Dodaj do ulubionych

Co z pomnikiem?

17.06.07, 15:10
Pomnik postawiony "W Hołdzie Bohaterskich Walk Z Okupantem Hitlerowskim"
pozostanie na swoim miejscu, dwa oddane głosy to zdecydowanie za mało by
nakazać rozbiórkę.Na zamieszczoną na prośbę radnych i burmistrza ankietę
dotyczącą rozbiórki bądź remontu "gapy" w Lidzbarku Welskim do redakcji
przyszły 2 (słownie: dwie) odpowiedzi. "Ta przerażająca frekwencja mówi sama
za siebie" - twierdzą lidzbarscy
historycy.dzialdowo.wm.pl/Dwa-glosy-to-za-malo,25970
Uważam ,że żadnych pomników nie powinno sie rozbierac . Każdy z nich niesie ze
sobą jakieś wydarzenie historyczne bądż czci wydarzenie. Ten akurat czci
bohaterów tych bezimiennych co to walczyli z niemieckim okupantem. I komu to
przeszkadza?. Lepiej niech władza zajmie się rozwiązywaniem problemów ludzi a
pomnik zostawmy w spokoju.
Obserwuj wątek
    • pupa12 Re: Co z pomnikiem? 27.08.07, 20:08
      Lidzbark Welski pozbywa się z centrum miasta komunistycznej pamiątki, pomnika
      zwananego przez mieszkańców miasta "gapą". Na jego miejscu stanie Święty
      Wojciech lub herb miasta- jednorożec.

      Na pomniku widnieje napis: "W hołdzie bohaterom walk z okupantem hitlerowskim i
      utrwalania władzy ludowej. Społeczeństwo Lidzbarka 1974 rok". Fragment o
      utrwalaczach komunizmu jest zachlapany farbą.
      Jest to ogromny betonowy monument. Lidzbarscy historycy twierdzą, że dlatego
      jest taki wysoki, aby przewyższyć postać Chrystusa stojącego przy kościele
      Świętego Wojciecha. Z powodu swej wielkości miał również budzić podziw i strach.
      Pomnik zostanie zburzony we wrześniu.
      • mw50 Re: Co z pomnikiem? 31.07.08, 15:50
        Szkoda,że nie przekazano pomnika do Kozłówki k/Puław gdzie znajduje
        sie muzeum socrealizmu.Tam znajduje sie wiele rzeczy dokumentujacych
        okres PRL-u.
        • pupa12 Wylądowała w lesie 08.02.09, 17:45
          Nikogo generalnie nie interesowały dalsze losy lidzbarskiej gapy. Gdy została
          zdemontowana większość mieszkańców odetchnęła z ulgą i zapomniała o brzydkim
          komunistycznym pomniku. Rozmowy o niej powróciły, gdy okazało się, że została
          wyrzucona w pobliskim lesie…
          Mieszkańcom Lidzbarka w większości pomnik się nie podobał, choć niewielu mówiło
          o tym głośno.
          Został postawiony w latach siedemdziesiątych, a wtedy wszelki sprzeciw mógł dla
          sprzeciwiającego zakończyć się tragicznie. Pomnik szpecił Lidzbark nie tylko
          swoim wyglądem (niektórzy do dziś nie wiedzą co przedstawiał), ale również tłem
          historycznym. Na tablicy pamiątkowej napisane było bowiem „W hołdzie bohaterom
          walk z okupantem hitlerowskim i utrwalania władzy ludowej. Społeczeństwo
          Lidzbarka 1974” – choć ta druga część jest już od dawna zachlapana.

          O możliwości rozebrania pomnika poinformował wojewódzki konserwator zabytków już
          w kadencji Piotra Kramkowskiego (2002 – 2006). Po zbadaniu pomnika stwierdził,
          że zagraża on ludzkiemu bezpieczeństwu oraz wyraził zgodę na rozbiórkę. Z
          niewiadomych przyczyn do niej nie doszło. Mieszkańcy obawiali się natomiast, że
          dojść może do tragedii i pomnik z powodu licznych pęknięć może rozsypać się
          raniąc przechodniów. Szczególnie, że przez kilka miesięcy ruch niedaleko gapy
          był wzmożony (podczas remontu wiaduktu na ulicy Zieluńskiej ruch skierowany był
          objazdem przez Nowy Rynek).

          Na początku roku wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej w Lidzbarku Ewa Rzeszutko
          zapytała wprost, czy jest w końcu jakaś szansa na to, by znielubiony pomnik
          wreszcie zniknął z Lidzbarka. Przedstawiła również projekt pomnika, jaki ona
          widziałaby na miejscy dzisiejszej gapy. Przedstawiał on prawdziwego orła
          gotującego się do lotu. Burmistrz odpowiedział wtedy, że sam nie może o tym
          zadecydować, gdyż pomnik nie należy do niego, a do wszystkich mieszkańców.
          Zaznaczył również, że jeśli mieszkańcy zadecydują o zburzeniu pomnika – zostanie
          to wykonane. W grę wchodziły też względy finansowe. Sprowadzenie specjalnych
          dźwigów do zburzenia pomnika za bardzo obciążyłyby i tak już napięty budżet
          miasta i gminy.

          W końcu burmistrz Jan Rogowski podjął ostateczną decyzję o zburzeniu pomnika.
          Mimo, iż niewielu się do tego przyznawało – wielu odetchnęło z ulgą. Burmistrz
          znalazł też rozwiązanie problemu „jak i czym zburzyć pomnik”. Porozumiał się w
          tej sprawie z ekipą remontującą wiadukt na ulicy Zieluńskiej. Ta po zakończeniu
          prac za pomocą własnego dźwigu 1 października zburzyła pomnik. Najpierw zdjęto
          „gapę” (jak się później okazało przedstawiała ona artystyczną wizję orła), potem
          usunięto haniebną tablicę z PRL – owskimi hasłami (choć zachlapanymi) a na samym
          końcu zlikwidowano postument, na którym siedział brzydki ptak. Wszystko to
          zajęło niespełna godzinę a przyglądali się temu burmistrz, kilkoro radnych i
          kilkudziesięciu mieszkańców miasta.

          Dalsze losy pomnika nikomu już nie leżały na sercu. Bardzo szybko Lidzbark i
          okolice zapomnieli, że coś takie w ogóle stało na środku miasta. Sama gapa, wraz
          z resztą elementów zostały przewiezione na teren byłego ośrodka wojskowego.
          Tablica i orzeł miały zaś znaleźć swe ostateczne miejsce w muzeum pożarnictwa,
          na co jednak nie wyraził zgody prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Lidzbarku. O
          losach gapy przestało się mówić, przestano też pytać… Aż do ubiegłego tygodnia,
          gdy otrzymaliśmy informację niezależnie od dwóch mieszkańców Lidzbarka, o tym,
          że gapa zostały porzucone w lesie. Według informacji muszą leżeć tam dość długo,
          gdyż pokryte są spróchniałymi gałęziami i liśćmi oraz śniegiem… To dziwne, gdyż
          mówiło się, że nie będzie zniszczona z powodu cennego tworzywa z jakiego jest
          wykonana…

          Marcin Ostrowski wm.pl
          • pupa12 Gapa zbulwersowała lidzbarzan 17.02.09, 18:54
            W ostatnim numerze Tygodnika Działdowskiego ukazał się obszerny, mentorski wywód
            autorstwa Pana Szambory, który mieniąc się miłośnikiem ziemi działdowskiej, ze
            swadą godną lepszej sprawy, bierze w obronę lidzbarską „gapę” i ubolewa nad jej
            obecnym losem.
            Lidzbarzan zbulwersował ostatni artykuł o gapie
            Być może, przeczytałabym te „wynurzenia” jako jeszcze jeden przyczynek
            dokumentujący różnorodność i różnobarwność postaw i poglądów ludzkich, których
            nikt nikomu zabronić nie może, gdyby nie fakt, że autor nie ograniczył się do
            nich, lecz pozwolił sobie, prawem kaduka, zbesztać niczym „burą sukę” władze
            Lidzbarka, a więc Burmistrza i Radę Miejską za, jak to określił „pełną
            hipokryzji” decyzję usunięcia pomnika i złożenia jego fragmentów w miejskim
            lesie, przyznając równocześnie, że była to ich (tutejszych władz) suwerenna decyzja.
            W wielu miejscach swej wypowiedzi posługuje się autor słowem „hipokryzja” i może
            dlatego sam staje się jej ofiarą, będąc za i przecząc sobie, według klasycznej
            już reguły „Jestem za a nawet przeciw”.
            W jednym Pan Sambora ma rację. To nie mieszkańcy podjęli decyzję o ustawieniu
            pomnika. Tak. Pamiętamy. Podjęli ją, nie komuniści z Lidzbarka (nie było ich,
            albo byli za słabi) a określeni panowie przy czerwonych stolikach, między innymi
            w Działdowie, bo tam ówcześnie mieściło się powiatowe centrum dowodzenia,
            partyjne i SB - ckie i jeżeli autor decyzję o usunięciu pomnika porównuje z
            tamtą sprzed lat, to znaczy, że polskie przemiany ominęły Go bokiem, bo ja, jak
            i wielu uważa, że usunięcie pomnika kończy definitywnie jego żywot we fragmencie
            historycznym, tak obrosłym hipokryzją. Nie da się natomiast, i nikt nie zamierza
            wymazać go z pamięci ludzi, jako materialnego elementu architektury miasta, choć
            bywały w jego historii elementy piękniejsze i wartościowsze, niestety zapomniane.
            W stosunkach między Działdowem a Lidzbarkiem różnie bywało. To już historia, ale
            starsi mieszkańcy pamiętają niekorzystne decyzje ówczesnych władz powiatu,
            których „mądrość” przejawiała się w bezdyskusyjnych dyrektywach i decyzjach, o
            ironio - wypracowywanych często przy suto zastawionym stoliku w „Rafałku” czy
            „Nowej”. Pisanie Pana Szambory o suwerennej decyzji władz Lidzbarka dzisiaj, w
            sposób jaki to czyni, wydaje się resentymentem za tamtymi czasami, żalem za
            utraconą władzą, a dorzuciwszy jeszcze do tego groźby na jakie autor sobie
            pozwala, groźby donosów, żalem za utraconym rajem lat 70 - tych. Żal żalem, ale
            na szczęście, dziś jest inaczej. Ba, nawet wolno na władzę donosić – w tym
            procederze życzę powodzenia.
            Przykro mi, jako człowiekowi, że w czasie okupacji zginął tu członek rodziny
            Autora. Były to czasy w których tragedie dotykały większość polskich rodzin, ale
            fakt ten, żadną miarą, nie może być legitymacją do mieszania się w historię dnia
            dzisiejszego. O poszanowanie historii i ludzi z nią związanych w Lidzbarku dbamy
            i zadbamy sami, a Panu Szamborze, tak skłonnemu do udzielania rad i pouczeń,
            proponuję zainteresowanie się edukacją na własnym, działdowskim podwórku, na
            którym nazywanie pomnika poświęconego ofiarom represji „łapą” jest wyrazem
            bezmyślności i nieznajomością faktów. Niech więc każdy robi swoje, bo patrząc „z
            oddali”, nie zawsze się jest Jeziorańskim i nie zawsze widzi się problemy we
            właściwej, przypisanej im proporcji…

            Ewa Rzeszutko /z wm.pl/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka