kredka42
25.08.08, 12:36
Nie wiem jak zacząć…chyba od początku. Jesteśmy a może byliśmy
szczęśliwym małżeństwem. Wieloletni związek, zaufanie, przyjaźń,
miłość i udany sex. Jak w każdym małżeństwie zdarzały się wzloty i
upadki, ale zawsze wychodziliśmy obronną ręką. Nasza miłość była
silniejsza od wszystkiego. Aż do teraz. Przez przypadek natknęłam
się na sms-a od dziewczyny, (którą znałam jedynie z krótkich
wzmianek-przez jakiś czas pracowali razem a obecnie mój mąż zmienił
prace), w którym napisała, że pisze do niego, aby nie mówił, że nie
kontaktuje się z nim, coś takiego.. Niby nic takiego, ale. Jakoś nie
dawało mi to spokoju. Przypomniałam sobie sytuację, kiedy szedł na
grilla z kolegami z poprzedniej firmy. Wyjątkowo długo się
pielęgnował, wylał na siebie sporo perfum. Odwożąc go na to
spotkanie, chciałam grzecznie przywitać się z uczestnikami, ponieważ
znałam ich, chciałam pogadać, co słychać itd. On mi nie pozwolił,
jakoś głupio tłumacząc, że dziecko na mnie czeka w domu i lepiej
żebym szybko wróciła, przejeżdżając zauważyłam, ze są tam również
koleżanki, o których wcześniej nie było mowy(m.in. z tego powodu
podobno spotkanie odbywało się bez żon, aby faceci mogli swobodnie
pogadać), ale machnęłam na to ręką…może nagła zmiana planów w końcu
te dziewczyny kiedyś z nimi pracowały. Ten wieczór dla mojego
małżonka przeciągnął się do późnych godzin nocnych, nie odbierał ode
mnie telefonów. Po raz kolejny machnęłam ręką-pewnie się zagadał,
dam mu spokój pomyślałam, następnego dnia porozmawiamy. Wrócił ostro
podchmielony i szybciutko zasnął, nie dał się nawet namówić na
igraszki a to było już dziwne w jego przypadku. Następnego dnia
niewiele się dowiedziałam, podobno było nudno i jakoś gadka się nie
kleiła, więc sporo wypił. Ufam mu wiec temat uważałam za zamknięty.
Do momentu, kiedy przeglądałam biling telefoniczny. Nie mogłam
uwierzyć w ilość połączeń do tej dziewczyny, od której dostał tego
dziwnego sms-a. Spędzali razem ten grill-owy wieczór, w trakcie,
którego on do niej kilka raz dzwonił. Były to połączenia
kilkusekundowe?, ale ostatnie połączenie przed przyjściem do domu
trwało kilkanaście minut, a przecież był taki pijany jak twierdził…
Od tamtego czasu połączenia, sms-y i maile stały się bardzo częste.
Oczywiście pod moją nieobecność następnego dnia dzwonił do niej i
dłuuuuugo rozmawiali. Zawsze rozmawiał z nią podczas mojej
nieobecności i natychmiast usuwał wszelkie połączenia, sms-y i maile
od niej i do niej. Kilku z nich nie usunął a ja przeczytałam. Co
prawda nie było w nich żadnych wyznań ani wspomnień, ale były jakieś
dziwne… Zapytałam męża, wprost co to jest, a on powiedział, że to
zwykłe rozmowy o niczym, o pracy, urlopie i takie tam. Przysięgał,
że mnie nie zdradził, zerwał z nią kontakt (podobno). Zapytany,
czemu mi nie powiedział o tych kontaktach odparł, że bał się mojej
reakcji na to, że utrzymuje kontakt z nią. Jest to dla mnie
strasznie trudna sytuacja, tym bardziej, że on twierdzi, że ona nic
nie znaczyła, takie byle gadki od czasu do czasu i tyle. Do tej pory
bardzo mu wierzyłam i ufałam, ale coś we mnie pękło. To jego
tłumaczenie jest zupełnie bez sensu i strasznie się wkurza, że go o
to wypytuje, bo jak twierdzi nic nie zrobił i nie ma, o czym
mówić.Rozum walczy z sercem….