milena 30.11.03, 20:44 Czy wg Was mezalians ma jeszcze rację bytu? czy spotkaliście się może z tym zjawiskiem osobiście? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
j_u Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 30.11.03, 20:55 Oczywiscie. Kiedy dobrze wyksztalcona i inteligentna kobieta z jakichs blizej nieznanych powodow wychodzi za maz za tepawego wywoziciela smieci, lub kiedy inteligentny i dobrze wyksztalcony mezczyzna zeni sie z jakichs dziwnych powodow z babcia klozetowa... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: czy istnieje jeszcze mezalians? IP: *.acn.waw.pl 30.11.03, 20:59 Dokładnie. Nie chodzi o różnice majątkowe tylko szeroko pojęte różnice statusu społecznego, pochodzenia, wzorów rodzinnych, aspiracji życiowych. Widziałam mezalianse np. będące skutkiem dziecka małżeństwo nauczycielki ze ślusarzem alkoholikiem po zawodóce, zrobiło na mnie tak przykre wrażenie, że powiedziałam sobie, że nigdy nie zwiążę się ze zbyt różnym ode mnie facetem. To romantyczna bzdura, że miłość wszystko wybaczy i zawsze da się znaleźć kompromis. Odpowiedz Link Zgłoś
zdzichu-nr1 Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 30.11.03, 22:42 Istnieje jak najbardziej w sensie podanym przez Triss. Absolutnie nie radzę w to wchodzić. Niby człowiek się żeni z ukochaną a nie z jej rodziną, ale co potem zrobić ze szwagrem tępolem po podstawówce, wiecznie pijanym teściem i rodzinką w kryminale? A znam takie przypadki... Wszystkie bez happy endu, za to z morzem łez, obustronnych frustracji i wzajemnych pretensji. Co ciekawe, ta kobitka od patologii miała pretensje nawet o to, że jej partner ratował ją kasą za wyskoki rodzinki (twierdziła że przyjmowanie tej kasy "ją upokarza" i była jeszcze bardziej sfrustrowana) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: czy istnieje jeszcze mezalians? IP: *.acn.waw.pl 30.11.03, 22:49 Ja z kolei znam przypadki kiedy to kobieta była tą popełniającą mezalians. Koszmar. Rodzinne spędy z wódką i telewizorem, chamowatymi dowcipami, szwagier alkoholik lejący rodzinę, wybranek starający się pokazać kto w domu rządzi. Wyobraź sobie, że do znajomych zabierasz gościa jakieś 60 razy głupszego, tłuka, który nie potrafi mówić poprawnie, prezentuje uprzedzenia typu antysemityzm, rasizm, typa, który z każdym chce napić się wódki. Ludzi patrzą na Ciebie z politowaniem i zdziwieniem a Ty się wstydzisz, za niego, za swój wybór. Moja koleżanka była z takim 3 miesiące, teraz jest szczęśliwa, że się rozstali. Odpowiedz Link Zgłoś
zdzichu-nr1 Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 30.11.03, 22:55 No z drugiej strony słyszałem o wieloletnich związkach typu profesor ze sprzątaczką... Zresztą podobno Einstein lubił kobiety wyjątkowo tępawe, za to z "warunkami" (tak przeczytałem w jego biografii). Prawdziwy problem pojawia się wtedy, gdy ta "połówka" wyrwała się ze swojego środowiska i prezentuje już trochę wyższy poziom, natomiast jej rodzina stuka w dno od spodu. Nie ma nic gorszego od człowieka bez korzeni, który wstydzi się pokazać własną rodzinę, a jednocześnie stara się z nią być i jej pomagać (ale jak pomóc debilowi-narkomanowi albo wieloletniemu alkoholikowi o umysłowości ślimaka?) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: czy istnieje jeszcze mezalians? IP: *.acn.waw.pl 30.11.03, 23:01 Może się myle ale wydaje mi się, że mężczyźnie łatwiej jest być z kobietą stojącą niżej od niego umysłowo. Ona znajduje sobie enklawę w postaci rodziny i spełniania się w domu, on nie szuka partnerki do dyskusji tylko żony i matki. Często taka dzewczyna jest wdzięczna za wyrwanie z zapyziałego albo patologicznego domu rodzinnego. Z kobietami jest odwrotnie. Z tego co zaobserwowałam to kobieta o wyższym statusie początkowo imponuje potem irytuje. Wkurza swoją większą wiedzą, obyciem, lepszą sytuacją materialną "z domu". Facet często zamiast dorównać do jej poziomu stara się ją poniżyć, zachwiać poczuciem własnej wartości. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mercury [...] IP: *.dialsprint.net 30.11.03, 23:04 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: No wlasnie tak maja.... IP: *.acn.waw.pl 30.11.03, 23:07 Ktoś już wyjaśniał, że mimo swych 31 lat jeszcze nie miałeś bliższego kontaktu z kobietą. Sądzę, że kobiety znasz wyłącznie z opowiadań i to dość monotematycznych. Bądź więc łaskaw zmienić płytę, nabyć słownik drogą kupna a potem może uda ci się napisać całe zdanie. Odpowiedz Link Zgłoś
zdzichu-nr1 Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 30.11.03, 23:13 Owszem mężczyzna nawet lubi partnerkę stojącą od niego niżej umysłowo, ale na krótką metę... Do dłuższego związku absolutnie się taka Pani nie nadaje, bo po prostu stale rozdrażnia faceta. Jak to ujął ładnie mój kolega "jak się odzywa, to mam ją ochotę walnąć w pysk". No a odwrotnie, to racja, że jak nie ma argumentów merytorycznych, to trzeba upokorzyć i wdeptać w ziemię, tak jest niestety u Panów PS. Zdaje się Triss że masz tu "wielbiciela" z Niemiec ;) Odpowiedz Link Zgłoś
zdzichu-nr1 Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 30.11.03, 23:15 oj nie, to nie z Niemiec, dialsprintnet pomyliło mi się z dialin.net Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: czy istnieje jeszcze mezalians? IP: *.acn.waw.pl 30.11.03, 23:47 Swoisty wielbiciel :)) Lubi podpisywać się Trisskiller i reaguje tylko na moje posty. Nieźle go wytresowałam przez niecałe dwa miesiące, nie? :)) Odpowiedz Link Zgłoś
anahella Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 01.12.03, 02:54 Gość portalu: Triss Merigold napisał(a): > Nieźle go wytresowałam przez niecałe dwa miesiące, nie? :)) No niezle. Na razie chlopiec umie tylko czytac, a przy Tobie moze i pisac sie nauczy;) Odpowiedz Link Zgłoś
capa_negra Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 01.12.03, 09:58 Masz racje Triss - kiedyś byłam w podobnym związku. Facet był z normalnej rodziny ( inżynier i pielęgniarka), zadnych patologii, status materialny - polska przecietność. On sam wybrał zawód mechanika samochodowego. Z czasem moimi podstawowymi wadami stał sie fakt : 1. posiadania własnego mieszkania - dyskomfort , ze był u mnie "na garnuszku" 2. wyższe wykształcenie (wtedy 2 fakultet w toku) 3, umysłowa praca ( ja "chodziłam" do pracy i cały dzień" siedziałam na telefonie" , a on pracował.... ja miałam "hobby"??) Dobrze, ze zarabiał duzo wiecej ( takie czasy były, kiedy wszyscy ciagneli mniejszy lub większy złom za zachodniej granicy ) bo by mi chyba zyc nie dał Acha - ożenil sie z panna z "wyższym" podstawowym... wiec chyba faktycznie facetom jest łatwiej byc z kobietą stojąca umysłowo niżej Odpowiedz Link Zgłoś
kociamama Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 01.12.03, 09:28 j_u napisała: > Oczywiscie. Kiedy dobrze wyksztalcona i inteligentna kobieta z jakichs blizej > nieznanych powodow wychodzi za maz za tepawego wywoziciela smieci, lub kiedy > inteligentny i dobrze wyksztalcony mezczyzna zeni sie z jakichs dziwnych > powodow z babcia klozetowa... Jezeli smieciarz jest tepawy, to faktycznie trudno to zrozumiec. Ale nie mozna zakladac, ze kazdy smieciarz, czy kazda babcia klozetowa sa tepawi. Praca nie hanbi, ci ludzie sa potrzebni spoleczenstwu bardziej niz nadety magister na bezrobociu i utrzymaniu rodzicow tudziez partnera. Pozdrawiam, Kociamama. Odpowiedz Link Zgłoś
j_u Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 01.12.03, 11:57 > Jezeli smieciarz jest tepawy, to faktycznie trudno to zrozumiec. Ale nie mozna > zakladac, ze kazdy smieciarz, czy kazda babcia klozetowa sa tepawi. > Praca nie hanbi, ci ludzie sa potrzebni spoleczenstwu bardziej niz nadety > magister na bezrobociu i utrzymaniu rodzicow tudziez partnera. Totez rozmyslnie dodalam przymiotniki, aby nie pozostawic niedomowien co do ewentualnych babci klozetowych z dwoma fakultetami, stojacych w obliczu smierci glodowej z powodu bezrobocia. Wyrazilam sie precyzyjnie i nie uwazam, zeby mi sie nalezalo sprostowanie ;P Odpowiedz Link Zgłoś
kociamama Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 01.12.03, 17:06 j_u napisała: > > > Jezeli smieciarz jest tepawy, to faktycznie trudno to zrozumiec. Ale nie > mozna > > zakladac, ze kazdy smieciarz, czy kazda babcia klozetowa sa tepawi. > > Praca nie hanbi, ci ludzie sa potrzebni spoleczenstwu bardziej niz nadety > > magister na bezrobociu i utrzymaniu rodzicow tudziez partnera. > > > Totez rozmyslnie dodalam przymiotniki, aby nie pozostawic niedomowien co do > ewentualnych babci klozetowych z dwoma fakultetami, stojacych w obliczu smierci > > glodowej z powodu bezrobocia. Wyrazilam sie precyzyjnie i nie uwazam, zeby mi > sie nalezalo sprostowanie ;P > > Ale nie chodzi od razu o to, czy babcia klozetowa ma 2 fakultety czy nie. To, ze ktos nie ma udokumentowanego wyksztalcenia nie oznacza automatycznie, ze jest glupim czlowiekiem. Niektorzy ludzie po zawodowce rozwijaja swoje zainteresowania (i nie jest to wylacznie chlanie), chociaz wiekszosc to matoly. Tak samo jak wiekszosc z ludzi po studiach to matoly, bo generalnie wiekszosc ludzi nie mysli. POzdrawiam, Kociamama. Odpowiedz Link Zgłoś
j_u Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 01.12.03, 18:37 Dwa fakultety juz rzeczywiscie nie byly precyzyjnym wyjasnieniem. Zgadzam sie, wiekszosc ludzi to matoly, istnieje jednak duzo wieksze prawdopodobienstwo, ze bedzie matolem ktos po podstawowce niz czlowiek z tymi nieszczesnymi dwoma fakultetami. Gdyby czlowiek po podstawowce nie byl matolem, albo przynajmniej byl matolem w mniejszym stopniu, zainwestowalby w lepsze wyksztalcenie. Jak juz mowilam, operujemy typami, nie konkretnymi przypadkami. Tego typu mezalians moze byc zawarty wlasnie przez nieszczesliwa pomylke przy wyborze partnera teoretycznie w obrebie tej samej warstwy spolecznej... bylam kiedys w takiej sytuacji, i wypominam to sobie do dzis, jak moglam w ogole dopuscic, a nastepnie zniesc te 4 miesiace z takim walem... glownie z litosci, o ile dobrze pamietam, ale to niczego nie usprawiedliwia:((( Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 01.12.03, 08:29 Oczywiście! Dla mnie niezmiennie mezaliansem jest związek młodej kobiety ze starszym mężczyzną, przykład: Anita Lipnicks - John Porter. Również mezaliansem,(a może to się powinno nazywać inaczej?) jest związek starszej pani z młodym mężczyzną. Czasami mezaliansem bywa związek hydraulika z lekarką, ale niekoniecznie:)) Odpowiedz Link Zgłoś
diab.lica Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 01.12.03, 10:30 : > Oczywiście! Dla mnie niezmiennie mezaliansem jest związek młodej kobiety ze > starszym mężczyzną, przykład: Anita Lipnicks - John Porter. > Również mezaliansem,(a może to się powinno nazywać inaczej?) jest związek > starszej pani z młodym mężczyzną. a dlaczego? Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 01.12.03, 10:44 koleżanka pisała prace mgr n/t mezaliansów, za mezalians uznano tam małżeństwa a których kobieta była starsza co najmniej o 5 lat. było kilka par z 20 letnią różnicą wieku w tę strone. IMHO w powyższych wynurzeniach n/t niedoposaowania pod względem wykształcenia, czy "korzeni" chodzi wyłącznie o *status* społeczny, a nie o to co faktycznie reprezentuje sobą dana osoba Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: czy istnieje jeszcze mezalians? IP: *.noname.net.icm.edu.pl 01.12.03, 12:37 Ciekawe jak oddzielić "to co faktycznie reprezentuje sobą dana osoba" od jej pochodzenia, korzeni, środowiska w jakim została wychowana, wykształcenia i statusu. Wyjasnij proszę. Chyba rozumiesz, że dziewczyna z np. profesorskiej rodziny i mężczyzna z po podstawówce z rodziny alkoholików od pokoleń wyrośli w zupełnie innych, niekompatybilnych światach. Ich związek byłby szokującym mezaliansem. Poza tym i tak nie miałby szans na przetrwanie. Tak na marginesie, w XIX wieku nikogo nie dziwiły małżeństwa w obrębie tej samej sfery społecznej w których panna młoda miała 20 lat, a małżonek 50. Nie uznawano ich za mezalianse. Mezaliansami były zwiąki ludzi o odmiennym pochodzeniu i statusie majątkowym. Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 01.12.03, 13:03 Gość portalu: Triss Merigold napisał(a): > Ciekawe jak oddzielić "to co faktycznie reprezentuje sobą dana osoba" od jej > pochodzenia, korzeni, środowiska w jakim została wychowana, wykształcenia i > statusu. Wyjasnij proszę. Jesli uważas, że pochodzenie, korzenie, wykształcenie, ststus (łącznie?) determinują to jakim ktoś jest człowiekiem to twoja sprawa. > Chyba rozumiesz, że dziewczyna z np. profesorskiej rodziny i mężczyzna z po > podstawówce z rodziny alkoholików od pokoleń wyrośli w zupełnie innych, > niekompatybilnych światach. Ich związek byłby szokującym mezaliansem. Poza tym > i tak nie miałby szans na przetrwanie. ja tam nie wyrastałam nigdzie "od pokoleń" tylko od 29 lat... ale może sa tacy, którzy "wyrastają" całe pokolenia, jeden sie ponoć nazwyał się Nosferatu, był jeszcze gostek na D... czy jakoś tak, znasz ich? z niejednym aroganckim bucem z profesorskiej rodziny nie chciałabym mieć nic wspólnego, a z rodezin alkoholoków nieraz wyrastają porządni ludzie, jednak nie wypada się z nimi zadwć, albowiem byłby to "szokujący mezalians" ROTFL > Tak na marginesie, w XIX wieku nikogo nie dziwiły małżeństwa w obrębie tej > samej sfery społecznej w których panna młoda miała 20 lat, a małżonek 50. Nie > uznawano ich za mezalianse. Mezaliansami były zwiąki ludzi o odmiennym > pochodzeniu i statusie majątkowym. ładnie, tylko nie wiem do czego pijesz. wspomniałam o sytuacji odwrotnej, którą nie ja uznałam za mezalians, tylko jeden taki profesor Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam przypis 01.12.03, 13:51 oddzielanie profesorstwa od akloholizmu wydaje sie świadczyć o pewnej takiej....naiwności Odpowiedz Link Zgłoś
j_u Re: przypis 01.12.03, 14:57 Nie rozprawia sie tu o sytuacjach wyjatkowych i rzadko spotykanych, tylko okresla pewne typy na ogol w spoleczenstwie funkcjonujace. Z patologicznej i alkoholizujacej sie rodziny moze wyrosnac mezczyzna dobry i porzadny, ale z kobieta po dwoch fakultetach z tej wykpionej profesorskiej rodziny sie nie dogada, bo ona chcialaby np. posluchac Mozarta, a on "Majteczki w kropeczki". Jezeli sadzi sie, ze tego typu problemy nie sa niczym waznym i nie przeszkodza "prawdziwej milosci", to wlasnie swiadczy o ogromnej naiwnosci... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: przypis IP: *.acn.waw.pl 01.12.03, 17:04 I o takie ujęcie mezaliansu mi chodziło. Różnice kulturowe, odmienne postawy, odmienne oczekiwania (np. ona ceni wiedzę i przyjemność płynącą z jej zdobywania; on chce się "ustawić" za wszelką cenę), różnice gustów, poglądów na wiele kwestii (chociażby roli kobiety, kwestii wychowywania dzieci), inne modele spędzania wolnego czasu. Od środowiska rodzinnego trudno się odciąć całkowicie, gdzieś zostają "prawdy" wpajane przez rodzinę, podwórko, znajomych rodziców, krewnych. Ci, którzy sądzą, że uczucie usunie wszelkie problemy i nalezy patzreć na to co ma człowiek w środku (czyli na co?) a nie otoczkę jaką daje właśnie wychowanie i wykształcenie są naiwni. Wydaje mi się, że miriam w życiu nie widziała współczesnego mezaliansu i jego niefajnych efektów. Odpowiedz Link Zgłoś
fitit Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 01.12.03, 14:50 Oczywiście, że istnieje. Miłość jest bezinteresowna gdy spotykają się takie same majątki i dochody. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jaeva Re: czy istnieje jeszcze mezalians? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.12.03, 16:11 Wbrew pozorom różnice majątkowe mniej dokuczają, zakochani dają sobie z tym radę. Ale różnice kulturowe są trudne do przeskoczenia, zwłaszcza, gdy każdy obstaje przy swoim. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Do miriammiriam IP: *.acn.waw.pl 01.12.03, 17:53 Capa_negra już napisała o swoim przypadku a ja ze swojej strony chętnie Ci opowiem jak wygląda mezalians na żywo, może wtedy coś zrozumiesz. Czy wiesz jak się żyje z facetem dla którego kino to "filmy akcji"? Facetem, który co drugi dzien pyta się "a po co Ty tyle czytasz i co Ci z tego przyjdzie"? Takim dla którego jak zabawa czy spotkanie towarzyskie to koniecznie musi być wódka? Takim, który niczego nie czyta a zna się na wszystkim i krew Cię zalewa jak produkuje się z głupotami przed Twoimi znajomymi ze studiów? Facetem, który wolałby żebyć rzuciła studia i poszła do pracy? Gwoli wyjaśnienia: poza ty gość miał sporo zalet, to była moja miłość z czasów licealnych, kiedy NIE WIERZYŁAM w dość istotne różnice między ludźmi. Odpowiedz Link Zgłoś
j_u Re: Do miriammiriam 01.12.03, 18:39 Mamy podobne doswiadczenia w tej kwestii ;))) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
r.richelieu Triss ! 01.12.03, 20:43 co znaczą te opinie o człowieku z rodziny alkoholickiej? czy jest on tylko i wyłącznie chamem bluzgającym wokół swoim genetycznym alkoholizmem? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: Triss ! IP: *.acn.waw.pl 01.12.03, 20:59 Niekoniecznie ale jest ryzyko, że będzie powielał jedyne znane wzorce, tak jak dzieci wychowywane w domach pełnych przemocy same stosują ją w dorosłym życiu. Chodzi o utrwalenie patologicznych relacji, skrzywionej wizji rodziny, b. często widzenia alkoholu jako nieodłącznego elementu w kontakatch międzyludzkich (przy zabawie i sporach, dyskusjach, na odprężenie itd.) Wejdź na forum uzależnienia i tam poczytaj. W każdym razie nie ryzykowałabym związku z alkoholikiem ani kimś kto nie odciął się od rodziny alkoholików i wzorców stamtąd tzn. świadomie tak kieruje swoim życiem żeby uniknąć nałogu. Odpowiedz Link Zgłoś
r.richelieu Re: Triss ! 01.12.03, 21:06 Jedyne znane wzorce? Skąd teza, że są to jego jedyne wzorce jeśli chodzi tu i tam, widzi i wyciąga wnioski? I dwa. Skąd pewność, że ktoś odciął się albo i nie odciął się od rodzinnego domu? W poprzednich Twoich wypowiedziach padły słowa o wsydzeniu się, że ma się teścia alkoholika. Czy to ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie kim jest teść czy teściowa? Czy my wychodzimy za teścia? Czy wreszcie ryzyko zabrania z domu negatywnych wzorców jest na tyle wysokie, że uniemożliwia wręcz bliskie znajomości z ludźmi, którzy z tekich domów wyszli? Odpowiedz Link Zgłoś
capa_negra Wzorce !!!!! 02.12.03, 12:51 To słowo w waszych wypowiedziach nasuneło mi kolejne skojarzenia związane z moim przypadkiem. Wzorzec wyniesiony z domu przez mojego faceta to: nieobecny cały dzień ojciec ( pracowal zawodowo, a potem jechał pracowac na wies na gospodarstwo rodziców ) wiec wychodził rano wracal wieczorem albo i nie i matka z "lekką" pielęgniarska pracą , która "nie miała nic do roboty" tylko obiad ugotowac. Tak wiec mamy model w którym mąż nie uczestniczy w sprawach rodziny, a to co robi matka nie jest wazne I bylo przenoszenie wzorców - chłop wiecznie nieobecny ale niekoniecznie zapracowany , bo 2 godziny poślizgu na okoliczność wypicia piwa z kolegami to przeciez nie problem.... a ze ja czekałam i miałam jakieś plany .... no przeciez nie czekałam na ulicy i na głowe mi sie nie lało... A mi się "z nudów" w głowie "przewracało" Czasami jak doniego dotarło co w danym dniu zrobiłam to padalo pytanie " akiedy ty to zrobiłaś" z czasem odpowiedx zaczeła brzmiec " w czasie przeznaczonym na nicnierobienie kochanie" Do kina - alez oczywiście kochanie ...a ze mimo wielokrotnych przypomnień deklarował sie,że pójdziemy właśnie w pierwszyn dniu kiedy go juz nie grali to tez inna bajka... Jestem typem który ceni sobie swoja prywatnośc zreszta to po tatusiu :-) wiec wyniesione z domu - dla mojego chłopa przyprowadzenie gości o 23 to byl żaden problem bo on następnego dnia szedł do pracy na 14. A że ja na 7 i wstawałam o 5.40 to juz dorobny szczegół, biorąc pod uwage że ja jedynie "chodzilam do pracy" I tak dalej ... I takie jest zycie, że pewne wzorce wyniesione z domu, gdy juz minie pierwsze zauroczenie staja sie bardzo trudne do zniesienia i cięzko jest razem zyć nie skacząc sobie do oczu. Przykłady które podalam ,kazdy z osobna wydaja sie w sumie pierdołami, ale kiedy spotkaja sie razem... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yorke jasne, ze istnieje!!!! IP: 217.8.191.* 01.12.03, 21:09 Nawet obecnie te roznice moga byc wieksze niz kiedys. Nawet nie chodzi o majatek tylko o kulture, podworko w ktory sie dorastalo, otoczenie, rodzine dalsza i blizsza. Jak to mawial Vicent Vega w Pulp Fiction - "istotne sa te drobne różnice". Mniej wiecej ja sam wychowywalem sie w rodzinie z mezaliansem. Tzn moj ojciec skonczyl zawodowke i to ledwo ledwo [ze wszystkich zawodowek to byla najgorsza zawodowka], a matka dosc dobrze technikum, jedne z lepszych w miescie. Nie poszla nigdy na studia choc ponoc chciala, bo w wieku 22 lat zostala sierota [rodzice zmarli] i musiala isc do pracy. Rodzina mojego ojca [2 braci i 2 siostry] tez konczyla zawodowki albo najwyzej na technikum i to ledwo ledwo. W zasadzie wyksztalcenie nie mialoby moze znaczenia, gdyby nie ich sposob bycia i zachowanie. Z wyjatkiem mojej ciotki – wszyscy sa mniej wiecej do siebie podobni, choc moj ojciec to byla skrajnosc. Decydowala o tym cala mieszanina ktora sie na to skladala czyli charakter, osobowosc, nawyki itp. To jest to co powoduje ze obecnie ciezko mi z rodzina ojca nawizac kontakt, a ojca nie trawilem tym bardziej. Jak wyglada zycie w mezaliansie? nast.: - mimo mieszkania z ojcem 19 lat – niewiele jestem w stanie o nim powiedziec; na pewno byl strasznie zakompleksiony, nie przyznajacy sie do zadnych slabosci; a poniewaz jak bylem maly chorowalem wiec od razu bylem skazany jako ktos gorszy „bo z toba sa zawsze k...wa jakies problemy”; publicznie sie smial z moich wad [zgryz], z wady wzroku, ze bylem gruby itp w sumie byl jedyna osoba ktora po chamsku publicznie mnie ponizala; - koledzy ojca to byla banda alkoholikow; w sumie on znal ich tylko do wodki, wtedy w latach 80 pilo sie cholernie duzo i to niby normalne, ale ojciec przyjaznil sie z ludzmi wyjatkowo prymitywnymi, z takim samym poczuciem humoru, bekaniem, slowa to byl jeden belkot gdzie co 3 slowo to „k...wa”; zreszta o ile wiem, to wszyscy jego „koledzy” juz nie zyja, bo sie zapili na smierc albo zmarli od palenia albo picia; - ojciec byl osoba ktora miala wszystko w dupie; gniezdzilismy sie w kiepskim mieszkaniu [bez lazienki, kibel byl na dworze]; przepracowal 15 lat jako palacz kotlowy, mi to niespecjalnie nie przeszkadzalo, ale ojcu tez to nie przeszkadzalo, choc zarabial tam grosze, ale za to mial blisko do pracy [5 minut na piechotke] bo „on nie bedzie dojezdzac autobusami” [matka w tym czasie zap... na 2 etaty]; o mieszkanie tez sie nie staral [takie czasy ze mieszkanie sie dostawalo a nie kupowalo], bo „on tu ma kolegow i rodzine i do blokow sie nie przeprowadzi”; a w ogole to byl szykanowany bo byl w Solidarnosci [nigdy nie byl]; jego podejscie do zycia bylo NC czyli „na ch...j” czyli na ch... nam telefon, na ch... nam samochod [on nie bedzie zap... na samochod], podobnie z mieszkaniem [to matka sie „zapisala” na mieszkanie w spoldzielni a nie on], na ch... mi bylo liceum itp. - z biegiem lat pogarszal sie jego stosunek do mnie; mial do mnie pretensje ze mial u mnie autorytetu [nigdy nie wiedzialem na czym to mialo polegac], ze nie chodze z nim na mecze i na piwo, zmuszal mnie do pracy fzycznej ale to nie mialo na celu pomoc mu w czyms tylko ponizyc mnie w stylu „no i co przyszly inzynierku, nawet skopac ogrodka nie potrafisz”; strasznie cieszyl sie jak dostalem jakas pale, ze „nie zdam, wezma mnie do wojska i tam dadza mi popalic”; cholernie sie cieszyl ze lysieje :) albo tyje bo bylo nieprawda, bo zaczalem biegac na silke hehe; ojciec oczywiscie nnie lazil na wywiadowki, bo sie wstydzil jak mi sie teraz wydaje, zostawial to matce; gadal, ze musi brac nade mna kontrole, bo jak dorosne, do wyrzuce go z domu na zbity pysk, tak jak w telewizji widzial jakis reportaz o tym, jak syn trzymal ojca-renciste w chlewie; wqrwiajace byly te tzw szpilki czyli pierdy w rodzaju „znowu sie kapiesz? z gownem sie biles?” [choc on robil to codziennie po pracy], „bo z toba sa zawsze k...wa jakies problemy” [zatrucie nawozami na wsi czy oslabniecie w gabinecie przychodni z przedawkowania antybiotykow], „co ty widzisz w tych ksiazkach i mapach?”, „no widzisz! nawet kieliszka [od szampana] trzymac nie umiesz”, „podloz sobie gazete [pod talerz z obiadem] zeby stolu nie pobrudzic”, „zresz to czy nie?”, „ze jestes w liceum to za kogo sie k...wa uwazasz?”, „jak sie nie dostaniesz na studia to pojdziesz do lopaty i bedziesz mi zwracal wszystkie pieniadze ktore w ciebie wlozylem”, „jak ci sie nie podoba to wypad na sublokatorke”, „kto nie rabotajet ten nie kuszajet” [nie wiedzial ze to sowietska lagrowa wersja hasla „Arbeit macht frei” hehe]; i stosunek do innych ludzi typu „ch..j pod krawatem” [widiocznie ch..j w gumiakach i waciaku jest lepszy :) ], „badylarz”, „prywaciarz” [w domysle zlodziej]; generalnie sposobem na rozwiazywanie problemow bylo „powiedzialem ci k...wa pysk zamknij”; moze to dziwne ale ojciec chyba nigdy mnie ine uderzyl; ale jakos nie sikam z tego powodu z radosci. Kilka nieco dramatyczniejszych tekstow i zdarzen wam oszczedze, ale mysle ze to wystarczy poznac jak wyglada mezalians od wenatrz czyli jak zyc z prymitywem ktory przez przypadek byl moim ojcem. Wypad z domu na studia do Wielkiego Miasta byl blogoslawienstwem, choc kosztowalo mnie to troche bo nie obylo sie bez leczenia silnej nerwicy, kompleksow z calej tej cholernej sytuacji. Teraz wbrew pozorom daje sobie rade, ale zdaje sobie sprawe jak wiele pomagaja w zyciu czy osiagnieciu sukcesu osobistego [praca, rodzina] normanlne stosunki rodzinne. Na szczescie, cala rodzina ojca moze tak skrajnie sie nie zachowuje [chyba ze nie wszystko wiem], ale i tak normalnie trudno wytrzymac z nimi jeden dzien. Wyjatkiem z calej rodziny byla jedna z siostr ojca a moja ciotka, ktora wyjezdzala regularnie do pracy na zachodzie i w Czechach. Poznala troche ludzi, zaprzyjaznila sie, uczyla sie jezykow [choc byla po zawodowce] - czeskiego, niemieckiego, troche angielskiego itp. Po prostu przebywala miedzy ludzmi. Z nia normalnie mozna sie dogadac, jest otwarta, z poczuciem humoru, mozna z nia pozartowac, powyglupiac sie. Ma swoje wady, ale wszystko jest w granicach... jest po prostu normalna. Ojciec od ‘95 roku nie zyje. Matka ma typowy syndrom wdowy czyli nic nie pamieta, a jesli juz cos poruszam to dziwi sie ze po tylu latach to rozdrapuje, ze najlepiej zapomniec, a tak w ogole ojciec byl pracowity, porzadny, nie pil, nie wloczyl sie, nie zdradzal i w ogole wszyscy go kochali. W ogole nie ma tematu „ojciec”. Kiedys myslalem, ze poruszanie pewnych tematow to jak rzucenie granatu w szambo – nic nie oczysci a wszystkich pobrudzi. Ale mylilem sie – szambo zaschlo na beton i potrzeba bombki atomowej aby go rozruszac. Ojcu zawdzieczam, kilka rzeczy: - nienawidze ludzi prymitywnych; spieprzam od nich z dala niezaleznie czy sa slusarzami czy doktorami [prymitywny doktor jest jeszcze gorszy od prymitywnego slusarza] - majac w pamieci przeszlosc na pewne sprawy jestem wyczulony i klimaty podobne jak z moim ojcem w stylu „po co wlaczasz tego kompa- ? i tak nie napiszej tej magisterki...” powoduje ze natychmiast kasuje tego typu znajomosci; podobnie z jakies tam poprzedniej pracy zwolnilem sie, bo moj byly szef zaczal wpadac w klimaty podobne do mojego ojca; no mam uraz i nic tego nie zmieni - nie wierze w to, ze biedne ludzie to dobre ludzie, a bogate ludzie to zle ludzie, ze dobre ludzie to do kosciola chodzo a zle to nie chodzo itp. proste mysli i slowa - nie wierze w tzw „chlopski rozum” lub prace fizyczna ze „usz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: *.acn.waw.pl 01.12.03, 21:16 Po moich, Capy_Negry i j_u dość oględnych postach wątpiący w fakt istnienia mezalians mają nareszcie kawałek prawdziwego życia. Od siebie dodam, że moja przyjaciółka miała podobny układ w domu z ojcem i na nieszczęście wykształconą matką. Chwali sobie do dziś, że tatuś gdy miała 15 lat spłyną zarabiać na czarno do USA. B. mi przykro yorke bo pewnie nie jes Ci łatwo pisać o własnych przeżyciach ale cieszę się, że może otworzysz co poniektórym oczy. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yorke Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: 217.8.191.* 01.12.03, 22:21 Spoko, jakos bylo mi latwo, po prostu usiadlem na 4 literkach i spisalem kawalek swojego zycia; Mezaliansem nie musi byc malzenstwo, to moga byc tez wspolokatorzy w akademiku czy wynajetym mieszkaniu, jakas dalsza rodzina itp. Wiem z doswiadczenia ze kiedys pewne "szpilki" przekraczaja stan krytyczny wtedy wkurza wszystko i ma sie ochote odejsc i nic nie jest w stanie tego naprawic. I z tym mezaliansem tez jest tak, ze dopoki fan IchTroje jest w stanie siegnac po plytke AIR z ciekawoasci, albo fan IchTroje jest w stanie koegzystowac z fanka Mogwai to jest ok. Problem polega czesto na tym, ze fan Ich3 mowi "co to za syfa sluchasz?". Jak nie ma tego problemu to pojawia sie inny np. co ty za zielsko wpieprzasz? albo "co to za kretyn ten Gombrowicz?" albo "co to za guwniany krem jest w tej lubce?" albo "zresz jak lajza" [jakis tam zestaw tego typu powiedzien przytoczylem powyzej]. W sytuacji ktora opisalem, to ja musialem sie zastanawiac czy nazwac swego ojca prymitywem, bo choc jestem w liceum a on skonczyl tylko zawodowke to nie wypada go ponizac i nie wolno mi sie wywyzszac. On natomiast i czesc jego rodziny nie miala tego typu problemow. Abstrachuja od biurokracji w zakladzie - panie w biurach to "pizdy ktore nic nie robia tylko pija kawe". Proste i nieskomplikowane intelektualnie. To panie maja sie tlumaczyc dlaczego pija kawe a nie ze ktos je tak nazywa. Co do mezaliansu i tzw "drobnych roznic". W Polsce istnieje nadal [cho kiedys bylo silniejsze] pewne tabu ktore mowi, ze nie wolno obrazac lub zle myslec o tzw fizolach ze w sumie zadna praca nie hanbi itp. Naprawde - tzw fizole nie maja zadnych skrupulow w obrazaniu tzw "inteligencikow" czy jak mawial moj ojciec albo wujek "ch...ow pod krawatem". Dla nich taka praca przy komputerze to jest takie nie wiadomo co. To ze czytasz ksiazki to fanaberie, teatr jest dla pojebow a np. muzyka etno to syf. Proste i juz. To ty masz sie tlumaczyc dlaczego sluchasz etno albo czytasz ksiazki a nie ktos kto Cie obraza... Te ostatnie to mam smutne doswiadczenia z wynajmowania mieszkania z... magistrami czyli wydawaloby sie - ludzmi na jakims tam poziomie. Wiec moze czas przestac sie z tym ukrywac. Pamietam glosy wzburzenia, jak protestujacych w Warszwie gornikow nazywano "bydlo". Zachowywali sie jak bydlo, ale dla niektorych nie wolno bylo ich obrazac, bo to "ludzie pracy" ktorzy "temi recami" pracuja... Gdyby tzw "ch..j pod krawatem" wyszedl publicznie i wyzwal ich od bydla toby go rozniesli na strzepy. Odwrotnie - a prosze bardzo, nie ma problemu. Czasem wnoszenie na piedestaly pracy fizycznej mnie zadziwia. Problem jest nieco szerszy. Ludzie traktuja upadle huty czy kopalnie jako "raj utracony". Ze na miejsce upadlej huty powstanie nowa inna huta albo zal "a bo to nadal moglo fukncjonowac i komu to przeszkadzalo". Bo praca "temi recami" to jest to, a takie wysylanie faxow czy dlubanie na komputerze to jest gupie, no nie? Ostatnio ukazywaly sie w GW artykuly o tym, ze Polska ma mozliwosci wykonywania uslug na rzecz zachodniej czesci UE. Zaloze ze czesc ludzi nie jarzy kompletnie o co w tym chodzi. A chcialbym zeby tym centrom uslug towarzyszyly takie emocje jak przy mozliwej budowie fabryki Hiundaya. Jestem calym serduszkiem za Hiundayem, ale uwazam, ze centrum ksiegowosci Philipsa ktore powstaje w Lodzi ma wielokrotnie wieksza wartosc. Zeby nie bylo ze sie tlumacze albo ze tylko fizole sa prymitywni - facet mojej ciotki ma brata. Ten brat jest jakims doktorem na uczelni w Poznaniu. Generalnie - szycha i uwaza sie za porzadna rodzine. A ę bułke przez bibułkę ale facet ma czasami swoje jazdy ktore przejawiaja sie w tym, ze ma napady furii i potrafi niezle uderzyc swoje corki. Jedna z nich opisywala mojej ciotce, ze ojciec raz wzial ja za wlosy i walnal w sciane lazienki. Ona rozwalila luk brwiowy a w lazience odpadl kafelek. Poszlo chyba o paste w brudnym zlewie... o pierdołę. Taki czlowiek tez jest prymitywny, wiec tez mozna mowic o jakims mezaliansie. Choc nie wiem co na to jego zona/jej matka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: *.acn.waw.pl 01.12.03, 22:35 Co do gloryfikacji pracy fizycznej i żadnych oporów w poniżaniu "j..anych intelygencików w pinglach" masz 100% racji. Spotkałam się z tym osobiście, kiedy jeszcze utrzymywałam jakieś kontakty z towarzystwem podstawówkowym i z bloku. Uważam, że: w Polsce panuje chłopomania, wspomagana mitem, że chłop "żywi i broni"; panuje kult pracy fizycznej i głęboka pogarda dla tych co to "szkoły pokończyli, tylko na d.. siedzą i piniondze bioro". Gdybym ja powiedziałam, że ktoś z rodziny jest głupim burakiem i dlatego pracuje po zawodówce jako ochroniarz i w związku z tym zarabia mało to posypałyby się gromy ze strony tejże rodziny (na szczęście nie mojej). Odwrotnie - spoko można obrażać. To mnie spotykały głupie pytania po co kupuję książki, po co mi drugi fakultet, po diabła jechać na kosztowną ale ciekawą wycieczkę itd. Takie pytania miałam ze strony rodzinki ex-lubego, klasyczny mezalians, który na szczęście skończył się rozpadem związku za co jestem losowi głęboko wdzięczna. Aha, chama po studiach z napadami agresywnego szału też znam, ale to nie o tego typu zaburzenia chodziło. Odpowiedz Link Zgłoś
r.richelieu Re: jasne, ze istnieje!!!! 01.12.03, 22:53 to znaczy, Triss, że nie mogłaś oddzielić się od rodzinki ex-lubego. Albo z powodu ich nachalności, wtedy tylko przeprowadzka albo nie otwieranie drzwi zostaje, albo z powodu własnej chęci do życia rodzinnego. W ogóle nie rozumiem jak można brać sobie do serca czyjąś rodzinę. Miła i przyjazna, pięknie. Niemiła to do widzenia i kłopot z głowy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: *.acn.waw.pl 01.12.03, 22:59 Mając 20 lat nie masz w sobie tyle odporności psychicznej co wieku 30. Rodzinka rzutuje swoim zachowaniem, w końcu ktoś ex-lubego wychował. Na ogół wzorce z domu rodzinnego przenosi się na dalsze życie, w tym: stosunek do wykształcenia, do pieniędzy, do religii, system wartości, model rekreacji itd. Jeśli choć jedno z rodziców jest ok. to taka osoba (jak autor postów wyżej) ma szansę wyrwać się spod negatywnych wpływów, jeśli oboje są prymitywni to niespecjalnie. Zrozumiesz jak sama będziesz chciała mieć dzieci i wizja narąbanego dziadka, klnącego na "onych" i "Żydów w rządzie" stanie przed Tobą w całej okazałości. Odpowiedz Link Zgłoś
r.richelieu Re: jasne, ze istnieje!!!! 01.12.03, 23:11 Ciągnę tak, tyrochę za język, bo sama jestem z rodziny alkoholickiej gdzie oboje rodzice mają wyksztłcenie zawodowe, gdzie dziadkowie z obu stron mieli wykształceni podstawowe lub niepełne podstawowe. Gdzie pierwszym pokoleniem, które osiągnęło wyższe wyksztłcenie od wspomnianego jest moje, mam kuzynów z wyższym. Narąbany dziadek czy ojciec to nie jest wizja, tylko.. może nie codzienność, ale, no, jak wyjaśnić zachowanie alkoholika. Pół roku nic, miesiąc non- stopowego upojenia. Pięknie, prawda? System wartości taki, że ty się dziecko ucz, ale i zarób. Książki zaś, w żadnym wypadku nie literatura piękna. Wycieczki? to fanaberie. Teatr? jeszcze większa fanaberia. Obiad rodzinny? cud miód, widelcem, jednym. Program tv? teleturniej i to nie Wielka Gra czy Milion w rozumie. wizje a ja nie będę mówić czy mam zawodówkę, czy zaczęt doktorat i drugie studia w połowie, bo po co. I tak wydadzą wyrok, że mam rodzinę niewyksztłconą, wręcz wulgarną, niekulturalną, a wizja dziadka upitego mnie śmieszy, bo upicie to jedno a konsekwencje upicia u osób brutalnych to drugie. ciągnę Cię za język bo myślałam, że taka wykształcona osoba potrafi wyciągać wnioski ogólne, a nie tylko z własnego, na pewno przykrego, ale jednostkowego przypadku pzdr córka alkoholika, wznuczka alkoholika, pewnie i prawnuczka alkoholika, ale u mnie nigdy się do korzeni nie sięgało Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: *.acn.waw.pl 01.12.03, 23:25 Cóż nic nie poradzę na to, że jestem z innego domu i z takimi zachowaniami i sytuacjami spotkałam się dopiero w wieku 18-20 lat. Nie byłabym w stanie i - teraz z perspektywy doświadczeń - zaakceptować takiej rodziny przyszłego. Mam uraz i koniec. Przykro mi ale jakie mam wyciągnąć wnioski ogólne? Że ludzie są różni? Zgadza się. Nie wiem jak można ocenić czy ktoś odciął się od rodziny. Polegać na jego słowach? Ty i yorke kształtujecie swoje życie inaczej, chyba można powiedzieć, że wbrew przykładom z domu ale ile jest takich osób. Sądząc po liczbie uzależnionych w Polsce, niewiele. Jeszcze w liceum miałam kolegę, jego ojciec pił i bił matkę i dzieci. Kolega twierdził, że ojca nienawidzi, że nigdy nie będzie taki jak on itd. Minęło trochę czasu i chlał równo a swoją pierwszą dziewczynę zdarzało mu się uderzyć, nawet przy ludziach. Może jestem niesprawiedliwa ale dla mnie osobiście związanie się z mężczyzną z patologicznego domu (nieważne wykształceni czy nie w tym wypadku) jest zbyt dużym ryzykiem. Celowo piszę, że chodzi o mężczyzn, zwyczajnie boję się domowej agresji i życia z nałogiem w tle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Richelieu* Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: 213.77.25.* 01.12.03, 23:37 wobec tego, jedyne co Cię usprawiedliwia to strach. Jest powodem jakimś tam może jesteś niesprawiedliwa, hm, może delikatnie powiedziane to może Ja też jestem niesprawiedliwa sądząc, że osoby pochodzące z rodzin inteligenckich, mało, z kontaktami w swoich zawodach, ze znajomymi będącymi przedstawicielami wszystkich branż zabierają miejsce pracy takim jak yorke i ja. Bo my możemy po znajomości rodzinnej dostać pracę w charakterze konserwatora powierzchni płaskich. tyle i tacy jak yorke i ja nigdy nie będziemy liczyć się na rynku pracy bo brak wyobraźni społeczeństwu. Wyobrażenie sobie alkoholika? Cokolwiek mobie można wyobrazić jest za małe, "cześć Tereska" gdzie Kiersznowicz wcielał się, jest tylko pogłaskaniem rzeczywistości. Czy dobrze.. może wrażliwy umysł kulturalnych rodzin nie zniósłby stokroć gorszych obrazków Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam Re: jasne, ze istnieje!!!! 07.12.03, 12:06 Gość portalu: Triss Merigold napisał(a): > Może jestem niesprawiedliwa ale dla mnie osobiście związanie się z mężczyzną z > patologicznego domu (nieważne wykształceni czy nie w tym wypadku) jest zbyt > dużym ryzykiem. Celowo piszę, że chodzi o mężczyzn, zwyczajnie boję się domowej > > agresji i życia z nałogiem w tle. ależ skąd nie jesteś niesprawiedliwa, tylko pusta i próżna jak piłka plazowa, szkoda że nic nie wiesz o przemocy, patologii, alkoholiźmie ukrywanych za zamkniętmi drzwiami tzw. normalnych domów Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 14:34 Szkoda, że nie wiesz, że byłam z alkoholikiem (nie żul, tylko wydawaloby się normalny facet) i wiem jakie to ma konsekwencje. Był właśnie z normalnego domu. Naprawdę w tym wypadku wiem o czym piszę i jakie jest ryzyko. Zaznaczyłam, że patologia i przemoc nie zależy od wykształcenia ani pochodzenia czy majątku. Założę się, że alkoholików znasz z opowiadań więc nie bredź łaskawie Cię proszę. Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam Re: jasne, ze istnieje!!!! 07.12.03, 14:56 > patologia i przemoc nie zależy od wykształcenia ani pochodzenia czy majątku. no właśnie, tylko jak to sie ma do teorii mezaliansu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 15:01 Jeśli czytałaś inne wypowiedzi moje i Zdzicha i j_u to może zauważyłaś, że podkreślaliśmy przede wszystkim różnice kulturowe a te nie biorą się znikąd. Dwie osoby mogą mieć takie samo wykształcenie ale z domu i otoczenia (szkolnego, podwórkowego) wyniosły inne podejście do ludzi, odmienne systemy wartości, gusta, pomysły na spędzanie wolnego czasu, stosunek do wiedzy. Zwłaszcza ten ostatni jest ważny bo jeśli jedna osoba lubi czytać i poznawać dla czystej przyjemności jaką daje rozwój intelektualny a druga traktuje wiedzę wyłącznie utylitarnie (jeśli nie przynosi korzyści finansowych to jest zbędna i zaśmieca głowę) to się nie dogadają. Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam idea mezaliansu 07.12.03, 15:49 pierwszy lepszy słownik - Kopaliński, def. mezaliansu: "przesrarzale, albo zartobliwie małzeństwo osób nierównych stanem, nieodpowiednie, niestosowne" według tej def. kluczowy jest więc *status* jako taki, a nie różnice kulturowe z niego wynikające, co sugerujesz mniej lub bardziej konsekwentnie.... odnośnie tej konsekwencji; raz piszesz, że owe różnice kulturowe (patologia alkoholowa jak rozumiem się tutaj zalicza) słabo korelują z pochodzeniem, czy statusem społecznym, a innym razem piszesz tak: "> podkreślaliśmy przede wszystkim różnice kulturowe a te nie biorą się znikąd. > Dwie osoby mogą mieć takie samo wykształcenie ale z domu i otoczenia > (szkolnego, podwórkowego) wyniosły inne podejście do ludzi, odmienne systemy > wartości, gusta, pomysły na spędzanie wolnego czasu, stosunek do wiedzy." zatem pochodzenie w prosty sposób przekłada się na system wartości (w szczególności stosunek do wiedzy) z wyłączeniem stosunku do alkoholu i przemocy o czym było w poście wyżej. Pojawia się pytanie; kiedy mozna mówić o mezaliansie? jeśli ta przysłowiowa już panna z profesorskiej rodziny hajtnie się z synem alkoholika robotnika to będzie mezalians, a jesli bedzie to syn alkoholika profesora to co? mezalians, czy nie mezalians? jesli by się zdarzyło, że ta pannica profesorskiego rodowodu jest gópia plastykowa lafirynda to z kim ma się hajtnąć? ooooops ten ostatni przykład był z gruntu błedny przecież pochodzenie przekłada się na system wartości tralala w koło wojtek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: borgia Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: 217.96.7.* 07.12.03, 14:29 rodzinka to poważny problem, zwłaszcza jak chłopak lub dziewczyna jest z nią bardzo zżyty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yorke Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: 217.8.191.* 01.12.03, 23:10 :))))) witam w klubie Ja wychowalem sie z tzw ziomalami z podworka ktorych rodzice pracowali fizycznie i ktorzy o ile wiem to poszli w slady swoich rodzicow. Tez slyszalem ze "jestem dumny" tzw ponoc wywyzszam sie bo jestem w liceum. A przeciez co to takiego nadzwyczajnego byc w liceum? Kazdy moze... a czemu oni nie byli - nie wiem. Fakt ze to byla polowa lat 80 kiedy liceum nie bylo "trendy" tylko konkretny i pewny pieniadz czyli zawodowka albo technikum. a mnie miala czekac praca w biurze albo przybijanie pieczatek na poczcie jak slyszalem. Sam tez nosilem okulary. Nie wiem co takiego w nich bylo, jakies poczucie driwn? Rusycystka z podstawowki tez miala teksty pt "bo jak cie pacne w te oćki" itp. Sam jak jezdzilem do rodziny matki na wies to od tzw ciotek slyszlam jakies debilne uwagi w stylu "jem po pansku" albo "po miastowemu".. chodzilo o jedzenie nozem i widelcem :))) albo ze mam delikatne rece i ze nie potrafie wydoic krowy albo przewrocic widlami siana. :) od ojca slyszalem ze szpadla nie potrafie utrzymac i ze powiniennem "poznac jak ciezko sie zarabia na chleb". :)) Na szczescie na studiach bylem poza zasiegiem i nie mialem pieprzenia w domu "po co mi tyle ksiazek" i ze mam burdel na stole tzn rozlozone zeszyty i ksiazki i olowki itp. To ze czesc rodziny pracuje fizycznie [albo nie pracuje w ogole] to wynika tez z tego powodu ze np babka im nie dala sie uczyc, bo po co, bo trzeba zarabiac. Babka byla praktyczna ze Slaska. Ale pamietam z podstawowki, ze takie jedne pindy dzielily uczniow na "elyte" i "roboli". Tzn srednio zdolnym uczniom mowily, ze nie maja czego szukac w liceum bo i tak sie do niego nadaja tylko do zawodowki. Ode mnie z klasy do LO poszly "tylko" 3 osoby na 25 osob w klasie. Jestem pewien ze moglo pojsc 3 razy tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: *.acn.waw.pl 01.12.03, 22:56 yorke, jak to sie stalo, ze Twja mama wyszla za ojca i tyle lat wytrzymala nie bedac finansowo od niego zalezna?! Przeciez to nie do wiary! Wyobrazam sobie, ile Cie kosztowalo to, co osiagnales... Serdecznie pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yorke Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: 217.8.191.* 02.12.03, 10:58 Bo to byly lata 70 jak matka wyszla za ojca. Wtedy slowa "ze cie nie opuszcze..." traktowano serio, wsrod roboli bylo powszechne przekonanie ze "jak sie baby nie bije to jej watroba gnije", nie bylo akcji typu "bo zupa byla za slona", a facet ktory malo pije i nie bije to dobry i porzadny chlop jest. Teraz po roznych programach Dzyzgi i Szczygla wiemy, ze jesli ojciec przedrzeznia syna, bo ten sie jąka lub w ogole bicie dzieci jest wyjatkowo prymitywne, co wczesniej nie bylo takie oczywiste. Jesli ojciec dostaje szalu bo majac 6 lat napisalem kreda "magda jest gupia" [magda to byla 5-letnia corka jego kierownika] i z wsiecklosci bo chcial mi wlac wyrwal ciotce kabel od zelazka [bo to akurat to mial pod reka] to a.d. 2003 mozna spokojnie uznac ze taki czlowiek jest debilem, ze jest niezrownowazony, ze jest cholernie zakompleksiony [w koncu to byla corka kierownika!]. Wtedy - to ja bylem winien ze ojciec popsul zelazko [z Pewexu zreszta, ktore musial odkupic :) ] bo to on sie przeze mnie sie zdenerwowal. Tak na to wtedy patrzono i matka niestety - nie byla wyjatkiem. Zreszta jej generalne podejscie do zycia bylo aby "nie pyskowac" albo "dac spokoj" albo "sie nie klocic". Poza tym - matka gdyby chciala odejsc to nie wiem, czy mialaby dokad. W wieku 22 lat nie zyli jej rodzice. Osobom pozbawione wsparcia i pewnego rodzaju szkieletu jest duzo trudniej. Nawet jesli ma sie tylko 2 ciotki i wujka. Teraz takim kretynom jest trudniej. Akcje "bo zupa byla za slona" czy "zly dotyk" itp. robia swoje. Oczywiscie - dla ludzia broniacych prawdziwych wartosci rodzinnych zalew tych akcji i temu podobnych glupot jak feminizm, homoseksualizm [ojciec uwazal, ze to AIDS to kara i sobie na to zasluzyli] itp. maja na celu wylacznie dezawuowanie wartosci rodziny w zyciu i obnizenie ich autorytetu. Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam Re: jasne, ze istnieje!!!! - idąc tym tropem 07.12.03, 11:54 yorke pochodzi z rodziny z problemem alkoholowym wg prawa merigold powinien omijać szerokim łukiem panny z przysłowiowych już profesorskich rodzin i związać się z taką, jak on córką alkoholika po zawodówce, wszak *korzenie* decydują o tym, kim się jest Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: jasne, ze istnieje!!!! - idąc tym tropem IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 14:38 Albo nie umiesz czytać albo upraszczasz celowo. Tzw. korzenie mają wpływ ale nie determinują dalszych wyborów życiowych. Jednym udaje się wyrwać i odciąć od środowiska w którym się wychowywali, przyjąć świadomie inny system wartości i inne cele; większa część jednak zostaje pod wpływem rodziny bo zwyczajnie nie chce im się zmieniać swojego życia. Yorke jest przykładem pozytywnym i oby takich jak najwięcej ale znam również te negatywne. Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam Re: jasne, ze istnieje!!!! - idąc tym tropem 07.12.03, 16:20 Gość portalu: Triss Merigold napisał(a): > Albo nie umiesz czytać albo upraszczasz celowo. Tzw. korzenie mają wpływ ale > nie determinują dalszych wyborów życiowych. Jednym udaje się wyrwać i odciąć od > > środowiska w którym się wychowywali, przyjąć świadomie inny system wartości i > inne cele; większa część jednak zostaje pod wpływem rodziny bo zwyczajnie nie > chce im się zmieniać swojego życia. Yorke jest przykładem pozytywnym i oby > takich jak najwięcej ale znam również te negatywne. umiem czytać, np. ten post Gość portalu: Triss Merigold napisał(a): > Może jestem niesprawiedliwa ale dla mnie osobiście związanie się z mężczyzną z > patologicznego domu (nieważne wykształceni czy nie w tym wypadku) jest zbyt > dużym ryzykiem. Celowo piszę, że chodzi o mężczyzn, zwyczajnie boję się domowej > > agresji i życia z nałogiem w tle. reasumując: Yorke bohater, brawa dla Yorke, cool facet, ale niech sie trzyma z daleka, Yorke jest fajny (jak na pariasa) z tego dna mógłby awansować nawet na lokaja Miss Triss, ale jakby sie taki Yorke zakochał w wać pannie, oj biedny Yorke, sorry nie z tej półki jesteś - out Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do yorke Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: *.spray.net.pl 01.12.03, 23:41 Brawo, jak to miło czuć, że ktoś z takiego trudnego domu jest taki normalny, że wszystko to widzi, wyciąga wnioski, jest inteligentny i wrażliwy itd. Brawo! Czasem tak jest, że jak człowiek patrzy na rodziców to dziwi się, jak te dzieci mogą być normalne. Zycie z, czy obok prymitywów jest niestety bardzo dołujące. Odpowiedz Link Zgłoś
owca Re: jasne, ze istnieje!!!! 01.12.03, 23:51 a ja zauważyłam, że przebywanie i dorastanie w trudnych warunkach (np rodzina alkoholika) jednostki wrażliwej hartuje ją i poprzez 'szkołę życia' jaką dzień po dniu, rok po roku dostaje we własnym domu wyrasta na niezwykle wartościową jednostkę. Wiem, że jest to tylko wyjątek. Statystyki niestety są zatrważające... pozdrawiam owca _,,,٢ة إ ة٦,,,_ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: *.acn.waw.pl 02.12.03, 00:15 Mnie caly czas nurtuje pytanie, jakiez to mechanizmy kaza inteligentnym, ambitnym dziewczynom wiazac sie z tego typu ludzmi. Desperacka potrzeba adoracji ? Przekonanie, ze trzeba sobie kogos zlapac, bo wszystkie inne juz mezate, a kolo panienki sie jakos pusto robi ? Dlaczego mam takiego yorka i wielu innych, sensowna dosc kobieta jak wynika z opisu zwiazala sie z prymitywem, ktory nawet nie potrafil na rodzine zarobic ? W mojej rodzinie spotkalam sie tylko z takim przykladem, ze kuzynka po solidnym technikum z dyplomem zwiazala sie z chlopakiem po zawodowce, z prostej, ale milej rodziny bez patologii, chlopak nieglupi i dosc kulturalny. Schody sie zaczely, gdy kuzynka zapragnela ksztalcic sie dalej, skonczyla, kosztem wielu wyrzeczen, studia wieczorowe, a maz zadnych tego typu ambicji nie przejawial.Na usilne namowy skonczyl technikum (bez matury). Dziewczyna zaczela sie obracac w towarzystwie troche bardziej wyrobionym kulturalnie, jej maz niestety pracowal w otoczeniu ludzi bardziej prymiywnych niz on, co mu na dobre nie wychodzilo, Choc zarabiali mniej wiecej rowno, konflikty mnozyly sie i szczesliwi to oni nie sa, choc na poczatku takiego wielkiego mezaliansu nie bylo (podobne rodziny). Mysle zatem, ze mezalians to tez kwestia zyciowych celow i ambicji, nie tylko srodowiska, z ktorego sie czlowiek wywodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: *.acn.waw.pl 02.12.03, 00:21 O tych życiowych celach i ambicjach też była mowa tylko na początku wywodów, potem zeszło na alkoholizm i rodziny. Jakie mechanizmy? Wiara w romatyczną miłość bez uprzedzeń; wiara, że on przy niej się zmieni; ma cechy, które na początku imponują (jest przebojowy, atrakcyjny, wydaje się męski i pewny siebie); potrzeba bycia z kimś i akceptacji nieprawdopodobnie silna we wczesnej młodości; i pewnie wiele innych przyczyn. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ida Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: *.mysiar.net / 80.48.165.* 02.12.03, 11:03 Nie musi byc po zawodówce, żeby sie tak zachowywać - kiedys byłam związana z chłopakiem, który studiował na elitarnym kierunku i kazdego roku dostawał wysokie stypendium naukowe, ale drazniło go niezmiernie to, ze duzo czytam i to pozycje zdecydowanie humanistyczne, czego juz zupełnie nie mógł pojąć. A jego rodzina!...Przyznałam sie nieopatrznie, że mój ojciec gotuje i od razu usłyszałam nieprzyjazne wypowiedzi pod adresem mojej matki, która musi byc ostatnią..., skoro na to pozwala. Do tego moja matka pracowała w kompletnie nieprzydatnym zawodzie, w którym praca biurowa była podstawa działania, co jasno wskazywało na to, ze sie nie przepracowuje :)))))) Co to była za farsa... Odpowiedz Link Zgłoś
zdzichu-nr1 Re: jasne, ze istnieje!!!! 02.12.03, 00:39 W mezaliansie jedną z ważniejszych rzeczy jest stosunek owej osoby "z dołu" do swojej rodziny, ta rzecz którą tak bagatelizuje richelieu. Miałem akcję, że kobitka owszem skończyła studia, wyszła na ludzi, ale była totalnie uzależniona od swojej rodzinnej patologii. Wydawało jej się, że jak będzie siedzieć im na karku to przy niej będą hamowali się w piciu, brat nie będzie ćpał,a mamuśka grała na automatach. Oczywiście, g..... prawda, Ona traciła tylko zdrowie i nerwy, a to towarzycho spod ciemnej gwiazdy bezwzględnie ją wykorzystywało ciągnąc kasę na maxa. Będąc z tą osobą faktycznie ich finansowałem , no bo ona musiała wspierać debilowatego braciszka, raz po raz kupować im żarcie do pustej lodówki itp. itd. To szybko przekraczało jej własną pensję. A skończyło się nieciekawie.... naszym rozstaniem oczywiście Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: *.acn.waw.pl 02.12.03, 00:42 Chyba jednak większość takich osób czuje się jakoś zobowiązana do pomocy rodzinie. Coś na zasadzie "skoro mnie się udało to...", rodzina potrafi doskonale manipulować poczuciem winy "taka wielka pani się zrobiłaś i własnych starych/brata/szwagra się wstydzisz". Chcę żyć bez podobnych obciążeń i naprawdę nie widzę powodu żeby na mnie tak najeżdżać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zdzichu-nr1 Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.03, 00:56 Mam własny pogląd na ten temat. Niestety, to nie jest tak, że dając 1000 zł, albo 10 000 zł osobie z Markotu wydobędziemy ją z biedy. Może 5-10% tych ludzi sensownie wykorzysta te pieniądze, reszta zacznie od gorzały i dziwek (dotyczy mężczyzn) i na tym skończy, po drodze pozwalając się jeszcze okraść w stanie upojenia alkoholowego swoim "kolegom" i "koleżankom". Nie jestem tak odjechany jak Korwin-Mikke, który twierdzi że biedni są sami sobie winni i taki osąd uważam za zdrowe przegięcie, ale... pewien malutki sens w nim dostrzegam. W opisywanej przeze mnie rodzinie problem nie tkwił w biedzie, tylko w osobowościach tych ludzi. Oni zresztą dostali w pewnym momencie większą sumkę z powodu jakiś tam okoliczności i koncertowo ją rozpie*dolili, właśnie na totalne głupoty. Ona chciała im pomagać, ale to tak jakby wymagać wyścigowej jazdy od syreny 105L, wszystkie wysiłki szły w próżnię. Nie wiem może jakiś obóz dla nieprzystosowanych z armią psychologów mógłby pomóc (przynajmniej w przypadku tego względnie młodego brata). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yorke Re: jasne, ze istnieje!!!! IP: 217.8.191.* 02.12.03, 10:32 super! niemniej jednak ja mam w dupie to "hartowanie" i cala te "szkole zycia". Sam widze po swoich znajomych z liceum, ze osobom z normalnych domow jest duzo duzo latwiej w zyciu. Po prostu maja cos takiego jak psychiczne wsparcie i nie musieli zuzywac swojej energii na pierdoly. Tak jakby do sukcesu oprocz MBA potrzebna byla normalna zdrowa rodzina, w ktorej swoja energie pozytkujesz na rozwoj i edukacje i kontakty z ludzmi a nie na wyklucanie sie dlaczego nie slodze i dlaczego pale swiatlo do 1 w nocy przeciez prad tyle kosztuje a w ogole to trzeba isc spac. Kilka lat meczylem sie z chorobami calkowicie wyleczlanymi, bo lekarze zle cos zdiagnozowali, ojciec to lyknal w koncu to lekarz ma racje a nie ja, a "ze mna sa zawsze k....wa jakies problemy" a w ogole "zachowuje sie jak maly dzidzius" i ze "jak pojde do wojska to mnie tam ze wsyzstkiego wylecza". Moj kolega jak powaznie zachorowal to jego ojciec ktory jest tylko durnym inzynierkiem stanal na glowie i uruchomil wszystkie swoje kontakty u rodziny we Francji [w polowie lat 80 to byl wyczyn] i sprowadzili taki lek jaki potrzebowali. I to sa wlasnie te "drobne roznice". Mojego ojca nigdy na cos takiego by nie bylo stac. Ja w pewnym momencie zycia musialem leczyc sie w szpitalu z bardzo silnej nerwicy i musialem przerwac studia albo zamiast po prostu studiowac - isc do pracy, nie tylko dlatego ze bylo ciezko [pocz lat 90] tylko dlatego ze ojcu nigdy na sensownej pracy nie zalezalo. Wiec dlatego mam gdzies cale to hartowanie i szkole zycia. Wbrew pozorom zyje mi sie sczesliwie, ale znam cene jaka musialem za to zaplacic. I zdaje sobie sprawe, ze z mniejsza lub wieksza skaza pozostajesie do konca zycia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lena Yorke, masz rację ... IP: 80.48.96.* 02.12.03, 10:47 ... w tym co człowiek wynosi z domu rodzinnego najważniejsze jest wsparcie i akceptacja. Człowiekowi do kształtowanie postawy życiowej, do pewności siebie wcale nie są potrzebni wykształceni rodzice. Na pewno pomaga, gdy czytanie, uczenie się, poszerzanie wiedzy jest czymś normalnym, naturalnym w rodzinie ale nie musi być to warunkiem koniecznym. "Nieakceptowany" człowiek w wykształconej rodzinie też walczy w życiu z demonami przeszłości, takie nieakceptowanie czasem jest wyniesioną z domu metodą "wychowawczą" niestety zwykle powielaną w następnych pokoleniach. W rodzinie "prostej" ma to wyraźny kształt, cel i powód a wykształconej - bywa pokrętne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yorke Re: Yorke, masz rację ... IP: 217.8.191.* 02.12.03, 11:24 > Człowiekowi do kształtowanie postawy życiowej, do pewności siebie > wcale nie są potrzebni wykształceni rodzice. Na pewno pomaga, gdy czytanie, > uczenie się, poszerzanie wiedzy jest czymś normalnym, naturalnym w rodzinie ale nie musi być to warunkiem koniecznym. Jasne, ale takie osoby w ktorych czytanie jest norma, w ktorych nie ma tekstow "z gola dupa lata a ksiunzkow nakupywala" rzadko koncza swoje ambicje na szkolach zawodowych. Z reguly - chca czegos wiecej od zycia. Poza tym - jest jeszcze srodowisko. Osoby z wyksztalceniem podstawowym nie przyjaznia sie z profesorami, zwykle z kims sobie podobnym. Moj ojciec unikal kontaktow z ludzmi ktorzy mogliby nieco przewyzszac go intelektualnie, a ze nie potrzeba bylo wiele do szczescia - zadawal sie wylacznie z kolegami z pracy [palacze kotlowi, gornicy itp] i byly to spotkania wylacznie przy wodce a to co mowili to byl jeden wielki belkot gdzie co 3 slowo bylo "k...wa". Kiedys sie wsiekl jak nagralem go na magnetofon i puscilem mu na trzezwo :)) hehe Ja naprawde wstydzilem sie ojca i nie wiem dlaczego ale mialem to "szczescie" ze nidgy nie spotkalem go idac razem z kolegami z klasy. Kiedys mialem z tego powodu poczucie winy. Sek w tym, ze ojciec bedac prymitywem nie mial zadnego poczucia winy ze mnie szmaci. I to jest chyba sedno mezaliansu. Ale wyksztalcenie idzie w parze z tym, ze mozesz zarabiac wiecej [choc ostatnio to wszystko jakos sie pokrecilo] ze ksiazka nie jest fanaberia, ze komputer tez, ze swiat nie konczy sie na meczu i durnych serialach, ze masz znajomych z ktorymi mozna normalnie porozmawiac bez pomocy wodki. Umowmy sie, ze wyksztalcenie nie przeszkadza, naprawde. Ogolne obycie jeszcze bardziej. Wiesz... ja jakos wole rodzine profesorska z "problemami" niz gornicza z "problemami". Ja naprawde znam prymitywnych magistrow i normalnych ludzi po zawodowce. Natomiast nie widze powodu aby tlumaczyc sie dlaczego nie lubie ludzi prymitywnych. Tych ktorych znam z rodziny niestety sa po zawodowce i w tym upatrywaliby tego ze sie od nich odcinam. Ja nie potrafie pierd... 3 godziny o kafelkach w lazience jak moj wujek. Albo byc chorym z zawisci ze "ludziom to sie powodzi" jak moj inny wujek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lena Re: Yorke, masz rację ... IP: 80.48.96.* 02.12.03, 11:37 Rozumiem Cię i bardzo współczuję. Nie pamietam który z psychologów - Samson albo Melibruda - opowiadał o tym, że po studiach technicznych ukończył również psychologię po to by zrozumieć i samemu wewnątrz przeżyć i przetrawić niezasłużoną krzywdę jaką była dla niego rodzina w postaci ojca-alkoholika. A i tak od czasu do czasu ta trauma go dopada. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hania Re: Yorke, masz rację ... IP: *.ska01.telsat.wroc.pl 29.01.04, 09:31 Czy Wy aby nie przesadzacie z tym wszechogarniającym wpływem statusu rodziny na człowieka? Nie spotkaliście się z rodzinami, gdzie dzieci osiągnęły lepszy status, niż rodzice ("wybiły się"),a rodzina jest z nich dumna? Wydaje mi się, że większość ludzi, która skończyła studia w latach 60-70 to były dzieci osób bez wyższego wykształcenia (bo taka była struktura ludnościowa Polski). I te dzieci chłopów, robotników, techników są teraz profesorami wyższcyh uczelni, i.t.p. i ich związków nie można chyba nazwać mezaliansami. A oto znany mi b. dobrze przykład: Ona: jej rodzice to ubodzy rolnicy z kieleckich piasków, mający wykształcenie podstawowe, całe życie na roli, tradycyjny podział zadań w domu. Ale jednocześnie ludzie mądrzy tą życiowoą mądrością, rozsądni, uczciwi i dobrzy. Kiedy okazało się, że ich pierwsza córka wykazuje ponadprzeciętne zdolności posłali ją wczesniej do szkoły, potem do liceum, a później jako pierwszą z rodziny na studia do miasta odległego o 300 km. Ona wie, że choć przeczytała mnóstwo książęk, to jeszcze wiele jej brakuje. Chodzi do opery, teatru (złapała bakcyla od koleżanek z akademika), jeździ na wycieczki, poznaje (na razie) kraj. On: z porządnej mieszczańskiej rodziny. Z domu, gdzie zawsze były książki, fortepian, gdzie były pieniądze na pierwsze w miasteczku radio, wyjścia do kina i kawiarni. Jego rodzina nie wie, co to bieda: w dumu jest służba, są letnie wyjazdy, i.t.p. (po wojnie oczywiście wszystko szlag trafił i jego rodzice po nacjonalizacji zostali zarządcami tego, co wczesniej do nich należało i uczyli się żyć na innej stopie). Czy to mezalians? Formalnie tak - duża różnica w wykształceniu i statusie ich rodziców. Ale oni dwoje już się tak bardzo nie różnią - oboje skończyli studia, oboje połykają książki, lubią muzykę operową i teatr i podróże i się kochają. Biorą ślub. Ona nie odciana się od swojej rodziny. Kiedy już ją na to stać zabiera swoich ukochanych rodziców do Rzymu i nad morze, opłaca siostrzenicy studia. Od ich ślubu minęło 37 lat. Są razem szczęśliwi. To moi rodzice. h. PS. Słyszałyście być może o teściu Barbary Labudy - profesorze Gerardzie Labuda, synu kaszubskich (bodaj) chłopów, który nie tylko został wybitnym znawcą dziejów Polski, ale ożenił się z kobietą pochodzącą z jednego z "najznamienitszych" polskich rodów; jego syn jest teraz uczonym filologiem. Odpowiedz Link Zgłoś
owca Re: jasne, ze istnieje!!!! 02.12.03, 10:50 rozumiem Twoje rozgoryczenie i wiem, że nic nie jest w stanie zrękompensować Ci tych cierpień i upokorzeń. Pisząc tamten post chciałam tylko przekazać swoją opinię i szacunek. Osoby które wyszły obroną ręką z tego typu doświadczeń jak Twoje mają we krwi zaradność i wielką dojrzałość. Stokroć bardziej cenię takich ludzi, ludzi którzy sami zapracowali na swój sukces, swoją pozycję. pozdrawiam owca _,,,٢ة إ ة٦,,,_ Odpowiedz Link Zgłoś
zdzichu-nr1 Re: jasne, ze istnieje!!!! 02.12.03, 15:34 Gość portalu: yorke napisał(a): > super! niemniej jednak ja mam w dupie to "hartowanie" i cala te "szkole zycia"./.../ > Wiec dlatego mam gdzies cale to hartowanie i szkole zycia. Wbrew pozorom zyje > mi sie sczesliwie, ale znam cene jaka musialem za to zaplacic. I zdaje sobie > sprawe, ze z mniejsza lub wieksza skaza pozostajesie do konca zycia. Masz rację. Z dołu jest się wybić niesamowicie trudno, działa prosta zasada ekonomii - mając 1 mln $ bardzo łatwo zarobić drugi milion, natomiast mając w garści 10 USD można je jedynie wydać na plastikowe żarcie i jakąś popitkę. Dlatego niektórzy wręcz twierdzą (wspomniany Korwin) że pierwszy milion trzeba ukraść... Ludziom z głową na karku którzy startują od zera jest b. trudno, jednak mimo wszystko mają jakieś światełko w tunelu. Lumpom o których pisałem, natomiast nie pomoże żaden totek ani darowizna - co dostaną to i tak zmarnotrawią. Odpowiedz Link Zgłoś
diab.lica Re: jasne, ze istnieje!!!! 02.12.03, 16:00 nie wiesz, o czym mowisz. ludzie z rodzin, w ktorych byli otaczani miloscia i akceptacja i wyniesli z domu poczucie wlasnej wartosci radza sobie w zyciu, we wszystkich plaszczyznach, duzo lepiej. to cale hartowanie to d... rozbic. Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam Re: jasne, ze istnieje!!!! 07.12.03, 12:11 Gość portalu: do yorke napisał(a): > Brawo, jak to miło czuć, że ktoś z takiego trudnego domu jest taki normalny, > że wszystko to widzi, wyciąga wnioski, jest inteligentny i wrażliwy itd. Brawo! > > Czasem tak jest, że jak człowiek patrzy na rodziców to dziwi się, jak te > dzieci mogą być normalne. > Zycie z, czy obok prymitywów jest niestety bardzo dołujące. i na odwrót patrzy na rodziców i nie pojmuje, jak mogli wychować tachich debili.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lena Re: czy istnieje jeszcze mezalians? IP: 80.48.96.* 02.12.03, 10:05 Obserwując "mezalianse" zauważam dwa ich rodzaje: mezalians w samym związku i mezalians "rodzinny". Mezalians w związku zauważalny jest przy znacznej różnicy poziomu wykształcenia. Związane jest to też z poziomem towarzystwa z jakim np. w pracy mają kontakt te osoby. Znam faceta w pracy w takiej sytuacji. On po dwóch fakultetach poznał w pracy młodą i sympatyczną "pomoc magazynierki", która ma nieukończoną zawodówkę."Wpadka", ślub i ... on teraz pracuje na wysokim kierowniczym stanowisku a ona sprząta w supermarkecie. Na integracyjne imprezy z rodzinami nigdy jej nie zabiera i wiem dlaczego. Mezalians rodzinny jest często wtedy gdy dwoje ludzi o takim samym wykształceniu, nawet takich samych dążeniach życiowych, patrzeniu na świat - pochodzi z dwóch różnych światów. Nie da się oddzielić całkowicie od rodziny, chyba, że wyjedzie się na antypody. Często tym pierwszym szokującym spotkaniem jest jakieś przyjęcie weselne, gdy np. spotyka się profesorska rodzina z prostą, niewykształconą i do tego lubiącą wypić i rzucić "grubym słowem". A potem nastepuje seria przymusowych wspólnych spotkań jak choćby z okazji imienin/urodzin, chrzcin wnuków, ich urodzin. Mam takich znajomych, on od pokoleń w inteligenckiej rodzinie, ona z rodziny chłopskiej, gdzie "wykształcony" oznaczało ukończenie zawodówki /rolniczej lub krawieckiej/ w 40km oddalonej mieścinie od ich wsi. Ona jest świetną dziewczyną, inteligentną, wykształconą, mówiącą kilkoma językami i nie wstydzi się swojego pochodzenia ale ... gdy mają przyjechać jej bracia i szwagier, którzy za kołnierz nie wylewają, prezentują maniery Samoobrony, słownictwo po alkoholu nieubogie - jest po prostu chora. Jak oddzielić sie od takiej rodziny? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Richelieu* Re: czy istnieje jeszcze mezalians? IP: 213.77.25.* 02.12.03, 14:20 Nie można się oddzielić od własnej rodziny? Chyba, że wtedy gdy towarzysz życia jest bardzo przywiązany do tradycji rodzinnych, gdzie imieniny, uroczystości religijne były zawsze obchodzone w szerokim gronie. To jest tylko i wyłącznie wygodnictwo, że oddzielenie się nie wchodzi w rachubę. Ślub, chrzciny? Jeśli marzy się rodzinie tej inteligenckiej wielka feta na 300 osób, a i tej robotniczo-chłopskiej podobnie trudno. Organizuje się wesele dla rodziców i świadków i cześć. Pomijając fakt, że dobre wychowanie to nie tylko umiejętność znalezienia się wśród swojego kręgu przewidywalnych sytuacji, ale też instynktowne niemal reakcje na ludzi, którzy nie będą wiedzieli czemu służy cały zestaw sztućców bo jadają widelcem, ewentualnie nożem. Nie można się odciąć... ja się odcięłam co jest tym bardziej dziwne, żeby nie powiedzieć dziwaczne, że cały czas mieszkam z rodzicami, bo nie stać mnie na osobne mieszkanie. A Wy opieracie się na swoich wyobrażeniach i odczuciach. Triss przyznała, że powodem jest strach przed biciem, no, jest to powód, przyznaję. Ale inne powody? Co ma rodzina do wpływania? Mogą teściowie robotnicy być niewychowani, ale potrafią zachować dystans gdy ich dziecko założy własną rodzinę. Nie wiem czy ten dystans, czy ta chęć wtarabaniania się w życie dzieci, które chciałyby samemu żyć, większa jest u nieokrzesanych robotników czy inteligentów. Chyba od tego właśnie powinno się zacząć dyskusję. Bo dobra wola jej i jego to jedno, a dobre rady teściowej, na którą powinno mówić się "mamo" to drugie. Odpowiedz Link Zgłoś
frisky2 Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 02.12.03, 13:47 Takie zjawisko wystepuje na wschodzie Polski - w niektorych wioskach i malych miasteczkach do dzis wiadomo, kto jest ze szlachty, a kto z chlopow. I zwiazki jednych z drugimi uwazane sa przez starszych ludzi za mezalians. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata A mezalians kasowy 07.12.03, 15:48 Jakos wszyscy pisza (i dobrze a yorke rewelacyjnie) o mezaliansie intelektualnym. Mala uwagi: Nie patrzec na same papierki dyplomow bo obecnie mgr zaoczny z uniwerku biznesowego w pipidowie gornej malo znaczy. Istnieje obecnie zjawisko antymezaliansu: partnerzy licytuja sie osiagami i robia wyscig: ona doktorat, to on tez doktorat. Boja sie ze przestana sobie dorownywac. Ona robi wieksza kase, on mysli o zmianie pracy. I tak dalej. Nikt nie wspomina o mezaliansie kasowym. Czy to dlatego ze wszyscy sa biedni to nie ma to znaczenia? Czy zwiazek biednego faceta z posiadaczke fortuny to mezalians? Odpowiedz Link Zgłoś
zalotnica Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... 07.12.03, 16:00 Triss Merigold napisala.... >Czy wiesz jak się żyje z facetem dla którego kino to "filmy akcji"? Facetem, >który co drugi dzien pyta się "a po co Ty tyle czytasz i co Ci z tego >przyjdzie"? Takim dla którego jak zabawa czy spotkanie towarzyskie to >koniecznie musi być wódka? Takim, który niczego nie czyta a zna się na >wszystkim i krew Cię zalewa jak produkuje się z głupotami przed Twoimi >znajomymi ze studiów? Facetem, który wolałby żebyć rzuciła studia i poszła do >pracy? >Gwoli wyjaśnienia: poza ty gość miał sporo zalet, to była moja miłość z czasów >licealnych, kiedy NIE WIERZYŁAM w dość istotne różnice między ludźmi. Mam pytanie, co Twoi rodzice mowili na taka znajomosc a pozniej malzenstwo...? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 16:53 Nie wyszłam za niego za mąż, na szczęście. Rodzice hm najpierw w ogóle byli przeciw "wielkiej miłości" w wieku 18 lat, poźniej przyzwyczaili sie i zaakceptowali, bo w sumie ten facet miał sporo zalet. Mieszkaliśmy razem kiedy rodziców nie było (za granicą) i wtedy dopiero tak naprawdę wyszły różnice. Konflikty zaczęły się kiedy ja poszłam na studia, on też jakieś zaczynał ale wciąż miał pod górkę i w końcu wykopałam go do pracy bo żył na mój koszt. Do tego doszły coraz większe jazdy po alkoholu i "wypominanie" mi różnych rzeczy na tle ciężkiej frustracji. Ja o wielu rzeczach rodzicom nie mówiłam bo mi było zwyczajnie wstyd. Największe pretensje i obiekcje mieli JEGO starzy a zwłaszcza matka, która uważała, że kochany synuś jest boski i zdolny, ja go wykorzystuję i w ogóle mógłby znaleźć sobie dziewczynę która by o niego lepeij dbała. Jak masz 18 lat czy 20 to łatwo dać się przekonać, że wystarczy się kochać a wszystko inne się ułoży. G... prawda nie ułoży się. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 20:46 Triss, intrygujesz mnie :-)) Jakie zalety moze miec facet bez zainteresowan intelektualnych i zrozumienia dla Twoich potrzeb, ktory ZYJE NA TWOJ KOSZT ? W przypadku mojej kuzynki, ktory opisalam wczesniej, to facet niezle zarabial po tej zawodowce ( tak bylo w poprzedniej epoce- kuzynka sporo starsza)i nie byl kutwa,ona dopiero po studiach zaczela lepiej zarabiac, zatem moge jakos ten uklad zrozumiec. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 21:00 Ta historia skończyła się 7 lat temu więc jest dość nieświeża. Teraz nie ma żadnych zalet, ale kiedy się zaczęła miałam 18 lat. Na mój koszt żył dość krótko bo wykopałam do roboty. Zalety: towarzyski, dowcipny, przystojny, szarmancki wobec kobiet, dobry w łóżku, opiekuńczy, dobry organizator, potrafił okazywać uczucia, był zaradny (od pewnego momentu of course) i parę innych. Imponował mi, nie byłam specjalnie śmiała. Śmiałość a teraz tupet przyszły mi z wiekiem. Inaczej patrzyłam i oceniałam ludzi w wieku 18 lat a inaczej teraz. Perspektywa mi się zmieniła, tak trudno to pojąć? Dzis ten podobny facet byłby dobry wyłącznie jako ciało na parę nocy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 21:50 No , nie bylas znow taka niesmia- la, skoro wykopalas faceta do roboty :-)) Sama wplatalam sie z beznadziejna historie z facetem, kiedy mialam 20 lat (ale to nie mezalians), trwalo to dwa i pol roku o te dwa lata za duzo. Czlowiek mial wszystkie zalety, o ktorych piszesz + aspiracje intelektualne, niemniej okazalo sie, ze nie ma specjalnej ochoty konczyc studiow i zaczynac zycia na wlasny rachunek, najchetniej wiecznie by studiowal czyli pisal prace dyplomowa, co sprowadzalo sie do obijania z kata w kat i pasozytowaniu na ledwo ciagnacym ojcu- wdowcu. Zostalam wychowana w przekonaniu, ze mezczyzna powinien byc glownym zywicielem rodziny, co mi umozliwilo przejrzenie na oczy (bo ta polityka nie byla taka oczywista dlugi czas)i danie sobie spokoj. Ciekawostka jest, ze zwrocilam na niego uwage, bo konczyl przedostatni rok bardzo modnych wtedy studiow, po ktorych dobra prace dostawalo sie bez klopotow.Wpadlam we wlasne sidla, hehe. Niemniej tak naprawde chcialam zapytac, czy masz taki problem jak ja,ze nie mozesz sobie wybaczyc, ze stracilas jakis czas w zyciu na beznadziejnego faceta, piekne lata na dodatek. Bo wlasnie ja nie moge SOBIE wybaczyc choc minelo kilkanascie lat. Zdarza sie, ze wracam do tamtego okresu, ciagle sobie wyrzucam,jaka bylam slepa i naiwna, ze tyle czasu i psychicznej energii zmarnowalam.Do dzis podobne zachowanie u faceta nazywam imieniem tamtego, mowie, ze jest, powiedzmy, jackowaty. Ale nie czuje urazy do niego, tylko do siebie wlasnie. PZDR Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 22:05 Nie żartuj, ja mam z kumpelą, która trafiła na podobny typ tez wspólne określenie. Zmarnowałam więcej czasu i żałuję. Konkretniej: żałuję całego zestawu przykrych doświadczeń jakie w tym związku miałam i pewnych obsesji jakich się nabawiłam. Żałuję zmarnowanego czasu i tego, że tak bardzo chciałam żeby było dobrze. Za bardzo. Nie żałuję bo wiele się nauczyłam, dorosłam, dowiedziałam się czego chcę a na co absolutnie nie mogę pozwolić. Chrakter mi się wyrobił mozna powiedzieć. Dzisiejsza moja twardość i pewna bezwzględność to właśnie jeden z efektów. Nauczyłam się omijać łukiem efektownych na pozór panów i niepoddawać urokowi. Juz sobie wybaczyłam chociaż miałam z tym problem, na szczęście rodzice mnie nie dołowali tekstami typu "przecież wiedziałaś itd." Z kolei ja zostałam wychowana w przekonaiu, że jak ludzie chcą to się dogadają, że kobieta powinna ustąpić i że jak ludzie są ze sobą to powinni sobie pomagać. I dzieki temu qrwa holowałam w górę pasożyta żeby nie wyjść na egoistkę i snobkę. Córkę - o ile będę miała - wychowam w przekonaniu, że ludzie się różnią i trzeba wybierać podobnych do siebie a nie gorszych - gorsi tylko zdołują. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 22:20 Ulzylo mi naprawde, bo zaczelam juz podejrzewac sie o dziwactwo :-) No wlasnie mnie tez wychowano pod haslem, ze kiedy ktos zaczyna miec klopoty, to tylko podli ludzie go opuszczaja. Ale czasem tak bywa, ze ktos sobie na te klopoty bardzo uczciwie zapracowal. Z tym wyrabianiem charakteru to na pewno prawda, ma sie wiecej niezaleznosci w sobie, granice sa mniej elastyczne. Pozdrawiam serdecznie :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 22:24 Również pozdrawiam. :)) Z tymi granicami masz rację. Ja się nauczyłam, że są układy i ludzie z którymi nie będą dobrze się czuła. Też myślałam, że jestem dziwaczna, konsekwentnie słyszę od ludzi (w tym na forach) że oceniam powierzchownie, jestem uprzedzona i brak mi tolerancji. Fakt - brak. I dobrze bo przynajmniej teraz mam związek, z ktorego jestem usatysfakcjonowana. :) Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... 07.12.03, 22:30 > Córkę - o ile będę miała - wychowam w przekonaniu, że ludzie się różnią i > trzeba wybierać podobnych do siebie a nie gorszych - gorsi tylko zdołują. chapeau bas dla błyskotliwej pointy, nikt jeszcze tak trafnie nie wyłożył istoty różnic indywidualnych ludzie sie różnią to takie odkrywcze -------------------------------------- Why smart people are so stupid? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 22:40 Masz coś do powiedzenia w tej dyskusji oprócz komentowania zdań wyjętych z kontekstu i przez to dających się różnie interperetować? Bo jakoś nie zauważyłam, żebyś potrafiła w tym albo jakimkolwiek innym wątku wymyśleć coś od siebie.... Masz jakiś problem ze sobą czy czepiasz się mnie dla sportu? Podobne do moich poglądy wyraziło tu jeszcze kilka innych osób a Ty maniakalnie dopisujesz się do moich postów, powiedz przynajmniej dlaczego. Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... 07.12.03, 23:01 Gość portalu: Triss Merigold napisał(a): > Masz coś do powiedzenia w tej dyskusji oprócz komentowania zdań wyjętych z > kontekstu i przez to dających się różnie interperetować? Bo jakoś nie > zauważyłam, żebyś potrafiła w tym albo jakimkolwiek innym wątku wymyśleć coś od > > siebie.... Masz jakiś problem ze sobą czy czepiasz się mnie dla sportu? Podobne > > do moich poglądy wyraziło tu jeszcze kilka innych osób a Ty maniakalnie > dopisujesz się do moich postów, powiedz przynajmniej dlaczego. ach te nerwy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 23:15 To nie nerwy to ciekawość. Co jest takiego akurat w moich postach co Ciebie irytuje, przeszkadza. Masz inne zdanie - chętnie podyskutuję tylko najpierw je zaprezentuj. Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... 07.12.03, 23:41 Gość portalu: Triss Merigold napisał(a): > To nie nerwy to ciekawość. Co jest takiego akurat w moich postach co Ciebie > irytuje, przeszkadza. Masz inne zdanie - chętnie podyskutuję tylko najpierw je > zaprezentuj. no dobra wydało sie.... jestem twoim sąsiadem, podgladam cie przez lornetke (zwłaszcza kiedy sie ptrzebierasz) zawsze chciałem cie poderwać, ale jestem niesmiały i dlatego balem sie to zrobic w realu, wątek ten mi jednak uświadomił, ze nasz związek bylby mezaliansem, cóż ide sobie strzelić w łeb. pif paf kurtyna ----------------------- prezentacja była kilka pięter wyżej, mam posty przekonwertować na PowerPoint? kiedy produkujesz jakiś tekst inni mogą go analizować, interpretować, dekonstruować, etc. autorowi moze sie to podobać lub nie, to jego sprawa. twoje texty nadaja sie dobrze do rozbioru na czynniki pierwsze, wiec sie nimi bawie, nie znasz tej gry - twoja strata. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... IP: *.acn.waw.pl 07.12.03, 22:40 No wlasnie dla duzej czesci mlodych osob to nie jest takie oczywiste- kiedy jest sie mlodym, to sie wierzy, ze w gruncie rzeczy ludzie sa podobni, kazdy ma w sobie to jadro dobrej woli, z kazdym sie mozna dogadac, ale to nie jest prawda uswiadomienie sobie tego bywa procesem dlugotrwalym i bardzo bolesnym. Nie jest to zaden truizm, jesli sie spojrzy na kontekst. Odpowiedz Link Zgłoś
zalotnica Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... 08.12.03, 00:21 Gość portalu: Triss Merigold napisał(a): >Nie wyszłam za niego za mąż, na szczęście. Rodzice hm najpierw w ogóle byli >przeciw "wielkiej miłości" w wieku 18 lat, poźniej przyzwyczaili sie i >zaakceptowali, bo w sumie ten facet miał sporo zalet. Mieszkaliśmy razem kiedy >rodziców nie było (za granicą) i wtedy dopiero tak naprawdę wyszły różnice. >Konflikty zaczęły się kiedy ja poszłam na studia, on też jakieś zaczynał ale >wciąż miał pod górkę i w końcu wykopałam go do pracy bo żył na mój koszt. (...) > Największe pretensje i obiekcje mieli JEGO starzy a zwłaszcza matka, która > uważała, że kochany synuś jest boski i zdolny, ja go wykorzystuję i w ogóle > mógłby znaleźć sobie dziewczynę która by o niego lepeij dbała. > Jak masz 18 lat czy 20 to łatwo dać się przekonać, że wystarczy się kochać a > wszystko inne się ułoży. G... prawda nie ułoży się. Zgadzam sie z ostatnim Twoim zdaniem...a jesli nawet sie ulozy to zapewne tylko czyims kosztem, najczesciej kobiety. Tylko jest pytanie, czy warto...? Z tego co piszesz, Twoi rodzice mieli tylko zastrzezenia co do Twojego mlodego wieku, natomiast nie przepowiadali Ci przyszlosci, co znaczy, ze kawaler sie podobal, tak...? To, ze pozniej wyszly jego slabe strony, ze wspomne tylko o lewych raczkach + alkoholizmie, jak sie domyslam z twoich postow w alkoholizm wpadl pozniej, nie wyniosl go z domu... czyli tzw. mezaliansu nie bylo miedzy Wami, tak ? (jesli czegos nie pomylilam , to jego ojciec jest inzynierem ? ) Zle sie jedynie dobraliscie. W innym watku napisalas, ze jestes rozwodka, czyzby bylo jeszcze kilku miedzy tym pierwszym a ostatnim...? (sorry) >Córkę - o ile będę miała - wychowam w przekonaniu, że ludzie się różnią i >trzeba wybierać podobnych do siebie a nie gorszych - gorsi tylko zdołują. *dlatego pytalam o reakcje rodzicow na "kawalera"... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... IP: *.acn.waw.pl 08.12.03, 00:35 Szczerze mówiąc już jestem zmęczona tym wątkiem. Różnice były takie: moi starzy po studiach, jego nie i ze wsi (jego ojciec był wojskowym niskiego stopnia po zielonych garnizonach). My - rodzina niewierząca, jego - wręcz przeciwnie. On technikum, ja liceum i to jedno z najlepszych, rodzice widzieli różnice ale ponieważ dość zgodnie funkcjonowaliśmy przez jakiś czas (do wspólnego zamieszkania) specjalnych uwag mi nie robili.Wtedy nie oceniałam tego jako mezaliansu, teraz z perspektywy czasu tak, jak najbardziej był to klasyczny mezalians na poziomie różnic kulturowo-pochodzeniowych. Tak było kilku między pierwszym a aktualnym panem. Min. ex-mąż - krótkie małżeństwo o którym już nie chce mi się pisać i jeden na parę miechów. Reszta czysto rekreacyjnie. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Też? 08.12.03, 08:06 Gość portalu: Triss Merigold napisał(a): > mezaliansu, teraz z perspektywy czasu tak, jak najbardziej był to klasyczny > mezalians na poziomie różnic kulturowo-pochodzeniowych. > Tak było kilku między pierwszym a aktualnym panem. Min. ex-mąż - krótkie > małżeństwo o którym już nie chce mi się pisać i jeden na parę miechów. Też wyszly roznice kulturowo-pochodzeniowe? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Triss Merigold Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... IP: *.acn.waw.pl 08.12.03, 00:40 Czy mogę wiedzieć czemu Cię mój casus interesuje? Masz podobny przypadek za sobą czy chcesz dowiedzieć się jak głupia może być młoda kobieta... Odpowiedz Link Zgłoś
zalotnica Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... 08.12.03, 01:07 Gość portalu: Triss Merigold napisał(a): > Czy mogę wiedzieć czemu Cię mój casus interesuje? Masz podobny przypadek za > sobą czy chcesz dowiedzieć się jak głupia może być młoda kobieta... Czy mogę wiedzieć czemu Cię mój casus interesuje? Masz podobny przypadek za sobą czy chcesz dowiedzieć się jak głupia może być młoda kobieta... Nie, nie mam podobnego przypadku za soba, Rodzice dobrze mnie chronili, za co bardzo jestem im wdzieczna , ze nie spotykalam na swojej drodze "niewlasciwych" ludzi, a raczej to drugie...tylko ja takie kobiety nazywam bardziej delikatnie, naiwnymi... Duzo ostatnio pisalas o sobie wiec moze dlatego sie zainteresowalam. Watek jest bardzo interesujacy, zdania sa podzielone... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba Re: czy istnieje jeszcze mezalians? do triss... IP: *.acn.waw.pl 08.12.03, 16:35 Masz racje, raczej to drugie... Gdybys spotkala czarusia- bajeranta, ktory jest pare lat starszy i umie robic dobre wrazenie, zadna ochrona by Ci nie pomogla... Odpowiedz Link Zgłoś
zalotnica Re: czy istnieje jeszcze mezalians? 15.12.03, 00:14 Gość portalu: baba napisał(a): > Masz racje, raczej to drugie... > Gdybys spotkala czarusia- bajeranta, ktory jest pare lat starszy i umie robic > dobre wrazenie, zadna ochrona by Ci nie pomogla... Nie rozumiem dlaczego tak twierdzisz. Jesli sama bylas naiwna to wcale nie znaczy, ze inne kobiety nie znaja swojej wartosci i poleca na czule slowka...Co innego jesli facet jest subtelny i delikatny, to dla takiego chocby w ogien... i taki to jest dopiero straszny kusiciel...pamietaj, w milosci slowa sa zbedne... Powiem Ci wiecej, podziwiam kobiety ktore ida w ramiona "czarujacych", "towarzyskich"... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba Re: czy istnieje jeszcze mezalians? IP: *.acn.waw.pl 15.12.03, 08:55 Toz to ja wlasnie o takim pisalam, subtelnym i delikatnym ! Slowo bajerant nie zasadza sie tylko na slownych wystepach- w tej materii to ja zawsze bardzo krytyczna bylam, tylko wlasnie na polslowkach, niedopowiedzianych sugestiach, pozawerbalnych reakcjach na rozne zjawiska... Zgadzam sie z Toba w calej rozciaglosci , ze istnieja dziewczyny 18-letnie, a nawet mlodsze, ktore nawet takiego potrafilyby przejrzec i niczego w swoim czasie tak nie zazdroscilam, jak tej zdolnosci.Sama bylam naiwna, ale trafil mi sie silny przeciwnik w tej grze psychologicznej... Odpowiedz Link Zgłoś
zdzichu-nr1 ? do triss... 08.12.03, 22:59 Wybacz Triss, ale zastanawiam się jak ten obecny facet reaguje na to, że tyle czasu spędzasz na forum? Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: ? do triss... 08.12.03, 23:05 Siedzi obok i też bawi się kompem. Czasami piszemy coś razem na liście dyskusyjnej polityka, czasem on podczytuje moje wątki. On wykorzystuje net do pracy więc też spędza dużo czasu. :)) Jest ok. :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: antonina Re: ? do triss... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 10.12.03, 13:02 Moj maz tez pochodzi z rodziny dosc podobnej do opisywanych: wodczane imprezy rodzinne, chlejacy szwagrowie itp, oczywiscie wyksztalcenie zawodowe gora technikum. Sam z kolei nigdy nie lubil tego typu klimatow, i na imprezach bywal po godzinie, co dotad praktykujemy. A jak wyrwie sie z jakim dziwnym postepowaniem, to poruszam ten temat i mowie od razu, ze mi sie pewne rzeczy nie podobaja. Szesc lat po slubie, a mniej wiecej dwa razy w tygodniu przynosi mi kwiatka... nie jest zle. Odpowiedz Link Zgłoś