pisarka1984
31.07.09, 15:16
Pytanie do Panów przede wszystkim, ale do Pań też, które przeżyły coś podobnego. To baaardzo długa historia, ale postaram sie ją opisać jak najkrócej i podając jak najwięcej szczegółów.
Poznaliśmy się w 2007 roku. Były wspólne wypady poza miasto, rozmowy nocą, fajny seks. Powiedział mi, że taką sobie mnie wymarzył, że kiedyś chciałaby założyć ze mną rodzinę itp. Pomijając to, że pół roku trawało nasze bycie razem i to, że on potem i do dziś z resztą, wypiera się swoich słów, byłoby ok. Na koniec związku on zaczął "karierę" kierowcy tira. Nie zabraniałam. Wiedziałam, że te jego marzenie. Jak się rozstawaliśmy, powiedział, że będąc w trasie zrozumiał, że mnie nie kocha i za mną nie tęskni.
Mimo rozstania spotykaliśmy się na seks. Z tego spoytkania się mamy dziś wspaniałego synka (o którego, można powiedzieć, się kłócimy i ABSOLUTNIE nie możemy sie dogadać w jego kwestii). Ale nie chodzi o niego i o dziecko tylko o MNIE i o NIEGO-MOJEGO BYŁEGO-OJCA MOJEGO DZIECKA.
Ja do dziś nie pogodziłam się z rozstaniem. Nie wiem czy on zdaje sobie z tego sprawę czy nie. Podobno widać, że bardzo jestem za nim. W ciąży byłam dla niego ok. Miła, kochana itp. Chociaż on w ogóle się mną w ciąży nie interesował. Po urodzeniu dziecka wszystko się zmieniło. Stałam się dla niego niemiła, nawet go zezwałam i to ostro jak mnie wkurzył. On o tym nie wie, ale spowodowane to było moją zazdrością. Że już nie jest mój i nie będzie. Ja nie mogę sie z tym pogodzić do dziś. On nie ma dziewczyny. Teraz, po rozmowie z nim, staram się powstrzymywać te moje wybuchy zazdrosci, ale wcześniej miałam pretensje DOSŁOWNIE O WSZYSTKO. Wszystko spowodowane zazdrością. Miałam pretensje o to, że idzie do baru, o to, że wyjeżdża gdzieś ze znajomymi, o to, że słucha swojej matki (teraz ona go buntuje-klika osób zna sytuację i to potwierdziło), miałam pretensje dosłownie o wszystko. On mówił, że wtrącam się w jego życie. Zakazałam mu potem do nas przychodzić i zagroziłam policją (nie ma go w akcie urodzenia a dziecko przy każdym spotkaniu z nim bardzo płacze na jego widok i nie pozwala mu wziąć się na ręce). Z jego rodziną nie mam kontaktu. Z nim próbuje się dogadywać, bo dziecko rośnie i będzie widziało jacy rodzice dla siebie są. Wiem, że jest dużo mojej winy w tym, że nie możemy się dogadać w ogóle. Ja mówiłam i pisałam mu często, że go nienawidzę i ma się wynosić. On nie zrobił tego nigdy i nigdy nie powiedział na mnie złego słowa. Ale cały czas mówił i mówi, że nie kocha, nie tęskni za mną i że mną nie będzie. On kocha dziecko i dla niego jest i żyje.
A mi serce pęka bo kocham obu, a żyć dla siebie pozwala mi tylko jeden, mój synek. I chociaż ojciec mojego dziecka nie bardzo ma dla mnie szacunek, nie pozwala mi być, nie chce, kłamie, to ja i tak jestem mu w stanie wybaczyć i na tę chwilę spróbować być razem, ale on nie chciał nawet spróbować jak było jeszcze dobrze.
I tak się rozpisałam....
W każdym razie...
czy mamy szansę jeszcze stowrzyć normalne relacje? Może z czasem uda się stworzyć rodzinę, prawdziwą rodzinę...........? Bardzo bym tego pragneła.