23.10.08, 20:45
mam 22 lata. w sierpniu znów miałam myśli samobójcze, mocniejsze, niż
kiedykolwiek. spałam ciągle io płakałam, nie chciałam żyć. jakoś z tego
wyszłam, dzięki przyjaciółce i zakończeniu toksycznego związku.
znalazłam pracę, mieszkanie, wszystko było na dobrej drodze.

teraz jest znów to samo. zgubiłam żyletkę, którą jeszcze kilka lat temu, po
kłótni z rodzicami chciałam się zabić. oczywiście, teraz wiem, że chciałam
tylko pomocy. pierwsze myśli samobójcze pojawiły się w wieku chyba 13, 14 lat.
dość często się pojawiały, zwłąszcza po kłótniach z rodziną. wtedy lekko
cięłam się żyletką po żyłąch na nadgarstku, wierząc, że te płytkie cięcia
spowodują moją śmierć, której tak bardzo twedy chciałam. naturalnie żyłam
dalej, ale jakaś tam ulga była, gdy widziałam kropelki krwi.

żyletkę widziałam ostatni raz rok temu, gdy zmarł mi ktoś naprawdę bliski.
wtedy pocięłam się mocno, nie mogłam się podnieść po tej stracie.

teraz też chcę żyletkę, ale nie mogę jej znaleźć. nie po to, by stąd odejść,
tylko chcę sobie coś udowodnić i chcę płakać. nie chcę żyć. już nawet nie
myślę o rozpaczy mamy, gdy się zabiję, choć kiedyś to mnie bardzo trzymało,
żeby jej nie zranić. dziś mnie to nie obchodzi.
nie widzę sensu w tym wszystkim. jestem niewierząca od kilku lat, rodzice
wychowali mnie na katoliczkę, gdy dorosłam, rozum przestał zgadzać się na te
wszystkie banialuki. i wiem, że to mi nie ułatwia życia. trudno.

jestem taka zdziwiona, że znów zaczęłam myśleć o śmierci, bo ostatnio mi się
dobrze układało. raczej dobrze.
mój dziadek zmarł miesiąc temu.
wszystko mi się wali. nie widzę sensu w życiu, nie uważam, że trzeba żyć. to
wszystko jest jakąś wielką pomyłką.

nie chcę przyjaciólki znów zadręczać, ona ma swoje kłopoty, dlatego
zdecydowałam suę napisać tutaj. muszę się wyżalić przed kimkolwiek. jesli taki
temat tu nie pasuje, to wykasujcie, nie wiem, po prostu muszę się wygadać.

i jeszcze szczerze, szczerze nienawidzę mojego ojca, i najchętniej
pozbawiłabym go życia, nienawidzę go i życzę mu śmierci, tylko jakiejś
bolesnej. nienawidzę go!
Obserwuj wątek
    • nawrocona5 Re: żyletka? 23.10.08, 20:51
      Czy korzystałas kiedykolwiek z pomocy psychologa, byłaś na jakiejś terapii?
      Bardzo trudno jest samodzielnie poradzić sobie z takimi problemami jak twoje.
      Znalazłaś pracę, mieszkanie i wszystko było na dobrej drodze. Więc dlaczego
      uważasz, że juz nie jest? Co się stało?
      • poduszkauszka Re: żyletka? 23.10.08, 21:09
        nie stało się nic konkretnego. tak mnie po prostu... złapało, po kłótni i
        podsłuchanej niechcący rozmowie (ciężko było nie słyszeć, skoro ryczał na cały
        regulator). kłótnie z rodziną, ojcem, którego nienawidzę, praca niestety za
        bardzo małe pieniądze, kompleksy na tle innych związane ze wszystkim. studia
        nieodpowiednie, samotność. to jest tak, że... ja nie widzę sensu w tym
        wszystkim. mechanicznie robię, co muszę, jem, wstaję, myję się. masa głębokich
        refleksji prowadzących do tego samego - i po cóż się tak męczyć?
        jestem taki bezwolny, słaby mięczak, chwilami wiem, że muszę się wziąć za
        siebie, coś zrobić ze swoim życiem, ale mi się nie chce, nie mam siły i nie
        widzę sensu.
        • poduszkauszka Re: żyletka? 23.10.08, 21:12
          ja kiedyś bardzo często tak miałam, że mnie łapał taki stan, z niewidomego
          powodu, i trzymał. staram się nie histeryzować, jakoś logicznie do tego
          podchodzić, myśleć...
          i znów mnie zaczyna łapać, te myśli o śmierci, ciągle tu są, krążą i tylko
          czekją, żeby mnie złapać, jak będzie mi źle
          • nawrocona5 Re: żyletka? 23.10.08, 21:35
            Ale to sa chyba objawy depresji,przeciez mogłabys się leczyc i wszystko byłoby
            inaczej.
            Wygląda na to że masz ciężko w życiu, jakies toksyczne relacje rodzinne - nie
            próbuj walczyc z tym sama.
            Piszesz "staram sie nie histeryzowac" - to bardzo dzielnie ale twój stan nie
            jest efektem histerii ani nadmiernego przejmowania sie problemami. Potrzebna ci
            fachowa pomoc i musisz jej poszukać.

            W tej chwili trudno ci w to będzie uwierzyc, ale mnóstwo ludzi wyszło na prostą
            z podobnych "dołów psychicznych" i są w stanie cieszyć się życiem. Nie poddawaj
            się, zacznij kurację, jakąś psychoterapię. Nie wiem gdzie mieszkasz, czy są tam
            jakieś możliwości znalezienia pomocy?
        • rosa_de_vratislavia Re: żyletka? 23.10.08, 21:20
          poduszkauszka napisała:

          > nie stało się nic konkretnego. tak mnie po prostu... złapało,

          No właśnie. Wiele osób tak "łapie". Ludziez boku patrzą i się
          pytają...czemu wszystko wydaje się bez sensu, skoro obiektywnie,z
          boku patrząć - wszystko jest OK i nie masz większych problemów niż
          statystycznt Polak.
          Zarówno Twoje myśli samobójcze (od wczesnego wieku) jak i "Zabawy"
          żyletką są powodem do pójścia do psychiatry.
          Nie do psychologa (to nie lekarz) tylko do psychiatry (lekarza!).
          Psychiatra przyjmuje na NFZ i nie potrzebujesz do niego skierowania.
          Zapewniam Cię,że z tego da się wyjść,a ludzie chodza do psychiatry
          ze znacznie mniejszymi dolegliwościami niż Twoje:)
          Więc głowa do góry, rejestruj się do lekarza i grzecznie czekaj na
          termin wizyty.
          Pozdrowienia!
        • vandikia Re: żyletka? 24.10.08, 13:05
          poduszkauszka napisała:

          > nie stało się nic konkretnego. tak mnie po prostu... złapało,


          o Słoneczko, tak po prostu to nie łapie. Materiał na terapię i to
          jak najszybciej. Sens jest, masz tylko teraz zniekształcony obraz
          rzeczywistości, nie pozwól by brał górę nad Tobą.
          Jeśli chcesz prv, to pisz na @ gazetową, może Ci coś poradzę.
    • garraretka Zadzwoń do przyjaciółki! 23.10.08, 21:19
      I to szybko! Spotkajcie się w zaciszu domowym z kubkiem gorącego kakao i o
      wszystkim jej opowiedz, wypłacz się na ramieniu.

      Wierz mi, że dla niej to nie będzie zadręczanie!

      Telefon do ręki!

      I nie szukaj tej cholernej żyletki!
      • rosa_de_vratislavia Re: Zadzwoń do przyjaciółki - to za mało... 23.10.08, 21:21
        garraretka napisała:

        > I to szybko! Spotkajcie się w zaciszu domowym z kubkiem gorącego
        kakao i o
        > wszystkim jej opowiedz,

        To są sposoby na chandry i babskie smuteczki,a nie na zapobieganie
        długo występującym myślom samobójczym i samookalczanie się!
        • garraretka Re: Zadzwoń do przyjaciółki - to za mało... 23.10.08, 21:31
          Oczywiście, że tak - ale na ten moment psychologa nie znajdzie. A przyjaciółkę tak.

          To chyba lepsze niż żyletka, prawda?

          Bo o specjalistycznej pomocy już ktoś napisał w pierwszym poście.
          • poduszkauszka Re: Zadzwoń do przyjaciółki - to za mało... 23.10.08, 22:01
            ja i tak bym sobie nic nie zrobiła tą żyletką, tylko się lekko pocięła.
            czy wam też się zdarzają takie momenty? to wszystko jest takie bez sensu..
            • nawrocona5 Re: Zadzwoń do przyjaciółki - to za mało... 23.10.08, 22:16
              No to trochę mnie uspokoiłaś. Będę spała spokojniej.
              Pozdrawiam trzymaj się :)))
              Skorzystaj z rad które tu zostały napisane. Pisz dalej na forum jeśli ci to
              pomaga. Dobrej nocy
            • horpyna4 Re: Zadzwoń do przyjaciółki - to za mało... 23.10.08, 22:48
              Kochaniutka, jest prosty sposób na wyjście z takiego doła.
              Po pierwsze - skończyć z sobą zawsze zdążysz. Pamiętaj o tym, nie
              warto się spieszyć.
              Po drugie - jeżeli ktoś Cię skrzywdził i nienawidzisz go, to ta
              nienawiść najbardziej szkodzi Tobie, zatruwa Cię. Zacznij sobie
              powtarzać, że tę osobę masz gdzieś. Że nie jest w ogóle warta Twojej
              uwagi.
              I po trzecie - chyba najważniejsze: usiądź spokojnie i zastanów się,
              co najbardziej lubisz. Z każdej dziedziny, może być to czekolada,
              może ciekawa wycieczka. Musisz naprawdę wiedzieć, co sprawia
              przyjemność Tobie bez oglądania się na innych. Bo często bywa tak,
              że robimy (zdobywamy) coś po to, żeby komuś zaimponować, a to nie
              jest dobre. Dlatego, że uzależnia własną przyjemność od innych osób.
              Jak już zdefiniujesz swoje przyjemności, to zacznij do nich dążyć.
              Gwarantuję Ci, że jest o wiele łatwiej, jeżeli wie się, czego się
              chce.
              • vandikia Re: Zadzwoń do przyjaciółki - to za mało... 24.10.08, 13:08
                horpyna4 napisała:

                > Kochaniutka, jest prosty sposób na wyjście z takiego doła.


                Nie obraź się, ale takie rady moim zdaniem moga tylko doprowadzić do
                tragedii. Bo to nie jest dołek - co ta dziewczyna opisuje i nie ma
                prostych sposobów na wyjście z tego. Jest za to mozolna, ciężka
                praca, czasami wsparta lekami, ale warta tego poświęcenia.

                W momencie gdy daje się osobie znerwicowanej, w jakiejś depresji, ze
                skłonnościami do autoagresji takie "proste rady", które niestety
                zwyczajnie nie pomogą, a tylko mogą doprowadzić do cięższego
                załamania.
    • wacikowa Re: żyletka? 23.10.08, 22:09
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=69731
      Wejdź tu,tam dziewczyny w podobnych sytuacjach i może bardziej Ci pomogą.
      Trzymaj się.
      • poduszkauszka Re: żyletka? 23.10.08, 23:09
        dziękuję wam za wszystko. mam nadzieję, że ludzie w waszym otoczeniu doceniają,
        jak jesteście dobre. najbardziej podnosząca na duchu jest ta świadomość - obca
        osoba żali się na forum, a Wy bezinteresownie pomagacie. dziękuję wam za to.


        może rzeczywiście powinnam pójść do jakiegoś lekarza... głupio mi trochę.
        pójdę spać, muszę spać, bo jak śpię, to mi lepiej, jutro może będzie lepiej, to
        się umówię na wizytę.
        jeszcze raz bardzo dziękuję, jesteście kochane.
        • moonbp Re: żyletka? 23.10.08, 23:25
          Jeżeli dotychczasowe powszechne wierzenia nie przekonały Cię, to
          może jest to znak, żę trzeba poszukać w rejonach niepowszechnych?
          Mogę polecić - nie pierwszy raz zresztą - "Rozmowy Z Bogiem"
          Neale'a Donald'a Walsch'a, w moim mniemaniu bardzi ciekawa rzecz,
          nawet dla ateisty. Co jeżeli nasze mitologie, religie, po prostu są
          przesiąknięte naszymi prymitywnymi wyobrażeniami, a z prawdą nie
          mają nic wspólnego? Ta książka to nie jest żadna religijna
          agitacja, wręcz przeciwnie, pokazuje zupełnie niezwykłe koncepcje,
          całkowiecie inny punkt widzenia. Może uruchomić wyobraźnię, może
          podrzucić nową nitkę, za którą można podążać.
          To tylko moja osobista propozycja, sugestia:)

          Ale któż wie, czy dobrze rozumiemy śmierć? A co jeżeli służy ona
          zwieńczeniu doświadczenia, nie zaś jego przerwaniu? Co, jeżeli nie
          da się poprzez nią ucuec, jak ludzie sądzą? Zwieńczenie porzez
          urwanie, zniszczenie ciała, to nie zwieńczenie, to przerwanie. Co,
          jeśli tak się nie da?:)

          Można pomyśleć, sprawdzić... To wszystko może być całkiem inne, niż
          sądzimy. Dajmy szansę percepcji, zderzmy ją z INNĄ koncepcją:)
          Dlaczego nie spróbować porozmyślać? DLaeczego nie zajrzeć w wersję
          alternatywną? To bardzo niezwykła publikacja, moim osobistym
          zdaniem - a niech wam będzie, że jestem wariatem i idiotą, nie
          dbam o to - to pozycja o wielkiej wartości, nawet ateista może być
          nią zainteresowany. Co bo wiem, jeśli ateizm nie wynika z
          nieistnienia Boga, lecz z Jego niezroumienia? Co jeśli ateizm to
          ucieczka przed niespełnionymi przez religie oczekiwaniami? A jeżeli
          jest odpowiedź, której nie znamy? Wybór nie musi się zawierać
          pomiędzy religią a ateizmem. Bo oparta na hierarchii religia i
          oparty na hierarchii Bóg mogą nie być prawdziwe. A hierarchia
          właśnie leży u podstaw wszystkiego. Bo prymitywny, miotany
          instynktami człowiek, u którego zawsze musi być "lepszy i
          gorszy", "godny i niegodny", "król i poddany" stworzył religie,
          które twierdzą, że i Bóg rozumuje hierarchicznie. Czy na pewno tak
          jest? A co by było, gdyby tak nie było?
          Moim zdaniem warto poczytać, pomyśleć. Nic się nia tym nie traci.
          Najwyżej uznasz, że Cię to nie przekonuje. Ale może skieruje to
          Twoje poszukiwania w nowym kierunku:)

          Pozdrawiam!:)
        • rosa_de_vratislavia Re: żyletka? 24.10.08, 07:31
          poduszkauszka napisała:

          > może rzeczywiście powinnam pójść do jakiegoś lekarza... głupio mi
          trochę.

          E tam...masa osób chodzi do psychiatry naprawdę z drobiazgami. To
          tak jakbyś powiedziała,że wstydzisz się iśc do lekarza, bo
          masz "tylko złamaną rękę" a są ludzie, którzy mają nowotwory.

          > muszę spać, bo jak śpię, to mi lepiej,

          To się nazywa "ucieczka w sen".

          > jak jutro może będzie lepiej, to
          > się umówię na wizytę.

          NIE. Dziś się zarejestruj, niezależnie od samopoczucia.
          Naprawdę musisz porozmawiać z lekarzem.
          Powodzenia!
    • banan_w_smietanie Jestes BPD 24.10.08, 11:44
      nie depresja
      jestes borderka
      borderline personality disorder
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=35861
    • dotyk_wiatru Re: żyletka? 24.10.08, 12:03
      Skąd ja to znam..........? :(
      Trzymaj się! Postaraj się przywrócić chęć do życia, znajdź jakiś
      cel...
    • trypel Re: żyletka? 24.10.08, 12:04
      poduszkauszka napisała:

      >nie chcę żyć. już nawet nie
      > myślę o rozpaczy mamy, gdy się zabiję, choć kiedyś to mnie bardzo trzymało,
      > żeby jej nie zranić. dziś mnie to nie obchodzi.


      życie nie jest obowiązkowe. Jak przemyślisz dogłebnie sprawe i stanowiska nie
      zmienisz to wszystko w Twoich rękach. Tylko nie rzucaj sie pod pociąg czy
      samochód bo ktoś bedzie niepotrzebnie przezywał że Cie przejechał.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka