nederlandka
17.03.09, 10:45
Mam 34 lata,udane małżeństwo,dwójkę zdrowych,sporych już
dzieciaków,które potrzebują coraz mniej mojej uwagi i baaaardzo dużo
wolnego czasu. Przez kilkanaście lat mojego małżeństwa nigdy nie
pracowałam.Nie traktowałam tego jako szczególny rodzaj
poświęcenia.Taki był układ,mąż zajmuje się pracą i utrzymaniem
domu,ja zajmuję sie domem.Nigdy nie miałam szczególnych kompleksów z
powodu mojego bycia kurą domową,interesuję się
polityką,historią ,dużo czytam.Nigdy też nie miałam jakoś
szczególnie rozbudzonych ambicjii.Jednak od jakiegos czasu
absolutnie mi to nie wystarcza.Dzieci rosną,niedługo będą miały swój
własny świat i boję sie ,że ten nadmiar wolego czasu,wpędzi mnie w
jakąś depresję.Myślę aby od pażdziernika zacząć studia,ponieważ na
jakąkolwiek pracę w moim małym, zapadłym miasteczku nie mam żadnych
szans.Mąż bardzo mnie popiera i w związku z tym mam pytanie do
forumowiczek.Czy nie jestem zwyczajnie za stara na rozpoczynanie
nauki a potem ewentualne szukanie pierwszej pracy.Trochę się boje,że
zginę w tłumie młodziutkich,zdolnych i przebojowych studentek:)A
może ktos ma podobne doświadczenia?Czy na studia i inwestowanie w
siebie,bez pewności na póżniejszą pracę,nie jest za późno.Biję sie z
myślami,jednak wizja mnie samej za 20 lat,otoczonej
kotami,sfustrowanej i niespełnionej trochę mnie przytłacza.Czy
podjąć to wyzwanie?