2eryka
04.06.09, 17:32
5 miesięcy się łudziłam, że chłopak z którym sie spotykam, sypiam, pewnego
dnia powie - jak sie ciesze że jesteś ze mną, zakochałem sie w tobie, chce z
tobą być na prawdę bo i dobrze albo coś w tym stylu. On mówił - nie jestes mi
obojętna, ale ja sie boje, nie wierze sobie, nie umiem chyba, jestem
niedojrzały... obrażał sie w jakis idiotycznych momentach, nie chciał
rozmawiać, rzeczywiście nie potrafił.
lubiłam jego towarzystwo, za pewne rzeczy go uwielbiam, ja sie zakochałam. ale
widze, przecież, że te kilka miłych chwil to wszystko czego się można
spodziewac od niego. za niektóre zachowania po prostu bym go zabiła najchętniej.
jestem bezradna i bezsilna, przytłoczona jego obojętnością, brakiem
wzjemności, zainteresowania. Ostatnio wygranęłam mu różne rzeczy, któe bolały
więc na szczęscie złośc troche minęla.
on juz nie zabiega o kontakty ze mną. kiedyś wysyłał 10 smsów dziennie, od 2
tygodni, prawie nic (był obrażony, teraz wyjechał)
traktuje go cały czas jak jakiegos przyjaciela, kogos bliskiego, wybaczam
chcociaz wiem, że moja cierpliwość się skończyła.
pocieszcie mnie
zadurzyłam sie nieszcześliwie
jest mi źle