Dodaj do ulubionych

Jestem samotny

06.04.22, 17:39
Witajcie. Piszę to bo po prostu muszę się komuś wyżalić. Niekoniecznie w celu poszukiwania pomocy, bo pomóc mi się już chyba raczej nie da. Jestem Kamil, mam 26 lat i od lat zmagam się z samotnością. Samotny byłem chyba od zawsze. Praktycznie nigdy nie miałem przyjaciół a tym bardziej drugiej połowy, co obecnie bardzo mnie boli i nie daje mi spokoju. W szkole zawsze byłem z boku. Nie obchodziłem rówieśników którzy woleli trzymać się swojego grona. Zawsze zadawałem sobie pytania dlaczego tak jest? Co jest ze mną nie tak? W czym jestem gorszy od innych? Co zrobiłem że mnie tak traktują? . Nigdy nie otrzymałem na nie odpowiedzi. Fakt że nie jestem traktowany jak inni, że ludzie odrzucali mnie na bok bardzo mnie bolał. I nadal boli. Z każdym rokiem coraz bardziej. Obecnie nie mam z kim się kontaktować, z kim spotykać, robić coś z kimś. To że mieszkam w wiosce dodatkowo mi to wszystko utrudnia. Co sprawia mi coraz większy ból. Chciałbym ułożyć coś w swoim życiu. Znaleźć tą jedyną, najbliższą osobę z którą mógłbym poświęcić jej swój wolny czas, by być blisko niej, troszczyć się o nią, by móc kochać i być kochanym. To moje największe pragnienie. Niestety ale to chyba marzenie ściętej głowy. Lata takiej izolacji mocno wpłynęła na wiele rzeczy jak choćby na kontakty międzyludzkie. Stałem się trochę nieśmiały, nie za bardzo potrafię rozmawiać, z trudnością przychodzą mi pomysły na tematy by podtrzymać rozmowę. Chciałbym poznać jakąś dziewczynę, nawiązać z nią jakiś bliższy kontakt, zainteresować ją swoją osobą. Zrobić tak by coś z tego wyszło. Niestety ale nie potrafię tego. Nie wiem jak to zrobić. Nie jest też ze mnie jakiś Chad 180 cm wzrostu uroda 10/10. Z urody jestem co najwyżej przeciętny a natura nie obdarzyła mnie hojnie wzrostem bo tylko 175cm. No i lekko się zaniedbałem przez to wszystko. Wszystko to sprawia że czuję się coraz gorzej. Gdy widzę szczęśliwych ludzi/pary, gdy rówieśnicy żenią się, zakładają rodziny coś w środku we mnie umiera. Łzy cisną się do oczu. Wyje w środku i zadaje pytania dlaczego nie mogę być tak jak oni. Dlaczego oni mogą, potrafią a ja nie. Podobnie jest np. Gdy rodzina pyta się o te rzeczy. Po prostu nie mogę już tego znieść. Niekiedy jestem już w takim stanie że muszę po prostu się napić by choć na chwilę zapomnieć o tym. Cała ta sytuacja sprawia też że nie przesypiam całych nocy a w pracy nie mogę się skupić. Tak mnie to dręczy. Nie ma już rzeczy z których przez to wszystko mógłbym czerpać przyjemność, radość, satysfakcję. Stają się dla mnie bezsensowne. Nie mam motywacji by się starać skoro nie mam dla kogo. Coraz ciężej mi się z tym żyje. To wszystko już przerasta moje siły. Nawet teraz gdy to pisze płaczę bo mam już wszystkiego dość. Boję się że przyjdzie taki dzień że zostanie już tylko najgorsze. Mam pretensje do siebie że w czasach szkolnych (a głównie chodzi o technikum) gdzie miałem o wiele większą szansę coś zmienić, po prostu tą szansę zaprzepaściłem. Samotność jest straszna. Boję się jej. Nie chce nauczać się z nią żyć. Chce się jej pozbyć. Chce po prostu być szczęśliwszy. Chcę być z kimś kto byłby dla mnie bliski ale nie potrafię, nie wiem już co i jak to zrobić. Co tylko pogarsza mój stan. Chciało by się prosić o pomoc ale raczej w tym nikt mi nie pomoże.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka