smutny-czlowiek
11.12.08, 18:58
Ot taki smutny temat :/. Na początku chciałem Wszystkich przywitać. Problem, który chcę opisać, był już wałkowany wiele razy. Mimo wszystko w takich sprawach nie ma jednej szablonowej odpowiedzi, a więc postanowiłem napisać. Sprawa wygląda tak:
Jestem z moją ukochaną od paru lat, a od około 3 razem mieszkamy. Przez te 3 lata dużo razem osiągnęliśmy. W naszym związku nie było kłótni. Z racji tego, że uważałem, iż ukochana zostanie moją żoną, to postanowiłem w nią zainwestować. Pomogłem jej rozwinąć biznes i bardzo ją w tym wspieralem. Wspominam o tym, gdyż postanowilem zrobić kolejną inwestycję i dalem jej pieniądze na prawo jazdy. Z racji tego, że ja nie mogę go mieć, to ona powinna jeździć. Pomysł jej się na początku nie podobał, ale wciągnęła się i przekonała do samochodu. Powiedziałem, że jak zda prawko, to kupimy samochód i będzie mogła jeździć. Było jej to potrzebne, gdyż kiedyś śpiewala w chórze, a z racji ogromnej odległości i wieczornych spotkań, musiala z niego zrezygnować. Gdyby miała samochód, to moglaby wrócić do śpiewania. Muszę jednak powiedzieć, że to prawo jazdy, to chyba jakaś ironia losu. Instruktor, z którym miała ten kurs się jej spodobał i zaczęła z nim mailować. Powiedziała mi, że sie w nim zauroczyła. W efekcie tego wszystkiego zacząłem z nią rozmawiać i nakłaniać do tego, aby zaprzestała z nim kontaktów. Zauroczenie przychodzi zniecacka i jest bardzo trudno, ale się da, je zwalczyć. Po tych rozmowach zrobiło mi sie trochę lepiej, ale załamałem sie i wszedłem na jej pocztę mailową. Okazało się, że mailowała z nim nadal i skończyło się na tym, żeby podała mu swój nr. tel. Przedtem z nim jeździła i nie musieli się chyba kontaktować telefonicznie. Wystarczyły chyba same maile. Aktualnie ona wyjeźdża do domu na święta i powiedziała, że nie wyklucza tego, że się z nim spotka. Ja ją kocham i bardzo źle się z tym czuję. Ona ma 24 lata, a instruktor prawie 30. Rozmawiałem z nią o nim i powiedziała mi, że on nie ma dziewczyny (żony, dzieci, rodziny), gdyż ma w życiu jakiś cel, który najpierw musi osiągnąć. Powiedziałem jej, że to jakaś brednia. Tylu ludzi ma cele w życiu, a rodziny i tak mają, więc co to za głupota. Powiedziałem o tym koledze i on się zaśmiał mowiąc: pewnie celem jest zaliczyć wiele panienek. Nie wiem, co mam o tym myśleć. Bardzo dużo z nią rozmawiam i ona mi mówi, że chce się wyprowadzić. Spotyka sie z koleżankami i rozmawiają o tej sytuacji i to mnie jeszcze bardziej dobija, gdyż czuję, że one jej źle doradzają. Ukochana powiedziała mi, że już wczesniej zastanawiała się, czy odemnie nie odejść. Zapytałem więc, dlaczego chce odejść teraz, a nie zrobiła tego wcześniej, to nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Ja wiem, że ma klapki na oczach, gdyż też kiedyś takie zauroczenie przeżyłem i chciałem wszystko skończyć, ale się opamiętałem. Moja ukochana jest bardzo inteligentna osoba, ale zarazem dość naiwną. Powiedziałem jej, że instruktor chce od niej numer, aby sie z nia pewnie umówić, a ona mi na to, że to przeciez kolega i chce numer tak po prostu. W mailu napisał, że zadzwoni kiedyś, to się jej zapytałem, czy przypadkiem sie jej coś nie pomieszało? Odkąd to bierze się numer od dziewczyny tak po prostu, aby zadzwonić kiedyś?
Dla sprostowania sprawy: Mieszkamy razem już około 3 lata. Oboje jesteśmy prawie na końcu kariery studenckiej. Ja strasznie sie męczę psychicznie i chyba mi coś odwala. Czy Waszym zdaniem warto o n ią powalczyć? czy już raczej dać sobie siana i... no właśnie chyba się załamać. Chyba nie jestem facetem bo ryczę codziennie. Nawet się kaca nie mogę dorobić bo wypiłem już chyba tyle, co przez cały rok.