Dodaj do ulubionych

Do wypruwajacych sobie żyły Pań.

    • oranzerja Re: Mareczek - marny jakis 13.03.09, 18:36
      mareczekk77 napisał:

      > Pranie - wziąść ciuchy,

      "wziąść" - pała z ortografii Mareczku


      > moje mieszkanie 27m

      widzisz, mieszkanie też masz malutkie :)
    • obywatelka_dziopkowa Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 13.03.09, 21:07
      jeśli tak się odżywiasz to nie dziwi że jelito odmawia ci
      posłuszeństwa
    • rafi-nka hmmm 13.03.09, 21:16
      mareczku dodaj jeszcze np. troje dzieci, leniwego męża, pomnóż razy
      3 przemnóż jeszcze razy 356 i na końcu tak przez 40.
    • mono_stereo Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 13.03.09, 21:37
      Wiecie co, główny problem jest taki, że kłócimy się tu o rzeczy zupełnie
      różne.Mareczek nigdzie nie napisał, że opisywana przez niego sytuacja dotyczy
      także ludzi, którym się np. czworaczki urodziły. albo wielodzietnej rodziny. a
      nawet rodziny z dwójką maluchów.Dla mnie to zrozumiałe,że wtedy harówka jest
      ostra i szczerze podziwiam.

      ale nadal w głowie mi się nie mieści, jak można mieć tyle do roboty, jeśli mowa
      o jednej osobie, dwóch dorosłych osobach, ewentualnie rodzicach z dorastającym
      już dzieckiem.A często na harówkę w domu narzekają kobiety, które jak się
      okazuje mieszkają tylko z facetem i nie mają dzieci. A wtedy to naprawdę nie
      wiem co może tyle czasu zajmować.
      • dzioucha_z_lasu Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 13.03.09, 21:40
        Jak widać - można. Ja mam 4 koty i męża. Męża się niebawem pozbywam,
        co zapewne uwolni mi trochę czasu, mimo to sprzątnięcie 60 metrów na
        błysk w 30 minut jest niemozliwe. Samo umycie podłogi - porządne, a
        nie pochlapanie wodą i maźnięcie mopem - to 15 - 20 minut.
      • niki296 do mono_stereo 15.03.09, 10:26
        mono_stereo napisała:
        "ale nadal w głowie mi się nie mieści, jak można mieć tyle do roboty, jeśli mowa
        o dwóch dorosłych osobach, ewentualnie rodzicach z dorastającym
        już dzieckiem."

        jak widać w części wypowiedzi takie kobiety również mogą być zmęczone i już Ci
        mówię dlaczego być może tak jest.
        jeśli są tylko dwie dorosłe osoby to być może jedno i drugie pracuje zawodowo a
        cały dom jest na głowie kobiety - ma więc prawo czuć się zmęczona.

        jeśli jest 2 dorosłych i dorastające dziecko - nie każde dorastające dziecko ma
        wpojone co robić po sobie i nie zawsze jest to do końca wina rodziców -
        dlaczego?bo dziś są inne czasy i już 6 letni gó...arze potrafią nie mieć
        szacunku do starszych osób.

        nie byłoby zmęczonych kobiet gdyby faceci potrafili przejąć część ich
        codziennych obowiązków.
        • mono_stereo Re: do mono_stereo 15.03.09, 19:44
          Jeśli jest tak jak piszesz to oczywiście,że ktoś może być zmęczony.
          Gdybym np codziennie biegała 20 km też byłabym wykończona i nie miała czasu na
          odpoczynek.ale nie narzekałabym na to, bo to w końcu mój wybór,że biegam. I nie
          twierdziłabym,że bez biegania nie da się żyć.

          Jeśli obie dorosłe osoby pracują zawodowo a tylko jedna zajmuje się domem to
          albo jest głupia,albo po prostu ma takie hobby i bardzo to lubi. W końcu era
          kojarzonych małżeństw dawno minęła i nie ma obowiązku dzielenia życia z trutniem.

          Oczywiście,że nie każde dziecko ma wpojone co trzeba. A jak myślisz, dlaczego
          tak jest? Jak rodzice nie wychowują tylko hodują dziecko i nie uczą go niczego
          to sami są sobie winni. Nie jest tak,że 6 latek nie szanuje starszych, bo mu tak
          krasnoludki podszepnęły. Po prostu nie zostało tego szacunku nauczone.

          Ja mam prostą zasadę życiową - ponoś konsekwencje swoich czynów i decyzji, a nie
          narzekaj ciągle.
          to o cvzym piszesz to efekt popełnianych błędów. Dlaczego miałabym się nad
          takimi osobami litować?
          • wrr2 Re: do mono_stereo 15.03.09, 22:29
            Czy ktoś może mi wyjaśnić takie rozumowanie: facet nie robi nic w domu - wina
            kobiety, dzielą się obowiązkami - plus dla faceta. Czyli wychodzi, że wszystko
            co złe to wina kobiety, a co dobre zasługa faceta. Bardzo interesujący pogląd.

            Poza tym IMHO przykład z bieganiem jest do kitu, bo pracować trzeba i w domu też
            pewne rzeczy zrobić trzeba, a biega się zazwyczaj z własnego wyboru.
            • mono_stereo Re: do mono_stereo 16.03.09, 08:26
              Nie wiem czy słowo wina jest tu najlepsze.
              Jeśli wybiorę faceta, który uważa,że wszystko w domu ja powinnam robić to o
              czymś to świadczy.Jeśli zajmuję się wszystkim w domu to jest to mój wybór.
              Człowiek powinien ponosić konsekwencje swoich decyzji a nie narzekać jaki jest
              nieszczęśliwy.Jak pisałam, dziś nie ma już małżeństw kojarzonych,nie ma sytuacji
              że widzisz przyszłego męża dopiero podczas zaręczyn, a drugi raz na ślubie.Więc
              kobieta doskonale wie, na kogo się decyduje.

              Jeśli w pracy pozwolę,żeby koleżanka zwalała na mnie swoje obowiązki, będę ją
              nieustanie wyręczać i zostawać po godzinach,żeby wykonać to co do niej należy to
              czyja to "wina"? Może koleżanki?

              Dzielenie się obowiązkami nie jest żadnym plusem dla faceta,tylko sytuacją normalną.
              • wrr2 Re: do mono_stereo 16.03.09, 15:14
                Tak, to wina koleżanki i szefa, który nie umie zarządzać zespołem. Bo często jeśli jedna osoba nawali obrywa CAŁY zespół. A
                osoby, które wychodzą z założenia, że jeśli coś musi zostać zrobione to i tak zrobione zostanie, nawet jeśli one nie kiwną paluszkiem, jest ciężko zreformować i bez interwencji szefa może się to nie udać.

                Co do plusów dla faceta to wiele razy (na forum też) padały teksty typu "jaki X jest dobry, pomaga żonie w domu" itp. Ciekawe dlaczego nikt nie twierdzi, że to "zasługa" kobiety, skoro jej "winą" jest brak podziału obowiązków. I dlaczego nikt nie napisze "masz męża lenia", tylko "twoja wina, było zrobić to, śmo i owo, a najlepiej to kopnąć faceta w d..., niezależnie od wszystkich innych jego zalet".


                Naprawdę nie rozumiem czemu ludzie na forum mają tendencję do obwiniania wszystkich tylko nie sprawcy (niesprzątającego lenia, sprawcy przemocy domowej, chamskiej koleżanki w pracy itd. itp.). Jak dla mnie to zalatuje lekką paranoją albo oczyszczaniem własnego sumienia.
                • kitek_maly Re: do mono_stereo 16.03.09, 15:40

                  > Co do plusów dla faceta to wiele razy (na forum też) padały teksty typu "jaki X
                  > jest dobry, pomaga żonie w domu" itp.

                  I w ogóle nie wiem czym tu się zachwycać, że zdrowy, dorosły człowiek potrafi po
                  sobie posprzątać. :) Pomnik takiemu.
                  • july-july Re: do mono_stereo 16.03.09, 16:04
                    kitek_maly napisała:

                    > > Co do plusów dla faceta to wiele razy (na forum też) padały
                    > > teksty typu "jaki Xjest dobry, pomaga żonie w domu" itp.
                    >
                    > I w ogóle nie wiem czym tu się zachwycać, że zdrowy, dorosły
                    > człowiek potrafi po sobie posprzątać. :) Pomnik takiemu.

                    I jeszcze to sformułowanie "POMAGA żonie w domu". Jakby praca w domu to był JEJ
                    zakichany obowiązek. A ON może łaskawie pomóc jej. Lub nie.
                • mono_stereo Re: do mono_stereo 16.03.09, 21:46
                  Przede wszystkim ja nie używam określenia "mężczyzna pomaga w domu", bo już to
                  pokazuje,co się sądzi o roli kobiety.
                  Natomiast uważam,ze jesteśmy odpowiedzialni za to, jakimi ludźmi się otaczamy.I
                  nie obwiniam nikogo tylko stwierdzam: ktoś kto wybiera sobie życie z leniem
                  ponosi tego konsekwencje.
                  • wrr2 Re: do mono_stereo 17.03.09, 00:23
                    Przecież nie napisałam, że ty tak twierdzisz, tylko że tego typu twierdzenia
                    wcale nie są rzadkością, niestety.

                    Hehe, a z poprzednich twoich postów można było wywnioskować że twoim zdaniem za
                    lenistwo faceta najbardziej odpowiedzialna jest kobieta.
                    • mono_stereo Re: do mono_stereo 17.03.09, 09:06
                      Nie, uważam,ze kobieta jest odpowiedzialna za to,z jakim mężczyzną tworzy związek.
              • niki296 Re: do mono_stereo 16.03.09, 22:43
                mono_stereo napisała:

                > Jeśli wybiorę faceta, który uważa,że wszystko w domu ja powinnam robić to o
                > czymś to świadczy.
                > Człowiek powinien ponosić konsekwencje swoich decyzji a nie narzekać jaki jest
                > nieszczęśliwy

                odnoszę wrażenie, że nie do końca wiesz o co chodzi niektórym tu osobą.
                jeśli kobiety które mówią, że robią wszystko w domu a facet nie to nie jest to
                oznaką tego, że wiedziały o tym, że tak będzie- podejrzewam, że gdyby wiedziały
                jaka będzie sytuacja to nie decydowałyby się na bycie z kimś takim.
                • mono_stereo Re: do mono_stereo 16.03.09, 22:48
                  Ale jakoś zaczęły wykonywać jego część obowiązków. to też zrobiły nieświadomie?
                  • niki296 Re: do mono_stereo 16.03.09, 22:55
                    może prosiły aby pomógł a facet nie reagował - to co w brudzie miały siedzieć .a
                    później nawet jak ktoś wpadnie w odwiedziny to co powie - "co za kobieta , że
                    syf w domu ma"?
                    przecież zawsze każdy na kobiete zwali a nie na faceta winę.
                    • mono_stereo Re: do mono_stereo 17.03.09, 09:07
                      Już po słownictwie widać,że masz zadatki na cierpiętnicę. co to znaczy:
                      prosiły,żeby facet pomógł?
                      Pomóc to można dziecku, jak sobie z czymś nie radzi. dorośli ludzie po prostu
                      dzielą się obowiązkami, bo o wspólny dom dba się wspólnie.
                      A jak kobieta uważa to za swój obowiązek, a od faceta oczekuje "pomocy", to nie
                      dziwne,że później narzeka na harówkę.
                      • niki296 Re: do mono_stereo 17.03.09, 10:43
                        to, że pisze o tzw pomocy ze strony faceta nie jest oznaką zadatków na cierpiętnicę.
                        zresztą każdy wie o czym tu mowa ,więc to chyba nie ma za dużego znaczenia czy
                        określi się to jako pomoc, obowiązki czy jeszcze coś innego...
                        • mono_stereo Re: do mono_stereo 17.03.09, 10:47
                          Czy powiesz murzyn, czarnoskóry czy czarnuch tez nie ma znaczenia pewnie, bo
                          każdy zrozumie. Język bardzo często zdradza takie, nawet nieuświadomione,
                          poglądy na świat i podejście do życia.Z twoich słów jasno wynika,że uważasz
                          zajmowanie się domem za swój naturalny obowiązek, a udział mężczyzny jest tylko
                          pomocą, wynikającą z jego dobrej woli.
                          • niki296 Re: do mono_stereo 17.03.09, 10:50
                            nigdzie nie napisałam, że tak uważam.zresztą piszę ogólnie o kobietach
                            zajmujących się domem i o facetach którzy są tacy jacy są.
          • niki296 Re: do mono_stereo 16.03.09, 22:39
            mono_stereo napisała:

            1 > Jeśli jest tak jak piszesz to oczywiście,że ktoś może być zmęczony.
            > Gdybym np codziennie biegała 20 km też byłabym wykończona i nie miała czasu na
            > odpoczynek.ale nie narzekałabym na to, bo to w końcu mój wybór,że biegam.

            owszem Twój wybór, jednak co do obowiązków w domu to nie zawsze może być to
            wybór a konieczność.

            2> to o cvzym piszesz to efekt popełnianych błędów. Dlaczego miałabym się nad
            > takimi osobami litować?

            tu nie chodzi o litowanie się nad kimkolwiek tylko o fakt zrozumienia tego jak
            na prawdę wygląda prowadzenie domów sporej grupy ludzi którzy się tutaj wypowiadają.
            odnoszą wrażenie, że Ci którzy mają od zawsze wszystko poukładane bo przypuśćmy,
            że być może dobrze trafiły/i nie potrafią wyjść z tego swojego świata i zobaczyć
            , że nie każdy może mieć tak kolorowo jak oni.
            nie ma więc mowy o litości a o wyrozumiałości.


            co do dzieci i ich wychowania - jaki rodzic takie dziecko, chociaż nie zawsze
            ale to tylko dlatego, że rodzic/opiekun odpuszcza..

            • mono_stereo Re: do mono_stereo 16.03.09, 22:49
              Ja nie trafiłam dobrze czy źle. Ja po prostu dokonuję określonych wyborów. Z
              różnymi facetami byłam,ale żaden mi się nie trafił przypadkiem, ani z jakiejś
              loterii.
              • niki296 Re: do mono_stereo 16.03.09, 22:53
                nie chodzi o przypadek tylko o to, że po ślubie ludzie na prawdę potrafią się
                zmienić.
                • mono_stereo Re: do mono_stereo 16.03.09, 22:55
                  To dlaczego te narzekające kobiety się nie zmienią i nie przestaną męzowi prać,
                  prasować i gotowac?
                  • niki296 Re: do mono_stereo 16.03.09, 22:57
                    być może tak robiły a to nie przynosiło rezultatów.
                    • mono_stereo Re: do mono_stereo 17.03.09, 09:08
                      Jak to nie przynosiło? Jak zaczniesz prasować tylko swoje ciuchy,a ubrania męża
                      zostawisz w spokoju to masz o połowę mniej roboty.
                      • niki296 Re: do mono_stereo 17.03.09, 10:45
                        tak?to co, odkurzać te kobiety o których mowa mają pół pokoju???????
                        • mono_stereo Re: do mono_stereo 17.03.09, 10:51
                          Wystarczy nie zajmować się żadnymi sprawami związanymi z mężem. Nie prać jego
                          ubrań, nie prasować, nie układać ich. Nie pilnować, czy w lodówce jest jedzenie
                          jakie lubi.A wiele kobiet niestety traktuje męża jak synka i to małego, o
                          wszystko się troszczą, we wszystkim wyręczają.
                          • niki296 Re: do mono_stereo 17.03.09, 11:00
                            może to kwestia tego jak zostały wychowane takie kobiety, a może chcą zaspokoić
                            wszystkie potrzeby swoich facetów.ja tam nie jestem za tym, żeby skakać przy
                            facecie.
                            chodzi mi głównie o to, że dużo kobiet zajmuje się domem (czasem dlatego, że
                            lubią a czasem dlatego, że muszą), a inni mówią, że to nic takiego.
                            później wszystko wychodzi samo z siebie - niedoceniona kobieta czuje się
                            niedowartościowana a tym samym zaczyna się narzekanie.
                            • mono_stereo Re: do mono_stereo 17.03.09, 11:04
                              ale jeżeli one CHCĄ zaspokajać ich potrzeby to powinny być szczęśliwe,że mogą, a
                              nie narzekać i się dziwić,że nikt im nie współczuje tylko się puka w głowę, jak
                              widzi,że dorosły chłop nie umie sobie sam obiadu zrobić.

                              Chodzi o to,że przy kilku warunkach: brak dzieci, lub dzieci dostatecznie duże,
                              normalne mieszkanie a nie willa itp zajmowanie się domem nie jest specjalnym
                              wyczynem i problemem. Chociaż można z tego problem zrobić, jak się np. wszystkie
                              serwetki ręcznie haftuje to zajmuje to mnóstwo czasu.Ale nikt mi nie wmówi,że to
                              jest konieczność. To są fanaberie.

                              • july-july Re: do mono_stereo 17.03.09, 12:02
                                Piszesz, że nie gotujesz, nie sprzątasz dokładnie, wolisz zapłacić
                                komus kto to zrobi. Nic dziwnego, że dla Ciebie to taki pryszcz.:)
                                Jak juz pisałam - takie 60m2 na dwie osoby to nie jest mordęga, ale
                                troche czasu zajmuje. Tym bardziej jak sie sprząta dokladnie i od
                                czasu do czasu robi bardziej wyszukane dania niż ryż z sosem ze
                                słoika.

                                Natomiast zgadzam sie z tym co piszesz - jak ktos ma cały dom na
                                głowie, to albo mu to odpowiada, albo nie. Jeśli nie odpowiada, to
                                niech to zmieni, a nie jęczy jak to ma źle i robi z siebie
                                meczennicę.
                                • mono_stereo Re: do mono_stereo 17.03.09, 12:07
                                  Ale ja sobie po prostu tak wybrałam, co jest dowodem na to,że można żyć w sposób
                                  jaki się chce,a nie chodzić i jęczeć. Szkoda mi czasu na zajmowanie się
                                  pierdółkami typu prasowanie czy mycie okien.Jak szukałam mieszkania na wynajem
                                  to takiego, gdzie jest zmywarka i znalazłam:)
                                  I od czasu do czasu robię coś wyszukanego, ale rzadko dla siebie, raczej jak
                                  kogoś zapraszam.Nawet ciasto dla mojego chłopaka ostatnio upiekłam:)
                                  • niki296 Re: do mono_stereo 17.03.09, 21:54
                                    piszesz, że masz chłopaka - ciekawa jestem czy jak to nie będzie już Twój
                                    chłopak tylko mąż to czy nadal takie mądrości będziesz wygłaszać.
                                    bez obrazy, ale inaczej się żyje solo a inaczej z kimś.
                                    • july-july Re: do mono_stereo 18.03.09, 07:45
                                      Ale z chłopakiem to nie solo. Są ludzie, którzy nie traktuja ślubu
                                      tak jak Ty i dla nich prawdziwy zwiazek i rodzina moze byc bez
                                      ślubu. Nie każdy uznaje podział: bez ślubu - niepoważnie, ze ślubem -
                                      poważnie. Chłopak wcale nie musi stać sie meżem, to jest wybór, nie
                                      obowiązek i nie musi o niczym świadczyc. Tylko pliz, nie zaczynajmy
                                      bitwy światopoglądowej odnośnie ślubów i konkubinatów.:)
                                      • niki296 Re: do mono_stereo 18.03.09, 11:14
                                        napisałam gdzieś niżej, że pisząc solo miałam na myśli związek z chłopakiem
                                        (solo było tu przejęzyczeniem bo nie to miałam na myśli więc przepraszam)

                                        "> Chłopak wcale nie musi stać sie meżem, to jest wybór, nie
                                        > obowiązek i nie musi o niczym świadczyc. "

                                        oczywiście, że chłopka nie musi stać się mężem tylko, że nie każda kobieta
                                        mieszka ze swoim facetem.

                                        > Tylko pliz, nie zaczynajmy
                                        > bitwy światopoglądowej odnośnie ślubów i konkubinatów.:)

                                        ja nie jestem starą babą z poglądami z przed wieków i nie przeszkadza mi to czy
                                        ktoś mieszka ze sobą bez ślubu.
                                        jest wiele ludzi którzy żyją razem , mają dzieci i określani są jako rodzina.
                                        cały czas jest jednak mowa o tym, że co innego jest wówczas jak nie ma się
                                        żadnych zobowiązań - czyli nie żyje się razem pod jednym dachem z partnerem, a
                                        co innego jak pomieszkują sobie razem w weekendy i do tego bez dzieci.

                                        odnoszę wrażenie, że próbujecie "łapać innych za słowa", a nie chcecie zrozumieć
                                        tego co chcą Wam powiedzieć.
                                        • july-july Re: do mono_stereo 18.03.09, 11:20
                                          No ale kwestia podziału obowiazków nie musi mieć nic wspólnego
                                          z "poważnością" związku.
                                          • niki296 Re: do mono_stereo 18.03.09, 11:52
                                            jeśli ktoś z sobą mieszka to chyba nie dla zabawy no nie?
                                            • july-july Re: do mono_stereo 18.03.09, 11:56
                                              No ale są 'poważne' związki 30 lat po ślubie, 3 dzieci, gdzie baba
                                              zapierdziela jak robocik, a facet siedzi z gazetą. A są takie co
                                              trwają 2 miesiace i ludzie dzielą sie normalnie obowiązkami. O to mi
                                              chodziło.
                                    • mono_stereo Re: do mono_stereo 18.03.09, 22:40
                                      Nie planuję ślubu, ale co to ma do rzeczy. Owszem, z moim obecnym chłopakiem nie
                                      mieszkam, wiec w tym sensie,biorąc pod uwagę podział obowiązków można
                                      powiedzieć,że żyję solo.Ale byłam już w 2 związkach, w których mieszkaliśmy
                                      wspólnie więc coś na ten temat wiem. A obrączka niczego tu nie zmienia - w
                                      przeciwieństwie do ciebie nie wierzę w nagłą odmianę po ślubie.
                • july-july Re: do mono_stereo 17.03.09, 10:14
                  A ja nie wierzę w to mityczne zmienianie isię po ślubie. A nawet
                  jeśli zachowanie meża nas "zaskoczy" i rozmowa jak z normalnym
                  człowiekiem nie daje rezultatu, to można albo zwiesic główke, robić
                  za kucharkę i sprzątaczke i cierpieć marudząc przyjaciółkom, albo
                  kopnać pana w d... Tak jak pisze mono_stereo, mamy oczy i świadomie
                  wybieramy partnera. Przynajmniej tak powinno byc.
                  • niki296 Re: do mono_stereo 17.03.09, 10:48
                    każdy (przynajmniej to moje zdanie) świadomie wybiera sobie partnera, a co do
                    zmiany - zmienić może się każdy.niestety nie da się wszystkiego przewidzieć.
                    gdyby człowiek wiedział, że się przewróci to by sobie usiadł.
                    • mono_stereo Re: do mono_stereo 17.03.09, 10:52
                      Pewne rzeczy da się przewidzieć. Ja np nie gotuję za wiele, nie sprzątam
                      dokładnie, wolę komuś zapłacić,żeby to za mnie zrobił. Ogólnie mam dość luzacki
                      stosunek do życia. to chyba widać,że nie nalezy się po mnie spodziewać,że
                      zostanę gospodynią domową.
                      • niki296 Re: do mono_stereo 17.03.09, 21:58
                        żeby zapłacić trzeba najpierw mieć na to kasę.
                        z Twoich wypowiedzi wynika , że dobrze Ci się wiedzie i życzę Ci żebyś miała tak
                        dalej ale weź pod uwagę to, że nie zawsze może tak być, że będzie Cię stać na to
                        aby zapłacić komuś za np.sprzątanie.
                        zresztą tak jak pisałam wcześniej - inna jest sytuacja wówczas gdy jest się
                        samemu , bądź w związkach chłopak - dziewczyna , a inna jak już się jest rodziną.
                      • morekac Re: do mono_stereo 19.03.09, 01:02
                        Wiesz, mój eks już mąż mię zostawił, bo mu nie zawsze obiadki
                        gotowałam, nie prasowałam mu koszul i w ogóle nie byłam normalną
                        żoną (czytaj: za mało miał obsługi). Więc uważaj... za mało w domu
                        robisz...
                    • july-july Re: do mono_stereo 17.03.09, 11:55
                      Tylko że w 9 przypadkach na 10 jakieś przesłanki co do tej "zmiany"
                      są wcześniej. Ale wiele osób je lekceważy lub nie chce ich zauważać.
                      • mono_stereo Re: do mono_stereo 17.03.09, 12:09
                        Otóż to. A potem opowieści: to był taki spokojny chłopak, niby codziennie po
                        robocie siadał i te 3 piwa wypijał, ale żeby po ślubie się w alkoholika
                        zamienił? Skąd ja biedna miałam wiedzieć.
    • ms135pt Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 14.03.09, 09:16

      > Zrobiłem eksperyment

      To wiele tłumaczy, kobiety nie "robią eksperymenty" raz na rok pranie, zakupy ,
      sprzatanie, ale pracują tak codziennie.
      Po jednorazowym eksperymencie, chyba nikt by nie byl zmeczony, meczoca jest
      powtarzalnosc, monotonia, tracony czas i to ze osoby takie jak w/w nie szanuja
      tej pracy
    • annjen Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 14.03.09, 11:56
      a ten twój obiad to da się w ogóle zjeść? i codziennie jesz taki zestaw?:) skoro
      mieszkasz sam, to faktycznie nie masz co sprzątać, spróbowałbyś, gdybyś miał w
      domu choć jedno dziecko! jeśli chodzi o zakupy, to co ty zdążysz kupić przez 10
      minut? tyle czasem stoi się w kolejce do kasy. a po praniu ciuchy dla całej
      rodziny wypadałoby wyprasować, nie sądzisz? mi to zajmuje co tydzień min. 2
      godziny.
      • amoniak2 Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 14.03.09, 16:11
        Ja też tego nie rozumiem, niektóre Panie wręcz traktują
        stwierdzenie "po przyjściu z pracy ugotowałam obiad, uprałam,
        posprzątałam , położyłam się po pierwszej bo musiałam jeszcze
        uprasować mu koszule" jakby musiały utwierdzać wszystkich jakimi są
        dobrymi godnymi podziwu gospochami.

        Czasy prania na tarze w potoku dawno minęły więc oświadczam - nie
        robi to na mnie wrażenia - darujcie sobie. Za taki stan rzeczy
        możecie winić tylko siebie i gorąco podziękować za wychowanie swojej
        matce i teściowej.
      • mono_stereo Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 15.03.09, 19:48
        A nie prościej kupić rzeczy, które nie wymagają prasowania?
        Rozumiem,że na niektórych stanowiskach trzeba,ale wtedy zarabia się tyle,że
        można spokojnie wynająć kogoś, kto przyjdzie i te 2 godziny w tygodniu poprasuje.
        A po co prasować np ubranie dla dziecka, które idzie bawić się w piaskownicy?
        • wrr2 Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 15.03.09, 22:31
          > Rozumiem,że na niektórych stanowiskach trzeba,ale wtedy zarabia się tyle,że
          > można spokojnie wynająć kogoś, kto przyjdzie i te 2 godziny w tygodniu poprasuje

          Na wielu stanowiskach trzeba wyglądać elegancko i niestety nie zawsze jest to
          powiązane z pensją na tyle wysoką aby można marnotrawić pieniądze na panie od
          prasowania.
          • mono_stereo Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 16.03.09, 08:36
            Moim zdaniem to nie jest kwestia pieniędzy, tylko jakiegoś wpojonego
            cierpiętnictwa, kultu harówki i przekonania,że służba to dla bogatych jest. W
            Warszawie spokojnie znajdziesz osobę, której stawka za sprzątanie itp wynosi 10
            zł. Jeżeli prasowanie zajmuje 2 godziny tygodniowo, to nawet licząc 25 zł nie
            jest to kolosalny pieniądz. I nie pisz proszę o wieloosobowej rodzinie, która
            korzysta z bonów żywnościowych i pomocy społecznej, bo ja cały czas piszę o
            ludziach przeciętnych, a nie wyjątkowo biednych.

    • delayla Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 14.03.09, 16:34
      Ale czemu to JA mam tracić nawet te 2h dziennie?
      Czemu nie ON?? (Ty)
    • starucha_izergiel Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 15.03.09, 15:23
      > Obiad - wrzucić makaron do wody, rybkę rozmrozić, posypać mąką i wrzucić na
      > patelnię - wszystko zajmuje jakieś 10 minut.


      Bleeee. To nie jedzenie tylko śmieci!

      U mnie dziś na obiad jest:
      Zupa z zielonego groszku z kardamonem i groszkiem ptysiowym
      Kurczak czosnkowy pieczony w musztardzie i miodzie z ryżem z prażonymi orzechami.
      na deser lody na pieczonych morelach z miodem i migdałami.

      Potem trzeba pozmywac posprzątać kuchnię i pozmywac po obiedzie.

      Jak to wszystko przygotujesz w 20 min, dostaniesz ode mnie 100 000 dowolnej waluty.

      > Sprzątanie - raz na trzy dni, włącznie z myciem podłóg, dokładnym czyszczeniem
      > zlewów w toalecie i kuchni, wanny/brodzika, odkurzanie (chociaż co trzy dni
      > nie ma za bardzo co odkurzać) mieszkanie 50m u rodziców zajmuje mi ok. 45
      > minut ale jest wszystko na luzie i błysk, moje mieszkanie 27m ok 30 minut, ale
      > to naprawdę na spokojnie, w trakcie śpiewam i tańczę.

      A potem trzeba dwie godziny poprawiać. A co z oknami? Myjesz je raz na pół roku?
      A lampy, żyrandole? Czekasz aż się przyćmi i stwierdzisz, że dopiero teraz
      trzeba sprzątnąć? A lustra? A blaty, parapety, karnisze, odsuwasz łóżko, szafki,
      czy zgarniasz brudy pod dywan? A ściany wokoło włączników świateł? Zostawiasz
      tłuste odciski palców? A piekarnik? Zostawiasz zachlapany? A lodówka,
      mikrofalówka, okap? Szafki w kuchni???? A mycie kibla to zalanie domestosem, tak?

      Już widzę to twoje sprzątanie w pół godziny. Syf i tyle!

      Pranie? A potem kto to prasuje? I rozwieszanie oznacza wrzucenie na sznurek na
      hurraa?

      Z zakupami się zgodzę. Kupuję w tesco online raz na tydzień, a świeże warzywa,
      chleb i mięso po drodze z pracy.
      • kochanica-francuza Starucha, wpraszam się do ciebie! 15.03.09, 16:07

        > Bleeee. To nie jedzenie tylko śmieci!
        >
        > U mnie dziś na obiad jest:
        > Zupa z zielonego groszku z kardamonem i groszkiem ptysiowym
        > Kurczak czosnkowy pieczony w musztardzie i miodzie z ryżem z prażonymi orzecham
        > i.
        > na deser lody na pieczonych morelach z miodem i migdałami.

        Szczęka mi opadła... Lepiej niż w niejednej knajpie...
        • starucha_izergiel Re: Starucha, wpraszam się do ciebie! 15.03.09, 16:16
          Bo ja jem dla przyjemności i wolę się przegłodzić i poczekać na coś pysznego niż
          zjadać rybę z makaronem. Poza tym, eksprymentowanie w kuchni ze smakami sprawia
          mi wielką frajdę. Byłabym mocno sfrustrowana smażąc codziennie frytki z jajkiem
          sadzonym.
      • 83kimi szybkie gotowanie 15.03.09, 16:23
        Jeśli chodzi o szybkie gotowanie, to zgodzę się z niektórymi wypowiedziami, że w
        pół godziny (albo i krócej) można ugotować smaczny i zdrowy posiłek. Wszystko
        oczywiście zależy od kuchni, jest wiele dań pracochłonnych, ale nie trzeba
        codziennie jeść pieczonej kaczki w sosie cytrynowym z 5 różnymi surówkami, zupą
        i deserem.
        Ja prawie codziennie robię sałatkę - kupuję mieszankę sałat (wszystko umyte i
        rozdrobnione), więc tylko trzeba to wysypać do miski, do tego dodaję to, co
        akurat mam w domu np. wkrawam 2 pomidorki i wsypuję kukurydzę z puszki, czasem
        tuńczyk, parę truskawek, papryka itp. Do tego sos na bazie oliwy i octu
        winnego. Zajmuje mi to kolo 5 minut.
        Do tego np. smażę pokrojone kawałki kurczaka (najwięcej czasu zajmuje krojenie),
        posypuje je curry, zalewam śmietaną i obiad gotowy. Aha, sałatkę robię w
        trakcie, gdy smażę kurczaka.
        Często tez wieczorem kroję mięso lub warzywa i marynuję, trwa to koło 15 minut,
        a nastepnego dnia tylko wrzucam na patelnię, do tego np gotuję ryż czy ziemniaki
        w łupinkach. Owszem ziemniaki gotują się koło pół godziny, ale nie muszę przez
        cały czas stać przy garnku, mogę w tym czasie np. nastawic pranie, zrobić
        sałatkę itp.
        Polecam kuchnię śródziemnomorską - zawiera ona wiele przepisów właśnie na max.
        pół godziny.
        • justysialek Re: szybkie gotowanie 16.03.09, 15:24
          Musze cię zmartwić - te gotowe mieszkanki sałat rzadko są umyte.
          • 83kimi Re: szybkie gotowanie 16.03.09, 18:14
            Kupuję takie, na których jest napisane, że są umyte. Nigdy nie znalazłam na nich
            śladu ziemi itp., a na normalnych główkach owszem.
    • kora3 Mareczku sa jeszcze pewne niuanse 16.03.09, 07:11
      Pewnie mam szansę na linczyk, ale w jakims sensie się z Tobą
      zgadzam :)

      Tak naprawdę przyrządzenie jedzenia np. dla dwóch osób, nawet
      bardziej urozmaiconego niż makaron i ryba :) to znów nie jakiś
      kosmiczny wysiłek, no chyba, ze coś naprawdę niesamowitego ktoś
      robi, a na codzień mało kto tak robi.

      Posprzątanie mieszkania o metrazu który podajesz - faktycznie
      betka.Zwłaszcza, gdy mieszkają w nim np. 2 dorosłe i lubiace
      porzadek osoby. Zakupy to w dzisiejszych zcasach nic takiego.

      Ogólnie sie zgadzam z Tobą - to dośc łatwe i przyjemne nawet. Nie
      pomyslałeś jednak o paru rzeczach. Np. takich, ze mając już
      kilkuosobową rodzinę trzeba zadbać gotując o to, żeby wszysckim
      smakowało, dzieciom też. Że mając dzieci nie ak łatwo utrzymac
      porządek, ze w tej sytuacji, gdy są małe absorbuja mnóstwo uwagi, a
      o odkurzaniu raz na trzy dni zapomnij.

      Zanim mnie zjedziesz od matki - Polki wiedz, ze dzieci nie mam :) i
      to, co my musimy w domu robic uwazam za naprawde betkę. Mamy za to
      zwierzaki, wiec już masz wiecej sprzatania:) nie odkurzaj w
      mieszkaniu gdzie sa dwa koty i pies grubosierstny przez trzy dni i
      poczekaj na efekty :) No, ale jak sie ma zwiezraki o sie z tym
      liczysz. O 10 minutowych zakupach dla np. 5 -osobowej rodziny też
      bracie zapomnij. Zwłaszcza jesli masz dziecko w sklepie z sobą, a
      malucha 3-letnie nie zostawisz samego w domciu. Powót 10 minut tez
      trudny, bo nie kuoujesz pczki makaronu i zgrzeweczki piwka tylko np.
      3 kartony soku, 2, 5 kg ryby, warzywa, jogurciki, oranzadki, grzewe
      mineralki itede.
      Powiem Ci, ze nas jest tylko dwoje, i codzienne zakupy w
      supermarkecie zajmują nam wiecej niz 10 min. i wcale nie są takie
      małe i lekkie. No chyba,z e idziemy na impreze i kupujemy np. piwko
      i chipsy :)

      Zapomniałes jeszcze o waznym szczególe. Calkiem sporo kobitek, które
      zalą się,ze partner, maz nie pmag w obowiazkach domowych TEZ pracuje
      zawodowo, wiec poza tą "harówką" w biurze hihi mają jeszcze te
      obowiazki, które w wersji rodzinnej nie sa takie lajtowe, jak w
      wersji solo, albo duecik.
      Dodaj sobie jeszze to, ze małe dziecko nie zajmuje sie całkiem samo
      sobą, jak dorosły i w trakcie rzeba mu poświecac sporo uwagi. Potem
      pomóc w lekcjach, pomóc sie umyc, połozyć spać itd.

      I z tego "nic do roboty" faktycznie robi się całkiem sporo. A kazdy
      moze mieć gorszy dzień, słabiej się czuć itd. Z "harówki" w biurze
      się zasmiałam mimo woli, bo wiem, jak ta "harówka" czasem wyglada w
      niektórych miejscach. I dotyczy to i panów i pań tam pracujących -
      głowny problem to zabic czas, dobrze ułozyc pasjana i dotrwac do
      fajrantu.
      Oczywiscie nie wszedzie, al osobiscie znam kilkoro ludzi
      tak "parcujacych", którzy wracają do domu "wykończeni" - CZYM?
      Mnie sie zdarza być wykończona, mojemu factowi też "ale nie po
      pasjansiku", wiem kiedy jest i ma prawo, ale nie pozujemy na
      wiecznie zaharowanych:)
      • mono_stereo Re: Mareczku sa jeszcze pewne niuanse 16.03.09, 08:40
        Napisałaś jedną ważną rzecz, której jeszcze nikt nie zauważył w tej
        dyskusji:mając już kilkuosobową rodzinę trzeba zadbać gotując o to, żeby
        wszystkim smakowało, dzieciom też.

        To właśnie z takiej postawy biorą się rozpieszczone maksymalnie dzieciaki i
        kobiety, które harują, bo codziennie przygotowują 3 warianty obiadu.

        Ja np. byłam nauczona,że nie zawsze będzie to, co mi smakuje a po prostu muszę
        zjeść i nie wybrzydzać. wiadomo,że nie ma co dziecka zmuszać do jedzenia
        wszystkiego, może czegoś nie lubić. Ale powinno być przyzwyczajone,ze nie cały
        świat kręci się wokół niego i jego upodobań kulinarnych.
        • bertrada Re: Mareczku sa jeszcze pewne niuanse 16.03.09, 09:46
          > Ja np. byłam nauczona,że nie zawsze będzie to, co mi smakuje a po prostu muszę
          > zjeść i nie wybrzydzać. wiadomo,że nie ma co dziecka zmuszać do jedzenia
          > wszystkiego, może czegoś nie lubić. Ale powinno być przyzwyczajone,ze nie cały
          > świat kręci się wokół niego i jego upodobań kulinarnych.

          I tu się mylisz. Jak się kogoś kocha i podejmuje nad nim opiekę z własnej
          nieprzymuszonej woli i potrzeb wyższych, to jest to naturalne, że chce się tej
          osobie dogadzać i widzieć ją szczęśliwą. Dlatego psom i dzieciom podtyka się pod
          nos jak najlepsze kawałki i gotuje to co lubią.
          A skoro w Twojej rodzinie tak nie było, to pozostaje mi tylko współczuć Ci
          matki, która była sfrustrowaną kurą domową i dla której dom i dzieci to był
          przykry obowiązek. Ale tak kończą kobiety, które decydują się na dom i dzieci
          pod presją społeczną, żeby nie zostać przypadkiem wytykaną palcami bezdzietną
          starą panną.
          • july-july Re: Mareczku sa jeszcze pewne niuanse 16.03.09, 09:49
            U mnie w domu zawsze był kompromis. Gotowalismy coś co wszystkim
            smakowało. Jakieś ekstrawagancje typu: rosół, który lubią rodzice, a
            ja nie znoszę, czy krewetki, które ja i tata lubimy, a mama nie
            cierpi sie zdarzały, ale dało sie to tak zorganizować żeby wilk był
            syty i owca cała. Skrajnosć w żadna stronę nie jest dobra, imo.
          • mono_stereo Re: Mareczku sa jeszcze pewne niuanse 16.03.09, 09:59
            A ty już masz wizję,że dostawałam jakieś pomyje albo resztki.
            Nie, bywało,że mama gotowała coś specjalnie dla mnie, ale wtedy rodzice też to
            jedli, nawet jeśli nie przepadali za tym daniem. A ja jadłam, jak były rzeczy,
            które nie należały do moich ulubionych. Po prostu jadłam to, co było i nie
            robiłam scen. Szczególnie, że często nie mieliśmy pieniędzy i jakoś to
            rozumiałam, nawet jako dziecko.
            Wdzięczna jestem rodzicom,ze nie wychowali mnie na księżniczkę i pępek świata.
            Co nie znaczy wcale,że mnie nie kochali. Zawsze mi to okazywali, dawali mi dużo
            ciepła i wsparcia. Tyle,że miłość nie polega na bezmyślnym spełnianiu wszystkich
            życzeń.
            • kora3 Wiesz pomiędzy spełnianiem wszystkich życzeń 16.03.09, 10:35
              a zrozumieniem, że dziecko też człowiek - swoje gusta ma jest
              subtelna róznica.



              Korcia
              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez
              żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
              • mono_stereo Re: Wiesz pomiędzy spełnianiem wszystkich życzeń 16.03.09, 10:38
                Owszem, miałam zadeklarowane kilka rzeczy. np nie jadałam brukselki, sera
                pleśniowego i sosu grzybowego.
                ale nie było czegoś takiego,że moja mama zaplanowała na ten dzień np. rosół a ja
                histeryzowałam,ze właśnie bym zjadła krupnik.
                • kora3 Re: Wiesz pomiędzy spełnianiem wszystkich życzeń 16.03.09, 10:58
                  no czyli normalnie było:)
                  ja też miałam rzeczy, których nie jadałam, ba nadal sa zreczy
                  których nie jadam goszczac u rodziców :)
                  • mono_stereo Re: Wiesz pomiędzy spełnianiem wszystkich życzeń 16.03.09, 13:05
                    A pewnie,że normalnie. ale znam rodziny, gdzie dzieci po prostu rządzą kuchnią,
                    a mama jest sprowadzona do roli kucharki i kelnerki.A raczej sama się do tej
                    roli sprowadza.Moim zdaniem dziecko powinno być przyzwyczajone,że trzeba też
                    jeść potrawy za którymi się nie przepada.I nie chodzi tu o zmuszanie do jedzenia
                    tego, co budzi szczególne obrzydzenie.Ale fakt, w pewnym wieku uważałam,że to
                    straszna krzywda,że nie mogę codziennie jeść na śniadanie kanapek z kremem
                    czekoladowym:)
                    • kora3 Mono 16.03.09, 17:52
                      gdyby mnie ktos kazał zjeśc krem czekoladowy to na bank miałby
                      zawartosc mojego zoładka na kolanach - jako dziecko nie znosiłam
                      słodyczy i nadal za nimi nie przepadam.

                      Ale jako dziecko nie cierpialam także np. szpinaku i to o dziwo nie
                      z powodu szpinakowatosci szoinaku, a z powodu tego, ze dodawano do
                      niego jajko i nie było dobrze sciete. Niesciete jajko po prostu mi
                      wraca - od zawsze.

                      Szpinak zjadłam w takiej wersji i wyplułam kiedys u ciotki i nie
                      było sposobu na nakłonienie mnie do "chwycenia się " szpinaku, nawet
                      kiedy WIDZIAŁAM, ze jajko sciete na maxa :)
                      Moja mama wymysliła na to sposób - nalesniki ze szpinakiem, bez jaja
                      w farszu, za to ze smietanką :) a taki nalesniczek polany jest sosem
                      pomidorowym. To wszystkm skamowało:) a mnie przekonalo do szpinaku
                      bardzo skutecznie, bo owe naleśniku sa moja tearz popisową potrawa
                      poniekad.

                      Nie chodzi zatem o t, zeby sprowadzac matke do roli kelnerki, czy
                      kucharki, broń Boze, ale dziecka też nie mozna sprowadzac do roli
                      smietnika - jedz co jest, a potem wymiotuj.

                      Ty też byś nie chcaiła, zeby Cię ktos zmuszał do jedzenia czgoś co
                      jest dla Ciebie obrzydliwe, prawda?

                      Dziecko to nie własnosc, to czlowiek, odrebna jednstka jeśli się je
                      nauczy, ze ma sie zawsze nawet z obzydzeniem dostosowac bedzie mieć
                      trudnoci z wyrazaniem swojego zdania jako dorosły. I bynajmniej nie
                      chodzi o uleganiu histerii dziecka, albo braniu pod uwage
                      argumentu "nie, bo nie", chodzi o poszanowanie, jak dla kazdego
                      innego.
                    • july-july Re: Wiesz pomiędzy spełnianiem wszystkich życzeń 16.03.09, 18:51
                      > Moim zdaniem dziecko powinno być przyzwyczajone,że trzeba też
                      > jeść potrawy za którymi się nie przepada.

                      Jak to TRZEBA? A gdzie mamy taki przymus? W życiu nie zjem czegoś czego nie
                      lubię, dlaczego dziecko ma tak robić? Robienie z dziecka księcia, któremu
                      wszyscy usługują to jedno, ale zmuszanie go do jedzenia czegoś, czego nie lubi w
                      imię idei, to drugie.
                      • mono_stereo Re: Wiesz pomiędzy spełnianiem wszystkich życzeń 16.03.09, 21:48
                        A widziałaś początek zdania? Tam było napisane MOIM ZDANIEM.To moja opinia, nie
                        cytowałam żadnego kodeksu, nie postuluję wpisania tego do przepisów
                        obowiązujących rodziców.Takie jest moje przekonanie o wychowywaniu dzieci.
                        • july-july Re: Wiesz pomiędzy spełnianiem wszystkich życzeń 16.03.09, 21:52
                          No pewnie, że Twoja, raczej swoje opinie się wygłasza, nie?:)
                          • mono_stereo Re: Wiesz pomiędzy spełnianiem wszystkich życzeń 16.03.09, 21:53
                            to wcale nie takie częste, wiele osób wygłasza opinie cudze i sprawdzone:)
                            • july-july Re: Wiesz pomiędzy spełnianiem wszystkich życzeń 16.03.09, 21:56
                              Też bywa.:)
            • zuzann-a Re: Mareczku sa jeszcze pewne niuanse 17.03.09, 10:49
              Wiem o czym mowisz,moja kolezanka potrafi poznym wieczorem leciec do
              sklepu bo jej corunia akurat ma ochote zjesc na kolacje buleczke a
              nie chlebek. Wrrr..
              • mono_stereo Re: Mareczku sa jeszcze pewne niuanse 17.03.09, 11:01
                Tak, właśnie o to mi chodziło.Był chleb, to miałam jeść chleb i nie robić
                fochów. Co nie znaczy,że mi rodzice złośliwe bułki by nie kupili:)
        • kora3 Re: Mareczku sa jeszcze pewne niuanse 16.03.09, 10:29
          mono_stereo napisała:

          > Napisałaś jedną ważną rzecz, której jeszcze nikt nie zauważył w tej
          > dyskusji:mając już kilkuosobową rodzinę trzeba zadbać gotując o
          to, żeby
          > wszystkim smakowało, dzieciom też.
          >
          > To właśnie z takiej postawy biorą się rozpieszczone maksymalnie
          dzieciaki i
          > kobiety, które harują, bo codziennie przygotowują 3 warianty
          obiadu.
          >
          Mono Stereo :)

          Nie mialam wcale na myśli 3 wariantow obiadu. Mialam na myśli to, że
          jeśli gotuje sie dla 2 osób tez bywa, że trzeba jakoś pokombinowac,
          bo jedna za czymś przepada, a druga np. nie znosi. Ale łatwiejsze to
          jest niż dla 5.

          Nie jestem za tym, zeby dziecko sobie zamaiwało niczym w
          restauracji, ale też nie za tym, by dziecko zmuszać do jedzenia
          czegoś, czego naprawde nie lubi. Takie zmuszanie moze pozostac uraz
          na całe życie. Mnie raz jedyny babcia zmusiła do zjedzenia czegoś,
          co budziło we mnie odruch wymiotny, dodam, ze to danie, którego
          dzieci wcale nie doceniają. Choć wiele jest takich dań, do których
          jako dorosła się przekonalam tego czegoś nie zjem za nic.

          Jedzenie dla nikogo nie powinno byc katorgą, to przyjemnosc
          przecież.
    • july-july dwie osoby a dom 16.03.09, 08:39
      Ja sie zgadzam z tym co napisało kilka osób, że jak są 2 osoby,
      obydwie pracuja zawodowo i obydwie pracuja w domu, to nie jest to
      żadna harówa. Ale nie ma też tak, że samo sie zrobi. Poza tym
      naprawdę są ludzie, ktorzy maja większe wymagania i sprzątanie dla
      nich to coś więcej niż zamiatanie kurzu pod dywan.
      Ja też jadam rzeczy, które przygotowuje sie w 15 - 30 minut (w
      tygodniu często), ale zdarza mi sie jadać takie na które trzeba
      poświecić godzine lub dwie i wcale nie uważam tego za fanaberię, bo
      można zrobić cos innego 4 razy szybciej. Coż, teoretycznie myc sie
      też można raz na 2 dni i niektórzy tak robią. Tak jak "sprzątają"
      mieszkanie w godzinę.
      Ale jak słusznie ktoś napisał - miszcz zrobił sobie eksperyment i
      raz sam posprzątał i ugotował zamiast zagonić do tego rodziców.
      Eksperyment a życie to nie to samo.
      • mono_stereo Re: dwie osoby a dom 16.03.09, 08:41
        Tak,ale jak ktoś ma większe wymagania i dlatego tyle czasu na to poświęca to na
        co tu narzekać? Robi to,żeby zaspokoić jakieś swoje potrzeby.
        • july-july Re: dwie osoby a dom 16.03.09, 08:45
          Ale chyba nikt tu nie narzeka.:) Oprócz Mareczka, który dziwi sie,
          że wiele osób uważa prowadzenie domu za meczące. Bywa meczące, to
          jest fakt, nie narzekanie.
          Jeśli napiszę, że zrobienie obiadu w sobotę zajeło mi 2 godziny, to
          stwierdzam fakt, a nie rycze "o Boże, ale jestem zarobiona".
          Najczęściej trzeba poswiecic czas, pracę i wysiłek żeby mieć efekty -
          czy chodzi o gotowanie, sprzątanie, odchudzanie, czy o realizacje
          zadania w pracy. Coś za coś.
          • mono_stereo Re: dwie osoby a dom 16.03.09, 08:49
            Fakt, Mareczek tego nie napisał, ale ja takich narzekaczy spotykam ciągle.
            Jasne,ja też mogę powiedzieć, że coś mi zajęło wiele czasu itp.
            ale mnóstwo osób jęczy, ile to mają pracy w domu, jak im ciężko. I o ile
            rozumiem ludzi, którzy mają dzieci to jak mi takie bzdety opowiada koleżanka,
            która mieszka z chłopakiem w dwupokojowym, małym mieszkaniu to szlag mnie trafia.
            Zresztą z odchudzaniem jest tak samo.Ilość opowieści na ten temat potrafi dobić:)
            • july-july Re: dwie osoby a dom 16.03.09, 09:01
              Ja zauważyłam, że im bardziej ktoś jęczy ile to ma pracy (w pracy
              lub w domu), jak to sie poświeca przy odchudzaniu (dieta,
              ćwiczenia), jak to się dużo uczy na studiach, etc., tym mniej w
              rzeczywistosci robi.:)
      • kora3 co do porządków July 16.03.09, 10:56
        to czas robienia zalezy od paru rzeczy:
        1. Metraż
        2. Wyposazenie
        3. Stopień "zasyfienia"
        4. Gruntowność.

        JEsli mówimy o zamieszkałym przez dorosłe 2 osoby mieszkaniu 50 mkw.
        nie po imprezie i bez mycia okien oraz szowania wszystkich szafek,
        żyrandoli, prania dywanu np. to o ile w mieszkaniu nie ma zbyt wielu
        miekkich mebli i dywanow godzina spokojnie wystarcza.

        Pod warunkiem, ze sprząta sie na bieżąco. Jesli ktoś sprząta raz w
        tygodniu to prawdopodobnie nie wystarczy mu godzina, ale jeśli
        codziennie - z dużym luzem. Podkreślam mówię o takim normalnym
        sprzątaniu - pościeranie kurzu, odkuzranie, zmycie podłóg itede.
        • july-july Re: co do porządków July 16.03.09, 18:55
          Ale ja się zgadzam, że to zależy i ze można się sprężyć. A jeśli nie ma się
          dzieci i męża obiboka, to obowiązki domowe mogą być prawie nieodczuwalne. Ale
          nasz mędrzec jest wielce zdziwiony jak można mówić, że zajmowanie się chałupą
          meczy i podaje przykłady właśnie na poziomie takiego eksperymentu Piotrusia
          Pana, co na jeden dzień zrezygnował z maminych obiadków i zrobił sobie warzywa z
          torebki.
          • kora3 Re: co do porządków July 16.03.09, 19:13
            No to samo mu napisałm - bierze sprawe ze swego punktu widzenia, nie
            widzi innych sytuacji, aspektów itede.
    • cheap_whore kochany panie 16.03.09, 08:42
      panu to ja wypruje wszystkie FLAKI z radoscia.
    • biedronka011 Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 16.03.09, 09:20
      widac ze na temat prowadzenia domu to pojecie masz zerowe.
      Jesli chciales podniesc kobietom cisnienie to ci sie udalo....zwlaszcza tym
      ktore nie jadaja na obiad makaronu z ryba (fuj) i mrozonek.....glupstwa pleciesz
      i tyle!
      • mono_stereo Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 16.03.09, 09:22
        a co jest złego w jedzeniu ryby z makaronem? nie każdy preferuje polską kuchnię
        opartą na tłustym mięsie i ziemniakach.
        • july-july Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 16.03.09, 09:26
          A jeśli ktoś nie lubi ryby z makaronem znaczy, że preferuje tłuste
          żarcie? Fascynujący wniosek.:)
          • mono_stereo Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 16.03.09, 09:35
            Nie takie wnioski w tym wątku były.Np., że jak ktoś podaje przepis na łososia to
            znaczy,ze przez cały rok nie je nic innego:)
            • july-july Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 16.03.09, 09:38
              No w sumie racja.:)
            • kitek_maly Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 16.03.09, 11:42

              > Nie takie wnioski w tym wątku były.Np., że jak ktoś podaje przepis na łososia t
              > o
              > znaczy,ze przez cały rok nie je nic innego:)

              Nie wspominając o tym, że stwierdziłaś, że jak ktoś robi rybę w panierce, to
              sobie sam dodaje roboty (co z tego, że tak lubi?). W sumie każde przygotowanie
              to dodawanie sobie roboty, przecież rybę można sobie pochrupać zamrożoną a
              makaron nieugotowany. Po co tracić czas? :P
              • kitek_maly Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 16.03.09, 11:44

                > sobie sam dodaje roboty (co z tego, że tak lubi?).

                (co z tego, że tak lubi?) - tu miałam na myśli rybę w panierce, że tak
                najbardziej mu smakuje. A nie że lubi sobie dodawać robotę.
              • mono_stereo Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 16.03.09, 13:07
                bo dodaje:) Też lubię kilka bardzo czasochłonnych potraw, ale wiem,że moje
                kulinarne fanaberie zajmą mi sporo czasu. Traktuję to jako czas na sprawienie
                sobie przyjemności i nie nazwałabym tego obowiązkiem.
                • kitek_maly Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 16.03.09, 13:09

                  Ale ryba w panierce to standard a nie jakaś fanaberia.
                  • mono_stereo Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 16.03.09, 21:51
                    zależy dla kogo. Nie lubię panierki, nie używam. Dla mnie standard to ryba bez
                    panierki, wrzucona na gorącą oliwę.
    • stranger7 Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 16.03.09, 10:52
      TO zrób to wszystko sam barani łbie jeśli to takie małoczasochłonne
      i niemęczące.
    • vanderbilt Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 16.03.09, 12:45
      Bóg stworzył kobietę nie na swoje podobieństwo. Kobiety opisywane w
      wątku nie zaharowują się. Kobiety sa leniwe i jęczące z natury im
      darowanej, udają jedynie, że pracują. Czy Twoje znajome poza
      lataniem ze ścierą i sprzataniem odchodów wszelkiej maści zrobiły
      cokolwiek pożytecznego dla siebie lub ludzkości?

      Kobiet na świecie jest za dużo, jestem za aborcją kobiet w zalążku.
      Vanderbilt
      • vanderbilt Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 16.03.09, 12:52
        Dlaczego nie możesz mnie zablokować? Coś nie wychodzi technicznie,
        bo dostaje komunikaty, ale cały czs sie wysyła:-)

        Vanderbilt
    • eastern-strix he he he 16.03.09, 14:36
      dobre

      ja gotuje bo lubie, jakbym nie lubila, to bym nie gotowala.

      sprzatac nie lubie, wiec nie sprzatam, maz sprzata.

      oboje pracujemy na pelen etat :)

      zadnej meczarni nie przechodze i powiem szczerze, ze mnie smieszy to cale
      narzekanie. jesli kobieta nie lubi sprzatac i gotowac to niech idzie do pracy na
      pelen etat a obowiazki na pol z mezem.

      a skoro maz niereformowalny to moze warto pomieszkac ze soba przed slubem i
      przetestowac egzemplarz?
      • dina70 Re: praca w domu 16.03.09, 22:33
        No to po kolei i z doswiadczen:
        -moja siostra z trojka dzieci nie haruje w domu, ale tez nie pracuje zawodowo i
        zajecia domowe nie staja sie droga przez meke,
        -nie jestem w stanie wyobrazic sobie jak by prowadzila dom z trojka malych
        dzieci ( choc i to jest mozliwe podobno, ale kosztem dzieci lub zdrowia
        psychicznego lub pozycia malzenstwa)gdyby pracowala na etacie
        - ja w zwiazku bezdzietnym pracowalam zawodowo i bylam tez mistrzynia 15
        minutowych obiadow,
        -dzis nadal pracuje zawodowo, tyle, ze oswiecilo mnie, ze te 15-minutowe obiady
        to gó..no nie jedzenie,(poznalam meza, dla ktorego obiad to OBIAD I SAM GOTUJE
        NAMIETNIE)
        -pomijajac wszelkie durnoty o praniu raz na dwa tygodnie ( bo ja dla nas dwojga
        piore dwa razy w tygodniu, a to zdanie o noszeniu tej samej koszulki trzy dni to
        juz obciach kompletny)to stwierdzam, ze nie sprzatanie, ale wlasnie zakupy i
        gotowanie ( gotowanie a nie uzywanie w kuchni pólproduktow) zajmuje najwiecej
        czasu (bez dzieci, bo z dziecmi to juz kilka godzin wiecej zajec dziennie
        - moj maz na szczescie wie co to znaczy gotowac, bo sam co niedziela popelnia to
        przestepstwo i przygotowanie naprawde dobrego zarcia zajmuje mu okolo trzech
        godzin, nie liczac zakupow,
        -pewnie, ze mozna jesc ryz, makaron , ziemniory z kotletami, ryba i surowka, ale
        to nie jest jedzenie, tylko zapchanie zoladka,
        -cóz, nawet nie tak wyrafinowane dania jak placki ziemniaczane dla conajmniej
        dwóch osób to juz kupa roboty, a ciasta i ciasteczka, salatki na sniadanie i
        przekaski itp....

        No i na koniec, jak mialam 20 lat, wynajmowalam kawalerke i studiowalam, to
        zajecia domowe zajmowaly mi tyle czasu co mareczkowi, ale z tego sie wyrasta....


        -
        • mono_stereo Re: praca w domu 16.03.09, 22:36
          jeżeli ryż, makaron, ziemniaki, kotlet, ryba to nie jedzenie tylko zapchanie
          żołądka to co dla ciebie jest jedzeniem?
          Dziwne podejście,że ciastka i ciasteczka są ok, a ryż i makaron to jakiś syf.
          • dina70 Re: praca w domu 16.03.09, 23:02
            Nie o to chodzi, sorki za nieporozumienie. nie mowie o kaloriach, czy szybkim
            zarciu, ale o prawdziwej kuchni. Dzis jak robie obiad zlozony z ryzu, kotletow i
            surowki, to nazywam go obiadem gwizdanym, tzn, gwizdalam sobie w czasie tych 10
            minut, by to ugotowac. Nie znaczy to, ze jest niewartosciowe lub niesmaczne, ale
            do prawdziwej kuchni to ma bardzo daleko, raczej jako zapchajdziura niz danie. A
            ciasteczka to przyjemnosc... Co do prawdziwego gotowania, chcialabym miec wiecej
            czasu niz tylko w weekendy:))))
            • mono_stereo Re: praca w domu 17.03.09, 09:12
              No to fakt,że się nie zrozumiałyśmy, myślałam,ze ty po prostu skreślasz takie
              rzeczy jak ryż, makaron, ziemniaki, ryba itp. i zastanawiałam się co w takim
              razie jesz. A tak z ciekawości, jakie danie nazywasz prawdziwą kuchnią?

              Ja mam o tyle dobrze,że bardzo lubię proste smaki. Mnie po prostu smakuje zwykła
              kasza, bez dodatków. albo ryba usmażona na oliwie.
            • eastern-strix Re: praca w domu 17.03.09, 20:44
              tylko moze byc tak,ze druga strona woli obiady gwizdane i ze Twojej pracy nigdy
              nie doceni, wiec radze sie dogadac przed slubem.

              ja na przyklad nie lubie ciasteczek- jakby maz upiekl to by jadl sam. maz wie,ze
              jak upiecze to wdziecznosci ode mnie sie nie doczeka wiec piecze DLA SIEBIE albo
              wcale i jest ok.
      • niki296 do eastern-strix 16.03.09, 23:18
        > zadnej meczarni nie przechodze i powiem szczerze, ze mnie smieszy to cale
        eastern-strix napisała:

        > jesli kobieta nie lubi sprzatac i gotowac to niech idzie do pracy n
        > a
        > pelen etat a obowiazki na pol z mezem.
        >
        > a skoro maz niereformowalny to moze warto pomieszkac ze soba przed slubem i
        > przetestowac egzemplarz?

        nadal odnoszę wrażenie, że nie każdy wie o co chodzi w całej tej dyskusji.
        nie ma mowy o tym, że kobiety nie lubią tego czy tamtego.chodzi o to, że
        prowadzenie domu - czyli wszystkiego co z tym związane wymaga poświęcenia i
        czasu oraz pracy i jak znajdują się osoby które uważają,że są to nic nie
        znaczące czynności i , że to wszystko to nic takiego to automatycznie kobiety
        które zajmują się domem i czytają to wszystko po prostu się wkurzają bo
        denerwuje je to,że inni odbierają to jako nic nie robienie.
        a jeszcze jak do tego dochodzą teksty typu:
        widziały gały co brały
        trzeba było pomieszkać razem przed ślubem itp.

        tego nawet radą nie da się nazwać.
        • eastern-strix Re: do eastern-strix 17.03.09, 20:42
          a dlaczego nie da sie tego nazwac rada?

          moim zdaniem to swietny pomysl.

          ze wszystkich malzenstw jakie znam ostaly sie tylko te, ktore mieszkaly ze soba
          prze dslubem i zdaly egzamin. a jak nie mieszkaly to chociaz 'pomieszkiwaly' w
          okresie studenckim.

          Nie kupuje sie moja droga kota w worku - jesli religia katolicka zabrania Ci
          mieszkac z kims przed slubem to sie niestety musisz liczc z tym,ze kupujac kota
          w worku trafisz byc moze na wybrakowany egzemplarz.

          prawda jest taka, ze praca domowa moze byc okropna jak kazda inna jesli sie jej
          nie lubi. a nawet jak sie lubi, to tez oczekiwac nalezy przynajmniej wdziecznosci.

          z tym,ze ja osobiscie uwazam,ze jesli jedna strona lezy z nogami na kanapie a
          druga zap****ala jak maly samochodzik to nie jest zdrowe i zadna wdziecznosc
          tego nie naprawi, ale jak mowie, ta opinia dotyczy moich preferencji, nie
          wypowiadam sie o cudzych.

          wiec ja wybieram opcje- oboje na pelny etat poza domem a obowiazki domowe po pol
          ale z glowa - kazdy robi to,co robi lepiej/lubi robic.

          i u mnie sie sprawdza.
          • wrr2 Re: do eastern-strix 17.03.09, 22:01
            O ile się orientuję, to religia katolicka zabrania seksu przed ślubem, a nie
            mieszkania z narzeczonym/narzeczoną, więc też się da ;)
          • niki296 Re: do eastern-strix 17.03.09, 22:02
            nie ma co mieszać religii do tego, ponieważ może to nie religia nie pozwalała
            niektórym razem zamieszkać przed ślubem , a sytuacja w jakiej akurat ktoś się
            znajdował.
            • eastern-strix Re: do eastern-strix 17.03.09, 23:19
              dlatego pisze o 'pomieszkiwaniu'.

              tak sie sklada,ze im wiecej sie czasu spedza z partnerem/ka tym lepiej widac, w
              co sie czlowiek pakuje.

              a jak sie randkuje typu kino, kolacyjka, weekend w gorach, itp to potem sie
              mozna przejechac. bo jawiekszym wrogiem zwiazku jest codziennosc i to w niej
              tkwia najwieksze trudnosci. pisze to jako mezatka :)
            • july-july Re: do eastern-strix 18.03.09, 07:48
              Bez obrazy, ale jeśli masz podejsćie typu życiem rządzi los -
              nierówny podział obowiązków bo tak wyszło, niemożnosć zamieszkania
              ze sobą przed ślubem bo sytuacja... No to rzeczywiscie ciężko.
              • niki296 Re: do eastern-strix 18.03.09, 11:17
                july-july napisała:

                > Bez obrazy, ale jeśli masz podejsćie typu życiem rządzi los -
                > nierówny podział obowiązków bo tak wyszło, niemożnosć zamieszkania
                > ze sobą przed ślubem bo sytuacja... No to rzeczywiscie ciężko.


                kolejne łapanie za słowa.
                zaczynam odnosić wrażenie, że prowadzę dyskusję z niedojrzałymi ludźmi nie
                wiedzącymi zbyt wiele o życiu.
                • july-july Re: do eastern-strix 18.03.09, 11:21
                  Patrz, jak tutaj sie zgadzamy, mam identyczne wrażenie.;)
                  • niki296 Re: do eastern-strix 18.03.09, 11:54
                    july-july napisała:

                    > Patrz, jak tutaj sie zgadzamy, mam identyczne wrażenie.;)

                    bardzo mnie cieszy fakt, że mamy pod tym kątem takie same zdanie :))
                • eastern-strix Re: do eastern-strix 18.03.09, 23:02
                  no wybacz ale o zyciu to Ty chyba tez niewiele wiesz. jak komus podsuwasz
                  wszystko pod nos to sie przezwyczai nawet, jesli nigdy o to nie prosil.

                  wiec lepiej nie przezwyczajac zgodnie z zasada - lepiej zapobiegac niz leczyc.

                  Mi sie wydale,ze oczekujesz od zycia, boga, losu itp zeby rozwiazal Twoje
                  trudnosci, a nikt inny za Ciebie tego nie zrobi.
                  • niki296 Re: do eastern-strix 18.03.09, 23:10
                    eastern-strix napisała:

                    > no wybacz ale o zyciu to Ty chyba tez niewiele wiesz. jak komus podsuwasz
                    > wszystko pod nos to sie przezwyczai nawet, jesli nigdy o to nie prosil.
                    >
                    > wiec lepiej nie przezwyczajac zgodnie z zasada - lepiej zapobiegac niz leczyc.
                    >
                    > Mi sie wydale,ze oczekujesz od zycia, boga, losu itp zeby rozwiazal Twoje
                    > trudnosci, a nikt inny za Ciebie tego nie zrobi.


                    nigdzie nie napisałam, że ja komuś pod nos coś podstawiam lub, że wszystko robię
                    za innych.
                    a o życiu wiem więcej niż mogłoby Ci się wydawać.
    • skarpetka_szara Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 17.03.09, 22:24
      jak to trzeba uważać na słowa...



      BOZE DROGI

      chodzę codziennie do pracy i wytrzymuję tam 8 godzin, podczas gdy
      żona siedzi sobie w domu. Chę, żeby wiedziała, co musze znosic,
      więc proszę Cię, pozwól, by jej ciało stało się moim na jeden
      dzień. Amen."

      Bóg w swej nieskończonej madrosci spełnił prosbę mężczyzny.
      Następnego ranka mężczyzna obudził się jako kobieta.

      Wstał, szybko przygotował sniadanie dla swej drugiej połówki,
      obudził dzieci, przygotował im ubrania do szkoły, podał im
      sniadanie, zapakował drugie sniadanie dla nich i odwiózł je autem
      do szkoły.
      Poszedł do domu,zebrał rzeczy do prania i nastawił je,poszedł do
      banku,aby wypłacić pieniądze.
      Poszedł na bazarek po zakupy, potem wrócił do domu, rozpakował
      zakupy, zapłacił rachunki i wpisał je do ksiażki rachunkowej.
      Wyczyscił kuwetę kota i wykapał psa.
      Była juz 13. więc spieszył się, by poscielić łóżka, powiesić
      pranie, wytrzeć kurze, zamiesć i wytrzeć podłogę w kuchni.
      Poszedł do szkoły, by odebrać dzieci, a w drodze powrotnej
      rozmawiał z nimi.

      Przygotował im mleko i herbatniki, i dopilnował by odrobiły lekcje.

      Potem wyjał deskę do prasowania i prasujac ogladał telewizję.
      O 16.30 zaczał obierać ziemniaki i warzywa na sałatkę i
      przygotował kotlety schabowe.
      Po kolacji posprzatał w kuchni, nastawił zmywarkę, poskładał
      pranie, wykapał dzieci i położył je do łóżka.
      O 21.00 był juz zmęczony, ale jego codzienne obowiazki jeszcze się
      nie skończyły, gdy poszedł do łóżka, odbył stosunek, zanim zdążył
      zaprotestować.

      Następnego ranka gdy tylko się obudził.uklakł koło łóżka i
      powiedział:
      ,,Boże nie wiem, co ja sobie wyobrażałem. Jakże się myliłem
      zazdroszcząc mojej żonie, że może cały dzień być w domu.Proszę,
      bardzo Cię proszę,czy mógłbys to wszystko przywrócić tak jak było?"


      Bóg w swej nieskończonej madrosci odpowiedział:


      ,,Mój synu,widzę że czegos się nauczyłes i bardzo chętnie bym to
      wszystko zamienił, tak jak było,
      ale musisz poczekać dziewięć miesięcy. Wczoraj w nocy zaszedłes w
      ciążę"
      • niki296 skarpetka - dobre to co napisałaś:)))) 17.03.09, 23:57
    • mimmmoza Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 18.03.09, 21:18
      KOBIECE SZTUCZKI - Poznaj sposoby na facetów.
      Są sposoby na facetów.

      Zmień marzenia w rzeczywistość
      • twórz dobre relacje w Twoim związku
      • unikaj potknięć i błędów
      • uwolnij swoją siłę w pełni

      Tego możesz się nauczyć !

      Więcej na naszej stronie internetowej !!
    • morekac Re: Do wypruwajacych sobie żyły Pań. 19.03.09, 00:48
      Zostań mężczyzną mego życia, błagam. Codziennie będę gotowała ci
      rybę z makaronem, kupowała rzeczy tylko w biedronce. Mam nadzieję,
      że będziesz raz na tydzień kupował garnki - o zmywaniu nie ma mowy.
      Koszul mojemu eks też nie prasowałam. No i będziesz mnie
      utrzymywał...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka