Dodaj do ulubionych

Ach Ci Rodzice....

28.04.04, 07:29
Czy zauważyłyście, że często najtrudniej dogadać się z rodzicami naszych
wychowanków?
Czasami aż opadają ręce.
Jest wielu bardzo pomocnych rodziców to fakt, ale są tacy, że nie mogę ich
zrozumieć.
Obserwuj wątek
    • maolga Re: Ach Ci Rodzice.... 28.04.04, 07:42
      Jako przykład podam przygotowanie przedstawienia- dla niektórych osób to horror
      przygotować strój dla swojego dziecka, a chyba nikt nie wpadnie na pomysł aby
      pomóc przy dekoracji.
      Drugi- sprawa estetyki sali. Nie wspomnę o ładnych zasłonkach, pastelowych
      ścianach,ale kwiaty w sali.I te doniczkowe i te cięte.Czy tak trudno o to
      zadbać? Moje dzieci jak poproszę potrafią przynieść jeden kwiatek z działki -
      tak dają im rodzice.
      • verdana Re: Ach Ci Rodzice.... 29.04.04, 16:02
        Oczywiście, ze horror! Gdy masz troje dzieci, dwa etaty wszelkie wymagania
        szkoły, które angażują sporą ilość mojego czasu są 'nie do przeskoczenia'.
        Szczególnie, ze wielu nauczycieli zadaje tego typu prace na przedwczoraj - a ja
        muszę zaplanować je sobie co najmniej na tydzień wcześniej.
      • skarolina Re: Ach Ci Rodzice.... 30.05.04, 21:44
        maolga napisała:

        > Jako przykład podam przygotowanie przedstawienia- dla niektórych osób to
        horror
        >
        > przygotować strój dla swojego dziecka,

        Tak, to horror - jeśli ktoś nie umie szyć, nie ma zdolności plastycznych, ani
        nikogo w rodzinie, kto mógłby w tym pomóc, a funduszy na ewentualne
        wypożyczenie stroju z wypożyczalni brak, to przygotowanie stroju na
        przedstawienie czy zabawę karnawałową staje się horrorem.
        O czasie nie wspomnę, większość rodziców pracuje, a już dawno skończyły się
        czasy, kiedy pracowało się do 15.
        Może by tak trochę tolerancji wobec uczniów i ich rodziców?
      • asialub1 Re: Ach Ci Rodzice.... 31.05.04, 09:59
        Ja współczuje nauczycielkom klas 0-3 czy przedszkolanką. Dzieci sa tak małe, że
        same nie potrafia wielu rzeczy zrobicnp narysować, uszyc cos z okazji
        uroczystości szkolnych a rodzice nie maja czasu lub udaja ze nie maja. Wtedy
        cała praca spada na barki nauczycielki, która tez ma rodzine i obowiązki w domu
        wobec własnych dzieci. na dodatek dyerktor patrzy na ręce i chce widziec same
        efekty nie ważne jakim kosztem.
        Swoja droga czytając opinie Verdany we wszystkich tu postach widać,że bardzo
        nie lubi nauczycieli mimo, że sama pracowała w tym zawodzie kiedyś. Widac
        zapomniała jak to juz jest w tym zawodzie. Punkt widzenia zalezy od punktu
        siedzenia. To tak jak z Polakami, ktorzy wyjezdzaja za granice i po roku juz
        nie wiedza jak po polsku mówić ( znam takie osoby, az przykro patrzeć).
    • izzo Re: Ach Ci Rodzice.... 17.05.04, 11:23
      A ja podziwiam nauczycielke mojego syna (kl. II SP), ze jest rowniez "pomocna" -
      tzn. stara sie pomoc dziecku, zrozumiec jego zachowanie, a takze chce jej sie
      rozmawiac z rodzicem na ten temat, a nie tylko informowac rodzica, czego
      dziecko nie umie. Nie unika rodzicow, nawet jak niczego od nich nie chce. Wg
      mnie nauczyciel, ktory, jak napisala maolga w innym temacie (Rodzice), "nie
      umie lub nie lubi rozmawiac z rodzicami" nie ma zadnego prawa oczekiwac od nich
      jakiejkolwiek pomocy. Mam porownanie, bo moja corka ma w przedszkolu
      nauczycielke (na szczescie sa dwie), od ktorej slyszalam przez rok non-stop: a
      dzisiaj Asia nie chiala robic tego a tego, a dzisiaj cala grupa robila to a to,
      a Asia nie itd. itp. Nie rozumiem, jak nauczyciel moze przez rok nie powiedziec
      nic dobrego o dziecku w wieku 5 lat, tym bardziej jesli wie doskonale, ze
      dziecko jest w nowej grupie i moze miec problemy z dopasowaniem do reszty
      (zwlaszcza ze jest z konca grudnia i w sumie najmlodsze w grupie). Cos takiego
      niestety zniecheca do jakiegolowiek wzajemnego kontaktu nauczyciel-rodzic.
    • judytak Re: Ach Ci Rodzice.... 25.05.04, 15:19
      też zauważyłam taką ciekawą rzecz: zwłaszcza z nauczycielami małych dzieci (w
      przedszkolu, w pierwszych klasach podstawówki) bardzo, bardzo trudno mi się
      dogadać czasami...

      jak moja Duża była w pierwszej klasie (a ja w ciąży z Małym, pracowałam na cały
      etat, a jakże, w domu byłam o 18-tej), nagminne było, że "Pani powiedziała, że
      na jutro trzeba mieć (plastelinę, nowy zeszyt, itp.)", dziecko w ryk "ale jak
      nie będę miała...?", a ja się wściekałam "a nie można było tego powiedzieć trzy
      dni wcześniej?"

      potem się poprawiło - ale głównie dlatego, że dziecko się nauczyło z tym żyć
      (pożyczała potrzebne rzeczy od koleżanek, kupowała sama sobie po drodze, no i
      uwierzyła mi, że niektóre rzeczy można zastępować innymi)

      na każdym jednym zebraniu Pani zaczyna od pretensji - że tak złej klasy jeszcze
      nie miała, żeby tak mało rodzice się angażowali, i że powiedziała to już
      dzieciom - no, ręce opadają...

      kiedyś przez pół zebrania wałkowaliśmy temat, czy ktoś z tatusiów się zgłasza
      na Świętego Mikołaja - mówię, widzi pani, że są same mamy, nikt nie może
      przecież obiecywać za kogoś innego, a ona dalej swoje...

      jak się czymkolwiek nie zgadzam, uważam, że jest inaczej, proponuję, żeby było
      inaczej itp. (na zebraniu dla rodziców, a nie przy dzieciach!), jest to
      odbierane jako osobisty atak, nie usłyszałam jeszcze żadnego rzeczowego
      argumentu w odpowiedzi...

      powyższe przykłady dotyczą nauczycielki, z której generalnie jestem bardzo
      zadowolona, moje dziecko też - po prostu przez ostatnie dwa lata nie odzywam
      się na zebraniach...

      pozdrawiam
      Judyta

      P.S.
      ja w domu też mam kwiaty z działki, co w tym złego?
      J.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka