Dodaj do ulubionych

Trudne decyzje...

25.03.09, 19:44
Jesteśmy ze sobą prawie 2 lata (związek od początku "odległościowy", z tym, że od ponad roku b.duża odległość z widzeniem ok.raz w miesiącu/na dwa- na weekend) . Truć nie będę dokładnie, jakie ostatnio problemy mieliśmy/miałam, bo już kiedyś wspominałam na tym forum-dostawałam od Was różne rady. Myślałam, że będzie ok, jakoś dostosuję się.
Jednak chyba coś pękło - nie wytrzymałam, zbuntowało się coś we mnie. Jego zakazy/nakazy z kim, gdzie, jak..Kopiowanie rozmów z jego byłą - nie wiadomo po co-i jej dziwne teksty.. Unoszenie się na mnie w durnych sytuacjach (przykład-ogląda wiadomości-nie przeszkadzać mu,ok. Potem przegląda strony internetowe-spokojnie mówię czy za chwilę coś przełączy-jego krzyk na mnie, czy nie widzę, że ogląda itp.). Byłam u niego za granicą z naszymi mamami. Pierwszy raz na tym lotnisku, rzadko latałam. Myślałam (nie tylko ja-bo i moja mama), że pojedzie z nami, kiedy będziemy wracać, pożegna itd. Nie.., bo bilet autobusowy kosztuje 13 E w 1 str.i to dużo (zarabia bdb)-ok, trochę dziwne,ale dam sobie radę..
Niemiłe, raniące mnie słowa (nie, nie wyzywał mnie - po prostu mówił coś, po czym chyba powinnam go od razu kopnąć w tyłek). Dziwne szantaże.. To, że właściwie ja zawsze pierwsza się odzywałam-przed pracą, jak wracałam z niej i wieczorem przed snem-na gg/sms. Ostatnio nie pamiętam, kiedy dzwonił (a ma rozmowy do kraju za darmo)..
Coś pękło..Przy którejś kłótni wygarnęłam chyba wszystko-że nie potrafię zamknąć się w klatce, robić wszystko tak jak on chce, podporządkowac się,wysłuchiwać o tej byłej.., czekać na jego znak..
Potem 2 razy rozmowa (na gg..bo po co dzwonić?)-spokojna już-że może do siebie nie pasujemy,że gdzieś nasze drogi się rozeszły..nie potrafimy znaleźć wspólnego złotego środka..Ale żadne nie postawiło kropki nad "i"..Nie było słowa KONIEC. Choć wiemy - i rozmawialiśmy o tym, że w takim zawieszeniu być nie możemy. Ustaliliśmy, że jak na Święta będzie w kraju, spotkamy się w neutralnym miejscu (miasto między naszymi)i tam jak dorośli w 4 oczy porozmawiamy, zdecydujemy..Ok.
Czuć chyba już mocno, że to początek końca. Ja już chyba się wypaliłam..Za dużo tego..
A on? Postanowiłam nie pisać znów pierwszej, ile można? I nic..zero-ani na gg, ani tel., ani sms-nic.. Jeśli zależaloby mu na ratowaniu tego (niby zauważył, że może byc sporo jego winy), to chyba coś zrobiłby? napisał?zadzwonił? A może sam chce skończyć to,ale woli żeby to ode mnie wyszło? Sama nie wiem..
Mam mętlik w głowie, nie wiem, czy pisać, odzywać się-tak normalnie,po koleżeńsku, czy darować sobie? A może znów moja wina..Może powinnam milczeć? Nie wiem..niby czuję, że dobrze zrobiłam-powiedziałam,co mnie bolało..Ale czasem są myśli, że tak przekreślić 2 lata..? :/
Przepraszam za chaos..ale od kilku tygodni męczy mnie to mocno..
Obserwuj wątek
    • qw994 Re: Trudne decyzje... 25.03.09, 19:55
      Daruj sobie odzywanie się... Po co ci to?
    • itusiek5 Re: Trudne decyzje... 25.03.09, 19:56
      Ja chyba chciałabym aby jasno zostało powiedziane- że to koniec. Dobrze robisz.
    • mowita Re: Trudne decyzje... 25.03.09, 20:09
      Nie....no możesz sobie zafundować następne 2 lata albo 5 może nawet 20 w takiej
      niepewności a potem spojrzeć wstecz i stuknąc sie w głowe i powiedzieć
      sobie...czy warto było dla takiego faceta??
      Ja bym się nie odzywała i zajęła swoim życiem, wiem ze to trudne ale wykonalne,
      przeżyłam to to wiem:)) Facet Cię ewidentnie olewa... więc Ty też go olej... po
      co masz podawać się znowu " na tacy" w imię czego?? trzymaj się:))
    • e1982 Re: Trudne decyzje... 25.03.09, 20:55
      Dzięki Wam za rady. Mam właśnie zamiar po prostu żyć własnym życiem, nie czekając na jaśnie pana, nie "biegając" za nim.. W tej sytacji to chyba nie ma co nawet myśleć o innym finale.
      • elphina Re: Trudne decyzje... 25.03.09, 22:40
        2 lata związku to pikuś.. Ja wczoraj zostawiłam 6 lat za sobą i nie
        mogę jeszcze uwierzyć. Z tego wszystkiego nawet płakać mi się nie
        chce :) czyli chyba dobry wybór. Myślę, że się rozstaniecie teraz i
        będzie to właściwa decyzja. Powodzenia :)
    • e1982 Re: Trudne decyzje... 25.03.09, 22:48
      Dzięki za pocieszenie..:) Ale to kurde któryś związek nieudany..och..Cóż..płakać jakoś też mi się nie chce...:)
    • kitek_maly Re: Trudne decyzje... 25.03.09, 22:58

      Hmmm smutne. Co więcej napisać? O, może to, że wreszcie odpoczniesz, bo takie
      chore sytuacje obojętne dla zdrowia nerwowego nie są.
      Przytulam.
      • e1982 Re: Trudne decyzje... 25.03.09, 23:03
        Dziękuję kitku:) Też przytulam:) Chcesz piwka?;)
        • kitek_maly Re: Trudne decyzje... 25.03.09, 23:43

          Dwa łyczki. ;) Żebym się przypadkiem na smutno nie upiła. ;)
    • stinefraexeter Re: Trudne decyzje... 26.03.09, 09:58
      Nie dzwoń, nie pisz, nie odzywaj się pierwsza. Z twojego opisu wynika, ze
      podjęłaś właściwą decyzję.

      Jest ci tak źle z tym milczeniem nie dlatego,że coś do niego czujesz, tylko
      dlatego, że panicznie boisz się swiadomości, że spędziłaś te 2 lata szarpaniny i
      wątpliwości z kimś, komu nie zależy na waszym związku. Jeśli on teraz w ogóle
      się nie odezwie, to będziesz wiedziała, że te wszystkie twoje dylematy i
      rozterki były zupełnie niepotrzebne, bo facetowi nigdy nie zależało i decyzja
      zawsze należała do niezdecydowanej ciebie.

      Głowa do góry i powodzenia.
      • e1982 Re: Trudne decyzje... 26.03.09, 13:54
        No właśnie..Jak wspomniałam-chcę poczekać, nie odzywam się, bo po prostu swój zasób pomysłów itp. - wyczerpałam. Dziś jest 3 dzień kiedy nie mamy kontaktu, choć widzę, że jest na gg i on doskonale wie, że ja jestem. Cóż...
    • e1982 Re: Trudne decyzje... 28.03.09, 12:41
      Sorrki, że odgrzewam kotleta - ale mam dylemat.
      Otóż - nawiązując do mojego "związku" - dziś zaczyna się piąty dzień, jak mój (lub już nie mój) M. się w ogóle nie odzywa. Ja - jak sama postanowiłam i za Waszymi radami - również zaprzestałam pierwszej pisać itd.
      Do rzeczy - pisałam, że mamy się spotkać na neutralnym gruncie (miejscowość pomiędzy naszymi)-jak on wróci na tydzień do Polski na Święta, aby podjąć ostateczną decyzję.
      I teraz tak się zastanawiam od 2dni-skoro się nie odzywa..to:
      1. w ogóle się już nie odezwać, a jak wyskoczy, że "jutro spotykamy się tu i tu" - napisać, że nie - dziękuję, bo Twoje nieodzywanie się świadczy o podjętej decyzji..
      2. odezwać się za jakiś czas z podobnymi słowami do powyższych?
      3.Wasze sugestie..
      Jeszcze raz sorrki, za odgrzebywanie, ale po prostu denerwuje mnie to, że nie wiem, co robić, co myśleć (choć pewnie zachowanie jego świadczy o wielkim "zaangażowaniu w ratowanie związku" i zakończenie historii samo się nasuwa na myśl..)? Mętlik - ale bez rozpaczania z mojej strony..Hmh
      • qw994 Re: Trudne decyzje... 28.03.09, 13:02
        Ja bym się nie odezwała. Jeszcze masz jechać gdzieś w cholerę w święta? Dla niego?
        • e1982 Re: Trudne decyzje... 28.03.09, 13:08
          No wydaje się to być może głupie, ale nie jestem zwolennikiem toczenia poważnych rozmów/decyzji przez gg/sms.. Ale tu chyba dojdzie do tego..Bo jak mi oznajmi coś dzień wcześniej, to już będzie lekkie przegiecie..:/
          • qw994 Re: Trudne decyzje... 28.03.09, 13:19
            O ile w ogóle oznajmi.
            Ja mam inne zdanie - nie ma sensu jechać gdzieś tylko po to, żeby sobie
            powiedzieć "do widzenia". W takich sytuacjach nawet lepiej, gdyby to było przez
            gg. Mniej boli. A już w ogóle byłoby najlepiej, gdybyś TY podjęła tę decyzję, a
            nie czekała, aż się jaśnie pan wykokosi.
            • e1982 Re: Trudne decyzje... 28.03.09, 13:25
              Może i masz racje - ale niby nie padło że to będzie rozmowa o końcu..Choć teraz nie widzę innej możliwości..
              • horpyna4 Re: Trudne decyzje... 28.03.09, 13:37
                Olej go i żyj własnym życiem. A jak się wreszcie odezwie, to się
                zdziw mocno i spytaj: "To ty żyjesz? A ja już zapomniałam, że
                kiedykolwiek istniałeś..."
                I będzie to najlepszy rewanż za wszystko. Bo nic tak nie zaboli
                dupka, jak to, że został olany z kretesem. Zauważ, że tacy faceci
                lubią, żeby źle potaktowane przez nich i porzucone dziewczyny wciąż
                do nich wzdychały, bo to podbudowuje ego tychże facetów.
                • e1982 Re: Trudne decyzje... 28.03.09, 13:47
                  Dobry tekst:)
                  Ja już nie wzdycham, nie płaczę (nie płakałam nawet wcale..) - tylko sytuacja trochę irytująca:)
                • velis Re: Trudne decyzje... 28.03.09, 16:11
                  "To ty żyjesz? A ja już zapomniałam, że
                  > kiedykolwiek istniałeś..."
                  Najlepszy tekst, muszę dodać do mojego słownika...
              • kitek_maly Re: Trudne decyzje... 28.03.09, 19:50

                Hmm wydaje mi się, że wyjście proponowane przez Qw będzie najmniej bolesne.
                Przynajmniej na początku, bo potem może być różnie. Może Ci później bardzo
                brakować tego formalnego rozstania i pożegnania.
    • jozumi Re: Trudne decyzje... 28.03.09, 19:04
      czasami nie rozumiem tych wszystkich rad w stylu: dobrze robisz idź przed siebie, nie jest wart twoich łez.... a jesli to facet z którym mozesz spedzić reszte zycia? a jeśli kochasz go tak bardzo że po rozstaniu znienawidzisz siebie? jeśli już nigdy nikogo nie pokochasz? nie można doradzić sama musisz to dźwignąć, ja zawsze uważam ze jesli jest nadzieja na poprawe należy ja wykorzystać. Jestem też na rozdrozu ale nie wyobrazam sobie zycia bez niego i wiem ze zrobie wszystko żeby było nam lepiej.
      • e1982 Re: Trudne decyzje... 29.03.09, 00:41
        No tak..z tym, że ja tu już nadziei nie widzę i chyba sama już nic nie czuję więcej..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka