...od strony kobiety, na której ktoś ćwiczył.
Zalogowałam się na tym forum, mimo, że NIE jestem nieśmiała. Może nawet wręcz przeciwnie

Ale mniejsza z tym...
Piszę tu, bo po dzisiejszym dniu jestem przerażona! Jeśli mój post dotrze przynajmniej do jednej osoby,to już to będzie jakiś sukces.
Zacznę od początku.
Spotkałam jakieś 2 tygodnie na swojej drodze młodego chłopaka, który (jak się dziś okazało) stosował się do zasad tej "Demonicznej pewności siebie".
No więc zaczepił mnie wtedy pytając... gdzie jest poczta...

(teraz już wiem, że to pytanie jest żywcem wyjęte z tej książki)
Ponieważ jestem uprzejma, zatem tłumaczę mu drogę, a on powtarza po mnie moje słowa. Tu się nieco zdziwiłam, ale tłumaczę dalej. Na co on odpowiada, że tak naprawdę nie chodzi mu o pocztę, ale o to, że on chce się ze mną umówić na kawę...
Dodam, że ja jestem przed 30-stką, a chłopak jest o prawie dekadę młodszy.
Byłam tak zaskoczona tym pytaniem, że zapytałam: "przepraszam, gdzie tu jest ukryta kamera?". Na co on, że nie ma kamery i naprawdę chce się umówić. Ja mu na to, że jestem mężatką i nie miałoby to sensu. Ale on nie zrażony dalej upiera się przy kawie. Mimo wszystko mówię mu, że nie pójdę na kawę. No to pyta czy przynajmniej może mnie przytulić. Znów mnie zamurowało i mówię, że raczej nie. Miło się z nim pożegnałam i poszłam do domu. A w domu ciągle o nim myślałam mając tylko jedno pytanie w głowie: DLACZEGO TEN CHŁOPAK SIĘ TAK DZIWNIE ZACHOWYWAŁ?
Rozmawiam z różnymi ludźmi, ale jego zachowanie było porównywalne do zachowania kosmity z innej planety. Ciągle nie mogłam zrozumieć JASKIM CUDEM TAK MŁODY CHŁOPAK JEST TAK PRZESADNIE PEWNY SIEBIE...???
I doszłam do 2 wniosków:
1) To może być złodziej... pewnie chciał mnie obrabować w czasie tego przytulania się (podczas rozmowy z nim cały czas miałam moją torebkę na oku)
2) Może ten biedny chłopak przeszedł jakiś kurs podrywania??
No i pewnie nadal bym nie wiedziała o co mu chodziło gdyby nie dzisiejsze (chyba) przypadkowe spotkanie na ulicy. Ten sam chłopak rozpoznał mnie (pamiętał też moje imię) i zapytał czy jednak tym razem pójdziemy na tą kawę. Byłam tak ciekawa dlaczego on się tak zachowuje, że zgodziłam się na jego propozycję.
No i na owej kawie dowiedziałam się, że chciał on pokonać swoją nieśmiałość wypełniając krok po kroku wskazówki z poradnika "Demoniczna pewność..." . Dzisiaj wypełniał dzień 16 czy 17...
Kiedy zaczął mi opowiadać na czym polega ten "kurs" pewności siebie, to włosy stanęły mi dęba na głowie. Otóż gdybym bowiem spotkała go w inny dzień, w którym miał on najpierw zaprosić dziewczynę na kawę, a później jej odmówić, to możliwe, ze on by tak uczynił ze mną... To już mi się nie chciało pomieścić w głowie, że można tak automatycznie i bezrefleksyjnie wypełniać polecenia jakiegoś amerykańskiego faceta, który wcale bym się nie zdziwiła jakby był guru jakiejś sekty.
W życiu bym nie uwierzyła, że książka/poradnik może mieć tak destrukcyjne właściwości.. gdyby nie dzisiejsze spotkanie z tym chłopakiem.
Ów chłopak zapytał mnie ponadto jak bym zareagowała gdyby zaproponował mi seks, bo to jest jego zadanie, które musi niedługo zrealizować. Znowu przeżyłam szok i pytam czy gdyby w "dniu 22" było polecenie "skocz z mostu", czy również by to uczynił.
O dziwo odpowiedział, że "nie". Ulżyło mi...
Rozmawiałam z tym miłym, wrażliwym i sympatycznym chłopakiem przez jakieś 2 godziny. Naprawdę bardzo poruszył mnie jego los. Poruszyło mnie to, że żeby zwalczyć swoją nieśmiałość zaczął posuwać się do tak irracjonalnych zachowań. Co więcej twierdził on, że mu one pomogły...
To co mnie przeraziło to to, że młody, sympatyczny i przystojny chłopak zamiast być sobą, buduje wokół siebie jakiś sztucznie wytworzony pancerz tak zwanej "pewności siebie". Mimo, że wyuczył się jak automat pytania o godzinę, o drogę, o kawę... to w dłuższej rozmowie ze mną wcale nie potrafił być pewny siebie - był bardzo zestresowany, miał szybki oddech, był spięty.
No więc gdzie te super efekty, które opisuje autor książki?
Oczywiście dzisiaj po powrocie do domu przeczytałam streszczenie tej książki i cieszyłam się, że dzisiaj nie był dzień 19, bo możliwe, że jednak bym mu przyłożyła w twarz (choć agresywna nie jestem).
W tej miłej rozmowie (w czasie której mój rozmówca trochę się jednak rozluźnił) opowiedziałam mu o swoich odczuciach. O tym, że w czasie naszej pierwszej rozmowy odebrałam go jako sztucznego, nieautentycznego manipulanta i że było to po nim widać. I że szkoda mi tego, że taki fajny chłopak chowa się za taką maską "pewności siebie".
Chłopak był zdziwiony moimi spostrzeżeniami. Był święcie przekonany, że tak duża pewność siebie to wyłącznie zaleta.
NIE, ZBYTNIA PEWNOŚĆ SIEBIE TO NIE JEST ZALETA!
Tytuł książki jest bardzo adekwatny. On rzeczywiście daje DEMONICZNĄ pewność siebie. Daje sztuczną maskę oraz uporczywą potrzebę niewolniczego wypełniania nakazów (znajdź 30 dziewczyn, zaproś, zaczep, odmów, flirtuj itd.) A gdzie tu miejsce na prawdziwego człowieka? Przecież takie pseudo-poradniki robią z ludzi jakieś zautomatyzowane cyborgi... A z mózgu robią kisiel...
Są inne sposoby na pokonanie nieśmiałości...
A może wcale nie trzeba jej pokonywać tylko w końcu ZAAKCEPTOWAĆ SIEBIE ?!
Nie wiem, nie znam się...
Ale o jedno Was proszę - nie dajcie sobą manipulować! Nie dajcie robić z siebie oszołomów i idiotów! Jak napisał mój poprzednik... nie tędy droga!
forum.niesmialosc.net/viewtopic.php?p=147222