Dodaj do ulubionych

Gdy uczucie zgasło

02.03.09, 11:04
Czy któraś z was się odkochała w swoim mężu? Jest to mój problem od pewnego czasu. Po prostu przestałam go kochać, coś we mnie zgasło i nijak nie umiem tego rozpalić.

Znaliśmy się jakąś nieprawdopodobną liczbę lat przed ślubem (11), byliśmy znajomymi, przyjaciółmi, zaczęliśmy ze sobą być rok przed ślubem. Minęło teraz 2,5 roku małżeństwa i mój mąż jest dla mnie dobrym znajomym, przyjacielem, lubię z nim rozmawiać, spędzać czas, ale przestałam w nim widzieć mężczyznę, nie mam ochoty na seks z nim, tak jak napisałam - coś we mnie zgasło.

Mam w tej chwili ochotę zamieszkać na pewien czas sama, do momentu, gdy coś się we mnie przetoczy w którąś stronę. Jednak podstawowa kwestia jest taka, że on jak był, tak jest we mnie zakochany, a ja nie jestem zbyt dobra w ranieniu innych - w sumie za nic, choć gdyby zacząć myśleć nad tym związkiem i nad informacją na jego temat od innych, to co nieco by się zebrało, co być może leży u podstaw problemu - mój mąż jest osobą raczej pasywną, uległą, niezbyt przebojową, zmienił się trochę, ale nadal nie wykazuje inicjatywy i w sumie cały ciężar projektowania bieżącego życia i nadawania wszystkiemu kierunku spoczywa na mnie.

Sytuacja jest dla mnie w tej chwili krytyczna i trudna. Dodam, że nie mamy dzieci i jesteśmy przed 30tką, oboje pracujemy.

Z góry dziękuję za głosy ze strony tych kobiet, które miały taką sytuację. Co zrobiłyście?
Obserwuj wątek
    • jurek.powiatowy Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 11:38
      Miłość kochana to nie je-bajka. Przeczytaj:
      mio-to-je-bajka.gu.ma/
      Ech, ile odpowiedzi jest na tym blogu;-)
      • kitek_maly Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 11:41

        To Ty piszesz tego bloga, że tak spamujesz nim wszędzie?
        • jurek.powiatowy Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 11:44
          Kitek, a co Ci do tego kto pisze tego bloga i czy spamuję? Naprawdę tak trudno
          powstrzymać się od takich zgryźliwych komentarzy?
          • kitek_maly Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 11:53

            Zadałam zwyczajne pytanie.
            Bo taki jesteś zachwycony tymi bredniami, które tam się pojawiają...
            • jurek.powiatowy Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 11:55
              Kitek,
              Jestem zachwycony tymi tekstami, więc mam niektóre artykuły umieszczone w
              sygnaturce. Przecież nie musisz na nie klikać. Masz do mnie pretensje, że
              weszłaś i czytałaś ten blog?? Helloł.
              • kitek_maly Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:01

                Nie, mój drogi, bardzo dawno temu przeczytałam parę wpisów na Twoim blogu, ups,
                blogu Kierowcy i uważam, że to jest poniżej pewnego poziomu. Ani to zabawne ani
                mądre. Po prostu chamskie wpisy na temat kobiet, dokonywane prze erotomana
                gawędziarza.
                A że Ty się tym zachwycasz... Współczuję.
                • jurek.powiatowy Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:03
                  Kitek,
                  Wybacz, ale to chyba nie jest wątek o blogu Romana? Uszanuj to, że Inga,
                  podzieliła się z nami swoim problemem. Jeżeli chcesz coś do mnie napisać
                  prywatnego, zapraszam na maila. No chyba, że potrzebujesz kibiców?
                  Topic Off.
                  • kitek_maly Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:04

                    Sam zalinkowałeś bloga, więc o tym piszę.
                    Ten blog to dno i tyle.
                    • jurek.powiatowy Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:08
                      Zalinkowałem dla Ingi, pragnę zauważyć. Czy blog to dno? To Twoje zdanie.
                      Kwestia gustu i tyle.
                      Dobra kończę z Tobą tę bezsensowną dyskusję. Nie chcesz nie klikaj w sygnaturki
                      i problem sam się rozwiąże. Cześć.
      • inabissare Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 11:43
        Dziękuję za bardzo "konstruktywną" odpowiedź. Ja wszystko wiem, o pielęgnowaniu
        związku, że ludzie się zmieniają itd. Jestem psychologiem z wykształcenia. Tyle,
        że w tej chwili jestem w konkretnej sytuacji, zawiodły dotychczasowe sposoby
        radzenia sobie, a miłość to nie pole bitwy. Dlatego wyraźnie zaznaczyłam, że
        proszę o wypowiedzi kobiety, które były w takiej sytuacji, jak ja. Dziękuję.
        • jurek.powiatowy Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 11:47
          Ina,
          Ja to zawsze nazywam związki osób, które były ze sobą przed ślubem dłużej niż
          dwa - trzy lata, przedłużonym narzeczeństwem.
          W tym okresie żyliście ze sobą jak mąż i żona, doświadczyliście tego co jest
          dane małżeństwom. Być może więc przeżyliście rozczarowanie tym, że tak naprawdę
          akt małżeństwa niczego w Waszym życiu nie zmienił.
          Jesteś psychologiem, wiec powinnaś wiedzieć, że nie wszystkie sytuacje są
          jednakowo przeżywane, bo to jak reagujemy na daną sytuację związane jest z
          naszym wychowaniem, poprzednimi doświadczeniami, osobowością czy temperamentem.
          Pozdrawiam Cię serdecznie.
          • inabissare Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 11:54
            Przed ślubem byliśmy razem tylko rok! Wcześniej po prostu się znaliśmy, byliśmy
            znajomymi, kumplami, on za mną latał, ale nigdy nie byliśmy razem, nigdy.
            Dlatego teraz uważam go nadal za best friend, ale gdzie jest miłość? Zniknęła,
            jakby ktoś mnie przełączył. I tak to już trwa kilka miesięcy. Jest mi coraz
            trudniej.
            • jurek.powiatowy Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 11:57
              Ina,
              A może po prostu nie było tam miłości? Może zwykłe przyzwyczajenie wzięłaś za
              coś, co nazwałaś miłością?
              Jeżeli chciałabyś mojej rady, to napisałbym Ci, że jeżeli nie macie jeszcze
              dzieci, to warto porozmawiać o tym z mężem, i odpocząć od siebie przez jakiś
              czas. Nabrać dystansu. A to pozwoli łatwiej podjąć jakąkolwiek decyzję.
              • panwilk Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:10
                a moze tobie sie w dupie poprzewracalo?? ;) pewnie ci sie marzy kolega ktory
                wlasnie dobierac ci sie zaczal do majtek (tz pomaga ci w twym trudnym polozeniu
                :P i rozumie cie nie to co maz) (acha no i jest taki rzutki i wogole)
                meza lepiej zostaw zeby sobie znalazl odpowiednia partnerke ;)
      • k-x Re: Gdy uczucie zgasło 09.03.09, 10:51
        jurek, pochowałeś już brata?
        • wanilinowa Re: Gdy uczucie zgasło 14.03.09, 16:47
          kosz, kretynie
      • k-x jurek co z bratem? 09.03.09, 10:53
    • bertrada Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:08
      Bo jak to moja matka mawia, nic tak nie rozwala związku jak wspólne
      zamieszkanie. A pojawienie się dziecka to już gwóźdź do trumny. I coś w tym
      jest. Dopóki związek polega tylko i wyłącznie na wspólnym imprezowaniu się i
      wakacjach to zawsze wszystko jest OK.
      • jurek.powiatowy Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:09
        Becia,
        Święta prawda;-)
      • panwilk Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:11
        hehehe pieknie to ujelas :)
      • sadosia75 Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:12
        u nas bylo odwrotnie no ale my dziwolagi jestesmy :)))))
        • inabissare Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:14
          Pomijam milczeniem "konstruktywne" refleksje i nadal czekam na wypowiedzieć
          kobiety, która była w takiej sytuacji, jak ja.
          • psc0 Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:28
            Jestem w sytuacji takiej jak ty, z jednym wyjątkiem, my nie jesteśmy po ślubie..
            chyba puki nie ma dzieci warto zaryzykować, niż później się męczyc..
          • bertrada Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:29
            Może po prostu nie dojrzeliście jeszcze do stworzenia związku. Nie bez powodu
            narzeczeństwo trwało 11lat. Może Twój mąż nadal wolałby żyć sobie jak beztroski
            student a Ciebie traktować jak współlokatorkę? Są tacy ludzie i niektórzy nigdy
            z tego nie wyrastają.
            I nie bez powodu przytoczyłam tekst mojej matki, bo jej małżeństwo rozleciało
            się właśnie z tego powodu. Dopóki ja się nie urodziłam, to żyli sobie jak
            współlokatorzy, każde swoim życiem i bez wzajemnych zobowiązań. A potem jak
            zafundowali sobie dziecko, to sielanka się skończyła a zaczęły się wspólne
            obowiązki, prawdziwe problemy i poważne myślenie o pieniądzach. I ich związek
            tego nie przetrwał.

            A nie myślałaś o pójściu do seksuologa? Pisałaś, że uczucie osłabło i traktujesz
            go jak kolegę, może seksuolog coś na to poradzi.
            • jurek.powiatowy Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:36
              Becia,
              Ty jesteś DDRR?;-))
              • bertrada Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:38
                Czy DDRR to Dorosłe Dziecko Rozwiedzionych Rodziców? Jak tak, to pewnie tak. ;D
                • jurek.powiatowy Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:40
                  Becia,;-))

                  No to nieźle;-)) A swoją drogą zastanawiam się czy autorka tego wątku, bądź jej
                  facet nie są DDA, DDRR czy DDD. Bo to może też mieć znaczenie;-)
                  • bertrada Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:46
                    Nie sądzę, żeby to miało jakiekolwiek znaczenie. Wbrew temu co piszą w mądrych
                    książkach. ;))
                    Np powód. dla którego moi rodzice się rozeszli jest absurdalny i podejrzewam, że
                    nawet nie jest ujęty w statystykach. A cała reszta rodziny, oprócz moich
                    dziadków, którzy tez się rozeszli to tradycyjne i stereotypowe małżeństwa. To
                    nie jest kwestia wzorców wyniesionych z domu. ;)
              • kitek_maly Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:39

                > Becia,
                > Ty jesteś DDRR?;-))

                Możenie o offtopuj, co? Skoro innym na to zwracasz uwagę, to daj dobry przykład.
            • pretensjaa Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:46
              > narzeczeństwo trwało 11lat.

              Naucz się czytać ze zrozumieniem zanim zaczniesz udzielać odpowiedzi.
              • bertrada Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 12:49
                Czytam ze zrozumieniem, ale najwyraźniej Ty masz jakieś z tym kłopoty. I jak ten
                troll czepiasz się słówek zamiast odpisać autorce wątku i dodać coś od siebie. ;))
                • inabissare Re: Gdy uczucie zgasło 02.03.09, 21:01
                  Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Ja pochodzę z pełnej rodziny, mój partner z
                  rodziny rozbitej, wychowywała jego plus brata sama matka. I podkreślam, że 11
                  lat się znaliśmy tylko, jako koledzy, przyjaciele, a 1 rok byliśmy razem przed
                  samym ślubem, wcześniej nic. Jeśli to ma jakiekolwiek znaczenie...

                  Ciężko po prostu żyć nie umiejąc odwzajemniać miłości. Próbowałam różnych
                  rzeczy, aby znów to poczuć, przekonywałam się, wracałam do tego, co było - i
                  nic. Mam ochotę wrócić do domu sama, chcę być sama. Nie za bardzo mam pomysł, co
                  z tym fantem zrobić, gdyby był to wolny związek, to wiadomo - ale z małżeństwa
                  nie tak łatwo wyjść, poza tym są to bardzo duże i złożone decyzje. Więc pytam
                  się o waszą opinię, dziękuję.
                  • cus27 Re: Gdy uczucie zgasło 03.03.09, 08:16
                    W Waszym zwiazku brakuje milosci(kolezenstwo,przyjazn-to nie
                    wszystko).
                  • tylna.szyba Re: Gdy uczucie zgasło 03.03.09, 08:38
                    W moim zyciu kieruje sie zasada, ze nie ma rzeczy ostatecznych (poza
                    smiercia oczywiscie). Zadaj sobie pytanie od jak dawna trwa ten brak
                    uczucia i czy moze on miec charakter przejsciowy. Jesli trwa od
                    stale przez jakis dluzszy okres, ja na twoim miejscu wyprowadzilabym
                    sie na tzw. "probe" i pomieszkala minimum pol roku sama.
                    Zamieszkanie osobno powinno przyniesc jasna odpowiedz (chodz
                    odpowiedz jest wlasciwie jasna...tylko jeszcze nie dla ciebie).

                    Bylam z mezczyzna 6 lat, bylismy zareczeni i mieszkalismy razem
                    okolo roku kiedy moje uczucie zgaslo. Wyprowadzilam sie od niego.
                    Bolalo jego i bolalo mnie. Po roku okazalo sie to bardzo dobra
                    decyzja.
    • stinefraexeter Re: Gdy uczucie zgasło 03.03.09, 09:30
      Inabissare, odpowiedz wpierw sobie i nam przy okazji, czemu wyszłaś za mąż za
      tego a nie innego faceta. Dlaczego akurat ten, a nie inny.

      Bo tak naprawdę nie wiemy, czy ty go kiedykolwiek kochałaś. Niby znaliście się
      aż 11 lat, ale jako znajomi, a to zupełnie nie wystarcza. Razem w związku
      byliście przez rok - trochę krótko. Może wydawało ci się, że go znasz (ponad 10
      lat, czym on cię może zaskoczyć), ale tak naprawdę znałaś go jako przyjaciela, a
      nie partnera.
      Kochałaś go przez ten rok razem? Wcześniej?
      Dlaczego tak pospieszyliście się ze ślubem?
      • inabissare Re: Gdy uczucie zgasło 09.03.09, 10:22
        Nie jest lepiej, jest gorzej. Dziś się po raz pierwszy od momentu, gdy wszystko
        sobie uświadomiłam, załamałam, na szczęście jestem sama. Dotarło do mnie, że
        zdarzyło się we mnie coś nieodwracalnego i nie widzę drogi z powrotem. Otacza
        mnie milion drobiazgów, które współtworzyły nasze życie, z drugiej strony
        właśnie sobie uświadomiłam, że 3 lata temu nie byliśmy nawet zaręczeni jeszcze,
        a 4 lata temu nie byliśmy razem, co więcej, ostro się o coś pokłóciliśmy i każde
        poszło w swoją stronę.

        W tej chwili sobie myślę, że nic nie spotyka nas bez przyczyny, wyszłam za mąż,
        przeżyłam własny ślub, cokolwiek będzie dalej, jestem milion razy silniejsza i
        pewna siebie, niż kiedyś.

        W czerwcu mieliśmy odbierać mieszkanie i wspólnie je urządzać, ale mam wrażenie,
        że sama się tym zajmę i sama w nim zamieszkam (w tej chwili mieszkamy w
        wynajętym). Mieszkanie jest moje w 100% i na mnie. Pomieszkam sama, ochłonę, i
        podejmę decyzję w jedną, lub w drugą stronę. Ale muszę zacząć od bycia samą.

        Dziękuję w tej chwili moim mądrym rodzicom i sobie, że mam intercyzę. Gdy miałam
        romantyczne porywy przedślubne, stuknęli mnie w głowę. Przynajmniej teraz mam
        jeden powód mniej, żeby nie spać w nocy.

        Mój facet wysłuchał tego, co miałam mu do powiedzenia, najpierw się śmiertelnie
        obraził, potem zaatakował, potem zaczął używać argumentów swojej matki (która
        mnie nie znosi), potem się załamał, potem stwierdził, że to wszystko jego wina i
        on się zmieni. Tyle, że słyszałam to już wiele razy, że on się zmieni i weźmie
        do roboty, i nic. Zaczęły się też teksty w stylu "daj mi szansę", co oznacza, że
        chyba do niego dotarło. Tyle, że we mnie coś jest zamknięte i martwe.

        Musiałam się wygadać, dziękuję.
        • stary.kawaler Re: Gdy uczucie zgasło 09.03.09, 11:07
          Napisałaś czego Ty już nie chcesz i na co nie potrafisz się
          zdobyć...jakei są jego oczekiwania wobec Ciebie? Czego on potrzebuje
          po kilkunastu latach bycia razem? :-)
    • masher Re: Gdy uczucie zgasło 09.03.09, 13:29
      szczerze napisze co o tym mysle.
      milosc nie moze zagasnac, przygasnac. albo jest i trwa po deche w grobie albo
      nie ma jej wcale. tym sie rozni milosc od motyli, przywiazania, podniety itd.
      2,5 roku po + rok przed... dziecie drogie przed 30tka, to co was dopadlo, a
      dokladnie ciebie to zmeczenie szaroscia dnia codziennego w ktorym przestajemy
      czuc super pociag do sniadania przynoszonego partnerowi do lozka a zaczyna sie
      szara codziennosc z ktora trzeba sie zmierzyc razem. jak widze tobie cos
      przygaslo... nie obraz sie, ale chyba tylko szare komorki zaczynaja ci obumierac
      skoro tak prostych roznic nie zauwazasz :]

      wiesz co? zostaw faceta, nim jeszcze nie jest stary. ogarnie sie i znajdzie
      sobie kobiete ktora ma glowe na karku, serca nie nosi w kieszeni. nowszy lepszy
      model ciebie napewno doceni faceta ktory pozostawia bycie szyja kobiecie sobie
      zostawiajac jedynie opcje glowy. no ale tobie ten model nie odpowiada. ma pewnie
      ci gory bez proszenia przenosic i do stop klasc :] ale od siebie wlozyc bez
      narzekania ze pozwala ci dzialac to nie mozna... ehhhhhhh rece opadaja
      • mary_an Re: Gdy uczucie zgasło 09.03.09, 14:07
        Milosc jak najbardziej moze sie po prostu skonczyc, chociaz wczesniej byla
        prawdziwa i intensywna. Ciekawe czemu tyle par sie rozwodzi - myslisz, ze u 100%
        z nich nigdy nie bylo milosci? Milosc nie trwa zbyt dlugo, jak przetrwa z 5 lat
        to juz dobry znak, ze jeszcze dlugo potrwa, ale czesto po dwoch, trzech latach z
        uczucia nic nie pozostaje i wtedy tez wiele par sie rozpada.
        • masher Re: Gdy uczucie zgasło 09.03.09, 14:30
          czemu sie rozwodzi? zartujesz czy pytasz powaznie? zadam ci moze na wstepie do
          mojej odpowiedzi proste pytanie- dlaczego ludzie sie wiaza. pytaniepomocnicze
          retoryczne- myslisz ze wszyscy z prawdziwej milosci? lol jak juz bedziesz znala
          na nie odpowiedz to sie zglos i bedziemy mieli moze wtedy pole do rozmowy bo
          chwilowo nie chce sie mi banialukom zaprzeczac :]
          • mary_an Re: Gdy uczucie zgasło 09.03.09, 19:08
            ludzie wiaza sie z bardzo roznych powodow i z bardzo roznych powodow sie tez
            rozwodza. nie prowadzilam zadnych naukowych statystyk, ale podejrzewam, ze ci,
            ktorzy wzieli slub z milosci rownie czesto sie rozwodza jak ci, ktorzy slub
            wzieli z roznych innych powodow. bardzo milo, ze wierzysz w wielka nigdy
            niekonczaca sie milosc, sama znam kilka par dziadkow, ktorzy w wieku 70-80 lat
            ciagle sie kochaja jak za czasow mlodosci, ale sa to moim zdaniem tylko
            pojedyncze wyjatki.
            • masher Re: Gdy uczucie zgasło 09.03.09, 19:31
              nie, to nie sa wyjatki. ta sa ludzie ktorzy sie kochali, wiedzieli po co sie
              wiaza i wierzyli w siebie mimo przeciwnosci losu trwajac na dobre i zle.
              sadze ze tylko mala ilosc ludzi tak naprawde wie czego chce, wie po co cos robi
              i jeszcze mniejsza ilosc ma przywilej kochania i bycia kochanym. wielu ludziom
              sie wydaje ze kochaja ale tylko sie im tak wydaje. pozniej stwierdzaja cos ala
              'cos we mnie zgaslo'. sorry ombre milosc nie moze zagasnac, przygasnac, zniknac.
              albo jest albo jej nie ma. mozg predzej zaniknie niz milosc.
      • kkk Autorko 09.03.09, 14:25
        Miałam tak jak Ty.
        Tyle, że my byliśmu ze sobą 6 lat przed ślubem, wczesniej długo o
        mnie zabiegał i był dobrym kolegą. Byliśmy fajną parą, dogadywaliśmy
        się świetnie, nie kłóciliśmy, nigdy nie zazanałam od niego
        przykrości, bólu, wręcz przeciwnie - byłam dl aniego wszystkim.
        W naszym związku zabrakło przed wszystkim fizyczności, nas samych,
        zajeci urzadzaniem, kupowaniem, planowaniem zapomnieliśmy o sobie.
        Nie rozmawialiśmy, nie patrzylismy n asiebie, nie sypialiśmy ze sobą
        ponad rok :( Traktowałam go jak dobrego przykeciela.
        Ni eumieliśmy rozmawiac o naszym problemie. Kryzys skończył się
        rozwodem.
        Dzisiaj żałuje tej decyzji, mysle że była pochopna chociaz nei byam
        szczesliwa w małżebstwie. Ale można było wlaczyc, naparwiac,
        ROZMAWIAC o tym.
        Byłam w zw. w którym zostałam skrzywdzona jak nigdy, cierpaiłąm,
        płakałam, zułsie oszukana przez kogos kto sam nie potrafił stworzyc
        związku, dl akogo sex był namiastką muiłości. Tylko w ten sposób sie
        dogadywaliśmy :( odeszłam.
        Zaczeliśmy się znowu spotykac z byłym mężęm. On chce powrotu.
        Dzisiaj patrze na niego i widze w nim kogoś kto kochał mnie całym
        sobą, mysle ze to była miłość, która strasznie zaniedbaliśmy :(
        byliśmy młodiz i myśleliśmy ze wszystko przyjdzi samo. teraz
        wlaczymy, nie wiem czy się uda ale myśle że warto.
        Brakowało mi pożądania, iskry, seksu... teraz weim, że to nie jest
        najwazniejsze. Miałam to w innym związku a nie miałam prawdziwego
        uczucia. Tak nie potrafie żyć.
        Autorko! odezwij się.
    • anzi100 Re: Gdy uczucie zgasło 09.03.09, 17:38
      W szczerej rozmowie odpowiedzcie sobie jakie macie oczekiwania od
      siebie i czy je spełniacie. Jeśli nie spełniacie , to zastanówcie
      się czy jest jakaś szansa by je spełnić. Poedejmijcie tę decyzje
      wspólnie. W małżeństwie czy jakimkolwiek innym bliskim związku tak
      jest chyba uczciwiej:) Albo podejmiecie walkę razem, albo się
      rozstaniecie.
      Byłam w takiej sytuacji jak Ty i szczera rozmowa pomogła. Trwała co
      prawda prawie 3 lata i bez ostrych kłotni się nie obeszło, ale nadal
      jesteśmy razem i co najważniejsze szczęśliwi już 12 lat. Życzę Ci
      powodzenia bez względu na to , w którą stronę sie to wszystko
      potoczy. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Trzymaj sie i nie
      poddawaj.
      • czekokot Re: Gdy uczucie zgasło 09.03.09, 17:55
        wypada mi napisać-witaj w klubie!
        oto życie....tak się dzieje....fascyncje nadchodzą
        i odchodzą....
        kłopot tylko z tym braniem ślubu,tooo jest dopiero
        kłopot!
        na kocią łape-to jest to!:)
        • kkk :) 10.03.09, 09:00
          mam nadzieje że sie uda...
          • inabissare Re: :) 10.03.09, 13:07
            Dziękuję za wypowiedzi. Póki co wyjeżdżam w ten weekend, chcę odpocząć psychicznie, on też ma do tego prawo. Powiedziałam mu, że bardzo go lubię, jest dobrym człowiekiem i ponieważ znamy się tyle lat, umiemy się normalnie komunikować.

            Dobre pytanie - czego on oczekuje? On oczekuje, że wszystko będzie tak, jak dotychczas. Jemu, mili Państwo, jest w tym związku 100% wygodnie. Wszedł na gotowe, wszystko ma for free. To ja noszę spodnie w tym związku - i po prostu nadszedł moment, w którym mam tego dość, bezwzględnie dość. Zawsze wszystko opiera się na mnie, to ja pracuję na dwie zmiany przysłowiowe, ja planuję, kombinuję, szukam możliwości, on nie, jest zadowolony z tego, co jest, i mówi o stabilizacji i ciepłych kapciach w wieku 28 lat - o, na pewno nie. Kwestia jest taka, że on nie zmieni się nagle w kogoś innego.

            Dlatego myślę, że mniej więcej pół roku mieszkania oddzielnie, po którym podejmiemy decyzję co do przyszłości, dobrze nam zrobi. W okolicach gwiazdki powinnam już wiedzieć.

            Bardzo serdecznie dziękuję tym, którzy podzielili się swoimi historiami, zwłaszcza kkk. To dla mnie bardzo cenne. Niczego nie wykluczam, również tego, że kiedyś nasze drogi znów się skrzyżują, ale będziemy wtedy inni.
      • inabissare obojętność 11.03.09, 10:09
        Wiecie, co wam jeszcze powiem - coś, czego się w ogóle nie spodziewałam. Otóż
        stan pretensji, depresji, emocji u M. skończył się, trwał może kilka dni. W tej
        chwili mąż jest zupełnie wycofany i obojętny, a przynajmniej tak się zachowuje.
        Wyjeżdżam na weekend - świetnie, powinniśmy zamieszkać osobno na jakiś czas -
        pewnie masz rację. Miałam nadzieję, że uda mi się doprowadzić sytuację do
        takiego poziomu, żeby obyło się bez awantur, ale nie sądziłam, że zajmie to
        kilka dni.

        Teraz zastanawiam się, czy on mnie kiedykolwiek naprawdę kochał, czy wszystko
        było jedynie wygodą i przyzwyczajeniem plus rozkwitającym w takich warunkach
        romantyzmem, plus euforią, że po latach starań i zabiegów jestem jego. A gdzie
        była miłość?

        Milczę, ponieważ wolę taką sytuację od pretensji, żali i awantur, ale coś we
        mnie pękło jeszcze bardziej. Może to tylko mechanizm obronny, może gdy będę się
        wyprowadzać, wszystko wybuchnie mi w twarz. A może nie.

        Nic nie wiem, w piątek wsiadam w samochód i spadam stąd na 2 dni.
        • lukciu Re: obojętność 11.03.09, 13:10
          SOrry ale po przeczytaniu Twojego ostatniego postu widzę, że nie jesteś warta
          tego człowieka. Sama nie wiesz czego Ty chcesz, daj mu spokój - takie będzie
          najlepsze wyjście dla Was obojga, szczególnie dla niego.
          • inabissare Re: obojętność 13.03.09, 17:13
            No tak, lukciu, to była bardzo głęboka i wiele wnosząca odpowiedź. :)
            • joanka-2 Re: obojętność 14.03.09, 16:44
              inabissare - jestem w podobnej sytuacji jak Ty. Moja miłośc do
              męza zgasła- i nie umiem jej wskrzesic. Nie kochamy się, nie
              rozmawiamy szczerze, nasze wspolne sprawy ograniczaja sie do zycia
              codziennego i dziecka. Wciaz się wacham co robic... Wiem, ze maż
              wciąż zywi do mnie cieplejsze uczucia ale ja już nie potrafie...
              Dziecko jest jedynym powodem który mnie powstrzymuje przed
              powiedzeniem mu że, ze nie chce takiego życia. WIem też ze on boi
              sie sam pierwszy zacząc rozmowe - która skończyłaby sie rozstaniem.
              Jest osobą podobnie jak Twoj mąż, która boi sie podjąc decyzję i
              czeka na mnie. Wszystkie ważniejsze sprawy zrealizowane wspólnie -
              były dzięki temu, ze ja sie na nie decydowałam. Mąż jest bardzo
              ostrożny z podjęciem jakiejkolwiek decyzji -co w konsekwencji
              powoduje to, ze ja sama biorę sprawy w swoje ręce. Ale nie o tym
              miałam pisac. Rozumiem, ze rozmawiałaś już z mężem i masz to za
              sobą. Ja wciąż sie zbieram...ale wiem że ten czas się zbliża..
              pozdrawiam
              • inabissare Re: obojętność 15.03.09, 12:23
                Joanka, dziękuję ci za twoją historię. Tak, rozmawiałam z mężem, powiedziałam mu
                wprost, że w tej chwili nic już do niego nie czuję i że uważam, że za jakiś czas
                powinniśmy zamieszkać osobno (w czerwcu odbieram mieszkanie, do którego
                wyprowadzę się sama, on zostanie w tym, w którym teraz mieszkamy). On reaguje
                bardzo dziwnie, na zasadzie pełen luz, tak, oczywiście, tak jakby do niego nie
                docierało, co się dzieje. Był na początku nieszczęśliwy, zbuntowany, wściekł
                się, a teraz sprawę olewa. Trudno.

                W tej chwili zastanawiam się, czy chcę wspólnie z nim spędzać Wielkanoc. Chyba
                nie chcę, na codzień jakoś sobie radzę z zarządzaniem tą relacją tak, aby było
                do wytrzymania, ale udawać przed rodziną - nie umiem. Zresztą moi rodzice
                wiedzą, co się dzieje, a z nimi zawsze spędzaliśmy święta.

                I póki co jeszcze nie wiem, jak mu powiedzieć w/w - też mam problem. Zapewne
                najlepiej wprost...

                Swoją drogą, obejrzyj(cie) Kochaj i tańcz. Fabuła przewidywalna, wiadomo, o co
                chodzi, a ja kilka razy się na tym filmie poryczałam. Dentysta z psem w łóżku
                jest śmieszny? Otóż nie jest! Zaborczość, ślub na siłę, ma to sens? Żadnego.
                Czemu nie spakowała dentysty i nie wystawiła za drzwi w ciągu 5 minut z jego
                bufonadą i beznadziejnością? Bo była zablokowana psychicznie i bezwolna. Skądś
                to znamy...
                • joanka-2 Re: obojętność 15.03.09, 15:05
                  Wiesz, zrobiłaś pierwszy krok. I to jest najważniejsze. A może Twój
                  mąż chowa w sobie emocje i na zewnątrz ich nie ujawnia - wiedząc, ze
                  i tak nic to nie da? Powiem Ci, ze u mnie z zewnątrz wszystko
                  wygląda znakomicie, żadnych kłótni, awantur, do rodziny razem.
                  Idealnie jednym słowem. Za to w domu mijamy się na każdym kroku,
                  zero bliskości i zrozumienia. I wiem, ze w większości to moja wina,
                  też to ze nie walczyłam o lepsze. Ale po prostu nie mam sił, chęci
                  do zmiany.. nie widzę dalszej przyszłości razem w takim związku. I
                  wiem, ze prędzej czy później szala się przechyli i w końcu zdecyduję
                  się wprost powiedziec co mysle. Bo teraz nawet tego nie ma. Jedynie
                  dziecko blokuje mnie, zebym rozwiązała to od razu. Ale z drugiej
                  strony wiem, ze taki związek też wpływa na jego rozwój - nawet jak
                  nie widzi kłótni - to nie widzi też bliskości dwóch osób. I to jest
                  wszystko do bani. Poza tym jestem już bardzo długo po ślubie- ponad
                  15 lat a nasz rozpad zaczął się kilka lat temu. Wiem, ze brak
                  szczerych rozmów i wyjasniania na bieżąco wszystkich sporów
                  spowodowało narastanie wzajemnych żali i pretensji. A teraz nie ma
                  możliwości powrotu do tamtych lat. Niestety..
            • lukciu Re: obojętność 16.03.09, 13:23
              No ale o tsho hozi??

              Dziewczyno weź się zdecyduj czego chcesz od życia i nie zatruwaj tego życia
              innym. Piszesz, że mężowi zależało na początku ale teraz ma wszystko w nosie. To
              przecież normalne.
              Ja też miałbym wszystko w nosie. W tej sytuacji chodzi o zwykły honor i poczucie
              własnej wartości. Nie będzie się już narzucał bo po co. I tak nic nie zmieni.
              Acha ja na jego miejscu już szukałbym sobie nowej niuni. Życie jest jedno i nie
              warto go marnować z ludzmi którzy nie wiedzą czego chcą.
              • inabissare Re: obojętność 17.03.09, 08:02
                Lukciu. Takie pytanie do ciebie wobec tego. Mieliśmy przedwczoraj dość wiążącą
                rozmowę, podczas której do męża dotarło, że ja mówię poważnie, dotychczas
                uważał, że mam fochy i potrzebuję czasu i jakoś to będzie. Wyszedł na godzinę,
                wrócił i co powiedział mój śmiertelnie we mnie zakochany mężczyzna? Że jesteśmy
                dorośli i umiemy żyć bez siebie (ale jeśli zmienię zdanie, to fajnie) oraz że
                mamy ponownie założyć sobie oddzielne konta (wspólne mieliśmy przez niecały
                ostatni rok). Tak się zachowuje osoba, która kocha(ła)? Gdybym ja była
                zakochana, a on chciał odejść, walczyłabym o niego.

                Decyzji nie zmienię. To, o czym piszę, to gorzkie uświadomienie sobie, że być
                może nigdy miłości nie było. Bez względu na wszystko jakoś tak głupio to sobie
                uświadomić.
                • lukciu Re: obojętność 17.03.09, 09:12
                  Litości! Ja bym robił tak samo. Po prostu mąż widząc co się dzieje, powoli stara
                  się usamodzielnić. Popieram jego metodę działania i uważam, że faktycznie jest
                  człowiekiem dojrzałym i po prostu trzeźwo myślącym.
                  Widzisz ja miałem podobną sytuację, zdecydowałem się na "walkę" no i efekt był
                  taki, że moja luba za moimi plecami znalazła sobie Adonisa:) Dziś już wiem, że
                  to właśnie był mój błąd (jeden z kilku zresztą).
                  Reasumując, myślę, że Twój mąż ma jaja i ma dość przyglądania się Twoim
                  egzystencjalnym dylematom (bo widzę, że masz ich sporo).
                  Widzę, że jesteś mocno zdziwiona jego zachowaniem. Nie rozumiesz też że o
                  związek muszą dbać dwie osoby. Ty natomiast najwyraźniej chcesz sobie uczynić z
                  niego giermka co będzie skakał wokół Ciebie na każde zwołanie i w pokucie za
                  swoje uczynione i nieuczynione winy przynosił co tydzień bukiet kwiatów i padał
                  do stóp z przeprosinami. Wydaje mi się, że jesteś zwykłą egoistką.
                  Skoro pytasz mnie o moje zdanie - albo weź się zmień, wyciągnij do męża dłoń i
                  śmigajcie na jakąś terapię (bo sami sobie nie poradzicie), albo daruj sobie
                  wylewania łez i żalów na forum i pakuj manatki.
                  I jeszcze jedna konkluzja. Miłość nie trwa wiecznie wbrew temu co poniektóre
                  panie na tym forum wypisują (które najwyraźniej mylą miłość z seksem). Na pewnym
                  etapie związku pozostaje już tylko przyjaźń, seks i wspólne zakupy. Jak coś nie
                  działa to właśnie któaś z tych rzeczy. Zastanów się która.
    • mathias_sammer Re: Gdy uczucie zgasło 17.03.09, 10:55
      nalezy sie rozstac. jezeli nie da uratowac sie zwiazku pozostanie
      jedynie zal, zlosc, ktore przy najblizszej okazji beda o sobie dawac
      znac. smutnym faktem byloby podtrzymywanie zwiazku wylacznie zalem,
      zloscia budzaca agresje po obu stronach. niektorzy twierdza, ze
      lepsza agresja, ublizanie sobie niz zycie w samotnosci. moim
      skromnym zdaniem wylacznie negatywne emocje do drugiego czlowieka to
      ciut za malo. nalezy osobie, ktora wywoluje zlosc pozowlic odejsc
      lub jej wodejsciu pomoc, jesli nie znajduje sily. w koncu nie
      jestesmy zwierzetami z dziczy, ktore wylacznie zaspakajaja glod,
      ujadaja po przebudzeniu i sraja na przemian. mamy w koncu zdolnosc
      myslenia, analizowania faktow, ba! przezywania nawet pozytywnych
      emocji.
      m.s.
      • inabissare Podsumowanie 22.03.09, 23:22
        Tytułem podsumowania, bo sytuacja się chyba na pewien czas przynajmniej
        ustabilizowała. Udało mi się ustalić jasno, o co chodzi i że drogi z powrotem
        nie ma. Udało mi się również w tej chwili złapać relacje pozbawione jawnej
        agresji. Pomijając rozliczenia finansowe i wypominanie sobie, co kto kupił i ile
        wydał na co, nasza komunikacja jest poprawna. Oczywiście życie jest
        nieprzewidywalne i wszystko może runąć bardzo szybko, jednak zrobię wiele, aby
        sprawy zostały na takim poziomie, na jakim są.

        Dziękuję wszystkim, którzy podzielili się swoimi historiami, to było dla mnie
        ważne. Decyzja z mojej strony jest nieodwołalna (zwłaszcza po paru tekstach i
        rzeczach, które się zdarzyły), jednak czuję się z tym dobrze, a nawet bardzo dobrze.

        Życzę wszystkim, którzy są w podobnej sytuacji, jak ja - po pierwsze wiele
        zimnej krwi, po drugie bądźcie przygotowani (ja nie byłam), że kwestia kasy
        natychmiast się wybije na pierwszy plan, po trzecie - musicie wiedzieć naprawdę,
        czego chcecie.

        Jeszcze-mąż powiedział w sumie bardzo ważną rzecz: ludzie są różni. Jestem
        przekonana, że na pewno gdzieś czeka na niego kobieta, dla której będzie
        ideałem, która marzy o ciepłej stabilizacji i malutkim, umoszczonym świecie w
        łupinie orzecha. Dobrym świecie, bezpiecznym świecie. Nie mam nic do niego, poza
        tym, że nie jest dla mnie.

        Czytaliście "Jedz, módl się, kochaj" Elizabeth Gilbert? Polecam. Nigdy nie jest
        za późno na realizację własnych marzeń.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka