kam3k
24.05.10, 22:59
mam 19 lat, nieważne skąd jestem... jestem chłopakiem, świeżo po maturze. może
kogoś zainteresuje moja historia?
ostatnimi czasy czuję się niesamowicie smutny. nie potrafię tego nawet w pełni
opisać słowami... bardzo rzadko odczuwam radość. nie widzę żadnych szans na
przyszłość, żadnych perspektyw, nic... w głębi siebie czuję, że przyszłość
będzie czarna i nic tego nie zmieni. chciałbym to zmienić, ale nie mam siły,
brakuje mi zupełnie motywacji. czasem nawet proste, życiowe czynności okazują
się niezwykle trudne. po prostu, z niewiadomego powodu, nic mi się nie chcę,
chociaż chciałbym żeby było inaczej. czasem obawiam się, że mogę już dłużej
tego nie wytrzymać, myślę o rzeczach ostatecznych...coraz częściej. w chwili
gdy piszę te słowa, dosłownie - płaczę. nie mam pojęcia co się ze mną dzieję.
mógłbym się tak wyżalać bez końca... potwornie boję się samotności i w gruncie
rzeczy... widzę że mnie to czeka - czytałem już na tym forum kilka historii
ludzi w wieku powyżej 25 lat, w gruncie rzeczy wnioskuję, że w jakiś sposób sa
podobni do mnie.
zawsze byłem człowiekiem bardzo nieśmiałym. ukończyłem teraz liceum... w mojej
klasie były takie osoby, do których przez te 3 lata ani razu się nie
odezwałem. nie mam prawie żadnego kontaktu z ludźmi. w gimnazjum było
identycznie. jestem całkowicie odizolowany od ludzi, mam jedynie 3 znajomych,
jednak ostatnio jakoś coraz rzadziej chcę się z nimi widywać. nieśmiałośc
towarzyła mi zawsze, jednak o ile pamiętam, w podstawówce nie obawiałem się
ludzi. dopiero pod koniec podstawówki zacząłem się izolować od ludzi, przestał
mnie interesować świat, wszystko zaczęło się robić szare i beznadziejne. z
każdym rokiem było stopniowo coraz gorzej...
dopiero teraz naprawdę uświadomiłem sobie problem, obwiniam się za to,że nie
odzywałem się do ludzi, że przez to straciłem część swojej młodości. nie
jestem w stanie nic zrobić. czasem nie widzę już po prostu szans na
jakąkolwiek zmianę. a może przeznaczone mi zostać takim do końca życia? boję
się o siebie... każdy dzień jest przepełniony dziwnym, wewnętrznym bólem. boję
się , do czego może mnie taki stan doprowadzić.
Pragnę tylko jednego: chciałbym po prostu, jak każdy człowiek, poczuć się
kochany i doceniany. Powiem szczerze: chciałbym mieć dziewczynę, taką, która
rozumiałaby mnie, dla której nie miałby znaczenia mój wygląd, pieniądze czy
też obycie towarzyskie, którego mi jednak brakuje... Kogoś, kto by mnie kochał
i rozumiał. Pewnie brzmi to śmiesznie, jednak chciałem w końcu się w jakiś
sposób zwierzyć.