izata1
24.01.09, 17:59
Witam, oto moja krótka historia - poznaliśmy sie 3 tyg temu, od
samego poczatku byla to bardzo intensywna znajomosc, zakochiwałam
się w nim szybko. Byly prawie codzienne nieplanowane spotkania, sms:
tesknie, cudo moje, zobaczyc cie - tylko o tym marze, i wiele innych
bardzo bliskich, milych, kochanych, idealnych slow..
Po tygodniu stwierdzil, ze chyba jeszcze nie jest gotowy na zwiazek,
ktory wg niego idzie w kierunku zwiazku na stale, bardzo powaznego.
Tutaj wyjasniam - jestem starsza o 4 lata (30-26), on byl bardzo
dlugo z kobieta, ktora byla jego pierwsza i jedyna, planowali slub,
rodzine itd, ale pol toku temu rozstali sie. On wyjechal do innego
miasta. Ja jestem z tego miasta co ona. On mieszka 50 km dalej.
W sumie nie wyjasnil o co mu chodzi. Spytalam czego ode mnie
oczekuje, odpowiedzial, ze cierpliwosci. Spotkalismy sie po tej
rozmowie, bylo znowu cuuuudownie, jeszcze lepiej niz poprzednio,
czulismy sie bardziej bliscy sobie. Ale potem nagle cisza, zdawkowe
smsy, kiedy zapytalam, czy u niego ok, odpisal, ze nie.
Zaproponowalam, ze zawsze moge go wysluchac i pomoc, jesli bede w
stanie. Powiedzial, ze pamieta o tym i ze super, ze jestem. Minelo 4
dni, nie napisal, nie zadzwonil, zadnego kontaktu.
Dziwi mnie to, bo facet jest naprawde kulturalny, wiec odezwanie
sie, uspokojenie mnie, albo po prostu przekazanie informacji, ze nie
ma ochoty na spotykanie sie ze mna to przejaw kultury i szacunku.
Tesknie za nim, chce zeby sie odezwal, ale ja ostatnio pierwsza
napisalam do niego. Nei moge pisac i nagabywac go, ale tez chce od
nniego szacunku.
Co robić?
czekac na wiadomosc od niego i myslec o nim i cierpiec?
odezwac sie?
probowac zapomniec?
Pomozcie mi kochani...