Dodaj do ulubionych

ROZWÓD a dzieci

10.08.08, 14:15
Bardzo proszę Was o poradę, co mam zrobić?
Jak to jest przy rozwodach, czy może tak być, że Sąd może odebrać dzieci z pod
opieki matki?
Obecnie ma taką sytuację, że nie pracuje, z moją pracą zawodowa jest
różnie,jeśli podejmuje pracę to często jest tak, że jest to na okres kilku
miesięcy a później z różnych przyczyn znowu szukam pracy i wiąże się to z
kilkumiesięcznymi poszukiwaniami.
Generalnie żyjemy z pracy mojego męża, ale sytuacja z mężem zmusza mnie do
tego żeby zakończyć to małżeństwo.
Tylko teraz boję się i martwię czy w mojej sytuacji, kiedy jestem bez pracy
Sąd nie uzna, że będzie lepiej jeśli dzieci zostaną z mężem, bo to mąż ma
stałą pracę i dobrze zarabia.
Dzieci mam w wieku 15 lat i 4 lat, młodsze chodzi do przedszkola i pomaga nim
opiekować się moja teściowa. Niestety, w oczach teściowej jestem tą "czarną
owcą" w rodzinie, w każdym razie nie jest mi przychylna. Na przykład ma
pretensje do MNIE, że to jest MOJA wina, że starszy syn jest krnąbrny i
arogancki,poza tym całą złość i agresję przelewa głownie n mnie - na matkę.
Potrafi na mnie nawet podnieść rękę.
Teściowa twierdzi, że "tak go sobie wychowałam". Natomiast jej syn - jako
ojciec jest w porządku i do niego nic nie ma. To mój mąż jest tym ANIOŁEM,
który "biedny nieboraczek" musi borykać się z "heterą żoną" i aroganckim
"wyrostkiem" i dodatkowo jeszcze haruje na nas w wszystkich w pocie czoła.
Tak więc w Sądzie nie mam co na teściów liczyć a przy okazji czy teściowie
muszą być powołani na świadka, bo może mąż będzie chciał aby świadczyli na
jego rzecz?
Niestety, nie mogę z mężem porozumieć, mąż mnie nie wspiera, podważa moje
decyzje i autorytet przy starszym synu, uważa,że jak będzie "fajny tatuś", to
syn się zmieni i będzie OK. Ale dochodzą jeszcze inne problemy w relacjach
moich z mężem.
Oczywiście zaraz zasypiecie mnie pytaniami odnośnie pracy, ale od razu Wam
odpowiem, że sami doskonale wiecie, jak dziś jest z pracą, a żeby utrudnić
temat, obecnie mam 41 lat i jestem już "stara" na rynku pracy, choć mam 19
letni staż zawodowy i dwa fakultety przy okazji myślę, że zdobyłam też duże
doświadczenie zawodowe bo pracowałam i w tzw. "państwówce" i w firmach prywatnych.
To właśnie w firmach prywatnych mam te krótkie - kilkumiesięczne okresy
zatrudnienia.
Powiem tak, że załamałaby mnie decyzja Sądu o odebraniu mi tego młodszego
synka, nie wiem czy przeżyłabym to, bo właściwie tylko dla niego teraz żyje.
Napiszcie proszę, może ktoś z Was był w podobnej sytuacji do mojej, napiszcie
jak załatwialiście rozwód i co z dziećmi. Jak są decyzje Sądu w sprawie dzieci
rozstrzygane????
Obserwuj wątek
    • gweeny Re: ROZWÓD a dzieci 10.08.08, 14:17
      nie chce mi się tego czytać, ale lepiej popytaj na forum rozwodowym
    • wacikowa Re: ROZWÓD a dzieci 10.08.08, 14:27
      Przeczytałam. Nie rozumiem jednego,czemu jeśli miałaś i masz kłopoty z synem nie
      zwróciłaś się do psychologa,pedagoga i innych? Jak możesz sobie pozwolić na to
      żeby nastolatek podnosił na Ciebie rękę? Chcesz tego młodszego też tak wychować?
      Jeśli tak,to jestem za tym żeby odebrać Wam prawa rodzicielskie.
      Potrzebna Wam pomoc psychologiczna,pisząc "Wam" mam na myśli całą rodzinę.
      • inn_a Re: ROZWÓD a dzieci 10.08.08, 15:55
        No widzisz i tu mnie źle oceniasz.
        To jest kolejny powód do wniesienia przeze mnie rozwodu.
        Oczywiście, że zwracałam się o pomoc, najpierw do pedagoga szkolnego już w
        klasie VI szkoły podstawowej.
        Byłam dwukrotnie na rozmowie i pani pedagog rozmawiała również z moim synem.
        Później syn rozpoczął naukę w Gimnazjum, wszedł w nowe towarzystwo szkolne,
        dodatkowo doszło dojrzewanie i rozwój syna, obecnie to facet 1,85 cm wzrostu, ja
        mam -164 cm.
        Kiedy syn był jeszcze w szkole podstawowej - postawiliśmy z mężem
        ( a właściwie mąż, bo ja chętnie trzepałabym tyłek synowi za jego wybryki w
        szkole), na tłumaczenie dziecku i rozmowy co jest dobre co złe, dlaczego tak , a
        nie inaczej należy postępować. Nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów.
        W trakcie nauki syna w Gimnazjum byłam też na rozmowie z psychologiem, później
        był mój syn ale nic te rozmowy nie dały, agresja stawała się coraz większa
        "rozwijała się" dalej.
        Zresztą dochodził tu fakt, że starszy syn nie chciał i nie chce ze mną nigdzie
        iść a na sznurku go nie zaprowadzę.
        W końcu poprosiłam męża, abyśmy obydwoje spotkali się z psychologiem co mamy
        robić ze starszym synem, jak z nim postępować.
        Pani psycholog zaproponowała aby syna umówić na spotkanie z psychiatrą ale tutaj
        właśnie zakwestionował to mój mąż. Stwierdził, że syn nie jest nienormalny i do
        żadnego psychiatry nie będzie z nim chodził (spotkanie omówiłam sama osobiście,
        bo mąż przecież pracuje i nie ma na to czasu).
        Nie chce ani wychować tak młodszego syna ani nie chciałam wychować starszego i
        proszę mnie o to nie oskarżać.
        Oczywiście w tych przypadkach kiedy syn podnosi na mnie rękę, mąż reaguje ale
        poza tym nie chce z tym nic więcej robić.Cały czas uważa, że musimy mu
        tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć....
        Napisałam to dlatego aby przybliżyć Wam JEDEN Z POWODÓW dla których chcę rozwodu
        i będę wnioskować w Sadzie żeby mąż przejął opiekę nad starszym synem, bo
        przecież mnie nienawidzi i ostatnie słowa syna , że przez przypadek jestem jego
        matką.
        Chodzi mi o to, że JA CHCĘ coś z tym zrobić , a mąż nie chce, zasłania się tym,
        że ciężko pracuje i nie ma czasu, czyli nie chce lub czuje się bezradny aby mnie
        w tej sytuacji wesprzeć.
    • coyotegirl1 Re: ROZWÓD a dzieci 10.08.08, 14:28
      w moim przpadku, pomimo, że mąz o wiele więcej zarabiał i miał lepsze warunki
      mieszkaniowe sąd przyznał dziecko mi a od niego zasądził alimenty.
      oczywiście była pani kurator w domu, rozmawiała ze mną, oglądała mieszkanie
      wypytywała ale na rozprawie miejsce zamieszkania dziecko dostało przy mnie.
      Musiałabys chyba na prawdę być patologiczną kobietą, żeby Ci odebrali opiekę nad
      dzieckiem. Jakoś tak się dzieje, że przeważnie matki dostaja dzieci a ojcowie
      alimenty do płacenia....
      Ale o tym dowiesz się na rozporawie.
      Albo w ogóle zastanów się jeszcze 3 razy nad rozwodem, na serio nie da sie tego
      inaczej rozwiązać??.. 15 letnie dziecko, to chyba od wczoraj sie nie znacie?...
    • coyotegirl1 Re: ROZWÓD a dzieci 10.08.08, 14:30
      a co do świadków, każdy powołuje swojego. On zapewne powoła swoich rodziców, ale
      Ty może powołac swoich, którzy przyjdą i będą wystawiać opinię Tobie.
      u mnie opwołałam świadka, który nie smarował nikomu, mówił jak jest na prawdę.
      Były argumenty po mojej stronie w tych zeznaniach ale były tez na korzyść męża.
      A jednak mi się została córeczka.
      • inn_a Re: ROZWÓD a dzieci 10.08.08, 16:05
        coyotegirl1 napisała:

        > a co do świadków, każdy powołuje swojego. On zapewne powoła swoich rodziców, al
        > e
        > Ty może powołac swoich, którzy przyjdą i będą wystawiać opinię Tobie.
        > u mnie opwołałam świadka, który nie smarował nikomu, mówił jak jest na prawdę.
        > Były argumenty po mojej stronie w tych zeznaniach ale były tez na korzyść męża.
        > A jednak mi się została córeczka.

        Tak tylko widzisz, jest jeszcze jeden problem, ja mam tylko matkę.
        Moja mama mieszka samotnie i mój mąż dużo rzeczy jej w domu naprawia lub jeździ
        z nią do sklepów i pomaga coś do mieszkania kupić, w związku z tym moja mama
        uważa, że o co mi chodzi, przecież mam dobrego i wspaniałego męża, czego się
        czepiam itd, a wszystko to dlatego,że nie mieszka z nami i nie wie jak ciężko mi
        porozumieć się z mężem choćby właśnie w kwestii wychowania starszego syna. O
        starszym też wie, wie o jego zachowaniu wobec mnie ale chyba też jest w tym
        wszystkim bezradna i nie wie jak mi pomóc.
        Tak więc raczej mojej mamy nie mogę powołać , bo może się okazać że będzie
        świadczyć na korzyść męża, mimo, że ma mnie jedną.

        Potrafię od męża usłyszeć " to Ty idź i zarabiaj", kiedy doskonale wie jaka
        sytuacja na rynku pracy zwłaszcza w moim wieku. I doskonale wie, że nie siedzę z
        założonymi rekami i szukam pracy dosłownie wszędzie. Teraz pracowałam od końca
        kwietnia do końca lipca.
        Kiedy nie mam pieniędzy, oświadcza, że przecież dał mi kartę do bankomatu, sam
        przy sobie nie nosi pieniędzy czasem 10 lub 20 zł.
        Ale przecież nie mogę wybrać (i nawet tego nie robię) większej gotówki, bo mąż
        musi mieć pieniądze na koncie na opłacenie czynszu, telefonu, etc.

    • inn_a Re: ROZWÓD a dzieci 11.08.08, 18:37
      No cóż, szkoda, że tak mało od was się dowiedziałam...
      Rozumiem,że większość z Was nie ma takich jak ja problemów...
      • mloda25 Re: ROZWÓD a dzieci 11.08.08, 19:03
        Moze tuaj zapyaj.


        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24087
    • li_lah Re: ROZWÓD a dzieci 11.08.08, 22:20
      droga inn-a rozumiem ze masz w domu niezle piekło, nie znam Cie,ale czytajac
      Twoj post odnosze wrazenie, ze tak wlasciwie powodem do rozwodu jest starszy
      syn, ktorego chyba chcesz sie pozbyc z domu oddajac go mężowi..ze to on swoim
      zachowaniem sprawia ze Ty masz problemy z męzem w kwestii dogadywania sie,
      komunikacji itp
      Usiadz na spokojnie i przemysl kto zasluguje na "kare" SYN czy MĄŻ?
      nie wiem jaki ten twoj mąż jest, ale cos mi sie wydaje ze niewielki(w porownaniu
      z tym jakie niektorzy ludzie maja problemy w zwiazkach)problem komunikacji
      dwojga ludzi urasta do rangi wielkiego problemu i ma byc przyczyna rozwodu..???

      pewnie się mylę...ale takie odniosłam wrazenie...

      a SYN??? brak słów. moim zdaniem postepowanie twojego męża wobec
      niego(tlumaczenie itp) to smieszne, bo widac ze nie trafia do szczeniaka nic a
      nic. proponuje raz a dobrze dac w pysk przy następnym wybryku i moze zrozumie
      gdzie jest jego miejsce :\ nie dla niego bezstresowe wychowanie. na takowe
      tzreba zasluzyc... tylko ...no wlasnie..zeby ojciec dal mu rade to musi mieć
      "jaja" i pewnie o to chodzi ze ich nie ma
      • inn_a Re: ROZWÓD a dzieci 12.08.08, 17:09
        droga inn-a rozumiem ze masz w domu niezle piekło, nie znam Cie,ale czytajac
        Twoj post odnosze wrazenie, ze tak wlasciwie powodem do rozwodu jest starszy
        syn, ktorego chyba chcesz sie pozbyc z domu oddajac go mężowi..ze to on swoim
        zachowaniem sprawia ze Ty masz problemy z męzem w kwestii dogadywania sie,
        komunikacji itp

        To jest JEDEN Z POWODÓW dla których chce rozwodu z MĘŻEM.
        Powodów jest znacznie więcej, choćby ograniczanie mi kasy, kiedy jestem bez
        pracy,zła komunikacja między nami,do której właśnie w większości przypadków
        przyczynia się starszy syn.
        Jest też powodem (jak już wczesniej pisalam ) kwestia teściów, gdzie mój mąż nie
        potrafi lub nie chce (ze wzgledu na pomoc tesicowej przy młodszym
        dziecku)wstawić się za mną tj. stać po mojej stronie. Bo to JA, a nie teściowa,
        jestem jego żoną, ze mną śpi, mieszka i ma dwoje dzieci.
        Niestety, nie umiem tego od męża "wyegzekwować", mąż nie chce "przeciwstawić się
        " swoim rodzicom i nie chce stawać w mojej obronie, na przykład w takich
        przypadkach kiedy teściowa oskarża MNIE o złe wychowanie starszego syna.

        Usiadz na spokojnie i przemysl kto zasluguje na "kare" SYN czy MĄŻ?
        nie wiem jaki ten twoj mąż jest, ale cos mi sie wydaje ze niewielki(w porownaniu
        z tym jakie niektorzy ludzie maja problemy w zwiazkach)problem komunikacji
        dwojga ludzi urasta do rangi wielkiego problemu i ma byc przyczyna rozwodu..???

        Zdecydowanie MĄŻ, ale nie chodzi tu o jakąś karę tylko o pomoc i współpracę ze
        mną w wychowaniu starszego syna. To nie jest tak, że ja chce się "pozbyć"
        starszego syna (źle to zabrzmiało). Chcę mu pomóc, bo rozumiem, że starszy syn w
        tej chwili przechodzi etap ostrego dojrzewania i sam sobie nie umie z tym
        poradzić, a nie chce przyjąć mojej pomocy jako matki -twierdząc,że mnie
        nienawidzi, że nie jestem jego matką, ubliża mi przy tym, gnębi mnie psychicznie
        głupimi komentarzami typu "nigdzie w pracy Cie nie chcą", etc.
        Chcę aby w tym pomógł mi mój mąż, a mój mąż zwyczajnie nie chce mi pomóc. Często
        jest też tak, że mąż mnie oskarża, że po co np. odzywam się do starszego syna i
        go prowokuję - co jest nieprawdą.
        Też zwracałam mężowi uwagę, że powinien raz a porządnie przetrzepać mu tyłek ale
        mąż uważa, że agresja rodzi jeszcze większa agresję.
        W stosunku do męża - syn też się potrafi postawić, często jest tak że i z mężem
        się szarpią....
        Chodzi mi o to, że skoro starszy syn tak mnie nienawidzi,skoro Ja w oczach
        starszego syna jestem taka okropna i najgorsza - to wobec tego, może moja rola
        wychowawcza względem niego się skończyła, może potrzebuję męskiej reki,w takim
        razie niech pozostanie z ojcem.

        a SYN??? brak słów. moim zdaniem postepowanie twojego męża wobec
        niego(tlumaczenie itp) to smieszne, bo widac ze nie trafia do szczeniaka nic a
        nic. proponuje raz a dobrze dac w pysk przy następnym wybryku i moze zrozumie
        gdzie jest jego miejsce :\ nie dla niego bezstresowe wychowanie. na takowe
        tzreba zasluzyc... tylko ...no wlasnie..zeby ojciec dal mu rade to musi mieć
        "jaja" i pewnie o to chodzi ze ich nie ma

        No cóż mąż jest spokojnym człowiekiem, wszyscy, którzy widzą go raz na jakiś
        czas,uważają że jest ANIOŁEM ale faktycznie rzeczywistość jest inna. Nie
        twierdzę, że jest złym człowiekiem ale właśnie brak mu stanowczości i
        zdecydowania w relacjach ze starszym synem.
        A jeszcze jednym powodem do rozwodu jest to, że kompletnie nie pasujemy z mężem
        do siebie. Kiedy braliśmy ślub nie widziałam tego, też podchodziłam na zasadzie,
        że spokojny,grzeczny, dobrze ułożony,szanuje rodziców, etc...
        Przez lata małżeństwa obydwoje się zmieniliśmy, nie przeczę, jestem osobą
        znerwicowaną, na co też ma wpływ ciągle borykanie się z pracą i problemy ze
        starszym synem.
        Szybko się denerwuje i denerwuje mnie to,że nie mam w mężu oparcia, mimo, że
        mąż wie jaką mam sytuację, że ciągle szukam pracy, że też staram się zarobić na
        dom, na dzieci...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka