Gość: agra
IP: 217.153.35.*
05.07.01, 14:26
Najpierw chociaż w kilku słowach naświetlę sytuację, bo z pewnością większość
opinii nie jest zorientowania w tym temacie.
Problemy z płodnością ma już obecnie co 5 para w Polsce. Niepłodność jest
zaliczana do chorób cywilizacyjnych. Nieplodnosc rozklada sie dosc
proporcjonalnie - w 1/3 dotyczy kobiety, w 1/3 – mężczyzny i w 1/3 obojga.
Wszelkie badania, leczenie i zabiegi są
pełnopłatne. Mam tu na myśli przede wszystkim wykorzystanie technik wspomagania
zapłodnienia, w tym inseminacje, in vitro i mikromanipulację (to coś zbliżonego
do in vitro). Wszystkie leki hormonalne są pełnopłatne i np. zastrzyki
hormonalne przed zabiegiem in vitro to koszt minimum rzędu 3-4 tys. zł.
Dodatkowo
zabieg kosztuje od 2,5 do 6 tys. zł. Skuteczność in vitro to zaledwie 25-30%, z
czego jasno wynika, że niektórzy próby podejmują kilka razy. Ale zdecydowaną
większość nie stać nawet na jedną próbę, bo to koszt rzędu 4 średnich pensji
krajowych brutto. Zabiegom poddają się zatem tylko ci, którzy wysiłkiem całej
rodziny zadłużają się, aby sfinansować przynajmniej ten jeden raz lub ci,
których zarobki na to pozwalają i którzy ze względu na swoje wyższe zarobki i
tak odprowadzają duże wyższe składki na ubezpieczenie, z którego nic nie mają
(bo nawet za zrobienie zwykłego zastrzyku muszą płacić mając zlecenie tylko od
lekarza „prywatnego”).
Wg lekarzy przeznaczenie od 0,4 do 4 zł rocznie ze składki każdego
ubezpieczonego mieszkańca
pozwoliłoby na istotne pokrycie kosztów i stworzenie możliwości leczenia tej
narastającej choroby.
I choć z pewnością niepłodność nie jest chorobą zagrażającą życiu, to osoby,
które chcą a nie mogą posiadać własnego potomstwa nie można uznać za osoby
zdrowe, ze
względu na znaczne obciążenia psychiczne, depresje i nerwice.
Co wy sądzicie na ten temat ?