milena.pl
29.12.08, 11:19
przedstawię Wam moją sytuację.
Jestem młodą mężatką z 3 letnim stażem. Ogólnie z mężem jesteśmy 9 lat. Zanim
wzięliśmy ślub byliśmy z sobą 6 lat. W tym czasie mieliśmy jeden poważny
kryzys. A mianowicie mąż (jeszcze wtedy chłopak 19 lat) zaczął więcej czasu
spędzać z kolegami i pił. Miał przyjaciela, którego bardzo lubiłam. A że byłam
podłamana sytuacją, ten przyjaciel zakręcił się koło mnie. A wiecie jak to
bywa kiedy człowiek czuje się osamotniony w związku i nagle pojawia się ktoś
kto nadskakuje i daje to czego partner zaprzestał (czyli rozmowy,
zainteresowanie). Ciężko było mi wtedy i zerwałam z mężem bo nie mogłam znieść
jego zachowania. Wtedy zaczęłam się spotykać z jego przyjacielem, trwało to z
2 tygodnie. W tym czasie mąż mnie nachodził i prosił abym do niego wróciła
itd. Wiedział, że spotykam się z jego przyjacielem. Przemyślałam sprawę i
postanowiłam wrócić do niego. Dodam, że między mną a tym przyjacielem nie
doszło do żadnego kontaktu seksualnego ani nawet do pieszczot. Gdy wróciłam do
męża (wtedy jeszcze mojego chłopaka) zaczęło wszystko wracać do normy. I tak
minęły 3 lata. Ja wyjechałam na studia on pojechał za mną - mieszkaliśmy rok z
sobą. Po skończeniu studiów wzięliśmy ślub. A dopiero po ślubie powiedział mi
(gdy był zły i pijany) że zdradzał mnie przed ślubem. Było to dla mnie
szokiem. Nie mogłam się z tego otrząsnąć. Przyznał że było to parę zdrad z
paroma dziewczynami. Sporo czasu minęło aż ochłonęłam z tego. Tłumaczył, że
był młody i głupi itd. Minęło kilka miesięcy. Znowu zaczął popijać. A wczoraj
upił się i powiedział, że mnie nie kocha, że tylko mnie lubi, że jest ze mną z
dwóch powodów 1. że jestem mu wierna 2. nie chce mnie skrzywdzić. A co
najciekawsze powiedział, że to ja zabiłam w nim miłość w momencie kiedy
zaczęłam się spotykać z jego przyjacielem ... ale to było na 4 lata przed
ślubem i nie doszło do fizycznej zdrady! Wtedy spytałam go skoro uważa, że już
na 4 lata przed ślubem mnie nie kochał to po co się ożenił ze mną. Stwierdził,
że chciał sobie i innym udowodnić że będzie mnie miał tylko dla siebie.
Wczoraj dodał jeszcze, że chce rozwodu, że chce byc sam, że nie chce życ itd.
Już sama nie wiem co o tym myśleć, przecież często mówił mi że mnie kocha, że
żyć beze mnie nie może, że lepszej ode mnie nie znajdzie, że jestem atrakcyjną
i fajną dziewczyną, dobrze ułożoną, bez nałogów, w domu o wszystko zadbam itd.
Dwa razy wyprowadzałam się od niego po takich ostrzejszych kłótniach i za
każdym razem nachodził mnie i prosił abym wróciła, mówił ze łzami w oczach że
kocha itd.
Już sama nie wiem, o co mu chodzi? Wiem, że teraz ma ciężkie chwile, stres na
studiach, stres w domu (nie układa mu się z jego ojcem). Widać że od jakiegoś
czasu "łapie" doła?
Dziś spytałam go czy prawdą jest to co mówił wczoraj po pijaku o rozwodzie i o
tym, że mnie nie kocha. Odpowiedział krótko, że mnie kocha, dłużej nie chciał
rozmawiać.
Co Wy o tym myślicie?