zrombana
29.07.09, 00:23
no i jestesmy po kolejnej kłutni, jak zawsze poszło o pierdołe ale
jak zawsze posypały sie ostre słowa :/ dusze sie w tym związku,
dopiero teraz widze jak wiele nas rózni. a rózni nas prawie
wszystko - zainteresowania, forma spedzania wolnego czasu...
są dni kiedy chciałabym odejsc, ułozyc sobie zycie na nowo - jestem
jeszcze młoda (przed 30), no ale mamy dwoje dzieci - one są za nim,
wiem ze by cierpiały. przy nich jestesmy kochajacymi sie rodzicami
(dzieci sa za małe, mało rozumieja), nie widza naszych awantur
(czasem wymiane zdan). wiem ze zadałabym im okropny ból gdybym
doprowadziła do rozstania. on tego nie zrobi, on nie potrafi
podejmowac takch decyji, on nie potrafi podejmowac zadnych decyzji.
spodnie w tym związku nosze ja i mam tego serdecznie dosyc . jedyny
plus to taki ze on pracuje i zarabia na rodzine . poza dziecmi nic
juz chyba nas nie łaczy, zaczyna wiele róznic :/
poradzcie cos, co zrobic zeby bylo lepiej, ja juz mam dosyc
chodzenia na kompromisy. on czasami sie zachowuje jk dziecko, które
musi wszystko miec, teraz, zaraz, juz.
nie wiem czy napisałam to wszystko zrozumiale - jestem teraz pod
wpływem stresu. poradzcie mi cs bo zwariuje.
Zrombana :(