Dodaj do ulubionych

drażnią was późne powroty męża??

19.12.08, 20:09
Cześć,
Chciałabym Was zapytać czy wkurzają Was takie sytuacje jak np.
wyjścia męża w ciągu tygodnia z kolegami na piwo zaraz po pracy i
powroty późną nocą, chociaż mówił, że będzie o 19.00? Bo mnie to
potwornie drażni. Czekam na niego i nie mogę się doczekać, a potem
idę spać i usnąc też nie mogę, bo zaczynam się denerwować gdzie jest
itd. Jednakże myślę sobie, ze może przesadzam i nikogo poza mną
takie sytuacje nie irytowałyby i może to ja mam wygórowane
oczekiwania i przesadzam. Jak to skomentujecie?
Obserwuj wątek
    • facettt nie :) 19.12.08, 20:16
      sami tak czasem wracamy, wiec pozne powroty nas nie draznia :)
      • nawrocona5 Re: nie :) 19.12.08, 20:20
        facettt napisał:

        > sami tak czasem wracamy, wiec pozne powroty nas nie draznia :)

        Wobec tego w tym wątku powinna wypowiedzieć się Twoja żona a nie Ty:)
        • facettt nie i nie...:) 19.12.08, 20:45
          ona nie znosi Netu - wiec mam spokoj :)
          • nawrocona5 Re: nie i nie...:) 19.12.08, 20:54
            Ale poglądy na późne powroty na pewno ma i chyba miałeś okazję się z nimi
            zapoznac :)))
    • angazetka Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 20:17
      Tu chyba nie są problemem późne powroty, tylko niesłowność. Jak
      facet mówi, że będzie o 19, a wraca późną noca, to jest nie fair. Ma
      zapewne komórkę, zadzwonić może.
      • mijo81 Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 20:22
        Pewnie mówi tak dla świętego spokoju, bo jakby powiedział że wróci o
        północy to by z miejsca opierdól dostał
        • hotally Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 20:25
          i tak pewnie dostaje jak wraca o polnocy...

          Kochana, zamknij drzwi na klucz, niech troche postoi pod drzwiami to nastepnym
          razem będzie wiedział, o ktorej sie do domu wraca ;) wesolych świąt ;)
          • trypel Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 20:34
            zastanowiłem sie co bym zrobił jakby ktoś tak postapił(czyli zamknął drzwi przed
            nosem).
            I już wiem. Poszedł bym do najbliższego hotelu i wrocił po 3 dniach. I
            przemyslał cały związek :)
            • hotally Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 20:43
              A Ja bym znalazłam najlepszego adwokata i odebrała Ci (Jemu) rodzine, pieniądze
              i godność :))
              • trypel Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 20:49
                to sztuczka mogła wyjść tylko raz :D
                • hotally Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 21:00
                  Nie doceniasz kobiet :)))
                  • trypel Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 21:03
                    doceniam :)
                    teraz
                    dlatego wiem że mogła wyjsc tylko raz
            • vandikia Re: drażnią was późne powroty męża?? 20.12.08, 23:20
              hm jezeli bylbys nie fair? no to faktycznie powinienes miec 3 dni na
              przemyslenie pustych obietnic wobec partnerki :P
      • nelly87 Re: drażnią was późne powroty męża?? 20.12.08, 23:21
        Zgadzam sie w pelni
    • nawrocona5 Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 20:30
      > Chciałabym Was zapytać czy wkurzają Was takie sytuacje jak np.
      > wyjścia męża w ciągu tygodnia z kolegami na piwo zaraz po pracy i
      > powroty późną nocą, chociaż mówił, że będzie o 19.00?

      O 19tej? A kto by tam wierzył w takie rzeczy:)))
      A jak mówi, że wypije tylko jedno piwo, tez nie wierzysz, prawda? :)
      • alexles Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 20:51
        Wierzę. poważnie, bo akurat ani on ani jego znajomi nie piją więcej
        niż 1-2 piwa. Nigdy nie wrócił wstawiony. problemem jest raczej to,
        że ja też chcę, zeby trochę ze mną pobył w ciągu tygodnia, a jak
        wraca późno to tak jakby w domu tylko nocował. Niestety, zdarza się
        to dość często. Do tego dochodzą nadgodziny w pracy, dodatkowe
        zajęcia w weekendy i w sumie widzimy się rzadko i krótko.
        • hotally Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 20:56
          To może zacznij organizować wspólny czas poza domem, ograniczysz w ten sposob
          pobyt z kolegami, albo czas z kolegami i jego partnerkami, np: kręgle, kino,
          kolacja etc...
          • mijo81 Re: drażnią was późne powroty męża?? 20.12.08, 23:14
            Jak facet woli przebywać z kolegami a ona zacznie mu to ograniczać
            to skutek będzie odwrotny do zamierzonego
        • deodyma Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 21:03
          to on w domu tylko nocuje, tak? praktycznie go nie widujesz. zajecia dodatkowe w
          weekendy... no bez przesady. moze on kogos ma?
    • nighthrill Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 21:15
      Mam podobnie, mój mówi, że będzie o 22-23, a wraca o 3. Nawet nie jestem
      zazdrosna o kolegów, ale mam lekki sen i on mnie o tej 3 budzi, wchodząc do
      domu, paląc światło, robiąc jedzenie itp. Ostatnio myślał, że zgubił klucze,
      obudził mnie domofonem o 3 i wpadł z awanturą, że dzwoni i dzwoni, a ja nie
      otwieram...po chwili klucze znalazł we własnej kieszeni. Byłam wściekła przez
      dwa dni.
    • sylwusia87.0 Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 21:20
      ja to bym się cieszyła gdyby mój wychodził raz w tygodniu na piwo.Mój wychodzi
      codziennie do kolegów i wraca po 4 godzinach,a pózniej się dziwi,że nerwowa chodzę.
      • aniulka8503 Re: sylwusia 21.12.08, 17:42
        No sylwusiu a ponoć masz takiego cudownego męża...no faktycznie -
        ideał jakich mało!!!!!!!!!!!
        Naprawdę ci współczuję...
        teraz już znam powód, który sprawił, że siałaś ferment na innym
        forum...nudziłaś się czekając na męża...
        • teklana Re: sylwusia 21.12.08, 19:22
          aniulka8503 napisała:
          Gratuluję cudownego męża.
          Nie czytałam fermentów sylwuni,więc nie mogę się ustosunkować.
          Ale problem tu napisany należy do tych trywialnych
        • sylwusia87.0 aNiulka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!! 21.12.08, 20:49
          NIGDY NIE NAPISALAM,ZE MAM WSPALNIALEGO MEZA.ZAWSZE PODKRESLAM,ZE DZIECKO JEST
          DLA MNIE JANWAZNIEJSZE,WIEC PRZESTAN ZA MNA W KONCU CHODZIC SZCZENIAKUJESTES
          PSYCHICZNA MORDERCZYNIO WLASNEGO DZIECKA!
          • teklana Re: aNiulka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!! 21.12.08, 23:04
            sylwusia87.0 napisała:

            > NIGDY NIE NAPISALAM,ZE MAM WSPALNIALEGO MEZA.ZAWSZE PODKRESLAM,ZE
            DZIECKO JEST
            > DLA MNIE JANWAZNIEJSZE,WIEC PRZESTAN ZA MNA W KONCU CHODZIC
            SZCZENIAKUJESTES
            > PSYCHICZNA MORDERCZYNIO WLASNEGO DZIECKA!

            Co to k.......jest?
            • teklana Re: aNiulka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!! 21.12.08, 23:20
              hmmmm,już mniej więcej wiem o co chodzi sylwusi87.0,raczej mniej niż
              więcej,ale mam niejakie rozeznanie;-)Niezła jazda dziewczęta
        • vandikia Re: sylwusia 22.12.08, 00:18
          Ale to jest inne forum i po co tu jakieś brudy ciągać? Prowokujesz
          awanturę.
          • aniulka8503 Re: sylwusia 22.12.08, 00:45
            Spokojnie, nie zrobię tutaj awantury...
            Konsekwencje z nazywania mnie psychiczną, szczeniakiem oraz
            morderczynią własnego dziecka mam nadzieję wyciągnę osobiście.
            Wszystko ma swoje granice...internet również.
    • figgin1 Re: drażnią was późne powroty męża?? 19.12.08, 23:31
      Mnie to nie irytuje, chociaż wolałabym wiedzieć kiedy wróci mniej więcej.
    • ursz-ulka Re: drażnią was późne powroty męża?? 20.12.08, 03:01
      BArdziej irytują mnie wyjazdy integracyjne z noclegiem i chlanie na
      umór przy aprobacie przełożonego i ogółu.
    • lady284 Re: drażnią was późne powroty męża?? 20.12.08, 15:07
      ale macie problem, wtedy bierze się urlop i wyjeżdża bez męża, niech
      się zastanawia co i gdzie robię:))
      • agiee1988 drazni 20.12.08, 15:58
        i nie mam meza :)

        a chyba najbardziej, jak obiecuje wrocic po 1-2 piwkach i o 22, a przychodzi
        zalany prawie w trupa o 1.

        co innego jak ide z nim i sie upija :)
    • sadosia75 Re: drażnią was późne powroty męża?? 20.12.08, 16:03
      Jesli mowil, ze bedzie o 19 a bedzie pozniej to dzwoni i mowi, ze bedzie
      pozniej. wiec nie drazni mnie to w ogole, ze wraca pozno.
    • arbuzunia Re: drażnią was późne powroty męża?? 20.12.08, 16:23
      nie wkurzają bo same wychodzimy z koleżankami i wracamy późno :)

      ale wkurzyłabym się gdyby nie napisał sms że będzie pozniej bo martwilabym sie
      że cos mu sie stało, gdyby uprzedził to spoko.
    • lacido Re: drażnią was późne powroty męża?? 20.12.08, 16:26
      czy jakby powiedział, że wróci po północy to byłoby ok?
    • vandikia Re: drażnią was późne powroty męża?? 20.12.08, 23:19
      Czy ja wiem? Drażni mnie niesłowność, zwykle jak nie wraca o
      umówionej godzinie, to dzwoni potem do mnie żebym po niego
      przyjechała. Dlatego też daję mu ostatnio studencki kwadrans, po
      czym wyhylam szklaneczkę czegokolwiek %% żeby po niego czasem nie
      jechac ;)
      • vandikia Re: drażnią was późne powroty męża?? 20.12.08, 23:24
        *wychylam

        dodam może, że aniołkiem nie jestem, tyle że ja nie mówię, o której
        będę wychodząc hehe
        Ostatnio wróciłam o 4 i usłyszałam jedynie: aha rekord pobiłaś...ee
        niee zapomniałem że niedawno w ogóle nie wróciłaś na noc.

        Ale nie obiecywałam, że będę o tej i o tej ;)
        • ursz-ulka Re: drażnią was późne powroty męża?? 21.12.08, 09:58
          A gdzie ty chodzisz, jeśli mogę spytać?
          • vandikia Re: drażnią was późne powroty męża?? 21.12.08, 10:55
            różnie, powrót o którym pisałam był akurat ze spotkania klasy
            licealnej
            • ursz-ulka Re: drażnią was późne powroty męża?? 21.12.08, 13:31
              fajnie ;)
              a może podsuniesz jakiś pomysł - gdzie wyjść samej? bo mój facet
              często wyjeżdża i na ogół znajomi nigdy czasu nie mają gdzieś wyjść,
              więc sama chcę, a nie mam pomysłu
              • vandikia Re: drażnią was późne powroty męża?? 21.12.08, 13:53
                samej to nie wiem, bo ja sama nie chodzę - po pierwsze zadna
                przyjemnosc, po drugie niewiadomo wlasnie gdzie isc i do tego
                narazasz się na niebezpieczenstwo
                no chyba, ze w ciągu dnia - a w ciągu dnia to mozesz isc na fitness,
                do kina, na gorącą czekoladę..
                • ursz-ulka Re: drażnią was późne powroty męża?? 21.12.08, 14:00
                  no właśnie jest ciężko samej, gdy on ma wyjazd, jedna kumpela pomaga
                  siostrze przed świętami, druga ma zjazd, trzecia przeziębiona,
                  czwarta z chłopakiem siedzi,piąta w innym mieście... a mi się chce
                  wyjść do ludzi...
    • magda8887 alexles 21.12.08, 00:24
      alexles napisała:

      > Cześć,
      > Chciałabym Was zapytać czy wkurzają Was takie sytuacje jak np.
      > wyjścia męża w ciągu tygodnia z kolegami na piwo zaraz po pracy i
      > powroty późną nocą, chociaż mówił, że będzie o 19.00? Bo mnie to
      > potwornie drażni. Czekam na niego i nie mogę się doczekać, a potem
      > idę spać i usnąc też nie mogę, bo zaczynam się denerwować gdzie jest
      > itd.

      mam dokładnie to samo. Mąż przed wyjściem mówi "idę z kolegą na piwo wrócę
      między godz. 22-23, nie opiję się i wrócę grzeczny do domu, jak coś to jestem
      pod telefonem" i wychodzi. A prawda okazuje się taka, że nie wraca na 22-23
      godz. tylko na godzinę pierwszą lub drugą, pijany jak wór i najczęściej z
      pretensjami i wszczyna awantury. Raz wrócił z poszarpanymi nogawkami od spodni,
      innym razem z podartą koszulą (dwie takie sytuacje były). A innym razem o 2ej w
      nocy dostałam telefon, że muszę iść na wyznaczoną ulicę bo policja zatrzymała
      mojego pijanego męża jak jeździł naszym autem z pijanymi kolegami (mąż był
      pasażerem). Nigdy tego nie zapomnę ile się wstydu najadłam jak mnie policjanci
      spisywali i pytali kim jest dla mnie właściciel auta.
      Takich sytuacji, że mąż wracał o wiele różniej niż obiecał, pijany i agresywny
      było dużo. Sporo nocy miałam nie przespanych bo najpierw nie spałam bo się
      martwiłam gdzie jest, ponieważ godzina na którą miał wrócić dawno minęła, nie
      dobierał telefonów i sam nie dzwonił a jak wrócił to też nie mogłam zasnąć bo
      wszczynał awantury i byłam tak poddenerwowana że ciężko było oko zmrużyć.
      Tak było raz, drugi, trzeci ... aż się wkurzyłam i powiedziałam KONIEC. Skoro
      nie potrafi dotrzymać słowa i nie potrafi się odpowiednio zachować to widocznie
      nie może chodzić z kumplami na piwo. A dodam, że za każdym razem po takim jego
      wybryku przepraszał i obiecywał, że już nigdy więcej ... no ale niestety
      obiecanki cacanki a głupiemu radość.
      Teraz o jego wyjścia na piwo są toczone sprzeczki. A ostatnio zarzucił mi, że
      trzymam go w niewoli bo nie pozwalam mu na wyjścia na piwko. Chyba wiadomo
      dlaczego (opisane wyżej). Ja mu setki razy tłumaczyłam, że jeżeli faktycznie
      wróci na tą godzinę co obiecał, a jak będzie chciał zostać dłużej to niech da
      znać abym się nie martwiła i jeżeli wróci do domu spokojny to ok. droga wolna
      niech idzie. No ale cóż on tego nie rozumie albo nie chce zrozumieć. I z dwojga
      złego to ja jestem ta beee a on cacy i taki pokrzywdzony
      • eastern-strix Twoj maz to alkoholik jest... 21.12.08, 01:43
        ... sluchaj, Ty sie pilnuj, bo skonczysz jak moja matka.

        Zadnych nocnych wyjsc po meza.
        Nie trzymaj go krotko, bo w nim to tylko podjudza g*wniarskie poczucie krzywdy
        (ze go rodzice/zona krotko trzymaja a on przeciez dorosly).
        Idz spac, telefon wylacz, komorke tez, domofon odwies, jak zgubi klucz to niech
        marznie do rana.
        Jak go nauczysz,ze pic moze,ale konsekwencje bedzie musial poniesc SAM to mu sie
        odechce.
        Poki co nauczyl sie,ze jak sie schleje w trupa i podpadnie policji to ma im
        powiedziec,zeby zadzwonili po zone.
        Zmien to i bez kompromisow.
        • ursz-ulka Re: Twoj maz to alkoholik jest... 21.12.08, 10:01
          I żadnej litości jak jest na kacu. Głośna muzyka, wietrzenie
          mieszkania, odkurzanie dywanów, mikser, depilator ;) niech się męćzy
      • vandikia Re: alexles 21.12.08, 10:57
        Posiedzenie dłużej przy piwie, to chyba jeszcze nic złego?
        Ale wszczynanie awantur i upijanie się, to już głupota. To jest w
        ogóle inny typ człowieka ten Twój facet, nie powinien wcale pić,
        skoro dostaje później korby.
        • teklana Re: alexles 21.12.08, 11:38
          to jakaś porażka.Długo mnie tu nie było,wracam i czytam takie bzdety.
          Każde z osobna bez drugiego po knajpach nie powinno sie szlajać.Nie
          robimy tego nie ma problemów.Na kawę czy piwko lub lampkę wina do
          kolegi ,czy koleżanki zawsze mozna wyskoczyć.Ale wracając do tego
          co tu jeszcze wyczytałam-czy Ci koledzy rodzin nie mają,czy
          posiadają takie durne żony ,które akceptuja wycieczki po barach?
          Albo się z kimś jest ,albo nie.Zawsze wiem gdzie jest mój mąż,co
          robi i kiedy wróci i wzajemnie.Nie jest to jakas nadmierna
          kontrola,ale troska o bliską osobę i lojalność względem trj osoby.
          • ursz-ulka Re: alexles 21.12.08, 13:25
            Dobrze, że piszesz, sprowadzasz do pionu.
          • ursz-ulka jeśli mowa o alkoholizmie i bliskich pijącego 21.12.08, 13:29
            podaję cytat ze strony:
            www.poradnikmedyczny.pl/mod/archiwum/5260_wsp%C3%B3%C5%82uzale%C5%BCnienie_owini%C4%99ci_truj%C4%85cym.html

            "Jakie role mogą pełnić bliscy osób uzależnionych?

            Picie alkoholu lub branie narkotyków sprawiające rządy w rodzinie,
            wyznaczają często odpowiednie role poszczególnych członków tej
            rodziny. Ze względu na brak wzajemności w rodzinie dotkniętej
            uzależnieniem mogą utrwalić się sztywne role, wśród których wymienić
            można:

            1. Rolę uzależnionego, który z biegiem czasu i postępowania choroby
            staje się coraz bardziej nieodpowiedzialny i nie może pełnić
            swojej „normalnej” roli (męża lub żony, ojca czy matki).
            2. Rolę partnera osoby uzależnionej (tzw. koalkoholika), która staje
            się nadopiekuńczym ratownikiem zawsze gotowym do wyciągnięcia
            uzależnionego ze wszystkich kłopotów, gotowym do ponoszenia
            konsekwencji jego picia lub brania.
            3. Rolę dziecka – bohatera, którą często pełni najstarsze dziecko.
            To dziecko nad wiek dorosłe, przejmujące obowiązki domowe rodziców,
            którzy nie są w stanie ich spełniać, niesprawiające kłopotów i
            dobrze się uczące.
            4. Rolę kozła ofiarnego, który wciąż przyciąga uwagę rodziny ze
            względu na kłopoty, które sprawia – wychowawcze, w szkole, czasem z
            prawem. Dziecko takie bardzo skutecznie odwraca uwagę rodziny od
            głównego problemu, jakim jest uzależnienie.
            5. Rolę dziecka aniołka, dziecka niewidzialnego, które uciekając
            przed domowymi awanturami i brakiem poczucie bezpieczeństwa chowa
            się w świat fantazji i samotności.
            6. Rolę dziecka maskotki, które w trudnych sytuacjach potrafi
            wszystko obrócić w żart, tym samym także odwracając uwagę od
            głównego problemu.

            Co robić, aby nie dać się pochłonąć trującemu bluszczowi?

            Przerwanie błędnego koła jest niewątpliwie trudne, ponieważ
            funkcjonujący, czasem przez wiele lat, sposób zachowania całej
            rodziny nie jest łatwy do zmiany. Przede wszystkim warto zdać sobie
            sprawę, że nie jest się samotnym, że wiele osób zmaga lub zmagało
            się z podobnym problemem. Warto więc zgłosić się do najbliższej
            Poradni Terapii Uzależnień lub skierować swe kroki w kierunku grup
            wsparcia, jakimi są działające często przy kościołach, obok grup AA,
            grupy Al – Anon, które zrzeszają osoby współuzależnione i służą im
            pomocą.
            Podstawowe rady, którymi można by wesprzeć osoby współuzależnione
            to:

            1.Przestań zaprzeczać! Uzależniony ma z pewnością tak wiele
            przekonywujących dowodów i argumentów, że trudno mu się oprzeć, ale
            ty dobrze wiesz, że to nieprawda. Wstyd i obarczanie siebie winą
            oraz przekonanie, że jeszcze nie jest tak źle sprawia, że wolisz nie
            przyznawać się przed sobą, iż twój bliski jest uzależniony. Jeśli
            jednak chcesz zmienić swoją sytuację musisz przyznać, że problem
            istnieje i że szkodzi on całej rodzinie.
            2.Zdaj sobie sprawę, iż nie masz wpływu na picie lub branie tej
            drugiej osoby – swoim zachowaniem nie spowodujesz, aby przestała pić
            lub brać, więc spróbuj nie zajmować się nią, spójrz na siebie i
            swoje życie. Przestań prosić, żeby już więcej nie pił, grozić,
            namawiać, zmuszać do obietnic, kontrolować czy wyprowadzać z knajpy.
            3. Nie osłaniaj i nie chroń! Nie sprzątaj po pijackich wyczynach,
            nie kładź do łóżka kiedy przychodzi pijany, nie dzwoń do szefa z
            usprawiedliwieniem, nie płać jego długów – to wszystko zachowania,
            które pomagają w utrzymywaniu się choroby i oddalają podjęcie
            decyzji o leczeniu.
            4. Zdobądź jak najwięcej wiedzy o uzależnieniu i sposobach leczenia
            tej choroby - to pomoże ci nie ulegać wymówkom i obietnicom
            uzależnionego.
            5. Naucz się bronić, szukać oparcia i korzystać z pomocy, bo to
            pomoże przede wszystkim tobie powrócić do zdrowia. Poszukaj grup
            wsparcia, zgłoś się do poradni, porozmawiaj z kimś, o kim wiesz, że
            miał podobny problem. "
          • eastern-strix a ja sie nie zgadzam... 21.12.08, 14:56
            ...ludzie sa rozni. Jedni sie 'szlajaja' inni nie... Pomiedzy tymi dwoma
            biegunami jest obszerna szara strefa. Nie ma sensu polaryzowac.

            Ja lubie wyjsc na koncert z kolezankami i czasem wracam na lekkim 'gazie' (maz
            po mnie zazwyczaj przyjezdza). On tez ma prawo wyjsc z kolegami, obejzec z
            przyjacielem film i cos wypic jesli ma ochote.

            Nie nazwalabym tego szlajaniem,ale malzenstwo nie oznacza dla mnie,ze wszystko
            robimy razem. Zwariowalabym.


          • magda8887 Re: alexles -- teklana 21.12.08, 23:29
            teklana napisała:
            > Każde z osobna bez drugiego po knajpach nie powinno sie szlajać

            mój mąż jest innego zdania. Gdy umówi się ze znajomym na piwo i ja wówczas
            zaproponuje abym i ja poszła to mąż złości się na mnie. Nie pozwala mi. A gdy
            się upieram, że chce iść z nimi to krzyczy i nawet jest w stanie ubliżyć mi.
            Wpada w szał. Raz to tak wpadł w szał, że z nerwów pięścią uderzył w gniazdku
            które się rozleciało. A nawet mnie kopnął w złości w kostkę. Nie ma przeproś,
            wychodzi sam i już. A wtedy jak już wróci (oczywiście późno i pijany jak wór) to
            zamiast być happy że jednak wyszedł sam beze mnie to on wszczyna awanturę o to
            że stawiałam mu wcześniej opór, że też chciałam iść.

            > Ale wracając do tego co tu jeszcze wyczytałam-czy Ci koledzy
            > rodzin nie mają,czy posiadają takie durne żony ,które akceptuja
            > wycieczki po barach?

            szczerze powiedziawszy to mąż ma sporo kolegów, ale z kolegów z którymi się
            spotyka tylko jeden jest żonaty. Ostatnio byliśmy we czwórkę (ja mąż i kolega z
            żoną) na piwie. Niestety mój mąż w mojej i tej dziewczyny obecności namawiał
            kolegę na to aby do piwa wzięli wódkę. Widocznie samo piwo było mu za mało.
            Koleżanka zdenerwowała się o to, że mój mąż namawia jej męża na wódkę. Niestety
            po wypiciu mój mąż zachowywał się nie odpowiednio, co zakończyło się naszą
            sprzeczką. Mąż w ich obecności docinał mi. Jeszcze tego samego dnia, dostałam
            sms od niej że powiedziała swojemu mężowi, że jak tak dalej mają wyglądać
            spotkania jej męża z moim (chodziło jej o to, że mój mąż nakłania jej męża do
            picia) to zabroni mu kontaktu z moim. Na koniec eska napisała, żebym się nie
            obraziła ale mój mąż ma zły wpływ na jej męża.

            > Albo się z kimś jest ,albo nie.Zawsze wiem gdzie jest mój mąż,co
            > robi i kiedy wróci i wzajemnie.Nie jest to jakas nadmierna
            > kontrola,ale troska o bliską osobę i lojalność względem trj osoby.

            jestem tego samego zdania co Ty. Niestety mój mąż inaczej to odbiera, on uważa
            że to nie troska a kontrolowanie. I dla niego nie ma innej opcji.
            • teklana Re: alexles -- teklana 21.12.08, 23:41
              Hmmm,niepokojące jest to co wyczytałam magda8887.Nie uważam bym
              napisała bog wie jakie zachowania.......Uważam ,że w każdym
              NORMALNYM związku powinny byc takie "układy"o jakich wspomniałam.Nie
              umiałabym żyć z kimś kto mną tak pomiata.A koleżanka miała
              rację.Każdy się odsunie-ja też spotykam się tylko z tymi osobami z
              którymi się dobrze bawie.Zachowanie Twojego męża moim zdaniem jest
              skndaliczne,Tw,oj tylko wybór czy się z takim stanem rzeczy
              zgadzasz ,czy nie.
              • magda8887 Re: alexles -- teklana 21.12.08, 23:50
                teklana napisała:

                > Zachowanie Twojego męża moim zdaniem jest skandaliczne, Twój
                > tylko wybór czy się z takim stanem rzeczy zgadzasz, czy nie.

                Ja też uważam, że nie które zachowania mojego męża są skandaliczne. Bardzo się
                zmienił. Stał się nerwowy a momentami wręcz chamskie ma odzywki. Ja nie zgadzam
                się z tym stanem rzeczy, próbuję z tym jakoś walczyć. Staram mu tłumaczyć, że
                nie można się tak zachowywać i odzywać ... ale widzę, że te moje gadki mało
                skutkuję. Muszę widocznie przejść do czynów ... ale jakich? Nigdy nie miałam
                takiego problemu jak teraz. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się, że mój
                mąż może aż tak się zmienić.
                • teklana Re: alexles -- teklana 21.12.08, 23:56
                  nie wiem jak powinnaś rozwiązać swój kłopot.Sama nigdy podobnego nie
                  miałam.Jak sie okazuje problem masz poważny skoro pan mąż nie
                  chce "współpracować.Chciałabym,ale nie chce radzić bo nie mam
                  doświadczenia.Jeszcze pogorszę Twoja sytuacje gdybys sie
                  zasugerowała moim zdaniem ;-)
                  • magda8887 Re: alexles -- teklana 22.12.08, 00:10
                    teklana napisała:

                    > Jak sie okazuje problem masz poważny skoro pan mąż nie
                    > chce "współpracować.

                    no właśnie - jakby tylko chciał ze mną współpracować. Wielokrotnie go pytałam o
                    co mu chodzi? co się z nim dzieje? jak mam mu pomóc? itp. to zawsze ucina
                    rozmowę słowem "jest ok" albo "nie ważne"
                    • teklana Re: alexles -- teklana 22.12.08, 00:26
                      Madzia,rozumiem Twoje cierpienie.Facet sie od Ciebie oddala a Ty nie
                      wiesz jak dzialać.Kazdy jest inny i cięzko powiedzieć jakich
                      sposobów użyć by do meza Twego dotrzeć.Może skoro nie ma ochoty z
                      Toba wybierz sie sama do specjalisty ,który Cie ukierunkuje
                      • magda8887 Re: alexles -- teklana 22.12.08, 00:40
                        teklana napisała:

                        > Madzia,rozumiem Twoje cierpienie.Facet sie od Ciebie oddala a Ty nie
                        > wiesz jak dzialać.Kazdy jest inny i cięzko powiedzieć jakich
                        > sposobów użyć by do meza Twego dotrzeć.Może skoro nie ma ochoty z
                        > Toba wybierz sie sama do specjalisty ,który Cie ukierunkuje

                        tak można powiedzieć, że cierpię z powodu, że po pierwsze on się zmienił a po
                        drugie, że chcę temu przeciwdziałać ale nie wiem jak a on sam nie chce mi pomóc.
                        Niby mówi, że koniec jego głupich zachowań i odzywek, postara się aby między
                        nami było dobrze itp. ale to tylko słowa.
                        Jestem już dość mocno wyczerpana psychicznie ale mimo wszystko chcę dalej
                        działać aby on zrozumiał co wyprawia. Ostatnio nie wytrzymałam, nerwy mi
                        wysiadły i wybuchłam płaczem. Wszystko z siebie wyrzuciłam i powiedziałam mu co
                        mnie najbardziej boli, co mi się nie podoba, co bym zmieniła itd. słuchał
                        cierpliwie. Nawet przyznałam się, że było parę momentów kiedy byłam już tak
                        wycieńczona psychicznie, że myślałam o samobójstwie. Wtedy zaczął mnie tulić,
                        całować i obiecywać że już koniec jego picia, jego głupich zachowań i odzywek
                        itd. Minął tydzień a on już musiał napić się piwa z kumplem ale napić się tak
                        aby się upić. Powód? Bo jest zły na mnie bo wczoraj go zdenerwowałam tym, że
                        próbowałam się do niego dodzwonić (nie było go na weekendzie w domu - miał zjazd
                        na uczelni). Dzwoniłam do niego bo się stęskniłam i chciałam chwilę pogadać. A
                        jego to zezłościło bo uważa, że szkoda kasy na zbędne rozmowy. I co zadzwoniłam
                        to się rozłączał, albo odrzucał rozmowę aż wreszcie tel wyłączył. A dziś jak
                        miał ochotę wypić to obdzwonił z 8 kolegów - i co? tu mu kasy na rozmowy nie
                        było szkoda, i to jego zdaniem nie była zbędna rozmowa.
                        • ursz-ulka Re: alexles -- teklana 22.12.08, 12:38
                          www.poradnikmedyczny.pl/mod/archiwum/5260_wsp%C3%B3%C5%82uzale%C5%
                          BCnienie_owini%C4%99ci_truj%C4%85cym.html

                          współczuję ci, myślę że mogłabyś dowiedzieć się jak najwięcej o
                          wpływie alkoholu na człowieka i o tym jak z tym działać, szukaj w
                          necie, są telefony zaufania, fora, ktoś kto wie więcej ci pomoże
            • vandikia Re: alexles -- teklana 21.12.08, 23:43
              Kochasz go? Czemu jestes z czlowiekiem, ktory robi Ci krzywdę
              fizyczną i psychiczną?
              • magda8887 Re: alexles -- teklana 22.12.08, 00:04
                vandikia napisała:

                > Kochasz go? Czemu jestes z czlowiekiem, ktory robi Ci krzywdę
                > fizyczną i psychiczną?

                Odpowiem tak: "momentami sam się zastanawiam, czy to jeszcze miłość a czy
                kwestia przyzwyczajenia". Gdyby był taki nie miły na co dzień to łatwiej byłoby
                mi odejść, ale jest wiele dni kiedy jest naprawdę ok.
                Jesteśmy z sobą już 10 lat, zaczęliśmy chodzić gdy ja miałam 17 lat a on 16.
                Przeżyliśmy wiele miłych chwil. Gdy braliśmy ślub byliśmy tacy zakochani,
                szczęśliwi i mieliśmy tyle planów do zrealizowania. Gdyby w dniu ślubu ktoś mi
                powiedział "słuchaj Twój mąż zmieni się na gorsze, będzie taki i owaki" to nie
                uwierzyłabym. Teraz gdy na niego patrzę zastanawiam się co się z nim stało,
                gdzie ten dawniejszy chłopak w którym zakochałam się. Patrzę na niego i wręcz
                nie mogę uwierzyć, że teraz potrafi do mnie powiedzieć "franco" "spie...j"
                itp. Przed ślubem byliśmy razem 7 lat (w tym rok razem mieszkaliśmy) i nigdy ale
                przenigdy nie użył żadnego wulgaryzmu w moją stronę, nawet jak był pijany bądź
                wściekły na mnie. A teraz? brzydkie słowa z taką łatwością przechodzą mu przez
                gardło. Bardzo to bolesne i nie mogę się z tym pogodzić.
                Moje marzenie? ... chciałabym mieć kochająca się rodzinkę, dzieci i męża na
                którym mogłabym polegać, któremu mogłabym zaufać. Bardzo bym chciała aby
                wreszcie się otrząsnął i zobaczył co wyczynia, aby zrozumiał że jego zachowanie
                do niczego dobrego nie prowadzi. Aby zobaczył, że stopniowo niszczy nasze
                małżeństwo.
                Parę dni temu stwierdził, że musi się wziąć za siebie i przestać tak się
                zachowywać bo to nie ma sensu. Powiedział tak, ale dziś swoim zachowaniem
                zaprzeczył temu.


                a propos wspomnianej przez Ciebie "krzywdy psychicznej" to mój mąż uważa że ja
                go niszczę.
                • ursz-ulka Re: alexles -- teklana 22.12.08, 12:42
                  > a propos wspomnianej przez Ciebie "krzywdy psychicznej" to mój mąż
                  uważa że ja
                  > go niszczę.
                  tak i zapewne z tego powodu się stoczył... śmieszny jest. To on ma
                  problemy z sobą i będzie na innych przerzucał poczucie winy i
                  odpowiedzialność. Nie daj sie.
        • magda8887 Re: alexles - vandikia 21.12.08, 23:12
          vandikia napisała:

          > Posiedzenie dłużej przy piwie, to chyba jeszcze nic złego?
          > Ale wszczynanie awantur i upijanie się, to już głupota. le pić,
          > skoro dostaje później korby.

          jestem tego samego zdanie, że posiedzieć ciut dłużej przy piwie i pogadać jest
          czymś ok. Przyjemnie jest tak wyjść sobie gdzieś ze znajomymi i pogadać przy
          piwku ... ale jeśli głównym celem tego dłuższego posiedzenia jest upicie się to
          już nie jest ok. Tak jest w przypadku mojego męża. On siedzi dotąd aż się upije.
          Podam parę przykładów:

          1. od tego roku zaczął studia (zaocznie) więc w co niektóre weekendy go nie ma.
          Gdy wyjeżdża na zjazdy to w piątek odzywa się telefonicznie do mnie ale w sobotę
          raczej milczy - praktycznie nie dzwoni i nie odbiera telefonów, wtedy wiem że
          imprezuje. Wszystko byłoby ok. ... ale ... no właśnie jest to ale - na drugi
          dzień albo opuszcza zajęcia bo przecież musi prze trzeźwieć po sobotniej
          imprezie, albo idzie taki przepity, śmierdzący alkoholem na wykłady a co
          najgorsze skacowany wraca autem do domu (ponad 60 km). Taki wypity już 3 razy
          wrócił za kółkiem. A przecież 5 lat wstecz zabrali mu prawko na 12 miesięcy za
          alkohol i dowalili mu wysoką karę grzywny. A przecież mówi się, że człowiek uczy
          się na błędach.

          2. dziś mąż poprosił mnie abyśmy pojechali do naszego wspólnego znajomego na
          piwko. Jak się okazało 1 piwko było mu mało, wypił 5. I dalej chciał pic, a że
          kolega już nie chciał to zaczął wydzwaniać po innych kumplach i szukać chętnego
          do picia. Niestety (jak dla niego) albo byli zajęci albo nie odbierali
          telefonów. Był o to zły. Ja go prosiłam aby więcej już nie pił, bo i po co? 5
          piwek to i tak sporo. Wtedy zaczął nie miło się odzywać i powiedział do kolegi
          aby się nie żenił, bo zobaczy czym to smakuje. Zaczął wygadywać, że baby są od
          diabła itp. Nawet zaczął się użalać nad sobą i opowiadał koledze (w mojej
          obecności) że jest wkurzony bo w domu żyje niczym w klatce (brak wolności). Moim
          zdaniem przesadza. Nie mam pojęcia dlaczego uważa dom za klatkę. Przecież dużo
          czasu spędza po za domem, w sezonie wiosenno-letnio-jesiennym bardzo często
          jeździ z kolegą na ryby. Często odwiedzamy znajomych, na dodatek on wyjeżdża na
          weekendy na studia - tam ma sporo kolegów z którymi imprezuje. Uważam, że ma
          dużo wolności a mimo wszystko ciągle mu mało.

          > To jest w ogóle inny typ człowieka ten Twój facet, nie
          > powinien wcale pić, skoro dostaje później korby.

          Wiem, że nie powinien. I on też zdaje sobie z tego sprawę. Swojego czasu nawet
          mówił, że odwala mu po alkoholu ... mówił taka ale robi co innego. Jak wypije to
          trzeba uważać co się mówi, bo nie daj Boże się zdenerwuje to wpada w agresję.
          Parę razy tak było. Parę razy złapał mnie za sweter i groził, że mi krzywdę
          zrobi. Potem jak prze trzeźwieje to przepraszał i sam mówił że nie może pic bo
          mu odwala. No ale cóż widocznie zapomniał.
          • vandikia Re: alexles - vandikia 21.12.08, 23:24
            To może terapia, skoro sobie nie radzi? Specjaliści pomagają,
            naprawdę i wiem to na własnym przykładzie (chociaz nie alkoholowym).
            Ja bym sie chyba bała z nim mieszkać, może dlatego że w takich
            sytuacjach czuję lęk, a może dlatego że mam jakieś złe wspomnienia z
            przeszłości. Nie wyobrażam sobie w takiej atmosferze mieć i
            wychowywać dzieci, nie wyobrażam sobie tak żyć.
            Miałam problem z mezem nałogowcem - co prawda inny rodzaj nałogu,
            ale równie męczący - chociaż może niezagrażający mojemu zdrowiu (ale
            jedna szarpanina była), no ale problem się skonczyl odkąd na serio
            postawilam sprawe na ostrzu noża. Nie ma co marnować sobie zdrowia,
            a skoro prośby nie pomagają, to trzeba groźbami, trzeba na siłę
            zaciągnąć do psychologa, albo się rozstać.
            Kiedyś w furii zrobi Ci naprawdę krzywdę, przecież o takiej osobie
            można powiedzieć, że nie kocha drugiej, skoro się odgraża. W nałogu
            cżłowiek nie myśli normalnie, jest odrealniony, ale jeżeli on zbyt
            często Ci urąga, to ja bym sie zastanowila nad sensem tego
            wszystkiego.
            • magda8887 Re: alexles - vandikia 21.12.08, 23:44
              vandikia napisała:

              > To może terapia, skoro sobie nie radzi? Specjaliści pomagają,
              > naprawdę i wiem to na własnym przykładzie (chociaz nie alkoholowym).

              ostatnio powiedziałam mu, że zauważyłam iż się zmienił, stał się nerwowy i
              uszczypliwy, potrafi ubliżyć mi. Powiedziałam mu też, że uważam iż przesadza z
              alkoholem. Spytałam go czy czasem nie ma problemu alkoholowego. Wspomniałam też
              o psychoterapii małżeńskiej, zaoferowałam że pójdę razem z nim. Odmówił.
              Stwierdził, że z nim jest wszystko ok. tylko ze mną coś nie hallo.
              • vandikia Re: alexles - vandikia 21.12.08, 23:56
                To go zagnij, powiedz ze zapisalam was na terapię, bo faktycznie z
                Toba chyba nie wszystko OK, ale zeby byl efekt, to musi isc z Tobą,
                moze jak mu obca osoba i w dodatku specjalista wylozy co jest nie
                tak, to to poskutkuje.
                Ale kanał, rob coś na sile i nie sluchaj go, jezeli chcesz dalej z
                nim zyc, bo tak to się nie da po prostu, życie to nie droga krzyżowa.
                • magda8887 Re: alexles - vandikia 22.12.08, 00:08
                  vandikia napisała:

                  > To go zagnij, powiedz ze zapisalam was na terapię, bo faktycznie z
                  > Toba chyba nie wszystko OK, ale zeby byl efekt, to musi isc z Tobą,
                  > moze jak mu obca osoba i w dodatku specjalista wylozy co jest nie
                  > tak, to to poskutkuje.

                  gdy powiedziałam mu, że znam dobrą psychoterapeutkę to zgodził się na wizytę.
                  Miała być to prywatna wizyta za 60 zł za godzinę. On miał dać kasę bo ja póki co
                  jestem bezrobotna. Gdy zdobyłam kompletne dane (nr telefonu, imię i nazwisko
                  psychoterapeutki, adres) chciałam zadzwonić. Wtedy mąż zmienił zdanie.
                  Powiedział abym lepiej wzięła się za jakąś robotę, bo szkoda tylko kasy i czasu
                  na psychoterapię. Nie poszłam na wizytę bo nie dał mi kasy.
                  • ursz-ulka co ja myślę 22.12.08, 12:49
                    Znajdź bliską osobę, której powiesz jak jest bez owijania w
                    bawełnę,że nie radzisz sobie, że chciałaś się zabić (może to ktoś
                    kto sam widział jak on się zachowuje), która ci póki co pożyczy kasę
                    i sama idź na terapię, otworzy ci oczy! Jego siłą nie zaciągniesz i
                    nie zmienisz!!
                    Znajdziesz pracę - jak zarobisz, to oddasz znajomej za terapię,
                    przecież zrozumie w jakiej jesteś sytuacji.
                    • magda8887 Re: co ja myślę 22.12.08, 13:11
                      ursz-ulka napisała:

                      > Znajdź bliską osobę, której powiesz jak jest bez owijania w
                      > bawełnę,że nie radzisz sobie, że chciałaś się zabić (może to ktoś
                      > kto sam widział jak on się zachowuje), która ci póki co pożyczy kasę
                      > i sama idź na terapię, otworzy ci oczy!

                      szczerze powiedziawszy nie mam takiej bliskiej zaufanej osoby, której mogłabym o
                      wszystkim opowiedzieć. Mam parę koleżanek ale nie ufam im wystarczająco mocno
                      aby opowiedzieć szczegółowo o moim problemie. Mam starszą siostrę ale mamy
                      odmienne charaktery, parę razy próbowałam jej się zwierzyć ale ją to za
                      specjalnie nie interesowało. Pewnego razu powiedziała abym najlepiej jej nic nie
                      mówiła bo nie chce słuchać. Z kolei moja Mama, której śmiało mogłabym się
                      zwierzyć nie żyje. A tato? Tato jest chory na serce, nie może się denerwować - w
                      tym roku już raz był w szpitalu bo momentami serce przestawało mu bić. Mąż ma
                      brata i dwie siostry, z każdym z osobna próbowałam rozmawiać ale jedna z sióstr
                      puściła to bokiem, druga kazała mi się modlić, a brat powiedział że to nie jego
                      problem.
                      Właśnie najbardziej brakuje mi wsparcia, kogoś kto będzie przy mnie w ciężkich
                      chwilach, kogoś na kim będę mogła polegać.
                  • raohszana Re: alexles - vandikia 22.12.08, 18:35
                    Zwiewaj ile sił w nogach - co to za facet, ktory wylicza Ci kase i z tekstem "bo
                    szkoda kasy"?
                    Ja nie wiem, co Cię przy nim trzyma, skoro on ma Cie zupełnie gdzieś i NIE KOCHA?
    • trollik.morski Re: drażnią was późne powroty męża?? 21.12.08, 15:31
      Systematycznie poddawaj go testom:
      1. wechowym/zapachowym
      2. pełnej miednicy
      Ad. 1
      Jeżeli nie czuć go obcymi perfumami, to OK.
      Ad. 2
      Po powrocie każ mu usiąść w miednicy pełnej wody. Jeżeli orzechy mu
      toną, to OK - są pełne...
      • aniulka8503 Re: drażnią was późne powroty męża?? 21.12.08, 17:40
        Ojeju testy???
        Hehe dobry żarcik :)
        Ja tam testom męża nie poddaję...
        Nie drażnią mnie jego powroty...raz, że nie są częste, a dwa zawsze
        wraca o umówionej godzinie albo jak ma się spóźnić to dzwoni...
        Zawsze mówi mi gdzie i z kim idzie...dlatego nie widzę powodów do
        nerwów...
        Ja też wychodzę i nie mam później żadnych wyrzutów a już tymbardziej
        testów...
        Najważniejsza w związku jest szczerość i zaufanie...
        • trollik.morski Re: drażnią was późne powroty męża?? 21.12.08, 21:27
          aniulka8503 napisała:
          > Najważniejsza w związku jest szczerość i zaufanie...
          OCZYWIŚCIE ale należy się okresowo upewniać, czy partner/ka jest w
          dalszym godnym zaufania ...:/
    • justysialek Re: drażnią was późne powroty męża?? 21.12.08, 22:55
      Nie drażnią, bo mu się to nie zdarza. Tzn zdarza się wyjść z
      kolegami (choć rzadko) i wrócić późno ale zwykle mam z nim cały czas
      kontakt - wysyła smsy gdzie jesy i kiedy wróci - i wraca o tej
      godzinie (nie później niż 1-2 w nocy i nigdy pijany).
      • magda8887 justysialek 21.12.08, 23:40
        justysialek napisała:

        > Nie drażnią, bo mu się to nie zdarza. Tzn zdarza się wyjść z
        > kolegami (choć rzadko) i wrócić późno ale zwykle mam z nim cały czas
        > kontakt - wysyła smsy gdzie jesy i kiedy wróci - i wraca o tej
        > godzinie (nie później niż 1-2 w nocy i nigdy pijany).

        no to spoko. U mnie niestety tak nie jest. Jak idzie do baru to obiecuje, wręcz
        każe abym mu zaufał, że tym razem będzie jak trzeba, czyli:
        1. wróci o umówionej godzinie a jak się przedłuży to da mi znać
        2. wróci nie pijany
        3. wróci spokojny (czyli zero awantur po powrocie)

        a prawda jest taka
        ad 1. wraca o wiele później niż obiecał (+3 lub +4 godz później). Nie daje
        znaku, że jednak wróci później
        ad 2. wraca pijany jak wór
        ad 3. często po powrocie wszczyna awanturę - wypomina mi to co miało miejsce
        nawet 8 lat wstecz itp.

        • justysialek Re: justysialek 22.12.08, 09:13
          Czemu się na to godzisz?
          • magda8887 Re: justysialek 22.12.08, 11:03
            justysialek napisała:

            > Czemu się na to godzisz?

            nie godzę się na to. Każde jego złe zachowanie nie przemilczam, tylko zawsze
            mówię mu co sądzę o takich jego wybrykach i tekstach. On słucham i mówi, że wie
            iż źle robi i musi przestać bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Przez jakiś
            czas trzyma się tego co powiedział ale później znów wszystko powraca. Póki co
            nie chcę odejść chcę powalczyć o nasze małżeństwo, widzę że z nim coś się
            dzieje, pytam go o to ale on jest skryty, wielokrotnie pytałam jak mam mu pomóc.
            Właśnie to jest najgorsze, że póki co nie mam w nim konsekwentnej współpracy.
            Przez jakiś czas stara się, czyli współpracuje ze mną aby nasze małżeństwo
            wreszcie odżyło ale po jakimś czasie odpuszcza, łamie się.
            Mieszkamy z jego rodzicami. Z teściem ani ja ani mój mąż nie ma dobrych relacji
            ... ale za to z teściową da się pogadać. Ostatnio zwierzyłam się jej jak wygląda
            nasze małżeństwo i zachowanie jej syna. Mąż też jej co nieco mówi. A dziś
            powiedziała, że z nas dwojga to on jest najbardziej pokrzywdzony. Ciekawe? czym
            ja go tak krzywdzę. Tym, że ma mnie na wyciągniecie ręki, pomagam mu w jego
            pracy, codziennie szykuję mu śniadanko, obiad i kolację, dbam aby miał w domu
            czysto, aby miał uprane i uprasowane ubrania, pomagam mu w nauce (studiuje
            zaocznie), gdy potrzeba to go zawiozę na ryby do kolegi. Raz zdarzyło się, że o
            24ej w nocy dzwonił z ryb, że jednak dłużej zostanie i prosił abym mu jakieś
            kanapki przywiozła bo jest głodny. Ja spałam już ale mimo wszystko wstałam
            zrobiłam te kanapki i mu zawiozłam. Nie pije, nie palę. Najważniejszą wartością
            jest dla mnie rodzina. Staram się jak mogę. Więc czym ja niby go krzywdzę? ...
            bo nie rozumiem tego.
            A co najciekawsze teściowa powiedziała, że nie jest mnie pewna. W tym sensie, że
            jak pójdę do pracy to jak się koło mnie jakiś chłopak zakręci to nie jest pewna
            czy dochowam wierności. I tu mi "kopara" opadła. Jestem z mężem w sumie 10 lat
            i nigdy przenigdy go nie zdradziłam i o zdradzie nie myślę, mimo iż momentami
            brakuje mi czułości, zainteresowania itp. Jestem tym typem kobiet, które jeśli
            wchodzą w związek to dochowują wierności. Nie potrafiłabym go zdradzić, a po
            drugie gdybym to zrobiła to nie mogłabym spojrzeć w lustro, dręczyłoby mnie
            sumienie.
            • teklana Re: justysialek 22.12.08, 11:10
              Jesteś przenaiwna(skarżyc sie teściowej na jej kochanego synalka ;-
              )) i za dobra dla niego ;-)
            • raohszana Re: justysialek 22.12.08, 18:39
              No, ten to sie ustawuł - ma szurniętą, co o polnocy mu z kanapkami leci,
              sniadanko, kolacyjka, sprzątanie... Kurde, kobieto, Ty widzisz co robisz?
              Jak to mawia moja matka - po palcu w rzyć leziesz i jeszcze sie dziwisz, ze on
              ma Cie gdzies. Ma słuzkę, ale jej nie szanuje, ciekawosć, czemu?
            • justysialek Re: justysialek 22.12.08, 19:56
              Napisałam ci maila na gazetowy
              • magda8887 justysialek - odpisałam na e-maila 23.12.08, 00:29
    • die_blume Re: drażnią was późne powroty męża?? 23.12.08, 12:17
      Mój dzwoni nawet jak ma zajechac po cos po drodze z pracy, ze bedzie pozniej np.
      pol godziny, chodzi o to, zebym poczekala z obiadem, a jak wychodzi na wodke czy
      piwo po sasiedzku to nie musi mi sie spowiadac.
    • winomusujace Re: drażnią was późne powroty męża?? 23.12.08, 15:32
      Nie mamy takich problemów, może dlatego bo mąż już w wieku po 30
      tkowym i jak sam mówi już się naimprezował z kumplami, na piwo
      chodzimy zazwyczaj razem ze znajomymi, a gdy chodzi sam ( raz na
      dwa, trzy miesiące ) mówi mi o której będzie w domu, a jak coś sie
      obsuwa wysyła smsa - żebym się nie martwiła, ja robię podobnie,
      zresztą najczęściej jak on ma męski wieczór to ja mam w tym czasie
      spotkanie ze swoimi przyjaciółkami.
      • magda8887 Re:drażnią was późne powroty męża?? - winomusujace 23.12.08, 16:15
        winomusujace napisała:

        > Nie mamy takich problemów, może dlatego bo mąż już w wieku po 30
        > tkowym i jak sam mówi już się naimprezował z kumplami

        propos powyższego zdania. W momencie gdy braliśmy ślub mąż miał 23 lata (a
        teraz? - za 3 miesiące będzie miał 27). Pamiętam, że jak przyjechał do mojego
        taty ustalić kwestie finansowe dot. ślubu i wesela, powiedział mojemu tacie tak:
        "chcę się wreszcie ustatkować i m.in. dlatego chcę ślubu, a przede wszystkim
        chcę skończyć z dotychczasowym towarzystwem, bo już wystarczająco się
        wyszalałem" a mi powiedział "co się miałem wyszaleć to się wyszalałem, co miałem
        wypić to już wypiłem - wystarczy mi już, trzeba poważnie pomyśleć o życiu". To
        były słowa mojego męża tuż przed ślubem. A co jest dziś (po ślubie) tak jak już
        we wcześniejszym poście pisałam, parę dni temu mąż oskarżył mi że zabrałam mu
        wolność i kolegów. Widocznie nie pamięta co mówił przed ślubem
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka