tapatik
27.08.17, 17:14
Spływ kajakowy gdzieś w Polsce.
Start w głupim miejscu, mieści się tylko jeden kajak. Przy brzegu płytko, ale metr dalej głęboko na 3/4 wiosła.
Do kajaka ładuje się właśnie kolejny pasażer, delikatnie, bo waga ciężka.
Niestety za mało delikatnie, kajak przechyla się i zawodnik znika pod wodą. Cały.
Na szczęście komórka nie zamokła.
Kilka godzin później stanęliśmy na popas.
Kiedy wyżarliśmy całe żarcie, wychlaliśmy całą.... kawę, obsikaliśmy wszystkie okoliczne krzaczki, nadszedł czas na załadunek i dalszą część trasy.
Nagle słyszę CHLUP.
Odwracam się i szukam źródła hałasu.
O, kolega wagi ciężkiej poczynił postępy - wywalił się razem z żoną.