Gość: Darek
IP: *.mcon.pl
03.10.05, 19:48
Wczoraj spotkałem się z księdzem proboszczem, a właściwie nie ja tylko moja żona. Miały być chrzciny, na które umówił nas inny księdzo. Proboszcz parafialny najpierw zaczął smęcić, że nie podoba mu się, że w niedzielę (nie mamy ślubu kościelnego), potem, że późno (po mszy na 18,00), potem, że nie mamy katechezy (wcześniej nikt nie wspominał), a na końcu wszystko uzależnił od decyzji innego księdza. A tymczasem plebania jak trzeba, z 12 rodzin miało by fajny byt. Pewnie proboszcz był niezadowolony, bo po kazaniu sprzed miesiąca na temat ozłocenia dachu kościoła na Kazanowie starsze panie dały za mało obrączek. Ot, taki czas... Złota nie kupuje się, wieć nie ma co dawać.