e1982
25.03.09, 19:44
Jesteśmy ze sobą prawie 2 lata (związek od początku "odległościowy", z tym, że od ponad roku b.duża odległość z widzeniem ok.raz w miesiącu/na dwa- na weekend) . Truć nie będę dokładnie, jakie ostatnio problemy mieliśmy/miałam, bo już kiedyś wspominałam na tym forum-dostawałam od Was różne rady. Myślałam, że będzie ok, jakoś dostosuję się.
Jednak chyba coś pękło - nie wytrzymałam, zbuntowało się coś we mnie. Jego zakazy/nakazy z kim, gdzie, jak..Kopiowanie rozmów z jego byłą - nie wiadomo po co-i jej dziwne teksty.. Unoszenie się na mnie w durnych sytuacjach (przykład-ogląda wiadomości-nie przeszkadzać mu,ok. Potem przegląda strony internetowe-spokojnie mówię czy za chwilę coś przełączy-jego krzyk na mnie, czy nie widzę, że ogląda itp.). Byłam u niego za granicą z naszymi mamami. Pierwszy raz na tym lotnisku, rzadko latałam. Myślałam (nie tylko ja-bo i moja mama), że pojedzie z nami, kiedy będziemy wracać, pożegna itd. Nie.., bo bilet autobusowy kosztuje 13 E w 1 str.i to dużo (zarabia bdb)-ok, trochę dziwne,ale dam sobie radę..
Niemiłe, raniące mnie słowa (nie, nie wyzywał mnie - po prostu mówił coś, po czym chyba powinnam go od razu kopnąć w tyłek). Dziwne szantaże.. To, że właściwie ja zawsze pierwsza się odzywałam-przed pracą, jak wracałam z niej i wieczorem przed snem-na gg/sms. Ostatnio nie pamiętam, kiedy dzwonił (a ma rozmowy do kraju za darmo)..
Coś pękło..Przy którejś kłótni wygarnęłam chyba wszystko-że nie potrafię zamknąć się w klatce, robić wszystko tak jak on chce, podporządkowac się,wysłuchiwać o tej byłej.., czekać na jego znak..
Potem 2 razy rozmowa (na gg..bo po co dzwonić?)-spokojna już-że może do siebie nie pasujemy,że gdzieś nasze drogi się rozeszły..nie potrafimy znaleźć wspólnego złotego środka..Ale żadne nie postawiło kropki nad "i"..Nie było słowa KONIEC. Choć wiemy - i rozmawialiśmy o tym, że w takim zawieszeniu być nie możemy. Ustaliliśmy, że jak na Święta będzie w kraju, spotkamy się w neutralnym miejscu (miasto między naszymi)i tam jak dorośli w 4 oczy porozmawiamy, zdecydujemy..Ok.
Czuć chyba już mocno, że to początek końca. Ja już chyba się wypaliłam..Za dużo tego..
A on? Postanowiłam nie pisać znów pierwszej, ile można? I nic..zero-ani na gg, ani tel., ani sms-nic.. Jeśli zależaloby mu na ratowaniu tego (niby zauważył, że może byc sporo jego winy), to chyba coś zrobiłby? napisał?zadzwonił? A może sam chce skończyć to,ale woli żeby to ode mnie wyszło? Sama nie wiem..
Mam mętlik w głowie, nie wiem, czy pisać, odzywać się-tak normalnie,po koleżeńsku, czy darować sobie? A może znów moja wina..Może powinnam milczeć? Nie wiem..niby czuję, że dobrze zrobiłam-powiedziałam,co mnie bolało..Ale czasem są myśli, że tak przekreślić 2 lata..? :/
Przepraszam za chaos..ale od kilku tygodni męczy mnie to mocno..