dziewcze_nadzwyczajne
27.07.09, 00:14
Mam przyjaciela, który postanowił rozstać się ze swoją partnerką, z którą był
i mieszkał około 3 lata. Oboje już po 30tce i nieudanym małżeństwie na koncie.
Zastanawia mnie jak działa w takiej sytuacji psychika mężczyzny, bo słucham na
bieżąco jego relacji i szczerze mówiąc nie potrafię go zrozumieć.
Otóż jeśli ktoś chce się rozstać z partnerem i jest pewien że naprawdę nie
chce już nim żyć, to moim zdaniem - PO PROSTU TO ROBI. Rozmawia, stara się to
zrobić delikatnie, ale w końcu pakuje się i wyprowadza, tak?
Natomiast jego partnerka nie chce przyjąc do wiadomości chęci jego odejścia.
Szantażuje go emocjonalnie, grozi że coś sobie zrobi, wzbudza nim poczucie
winy, wydzwania, zmieniła się nagle w idealną gosposię, planuje wspólny urlop
i usiłuje funkcjonować tak jakby nadal byli parą.
On najpierw oznajmił, że starał się przez kilka miesięcy walczyć o ten
związek, ale ma już dość. Potem, że ma zamiar się wyprowadzić. Potem wynajął
oddzielne mieszkanie. Wszystko to toczy się od 2 miesięcy.
Ostatecznie zanosiło się na zakończenie tej operacji gdy wniósł do domu
kartony z zamiarem zapakowania się w nie. Myślałam doprawdy że chłopaczyna
upora się w końcu z tym wszystkim. Jednak okazało się że to co on wpakował ona
mu wyjmowała, oczywiście w płaczu i graniu na emocjach. Misja
kartonowo-wyprowadzkowa została więc przez niego przerwana.
Pytanie jest takie, czy waszym zdaniem kobieta postępując w ten sposób,
wykorzystując męską słabość (tkwiącą w zakodowanym instynkcie otaczania
kobiety opieką, a nie skazywania przez odrzucenie na samotność) swoimi łzami i
emocjami wygra i go przy sobie zatrzyma?????