lucor
17.06.11, 10:54
Witajcie,
jestem nieśmiałą i bardzo niepewną siebie osobą. Sądziłam, że z wiekiem to się zmieni. Owszem, jest trochę lepiej, ale nadal pozostaje kwestia adaptacji w towarzystwie. Otóż mam problemy z rozmawianiem.. z formułowaniem myśli w słowa.. a przy dużym natężeniu stresu wręcz z myśleniem. Ogarnia mnie pustka.. nie wiem co mówić. Tak miewam szczególnie w towarzystwie osób apodyktycznych jak również w przypadku mężczyzn którzy mi się podobają. Na początku podobam się im, więc decydują się na drugie spotkanie, na którym również mam problemy z rozmową.. czuję sie jak idiotka..najgorsze jest to, że zdaję sobie sprawę z tego jak to wszystko wygląda.. i że w głębi nie uważam się za jakąś najgorszą.. mam serce które pragnie kochać z wzajemnością, potrafię zadbać o otoczenie, potrafię być opiekuńcza, spokojna i z odrobiną szaleństwa jednocześnie.. No ale kolejnych spotkań nie ma..

myślę, że dopiero za piątym spotkaniem byłabym sobą.. wyluzowana i w końcu w miarę logicznie myśląca.... Pozostaje jeszcze możliwość strzelenia sobie piwka przed każdym spotkaniem na stłumienie tego ogromnego stresu połaczonego z jakimś dziwnym lękiem.. może to coś pomoże.. A tak szczerze.. to zwątpiłam w ułożenie sobie życia z drugą osobą.. chyba jestem za bardzo aspołeczna.. a tego przecież nie da się zmienić.. Wyżaliłam się... sorki..