strider23
28.10.09, 23:43
Witam Wszystkich ... niezbyt częstym gościem tu jestem ale traktuje
to forum jak miejsce gdzie można wylac z siebie to co na duszy
siedzi ... jeśli ma to ktos za złe to niech mnie zjedzie ... i tak
mi wszystko jedno. To mój 3 post ( wiem wiem ... starzy wyjadacze
pewnie teraz się szelmosko uśmiechają) więc nie będę przedstawiał
sytuacji od poczatku.
Tak więc ...
Piszę dziś bo miałem "niewymownie miłe spotkanie". Poznałem
dziś "nowego, potencjalnego przyjaciela" ... faceta (obiektywnie
rzecz biorąc) całkiem konkretnego-miły, zabawny itp. Gdybysmy sie
poznali w innych okolicznościach to możliwa byłabym dobra
znajomość ... ale zawsze jest jedno "ale" ... w tym
wypadku "ALE" ... otóż przedstawiła mi go moja ukochana jako swojego
nowego faceta z rozbrajającą szczerością mówiąc ze ma nadzieje że
zostaniemy przyjaciółmi. OK ... sytuacja nakreślona ale teraz
najlepsze ...
... jestem chyba największym frajerem pod słońcem ( już widzę jak
kiwacie z aprobatą głowami )lub chory psychicznie bo ... przeszedłem
nad tym do porzadku dziennego ... moze ktos wie jak czuje sie
człowiek który w środku aż się gotuje, chce wybuchnąć i pogrążyć w
zgliszczach sąsiednie budynki? To cos tego rodzaju ... ale nie moi
mili to nie koniec ... perełkę zostawiłem na deser ... ja nie chcę z
Nią być! nie wiem czy to zrozumiałe ( sam tego nie rozumiem) ...
kocham ją ... od baaardzo dawna ... teraz
jesteśmy "przyjaciółmi" ... kocham ją i nie mogę dopóścić aby był z
kimś takim jak ja! Przedewszystkim zalezy mi jej szcześciu ale ...
ale to tak bardzi boli.