będzie ślub ("nasza rodzina nie zgadza się, żebyście tak
      żyli" - kolejna przemowa na forum rodzinnym) itp. i ja, i mój facet reagujemy
      alergicznie na tego typu zachowania. zrobiliśmy wszystko, żeby po studiach nie
      wrócić do rodzinnego miasta, żeby być jak najdalej od tego całego zgiełku
      rodzinnego. nie jestem przyzwyczajona do tego, ze na forum rodziny omawia się
      moje intymne życie. pewnie za kilka lat będziemy mieć dziecko. widziałam jak
      teściowa wtrąca się w wychowanie swoich dwóch wnuczek. ich matka nie miała nic
      do powiedzenia. to babcia mówiła jak je ubrać, czym nakarmić. efekt był taki,
      ze w trzydziestostopniowym upale dzieciaki chodziły poubierane w ciepłe
      bluzeczki, zeby przypadkiem nie zmarzły. ja tak nie chcę. chcę swoje dziecko
      wychowywać sama, w końcu to ja będę matką.
      potrafię zrozumieć, ze teściowie są ludźmi religijnymi (choć to trochę na
      pokaz), ze mają określone poglądy. naprawdę to rozumiem i szanuję. jednak ja
      też jestem dorosłą osobą, mam swoje poglądy i chciałabym, zeby oni też
      potrafili je uszanowac. chciałabym, zeby pozwolili układac nam nasze życie po
      swojemu. sama ich bardzo szanuję i tego samego oczekuję od nich. teściom
      imponuje, że jestem wykształcona, ale to wszystko. mam 25 lat, od 8 lat żyję z
      ich synem na kocią łapę, nie urodziłam jeszcze dziecka/dzieci, a tym samym
      jestem skreslona.
      starałam się jakoś ułożyć kontakty z nimi, ale nie moge sobie pozwolić na
      takie traktowanie. jestem człowiekiem, który raczej nie daje sobie w kaszę
      dmuchac i w wypadku teściów to też działa. przynajmniej jestem zdrowsza i nie
      szarpię sobie nerwów. no i mój facet popiera mnie w całej rozciągłości.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka