Dodaj do ulubionych

Związek z narcyzem

12.04.09, 15:31
czy ktoraś z was byla w zwiazku z facetem, ktory okazal sie narcyzem?
jak to sie skonczylo?
Obserwuj wątek
    • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 15:38
      Czytałam wiele o Narcyzmie..ale nigdzie nie znalazlam informacji,
      czy moze on zakochac sie...wiem,ze ich zwiazki są krotkie, nie
      angazują sie...ale czy ejst szansa ,ze mogą sie jednak zakochac?
      Zatracic w innej osobie?
      • sommernachtstraum Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 16:08
        jeśli ktoś patrzy tylko w lustro, to jakie jest prawdopodobieństwo, że zauważy -
        i zakocha się bez pamięci - w kimś stojącym obok?

        oszczędź sobie czasu i rozczarowania.
        • natasza3022 ok 12.04.09, 16:25
          jest jeszcze jedna sprawa: jak zachowuje se narcyz, od ktorego chce
          odejsc ta druga osoba, albo gdy sam ją rzuca i ona wcale nie blaga
          go o to by nie zrywal to wtedy oni jak reaguja?

          narcyz pozwala odejsc bo to ponizej jego godnosci kogos zatrzymywac?
          czy wrecz przeciwnie, kieruje sie zasadą: albo moja albo niczyja?
          jest chorobliwie zazdrosny i zaborczy?

          czytalam wiele artykulow i jest tam wiele sprzecznosci
          • sommernachtstraum Re: ok 12.04.09, 16:36
            ale dlaczego sprowadzasz człowieka do jednej przegródki. on jest nie tylko
            narcyzem, ma też sto tysięcy innych cech i doświadczeń z przeszłości, został
            wychowany w jakiejś kulturze. i to wszystko zadecyduje o tym jak się zachowa. i
            jeszcze okoliczności - nie tylko charakter.

            tylko po co ci to przewidywać?

            jeśli chcesz faktycznie od niego odejść - nie: sprawdzić, czy za tobą pobiegnie
            - to jego zachowanie nie ma żadnego znaczenia, prawda?
            • natasza3022 Re: ok 12.04.09, 16:39
              nie. po prostu czytalam artykuły i doczytala sie roznic,
              rozbieznosci w diagnozie narcyza i jego funkcjonowania w zwiazku
              i chce wiedziec jaka jest prawda
              mysle,ze masz troche racji mowiac ,ze wiele zalezy np od
              okolicznosci?
              • cytrynka_ltd myślę, że na siłe sama szukasz tych różnic 12.04.09, 17:04
                aby znaleźć coś, co pomoże utrzymać siebie w tej iluzji.
                jeśli masz świadomość, że coś jest nie tak, to jest to właśnie najwłaściwszy
                moment, aby sobie pomóc i zerwać tę "relację".
                tak naprawdę narcyz potrzebuje porządnej terapii.
                tylko ktoś naprawdę silny może z narcyzem sobie poradzić.
              • wanilinowa Re: ok 12.04.09, 17:08
                natasza3022 napisała:

                > nie. po prostu czytalam artykuły i doczytala sie roznic,
                > rozbieznosci w diagnozie narcyza i jego funkcjonowania w zwiazku
                > i chce wiedziec jaka jest prawda

                te różnice nie wynikają ze sprzeczności, a z tego że te artykuły nie opisują
                jednej i tej samej osoby. a zatem nie znajdziesz tam odpowiedzi czy czeka Cię
                przyszłość z panem X
      • cytrynka_ltd Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 16:51
        przecież on "kocha" tylko siebie:)
        a, miłość nie polega też na zatraceniu się.
        na pewno nie zdrowy związek.
        kobiety mają tendencje do zatracania się.
    • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 16:37
      w jednym artykule przeczytalam, ze idealna partnerka dla narcyza to
      kobieta-narcyz, tez nie angazująca sie, niezalezna
      w innym natomiast, wyczytalam, ze oni wybieraja kobiety slabe,
      ulegle, by móc dominowac, uzalezniac sie...bo zwiazek z narcyzem
      przetwac moze dlugo o tyle, o ile bedzie wszystko na warunkach
      narcyza]

      wiec jak jest naprawde?
      • cytrynka_ltd Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 16:59
        i co takie dwie narcystyczne osobowości mogą sobie dać nawzajem?
        jest narcyz kompensacyjny, ale tylko na własną zgubę.
        nie ma związku z narcyzem.
        jest tylko zaspokajanie jego potrzeb kosztem drugiej osoby. jeśli ktoś jest w
        toksycznym związku z takim człowiekiem, to musi przede wszystkim zastanowić się
        nad sobą. dlaczego ma tak niskie poczucie wartości i nawet gardzi sobą? bo tak
        wygląda "związek" z narcyzem. gorzej jak jeszcze to jest osobowość
        narcystyczno-perwersyjna. a, jak mu znudzi się, to i tak ją rzuci.
        problemem współczesnego społeczeństwa jest, że jest coraz więcej narcystycznych
        osobowości.
        • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 17:14
          narcystyczno perwersyjna czyli jaka?
        • sekwojadwa Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 22:25
          Nie obiecuj sobie,że go zmienisz.Jestem w takim zawiązku już 20
          lat.W obecnej chwili żyjemy obok siebie.Partner starał się
          zmienić,ale na krotko i tak wracał do swoich nawyków.Jeżeli masz
          jeszcze wpływ na swoje życie,to odejdz.Zycie z narcyzem jest pasmem
          upokorzeń.Taki człowiek jest bardzo zakomplesiony i za wszystko wini
          partnerkę.
          • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 22:48
            dlaczego sie nie rozwiodlas ? nie pozwalał ci odejsc?
            • sekwojadwa Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 21:44
              Nie rozwiodłam się z powodow finansowych.Gdybym była
              samowystarczalna finansowo,to bym o pozwolenie nie
              pytała.Odeszłabym,bo na ugodowe rozejście się z narcyzem nie ma
              mowy.Pracuję,zarabiam na swoje życie i tak musi zostać,bo na
              wynajęcie mieszkania mnie nie stać,a jeszcze są dzieci na utrzymaniu
              i tu muszę przyznać,że to on głownie utrzymuje dzieci.
              • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 21:51
                tzn moj post miałby po tym postem, ale zle kliknelam
          • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 21:51
            a mozesz wymienic inne jego cechy, ktore swiadczą o tym,ze jest
            narcyzem?
            A czy pojawialy sie u twojego męża jakies paranoje, urojenia,ze go
            zdradzasz?
            Byl zazdrosny? Czy jest atrakcyjnym facetem?
      • wanilinowa Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 17:09
        naprawdę nie ma jednej odpowiedzi. a artykuły w kolorowych pisemkach nadają się
        do kibla.. i nie mówię o czytaniu.
    • manoeuvre Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 17:34
      u mnie skończyło się źle, tzn. po moim zerwaniu, wiedząc, że ma
      szansę na powrót, bo nadal mi na nim zależy (były warunki, których
      nie chciał zaakceptować, wypierając się swoich wyskoków), poczekał
      na odpowiedni moment, żeby odwrócić kota ogonem i powiedzieć: możemy
      być tylko znajomymi. To w dużym skrócie, po drodze wiele prób
      manipulacji z jego strony, na które się niestety nabierałam,
      wzbudzanie we mnie poczucia winy, itp., itd. Smutna historia.
      • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 17:35
        tzn nie chcial do ciebie wrocic bo go urazilas tym zerwaniem, ale
        nie chcial sie totalnie odciac bo chial byc twoim znajomym
        dobrze zrozumialas?
        • manoeuvre Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 17:36
          coś chyba w tym stylu
          • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 17:37
            ale po co chce byc znajomym? ty go znasz lepiej
            • manoeuvre Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 17:41
              no widzisz, do niedawna nadal się łudziłam, że jest uczucie, ale to
              chyba tylko próba kontroli sytuacji z jego strony. Wie, że wciąż mi
              zależy, nie potrafię ukrywać uczuć, i chyba rośnie mu ego od tej
              świadomości. Kurczowo trzymałam się wersji optymistycznej (tzn.coś
              się wyjaśni wreszcie, nastąpi jakis przełom i będzie możliwe
              porozumienie), ale już nie mam złudzeń.
    • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 17:40
      tzn,ze chcial miec kontakt z tobą? nie chcial go tracic? tak mowil/?
      • manoeuvre Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 17:44
        długa historia, nie chcę jej teraz na nowo przeżywać, może kiedyś
        pogadamy na privie. Ja do końca nie wiem, czy to narcyzm, to tylko
        moje domysły.
        • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 17:47
          chetnie porozmawiam na privie , odezwe sie niedługo
          • manoeuvre Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 17:49
            zapraszam :)
            • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 20:42
              napisalam ci maila:)
              • cccykoria Re: Związek z narcyzem 12.04.09, 23:18
                www.forum.niebieskalinia.pl/viewtopic.php?p=2118&sid=e22130ac868c3570aa68fb804b6cc677

                Tu znajdziesz odp
    • ruth.benedict Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 00:08
      hej, nie wiem czy to się pokrywa z medyczną terminologią, ale ja
      właśnie leczę rany po krótkim związku z kolesiem, którego mogłabym
      chyba tak nazwać.

      to był taki człowiek, który projektował sytuacje, wymyślał sobie na
      przykład wyjazd albo jakieś wyjście, albo ogólnie - związek i takie
      gotowe "ubranko" zakładał na mnie nie pytając co ja na to. to trochę
      jak takie odpustowe plansze z wyciętą dziurą na twarz: wszystko jest
      już namalowane, a ty tylko wsadzasz twarz w dziurę i pozujesz do
      zdjęcia. tak to trochę wyglądało. wszystko było cudownie do momentu
      w którym jego scenariusz nie pasował do mojej aktualnej sytuacji.
      wcześniej wszystko było super, romantycznie, cudownie, ja się
      zakochałam...
      teraz zastanawiam się czy nie robił tego wszystkiego, żeby móc
      popatrzeć w lustro i powiedzieć, że jest się naprawdę fajnym facetem.
      poza tym był strasznie wrażliwy na swoim punkcie - ciągle go coś
      obrażało albo raniło. Czasem ja coś mówiłam a potem on twierdził, że
      mówić a miałam na myśli b i że to b właśnie go zraniło, chociaż u
      mnie a znaczy a a b - b.

      rozstaliśmy się bardzo niedawno, ja ciągle dochodzę do siebie i
      ciągle mnie boli.
      • ruth.benedict Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 00:11
        okej, pardon, poczytałam sobie trochę o narcyzach i on się nie
        mieści w definicji.
        • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 12:46
          moim zdaniem, sugerując sie twoim opisem-on ma cos w sobie z narcyza
    • hotally Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 14:34
      Mój facet jest w związku ze Mną. Zaakceptował ;]
    • jasny_dzien Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 14:56
      Z kobietą, coś na kształt związku. Osobowość narcystyczna z elementami
      borderline. Skończyło się antydepresentami... po mojej stronie.
      • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 15:02
        współczuje:(
      • manoeuvre Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 15:03
        jasny_dzien napisał:

        > Z kobietą, coś na kształt związku. Osobowość narcystyczna z
        elementami
        > borderline. Skończyło się antydepresentami... po mojej stronie.

        Możesz podać jakieś przykłady zachowania takiej osoby?
        • jasny_dzien Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 15:21
          Patologiczne manipulowanie bliskimi
          • manoeuvre Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 15:29
            ale nie zdaje sobie sprawy, dlaczego cierpi, tak?
            • jasny_dzien Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 15:39
              'Mój' przypadek zdaje sobie sprawę, ale nie może przestać. To bardzo
              inteligentna osoba.
              • manoeuvre Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 15:49
                'Mój' też jest bardzo inteligentny, ale idzie w zaparte. Twierdzi,
                że nie ma sobie nic do zarzucenia, że odpowiada tylko przed swoim
                sumieniem, itd.
                Może tylko przede mną tak gra, a sam sobie zdaje sprawę, że coś jest
                nie tak. Już się nie dowiem.
                • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 17:41
                  spr poczte
                  • manoeuvre Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 21:08
                    dla mnie to info? Jeśli tak, to nic jeszcze nie dotarło. Pzdr.
          • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 17:44
            moj narcyz wręcz przeciwnie, PRZEPRASZAŁ, dziekowal
            Ilekroć zrywal, mowil PRZEPRASZAM.
            czul sie winny ale musial zerwac
            Albo to byla zwykla gra...zrywal by upokarzac, biegac za nim, a
            slowo przepraszam, (napisane w smsie) bylo tylko po to bym
            zauwazyla,ze ma wyrzuty sumienia?
            • alexik007 Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 23:31
              Wiem, o czym piszesz, bo z kimś takim spędziłam dwa lata. Nie opisując
              szczegółów, o których nie chcę nawet myśleć,bo kosztowało mnie to bardzo dużo, z
              czystym sumieniem mogę powiedzieć jedno:nie czuł się winny,nie miał wyrzutów
              sumienia.Jedyną osobą winną w jego oczach jesteś Ty.Tak przynajmniej było w moim
              przypadku.Zrywał, żeby upokorzyć,żeby poczuł się lepiej, bo ktoś tak o niego
              zabiega,tak się stara, tak go prosi.To tylko gra.Zwykła manipulacja.Może być
              miły, kochany, uprzejmy i słodki aż do bólu.Zna słabe punkty drugiej osoby i
              używa ich tak długo jak może,żeby jeszcze coś z tego dla siebie uzyskać.Przykro
              mi tak pisać o kimś, kogo tak pokochałam, za kim nadal tak tęsknię,ale on nie
              kocha drugiej osoby,kocha siebie.Jeżeli jest miły, kochany tzn.niestety, że
              czegoś potrzebuje.Musiałam naprawdę dużo znieść, żeby to zrozumieć.Kiedy się to
              pojmie i samemu pożegna się z taką osobą, jest łatwiej.Bo on zawsze wraca,kiedy
              zaczyna znowu Cię potrzebować i trzeba być na to przygotowanym.Naprawdę on nie
              ma wyrzutów sumienia, nie czuje się winny, bo on po prostu nie myśli o tym, co
              czuje druga osoba, myśli o sobie.To przykre,ale prawdziwe.Czy można mu pomóc,
              czy on może się zakochać?Wydaje mi się, że nie.Miłość wymaga dawania,oddania
              siebie drugiej osobie, a dla niego to za dużo.Jest z kimś, bo np. to dobrze o
              nim świadczy,bo ta osoba z jakiegoś powodu zwiększa jego atrakcyjność, powoduje,
              że czuje się lepiej.Kiedy przestaje spełniać ten warunek, odchodzi i tyle.
            • alexik007 Re: Związek z narcyzem 13.04.09, 23:48
              U mnie też w końcu pojawił się temat niezrywania kontaktu,znajomości itd.Też
              długo liczyłam,że coś się wyjaśni.W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że to
              czysta manipulacja,że on czuje się lepiej, widząc jak jeszcze bardziej się
              upokarzam,bo widać było, że nadal go kocham.O wcześniejszych
              upokorzeniach,graniu na moich emocjach i codziennym mówieniu mi o tym, jaki on
              jest śliczny, wspaniały i jak się wszystkim podoba nawet nie chcę już myśleć.O
              życiu na karuzeli:raz na górze, a raz głową o ziemię też nie.Bardzo smutna
              historia, która nigdy nie powinna się zdarzyć.Teraz staram się o tym myśleć jak
              o filmie, który obejrzałam i wyszłam z kina.Zdecydowanie nie wart był
              obejrzenia.On się nie zmieni.Mój też mi to obiecywał.Teraz myślę, że to też była
              manipulacja.Wiedział, co powiedzieć,żeby na mnie wpłynąć.Od takich osób trzeba
              uciekać.Jak najszybciej i jak najdalej.
              • manoeuvre Re: Związek z narcyzem 14.04.09, 00:17
                większość z tego brzmi bardzo znajomo ... Poważne, nieuleczalne
                zaburzenie osobowości to ostatnia rzecz, o jakiej bym kiedyś
                pomyślała. On sam mówił o sobie, że ma trudny charakter, a że ja też
                chyba do 'łatwych' nie należę, cierpliwie czekałam, myśląc
                (interpretacji było wiele), że ten dystans itp. wynika może z
                ostrożności, bo kiedyś się sparzył i boi okazać uczucia.
                • alexik007 Re: Związek z narcyzem 14.04.09, 09:12
                  Mi mówił tylko,że kiedy ktoś go czymś zdenerwuje, to potrafi być naprawdę
                  okropny,ale nigdy nie pomyślałabym, że jego zachowania to zaburzenie
                  osobowości.Różnie to tłumaczyłam, ale nie tak...Teraz czasami myślę,że powinnam
                  inaczej z nim postępować,inaczej się zachowywać,bo kiedy nadchodziły te
                  momenty,gdy było dobrze,to było naprawdę dobrze.Ale skąd mogłam wiedzieć, że to
                  sytuacja inna niż wszystkie?Wszyscy mi mówią, że mało kto by tyle
                  wytrzymał.Walczyłam do samego końca,ale przegrałam i nie mam już siły.Chciałabym
                  tylko zapomnieć i wrócić do normalności,ale tak do końca normalnie chyba już nie
                  będzie.
                  • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 14.04.09, 09:56
                    tzn,ze on wróci do ciebie> Czujesz to?
                    Z twojego wpisu zrozumialam jedno: ONI WRACAJĄ TYLKO WTEDY JAK
                    CZEGOŚ POTRZEBUJĄ

                    PRZYKRO MI ze cie to spotkalo. Nie da sie latwo zapomniec, ale
                    pomysl o tych, ktore wyszly za takich za mąż....:(
    • kwiaty.polskie Ja jestem:-)) 14.04.09, 11:41
      Mój facet jest nie tylko narcyzem ale też próżnym i pysznym typkiem
      granatem od rzeczywistości oderwanym. Co prawda do wszystkich
      czterech wad ma pewne prawo i są one nawet w jakiś tam sposób
      wytłumaczalne ale... "Ale" pozostaje. Czasem wkurza mnie jak jasna
      cholera ale mimo to go kocham. Bo wady ma tylko cztery a zalet wiele.
      Owszem, narcyz może się zakochać.Do narcyza potrzebna
      jest "instrukcja obsługi":-))) Otóż typka zostawiamy samego sobie,
      niech się nacieszy własnym towarzystwem.Po odpowiednim okresie
      odosobnienia pozwalamy mu się przez chwilę ucieszyć naszym
      towarzystwem. Wtedy otrzymujemy pełną przemianę narcyza w
      czułego,wspaniałego faceta. I tak w kółko. Na dłuższą metę okiełznać
      się tego nie da ale na jakiś czas działa.
      Jak ktoś nie ma ochoty na zabawę to niech sobie da z narcyzem
      spokój:-))
      • alexik007 Re: Ja jestem:-)) 14.04.09, 12:16
        Dokładnie, zgadzam się.Tak to właśnie wygląda.On znika, a potem znowu się zjawia
        i wtedy jest najwspanialszą i najczulszą osobą na świecie(przez jakiś czas
        oczywiście), a potem znika znowu, zachwoując się przy tym jak najokrutniejsza
        osoba na świecie.I tak w kółko."Mój" tak ma już od baaaaaaaaaaaardzo dawna.Teraz
        też się po dwóch miesiącach odezwał, bo już się widocznie sobą nacieszył i był
        gotowy na powrót,ale że mi to już dało bardzo w kość, bo każde takie rozstanie
        traktowałam bardzo poważnie,to nie byłam zbyt pozytywnie nastawiona, więc sobie
        darował,ale stwierdził, że nie chce kończyć wszystkiego między nami definitywnie
        i że zobaczymy jak będzie, dlatego nie chce tracić ze mną kontaktu.Początkowo
        się na to zgodziłam, bo go kocham,ale potem zdałam sobie sprawę z tego, że nie
        dam rady,że na dłuższą metę tak nie wytrzymam, dlatego napisałam,żeby dał mi raz
        na zawsze spokój.Czy czuję, że teraz znowu się odezwie?Nie wiem.Intuicja mi
        podpowiada,że to bardzo możliwe.Szczerze mówiąc boję się tego.
        • natasza3022 alexis...dokladnie ja tak mialam 14.04.09, 15:37
          Mowił mi to samo co tobie, ze "Ale nie chce tracic z tobą kontaktu"
          Czyli co?
          Jak mojego wręcz wymuszalam, zeby mi przysiągł ,ze to ostatni raz,
          zeby to byl definitywny koniec, to stwierdzil smutnym głosem "Nie
          potrafie:( Nie umiem ci obiecać,ze to koniec"
          I co??? I jak takie cos ma sie odbierac?
          • natasza3022 Re: alexis...dokladnie ja tak mialam 14.04.09, 16:00
            A potrafisz przewidziec jego reakcje , gdy powiesz mu,ze poznalas
            kogos, z kims sie spotykasz? Moj powiedzial,ze moge sie zkism
            spotykac, ze mam mu o tym nie mowic, woli nie wiedziec bo go to
            bedzie "bolało"
            I co ty na to?
            • alexik007 Re: alexis...dokladnie ja tak mialam 14.04.09, 16:17
              Masz nie mówić, bo będzie go bolało?W moim przypadku, ja napisałam, że nie chcę
              mieć z nim kontaktu,bo to dla mnie trudne,że chcę sobie normalnie ułożyć życie z
              kimś innym.Nie odpowiedział, dał spokój,ale potem miałam małą "demonstrację
              siły" z jego strony.Nie jestem w stanie przewidzieć, jak by się zachował.Myślę,
              że czuje się bezkonkurencyjny i wie, że go nadal kocham.U mnie to jest
              generalnie bardzo złożona historia, bo znamy się od dziecka.Już wtedy byliśmy
              "parą".Potem on przez cały czas wracał jak bumerang,odzywał się do mnie itd.
              itp., ale ja unikałam kontaktu.Dopiero na studiach zaczęliśmy się spotykać.Przez
              cały ten czas on nikogo nie miał.Wiem na pewno.Powiedział mi wtedy, że nigdy nie
              sądził, że się zakocha i że zawsze będzie sam.Razem z nim przeżyłam najcięższy
              okres w jego życiu, o którym nie chcę pisać.Nie wiem, co myśleć.Czasami myślę,
              że to jakieś fatum nade mną krąży i stąd jakoś nie chce mi się wierzyć, że to
              koniec,choć obiecał, że jeśli będę chciała, to zniknie z mojego życia.W każdym
              razie i w moim i w Twoim przypadku jest to raczej coś, co nie ma żadnej
              przyszłości i żadnego sensu,choć tak trudno w to uwierzyć.
              • natasza3022 Re: alexis...dokladnie ja tak mialam 14.04.09, 16:28
                skoro ci nie odpowiedzial tzn,ze trzyma cie w niepewnosci, moze
                narcyz chce abys byla mu ciagle wierna i czekala, nie masz prawa z
                kim innym bo to zdrada
                Nawet twoje pragnienie,ze chcesz o nim zapomniec pewnie go urazilo
                no bo jakim prawem. Ale oni mają takie wielkie ego i to jest chore,
                chore ego
                Ile juz czasu teraz sie do ciebie nie odzywa? A moze zmiana nr tel
                pomoze? tak zeby nie mogl cie odnależć?

                No a moj, tak powiedzial, bedzie go to bolało. Wiem, chore co/?
                • alexik007 Re: alexis...dokladnie ja tak mialam 14.04.09, 22:05
                  A teraz się nie odzywa od zaledwie kilku dni.W najbliższym czasie będzie miał
                  parę okazji, żeby to zrobić. Mam nadzieję, że nie skorzysta.W każdym razie
                  wyczucie ma idealne,bo zawsze się pojawia, kiedy zaczyna się układać.Pewnie masz
                  rację i faktycznie go uraziłam samą myślą o tym, że mogę być z kimś innym.W
                  końcu,gdzie znajdę kogoś lepszego.O zmianie numeru myślałam.Na razie
                  poczekam.Może sobie darował.Obie mamy prawo do szczęścia i mam nadzieję, że
                  niedługo takie znajdziemy.Tak, to wszystko jest chore.
          • alexik007 Re: alexis...dokladnie ja tak mialam 14.04.09, 16:27
            U mnie było jeszcze oczywiście, że miał kilka pomysłów,ale widzi, że to bez
            sensu,skoro ja tak sądzę i nie jestem pewna, czy chcę żeby był w moim życiu po
            tym jak postępuje, to w takim razie się usuwa.A jak napisałam:no dobrze,czyli
            kończymy to raz na zawsze,definitywnie, to odpowiedział, że on nie chce zrywać
            kontaktu ze mną i że zobaczymy co będzie dalej.Wydaje mi się, że i w Twoim i w
            moim przypadku, to takie utrzymywanie kontroli nad nami, żebyśmy nie ułożyły
            sobie życia z kimś innym, zwyczajna manipulacja.Obaj wiedzą, że ich kochamy, a w
            ten sposób np. mówiąc, bo mnie to będzie bolało,bo ja pomyślę, pobudzają do
            myślenia i uniemożliwiają zapomnienie o nich.W końcu każda z nas siedzi teraz i
            się zastanawia: o co chodzi?A chodzi chyba o to, żebyśmy, kiedy któryś z nich
            odezwie się za jakiś czas, nadal czekały.A to bez sensu, bo tak można czekać do
            końca życia. I tak naprawdę na co czekać?trzymaj się:)
            • natasza3022 Re: alexis...dokladnie ja tak mialam 14.04.09, 16:30
              ty tez sie trzymaj i daj znac, czy sie odezwal.
              A moze jest tak jak mowilas: wcale ich to nie boli, tylko sprawdzają
              czy nam zalezy. Moze ich to nie boli wcale...
              • alexik007 Re: alexis...dokladnie ja tak mialam 14.04.09, 21:56
                Jasne, dam znać, choć nie sądzę,żeby w najbliższym czasie się odezwał.Raczej
                poczeka dłuższy czas, chyba że już znalazł kogoś innego, kto będzie go podziwiał
                i "lepiej rozumiał".A nie boli ich na pewno, bo to niestety tylko taka gra, więc
                nie ma się co łudzić.Naprawdę chciałabym, żeby było inaczej, ale prawda jest
                taka, że boli tylko Ciebie i mnie.Im jest teraz dobrze.
    • delayla Re: Związek z narcyzem 14.04.09, 13:31
      Ja nie.
      Ale znajoma była z kolesiem, który kazał do siebie mówi per "bóg", chyba wiadomo
      jak się skończyło..
      a że kolesia znam i ja (właściwie dzięki mnie się zapoznali) to wiem, że to był
      narcyz nad narcyzy.
      Jak go rzuciła to gadał "Jak ona mogła!? KAŻDA kobieta oddała by WSZYSTKO żeby
      spędzić ze mną chociaż 30min, a ona mogła mnie mieć całego kiedy tylko
      chciała... blablabla"

      najs:D
      • natasza3022 Re: Związek z narcyzem 14.04.09, 15:35
        i jak to sie skonczylo jak go rzucila? Probowal ją odzyskac?
        Skoro to narcyz, to powinien bo jego wybujałe ego nie pozwala nikomu
        odchodzic
        • blacklili Re: Związek z narcyzem 14.04.09, 19:22
          Przeczytaj sobie ksiażkę ,,Gdy kochasz mężczyznę który kocha siebie"
          (autora nie pamiętam niestety) Naprawdę polecam!
        • delayla Re: Związek z narcyzem 26.06.09, 23:04
          > i jak to sie skonczylo jak go rzucila? Probowal ją odzyskac?
          > Skoro to narcyz, to powinien bo jego wybujałe ego nie pozwala nikomu
          > odchodzic

          No nie... stwierdził tylko, że ona i tak nie była go godna oraz wszędzie każdemu
          ją obsmarowywał... Najbardziej podobał mi sie jego tekst:
          "KAŻDA dziewczyna oddałaby WSZYSTKO, żeby spędzić ze mną chociaż 10 minut, a ona..."
          Poza tym ogólnie cienko u niego z dziewczynami z tego co widzę...
    • matinka03 Re: Związek z narcyzem 17.04.09, 10:08
      Wiej na kilometr zanim będzie za późno. Związek z narcyzem to jedno
      pasmo udręk, kłamstw, oszukiwania, zwodzenia, manipulacji. Gdy się
      takiego kocha to żyje się latami złudzeniem, że on się zmieni ale to
      tak jak z alkoholikiami.Nałóg rzuca 1 na 100u. Potrzeba psychologa,
      terapeuty lub innej fachowej pomocy, której on wcale może nie chcieć
      przyjąć. Uciekaj dziewczę póki czas.
    • nadiaaaa Re: Związek z narcyzem 06.06.09, 19:18
      nie wiem, czy skończyło. Na razie to mogę powiedzieć tylko tyle, że od jutra
      biorę antydepresanty. Po roku po rozstaniu pytanie skierowane w moją stronę:
      "czy ja go kocham?", uspokoił się, że tak i zupełnie dał spokój, potem jeszcze
      pytanie "czy możemy się spotykać od czasu do czasu" i koniec, u niego spokój, u
      mnie znów ból. Plątał się i nie wiedział, przyznawał otwarcie że nie wie czy
      chce czy nie chce, czy to możliwe, czy niemożliwe żebyśmy żyli razem. Po trzech
      tygodniach udręk wzajemnych stwierdził, że jednak niemożliwe, że musimy szukać
      szczęścia osobno. Ale jednocześnie nie mógł znieść tego, że nie chcę go więcej
      widzieć. On też się leczy antydepresantami. Sama się gubię i nie wiem czy to
      narcyz czy borderline, nie wiem. "Studia" nad tym tematem zajęły mi ostatnie 3
      miesiące,zmarnowane 3 miesiące życia. Jestem zmęczona i mam dość. A na pytanie
      czy go kocham, odpowiadam tak, ale co z tego. Na razie za bardzo się nim
      zaopiekowałam, znudził się, potrzebuje ekscytacji i wrażeń! I co? Po raz kolejny
      odfrunie gdzieś, zafascynuje się, a potem szybko oklapnie, może za pół roku coś
      do mnie napisze i tyle. Dość już tych smutków, mówię dość!
      • alexik007 Re: Związek z narcyzem 08.06.09, 23:40
        pisałam tu jakiś czas temu,więc stwierdziłam,że napiszę jak to dalej wyglądało u
        mnie.Zgodnie z tym, co sądziłam, niedługo potem się zjawił i stał się najczulszą
        i najwspanialszą osobą na świecie.Na bardzo krótko oczywiście.Któregoś dnia po
        prostu dostałam chłodnego smsa o nieistotne jakiej treści.Postanowiłam
        zareagować inaczej, czyli nie zareagować.Po dwóch dniach sam napisał,że on tak
        nie może, że musimy się spotkać,że nie wie sam,dlaczego tak robi i że znowu
        krzywdzi mnie bez sensu.A po dwóch dniach znowu,że on robił wszystko, ale chyba
        nic z nas nie będzie,że chyba się starał, ale chyba to za mało.Chyba...A
        wszystko było dobrze.Chciał porozmawiać.Zgodziłam się.Chciał wiedzieć, co mu
        chce powiedzieć,czego może się spodziewać.Powiedziałam,że mogę mu to przekazać,
        ale tylko osobiście.I od tamtej pory nic, cisza...Teraz zajmuje się sobą, ma
        gdzieś znowu wyjechać, coś tam robi.Ma problem.Kocham go. I co z tego?Nawet nie
        płaczę tym razem,nie biorę nic na uspokojenie.Nie myślę.Trochę nie wierzę, że to
        moja historia i mój świat.Wiem,że niedługo się odezwie,że wróci,że powie mi to
        samo.A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to,że nie jestem w stanie zaręczyć
        jak się zachowam,bo on zawsze potrafi mnie przekonać.W sumie nadal jesteśmy
        razem.Jeszcze.Kolejna przerwa, jakby on to określił.Postanowiłam,że wykorzystam
        ten czas po to,żeby stać się silniejsza,żeby już się nie dać.Na razie nie
        jestem.Wstyd się przyznać,ale nie jestem.Ale też nie rani mnie jego zachowanie,
        bo teraz wiem,że to nie moja wina.Takie błędne koło.
    • cioccolato_bianco Re: Związek z narcyzem 06.06.09, 19:37
      zerwaniem:)
      • nadiaaaa Re: Związek z narcyzem 06.06.09, 20:40
        dzięki za podpowiedź, zerwaniem się zakończyło;)
        i trzeba to sobie w końcu wyraźnie powiedzieć - ZERWANIEM, ale co tam ogólnie i
        generalnie to fajnie jest:)
    • myinspire Faceci na tym forum są pozbawieni narcyzmu :) 07.06.09, 00:12
      Wymień swego obecnego na jednego z forumowiczów i Twój problem się
      rozwiąże... (nie mam na myśli siebie)
    • slim7 Re: Związek z narcyzem 09.06.09, 00:24
      Tak, ja byłam. Skończyło się tragicznie.
      Narcyz jest zawse ściśle powiązany z egoizmem.
      Mój narcyz przede wszystkim uważał siebie za idelanego potencjalnego partnera dla każdej kobiety, które zakochiwały się i zaczynało im zależeć już po kilku randkach, a ten je zmieniał jak rękawiczki.
      Co odbijało się na naszym związku w ten sposób, że o sobie i swoich zaletach i sukcesach mówił często i z dumą, jednocześnie bagatelizując moje. Nie mogłam się pozbyć przeswiadczenia, że on uważa, że jest wyjątkowy, a ja przeciętna i dlatego ja powinnam spełniać wszystkie jego zachcianki, bo on może sobie zaraz 10 takich jak ja znaleźć. Oczekiwał całkowitego oddania i poświęcenia (bo przecież inne tak robiły). Do dzisiaj pamiętam jego słowa: "bo inne kobiety, wstawały specjalnie wcześnie rano i sprawiało im przyjemność zrobienie mi śniadania i patrzenie na to ,jak ja je zjadam i jak się krzątam szykując do pracy, a ty śpisz". Na wszystkie komplementy reagował słowami "wiem".
      Np. "kochanie, jeszcze nikt mnei tak dobrze nie pieścił" on na to "wiem".
      Najlepsze było to, że wtedy kłamałam...
      Często też poruszał temat, że chce mieć już niedługo dzieci, ale nie dlatego, bo je lubi, albo lubi się z nimi bawic, tylko tak dla samego "miecia"(bo jak tu nie rozprzestrzeniać tak wspaniałych genów).
      Mój charakter do uległych nie należy (wręcz przeciwnie) i to właśnie go pociągało, bo narcyz to bardzo często też zdobywca. No to się starał, starał i starał przez rok. A jak tylko się wystarał i w końcu przestałam być nieufna i się zaangazowałam na całego, zamieszkaliśmy razem itp... to ok miesiąc póżniej złapałam go na umawianiu się z inną na masaż.
      Narcyz oczywiście może się zakochać, ale będzie to może 1/4 siły miłości jaką może Cię obdarować przeciętny facet.
      Moja rada: UCIEEEEEEKAAAAĆ.
      • suzi26 Re: Związek z narcyzem 09.06.09, 09:22
        niesamowite, ja słyszę dokładnie to samo!!!
      • nirvana.online Re: Związek z narcyzem 26.06.09, 12:02
        Ja też byłam w takim związku. Facet był czarujący i miły dopóty,
        dopóki nie miał pewności czy mi zależy. A jak już tą pewność zdobył
        zaczęły się jazdy.
        Przestał mnie szanować, celowo prowokował kłótnie (o byle co), żeby
        móc zniknąć na 2-3 tygodnie (w tym też czasie obskoczył swoich
        kumpli, odwiedził „koleżanki”). A potem wracał do mnie jak gdyby
        nigdy nic sie nie stało. W późniejszym czasie doszedł jeszcze
        szantaż emocjonalny i kłamstwa w żywe oczy mimo, iż np. został
        przyłapany na gorącym uczynku.
        Jestem osobą raczej otwartą, cierpliwą i miłą a że on to wyczuł więc
        zaczął to wykorzystywać.
        A teraz? Mnie odstawił na dolną półkę (chyba mam być rezerwą) i
        poszedł do rozwódki z 2 dzieci twierdząc, że „twarda z niej sztuka i
        wogóle ona taka super, bo doskonale się rozumieją”. Ale ze mną
        kontakt chciał mieć bo czasem pisał smsy....masakra.
        Ciekawa jestem czy rozwódka będzie jego ostatnia kobieta – skoro
        jest taka twarda itp. Czytając wypowiedzi forumowiczki slim7
        podejrzewam że nie. Każda, nawet najtwardsza kobieta kiedyś mięknie
        prawda? Czy się mylę?

        No w każdym razie tacy faceci to psy ogrodnika, samemu nie wezmą a
        komuś nie dadzą. I powiem Wam drogie koleżanki, że dopóki pozwalamy
        na powroty, dajemy jakąkolwiek nadzieję np. na spotkanie, dobry seks
        itp to oni nie odejdą. Zatem jeśli chcemy ratować siebie musimy
        wziąźć sprawy w swoje ręce i odciąć się.


        p.s. Bo niby w imię czego mamy się poświęcać i czekać na kogoś kto
        zwyczajnie z nas kpi
    • suzi26 Re: Związek z narcyzem 09.06.09, 09:19
      może się zakochać w sobie. Tkwie w takim związku i to jest
      koszmar.95% uwagi poświęca sobie, swoim potrzebom, zachciankom,
      marzeniom, 4,5% poświęca pracy, bo przecież jest świetny w tym co
      robi, 0,5% na resztę - dom, rodzinę bliższą dalszą.
      Odradzam takie związki !!!
    • pijawka_lekarska Re: Związek z narcyzem 09.06.09, 11:07
      Byłam kiedyś w takim związku. Odmiana "ja" we wszystkich siedmiu przypadkach.
      Jak się skończyło? Narcyz ze mną zerwał, tłumacząc, że nie dorósł do poważnego
      związku, że jestem dla niego za dobra, oraz...że chciałby więcej czasu poświęcać
      na swoje hobby. Po kilku miesiącach zapragnął wrócić do mojej skromnej osobie,
      ale już było za późno, zresztą miałam już nowego chłopaka - mojego obecnego
      narzeczonego.
      • nastja Re: Związek z narcyzem 11.06.09, 10:21
        witam! piszę tu po raz pierwszy ale mam nadzieje że przyjmiecie moją
        skromną osobę bez ceregieli:)
        Własnie wyprowadzam się od narcyza. dzisiaj pakuję pierwsze walizki.
        narcyz wyjechał na tydzień "zeby na to nie patrzeć, bo będzie
        cierpiał". btw to on zerwał. ale też chce miec ze mną kontakt.
        ponad cztery lata "związku" - była nawet mowa o ślubie i dziecku, co
        prawda różnie to się wszystko miedzy nami układało - bywało cudownie
        a bywało i tragicznie. zerwania i powroty, raz się nawet
        wyprowadził. oczywiście potem wracał i prosił o przebaczenie, mówił
        że chce być tylko ze mną i chce abym była matką jego dzieci. (on już
        po rozwodzie, dwójka dzieci z czego małzeńskie jedno a
        pozamałżeńskie drugie). To były takie okresy "na haju". Potem
        pojawiała się np rozmowa o ślubie i on mówił że tak naprawdę to nie
        jest na to gotowy. potem kłótnie na byle jaki temat - pretekst
        zawsze sie znajdzie - i rozstanie. jego sposób na mnie - karanie
        milczeniem, oddaleniem, ostentacyjne rozmowy przez telefon ze
        znajomymi o różnych problemach - tak, zebym słyszała, że z nimi może
        i chce na ten temat pogadać a ze mna nie bo nie jestem tego warta.
        początkowo tak właśnie myślałam - ze nie staram się do końca, że nie
        jestem wartościowa i ze jego złe samopoczucie to moja wina.
        skończyło się terapią. moją. postanowiłam być silna i odbudowałam
        poczucie własnej wartości. no i wtedy tak naprawdę jazdy sie
        zaczęły. bo przestał się liczyć tylko on, zaczęłam czegoś wymagać.
        Potrafił powiedzeć, że podoba sie co drugiej kobiecie którą spotyka,
        ze kilka znich chciało dla niego rzucić wszystko - męża, rodzinę,
        pracę żeby być z nim (czyt. służyć mu) a ja śmiem czegoś wymagać. w
        koncu sam poszedł do psychologa. był tylko na jednym spotkaniu,
        nawet mi o tym nie powiedział zanim poszedł - byłam na tygodniowej
        delegacji. a ja w miedzyczasie ośmieliłam się powiedzieć coś nie po
        jego myśli i zerwał. teraz uciekł a ja się dzisiaj pakuję. i wiecie
        co jest najgorsze? wiem, że jeśli przyszedłby do mnie, przeprosił,
        poprosił o kolejną szansę to ja pewnie bym się zgodziła. wszystko
        mnie boli w środku i płaczę od trzech dni bo pokochałam go całą mocą
        ale wiem że nie mamy szans na normalność w związku.
        • nadiaaaa Re: Związek z narcyzem 11.06.09, 23:04
          Wiem, co czujesz. Rozumiem doskonale. Ja też kocham swojego narcyza. I czuję, że
          nikogo tak nie kochałam, choć uwierz mi przeżyłam już wiele. Jest miłością
          mojego życia. Ale on najwyraźniej źle znosi to, że okazuję mu jak bardzo mi na
          nim zależy. Mówi, jeżeli mnie kochasz to pozwól mi żyć swoim życiem. I też
          cierpi, że nam się nie udało. Dla normalnych ludzi to nie do pomyślenia,
          przecież jak cierpi, to znaczy, że też mu zależy, ale nie potrafi przy mnie
          trwać, za cholerę nie potrafi. Wróci mu jak przez długi długi czas nie będę nic
          okazywać. I zastanawiam się czy jest sens być z kimś, kto nie pozwoli mi się
          zbliżyć do siebie. Bo to taka gra. Tu nie można pozwolić sobie na szczerość.
          Osoba taka jak my musi cały czas kontrolować sytuację, kombinować, aby nie
          rozwaliło się wszystko przez głupi przypadek. Kto ma na to siłę?! Każda próba
          zbliżenia się, to wielkie ryzyko rozstania. Po półtora roku od rozstania ciągle
          o nim myślę, od rana do wieczora. I nic na to nie pomaga, nic. Przyjaciele już
          nie chcą o nim słyszeć, nikt nie pozwala mi o nim mówić. Zgadzam się z innymi,
          zgadzam się ze sobą, że to nie ma sensu. Na logikę wszystko rozumiem. Ale co z
          tego.Jacyś faceci się pojawiają, a ja odrzucam każdego i nie chcę innego.
          Ostatnio pomagają antydepresanty. Rozpaczliwy ból jest stępiony i nie dociera do
          końca. Polecam. Wiem, że czas goi rany. Wiem, że kiedyś mogę zapomnieć. Trwam w
          zawieszeniu. Staram się zająć sobą. Ale ciągle wierzę, i nie potrafię odpuścić.
          I wiem, że mogę wybaczyć mu wszystko. Pozdrawiam. Trzymajcie się!
          • alexik007 Re: Związek z narcyzem 12.06.09, 11:01
            Też rozumiem.Też wiem jak to jest.Też kocham.Nigdy w życiu nie czułam się tak
            pogubiona i zdezorientowana.Długo myślałam,że ze mną jest coś nie tak. Wiele
            razy obwiniałam się, a to wszystko kosztowało mnie już tak wiele,że nie pamiętam
            nawet jak to jest, gdy jest normalnie.Nie chciałam wierzyć, że to narcyzm.Do tej
            pory do końca w to nie wierzę,ale wszystko tak bardzo się zgadza, tak pasuje, że
            chyba nie ma innej możliwości.Tak, jakby w jednym człowieku były dwie osoby:
            dobra i kochana, a potem nagle w jednej chwili zdystansowana, chłodna, daleka,
            bo coś było nie tak, bo zły nastrój, bo mu się znudziło, bo musi pobyć teraz sam
            ze sobą, więc znika.A potem znowu się zjawia, nagła przemiana, bo mnie kocha, bo
            beze mnie to wszystko nie ma sensu, bo chce chociaż móc mnie widywać.Najpierw
            mówi, że chyba znowu mnie krzywdzi, potem, że chyba nic z nas nie będzie, potem
            odkręca wszystko. Chce rozmawiać, potem nie chce.Milczy.Dystansuje się.Nie wiem,
            czy wierzyć w jego smutek i ból, że nam się nie udaje.A kiedy próbuję odejść
            ostatecznie, zniknąć, kiedy staję się niedostępna, on od razu bardziej się
            stara, zbliża się. Kiedy mu zaufam, kiedy jest już dobrze, stabilnie, on znowu
            się cofa, milczy.Po raz pierwszy zachowałam się wobec niego inaczej: na
            milczenie odpowiedziałam milczeniem, na dystans dystansem, na chłód
            chłodem.Jakby mi nie zależało, a przecież zależy.Tęsknię.A to taka gra,która w
            ogóle mnie nie bawi.A najgorsze jest to, że wiem, że powinnam odejść,zmienić
            numer telefonu, a nie potrafię.Jak można mówić komuś, że się go kocha, że się
            chce z nim być, a potem tak się oddalać?Zabawne, bo nadal jesteśmy razem.Ja nie
            odeszłam.On też nie.Cały problem tkwi w tym, że nawet się do mnie nie odzywa.A
            ja boję się tego momentu, kiedy się odezwie, bo znowu zaboli.Wiem, że każda
            osoba, która nie miała styczności z kimś takim powiedziałaby, że oszalałam, że
            powinnam uciekać i zawsze to sobie obiecuję, zawsze kiedy wraca, opieram się jak
            mogę, a potem się poddaję.Wiem, że to bez sensu. Ja naprawdę to wiem. Ja to
            rozumiem.A to i tak nic nie zmienia.Tak bym chciała, żeby było normalnie i tak
            nie mogę pogodzić się z tym, że nigdy nie będzie.Może któregoś dnia odejdzie do
            kogoś innego i wtedy nie będę miała innego wyjścia jak się z tym pogodzić.I też
            odtrącam innych.Nie zwracam na nich uwagi, a on nie daje o sobie
            zapomnieć.Myślę, że tym razem też odejdzie i może nawet już nie wróci.Bo tym
            razem nie ma już na kogo zrzucić winy, ani do czego się przyczepić, ani czego
            zmienić.Musiałby po prostu uznać, że on taki jest, a tego nie zrobi nigdy.Wiem,
            że jemu nie jest wcale źle.Wiem, że zajmuje się teraz sobą, swoimi potrzebami,
            że jak najdalej odsuwa od siebie myśl, że coś jest nie tak i że tak naprawdę nie
            jest świadomy tego jak bardzo mnie rani. A ja nie wiem, co ze sobą zrobić.Nie
            wiem jak dałam się w to wciągnąć. Nie sądziłam, że pokocham kogoś aż tak.Tak
            bardzo chciałabym zapomnieć, wykasować z pamięci, z serca, z życia. Nie
            umiem.Boli.Pozdrawiam wszystkich w podobnej sytuacji!
          • nastja Re: Związek z narcyzem 12.06.09, 15:32
            nadiaaa jak masz ochotę pogadać to napisz do mnie na pocztę gazetową.
            • nadiaaaa Re: Związek z narcyzem 12.06.09, 22:58
              Nastja, napisałam maila:) doszedł?
              • nastja Re: Związek z narcyzem 12.06.09, 23:31
                nadjaaaa - odpisałam.
                • alexik007 Re: Związek z narcyzem 24.06.09, 18:28
                  Po dwóch latach związku z taką osobą, mogę powiedzieć tylko jedno:trzeba
                  uciekać,uciąć wszelki kontakt,uciekać, w nic nie wierzyć, w obietnice zmiany,
                  naprawy, wizje wspaniałego życia.Tego nie będzie nigdy.Trzeba gdzieś głęboko
                  wbić sobie do głowy, że on kłamie, że manipuluje, że to tylko gra.Można z nim
                  żyć, ale na jego warunkach, według jego planu, bo każde zdanie odrębne, każda
                  własna opinia nie jest w stanie przejść.Znam go od dziecka i nigdy nie
                  przypuszczałabym, że to będzie taki człowiek, nigdy nie myślałabym, że to będzie
                  taki koszmar.On nie zdaje sobie sprawy z tego jak rani, krzywdzi.Nawet, kiedy
                  mówi, że o tym wie, kłamie. On się nie zmieni. Nie chce się zmienić. Chce, żeby
                  zmienili się wszyscy wokół niego, ale nie on.Jemu jest wygodnie tak jak jest. Po
                  co to zmieniać?Przeżyłam liczne rozstania i powroty, upokorzenia, zawody, z
                  wielu rzeczy zrezygnowałam, wiele odpuściłam. Zostałam z niczym.Zostałam z
                  miłością do kogoś, kto nigdy nie kochał nawet w 10% tak jak ja i ze
                  świadomością, że muszę się ratować, bo zniszczę sobie życie. Zostałam z
                  zawiedzionym zaufaniem, ze zniszczoną psychiką. Nie będzie lepiej. Będzie
                  gorzej. On za każdym razem będzie gorszy, będzie więcej wymagał.Boli tak jak nic
                  nigdy nie bolało.Boli każde wspomnienie.Wiem, że jeśli w najbliższym czasie nie
                  znajdzie kogoś na moje miejsce, to mimo swoich obietnic, wróci, odezwie się
                  znowu, bo będzie czegoś chciał, potrzebował, a ja będę musiała mieć siłę, żeby
                  się nie poddać, ogromną siłę.Wiem, że jeśli ulegnę, sytuacja się powtórzy, a ja
                  będę cierpiała jeszcze bardziej, bo za każdym razem to boli mocniej.Wiem też, że
                  jeśli dam się w to znowu wciągnąć, to będzie trwało nieustannie, dopóki on nie
                  znajdzie kogoś, kto będzie bardziej odpowiadał jego oczekiwaniom i potrzebom.
                  Wiem, że zrobi to bez najmniejszego wahania.Boję się. Boję się wszystkiego.
                  Życia, które mnie czeka. Tego, że już tak nie pokocham. Boję się wiadomości od
                  niego i tego, że któregoś dnia go spotkam. Boję się, że nie dam sama rady.Boję
                  się, że nie zapomnę.Cała jestem strachem i niepewnością. Cała jestem rozbita na
                  miliony kawałeczków.Trochę się rozpisałam, ale jeśli ktokolwiek z was zauważy,
                  że osoba, z którą jest, jest narcyzem i jeżeli to będzie się potwierdzać, to
                  niech ucieka tak szybko jak tylko się da. Później jest tylko gorzej, tylko
                  trudniej. Im bardziej się w to wikłamy, tym trudniej jest się wydostać. Nie ma
                  nadziei i szansy na to, że on będzie inny. Nie ma.Nie będzie jej też za miesiąc,
                  pół roku, rok, ani pięć lat.Nie będzie jej nigdy.Będzie manipulacja, ciągłe
                  sprawianie bólu, dystansowanie się, karanie milczeniem, brak rozmowy, będzie
                  chodzenie na palcach i zastanawianie się, co tym razem zrobiło się nie tak i
                  czytanie w myślach, czego on tym razem oczekuje, o czym myśli. Ja wiem, że bywa
                  też cudownie, że dla tych chwil chce się żyć i czekać i trwać, ale to są tylko
                  chwile, które z czasem stają się coraz krótsze i rzadsze. Dobrze jest tylko na
                  początku.Nie łudźcie się. Nie wracajcie do niego, choćby nie wiem jak się tego
                  chciało. Nie wierzcie mu, choćby nie wiem jak bardzo się tęskniło. Ja uwierzyłam
                  wiele razy. Teraz żałuję i cały czas powtarzam sobie:dla niego to tylko gra, on
                  mówi to, co chcę usłyszeć.Boli samo wyobrażenie tego, że on będzie z kimś
                  innym,ale wiem, że nie mogę z nim być, że jeśli będę, to on mnie zniszczy, nawet
                  nie zdając sobie z tego sprawy. Chyba nie będę już tu pisać, bo wygląda na to,
                  że moja historia z narcyzem się kończy, bo musi się skończyć.Walczyłam o niego i
                  myślałam, że mogę coś zrobić, że on się zmieni, że ja się dopasuję. Przegrałam.W
                  związku z nim chyba nie można wygrać. Nie chcę pamiętać niczego. Nawet tych
                  dobrych chwil, które się zdarzały.Za bardzo boli. Nie wiem, kiedy przestanie.
                  • nirvana.online masakra wam powiem 26.06.09, 12:09
                    Ja też byłam w takim związku. Facet był czarujący i miły dopóty,
                    dopóki nie miał pewności czy mi zależy. A jak już tą pewność zdobył
                    zaczęły się jazdy.
                    Przestał mnie szanować, celowo prowokował kłótnie (o byle co), żeby
                    móc zniknąć na 2-3 tygodnie (w tym też czasie obskoczył swoich
                    kumpli, odwiedził „koleżanki”). A potem wracał do mnie jak gdyby
                    nigdy nic sie nie stało. W późniejszym czasie doszedł jeszcze
                    szantaż emocjonalny i kłamstwa w żywe oczy mimo, iż np. został
                    przyłapany na gorącym uczynku.
                    Jestem osobą raczej otwartą, cierpliwą i miłą a że on to wyczuł więc
                    zaczął to wykorzystywać.
                    A teraz? Mnie odstawił na dolną półkę (chyba mam być rezerwą) i
                    poszedł do rozwódki z 2 dzieci twierdząc, że „twarda z niej sztuka i
                    wogóle ona taka super, bo doskonale się rozumieją”. Ale ze mną
                    kontakt chciał mieć bo czasem pisał smsy....masakra.
                    Ciekawa jestem czy rozwódka będzie jego ostatnia kobieta – skoro
                    jest taka twarda itp. Czytając wypowiedzi forumowiczki slim7
                    podejrzewam że nie. Każda, nawet najtwardsza kobieta kiedyś mięknie
                    prawda? Czy się mylę?

                    No w każdym razie tacy faceci to psy ogrodnika, samemu nie wezmą a
                    komuś nie dadzą. I powiem Wam drogie koleżanki, że dopóki pozwalamy
                    na powroty, dajemy jakąkolwiek nadzieję np. na spotkanie, dobry seks
                    itp to oni nie odejdą. Zatem jeśli chcemy ratować siebie musimy
                    wziąźć sprawy w swoje ręce i odciąć się.


                    p.s. Bo niby w imię czego mamy się poświęcać i czekać na kogoś kto
                    zwyczajnie z nas kpi. Nie pozwalajmy na to by nas nie szanowali
                    • slim7 Re: masakra wam powiem 26.06.09, 17:21
                      >"Czytając wypowiedzi forumowiczki slim7
                      > podejrzewam że nie. Każda, nawet najtwardsza kobieta kiedyś mięknie
                      > prawda? Czy się mylę?"

                      Tak, kazda kiedyś zmięknie, pod warunkiem, że jej zacznie zależeć, a nie będzie to tylko facet na tzw "klina", albo zapchaj dziurę.
                      No, jest jeszcze druga możliwość, że będzie miała tak zrytą psychikę przez takich dupków, że juz zawsze będzie szukała dziury w całym i trzymała na dystans.
                      Generalnie trzeba się trzymac z daleka od facetów-zdobywców. Dla których kobieta przy boku jest jak samochód. Czyli z czasem trzeba wymienić na lepszy model. Ładniejszy, młodszy itd...
                      No właśnie, tylko po czym poznać, że facet, z którym się umawiasz to jeden z nich, skoro na początku są tacy cudowni? Ostatino mam wrażenie, że każdy facet, który osiągnął zbyt szybko ponadprzeciętny sukces finansowy traktuje kobietę jak dodatek-kwaitek do butonierki, lub chodzacy inkubator+dodatek, kwiatek do butonierki.
                      • nirvana.online Re: masakra wam powiem 26.06.09, 21:22
                        Slim7 masz rację co do tego żeby trzymać się z daleka od facetów-zdobywców. Taki
                        facet jest dobry tylko na przelotny romans (który na dodatek zakończy kobieta) a
                        nie na poważny związek.
                        A po czym poznać takich? Pytanie trudne, na które nie ma w sumie recepty.
                        Może warto zwrócić uwagę na przeszłość takiego człowieka pod kątem jego
                        poprzednich związków - ich ilości i jakości, a może też nie bagatelizować
                        sygnałów ostrzegawczych na temat jego osoby, które płyną czasem z zewnątrz, a
                        które to my kobiety często ignorujemy.... Trudno powiedzieć.

                        Natomiast co do tej rozwódki z 2 dzieci to... uważam że opcje są 2: albo on
                        znudzi się nią albo ona nim. Bo stałe związki z takimi facetami są zwyczajnie
                        niemożliwe.

                        A ja? No cóż...on mnie odstawił na dolną półkę, ale znalazłam w sobie na tyle
                        siły, żeby odpuścić go sobie. Nie zabiegać, nie prosić, nie starać się, nic.
    • delayla Re: Związek z narcyzem 24.06.09, 22:37
      Znałam jeden taki związek, z czego i z nią i z nim byłam w tym czasie dosyć blisko.
      On kazał jej na siebie mówić per "bóg" (to oczywiście tylko jedna z tysiąca
      chorych rzeczy z tego związku).
      Oczywiście długo razem nie pobyli, a jak ona zerwała on ją wyzywał, twierdził,
      że i tak był dla niej za dobry itepe itede...
    • bakejfii Re: Związek z narcyzem 24.06.09, 23:31
      Sluchaj moja droga.Jego kara nie ominie.Masz to jak w banku.A napewno bedzie
      straszna.W tej chwili tego nie rozumiesz, lecz kiedy juz sie otrzasniesz
      podziekujesz niebiosom,ze Cie ochronily .Wiem co mowie. Tak ,ze nie boj
      zaby.Dobrze,ze przejrzalas na oczy.Tak trzymaj dziewczyno. Bedzie dobrze.Aja
      nigdy sie nie myle.Achoj.
    • trzeciblizniakalik Re: Związek z narcyzem 25.06.09, 00:56
      Drogie Panie tak sie sklada, ze i wy macie sklonnosci nie rzadko narcystyczne :) moim zdaniem jedyne lekarstwo to sklonic taka osobe do pojscia do psychologa/psychiatry, tylko jak to zrobic skoro jest taka zarabista :/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka