Dodaj do ulubionych

pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany

09.12.04, 15:44
Zeby nie bylo , ze ich nie ma bo sa :)
szp.sw Zofii warszawa , dr Borowiecka (mysle , ze tu nazwiska sa na miejscu)
po diagnozie wady serca u mojego syna , jeszcze niewiadomo jaka , jeszcze nie
wiadomo jak sie skonczy , natychmiast izoluje mnie od matek zdrowych dzieci,
sama po godzinach organizuje szereg dodatkowych badan.
-szp AM Dzialdowska - Leszek Bec na ktorego krzycze niemilosiernie w
rozpaczy , znosi to wszystko , spokojnie wycisza mnie , przychodzi sam
porozmawac o d.. maryny kiedy moja psychika zaczyna wysiadac totalnie.B
Obserwuj wątek
    • ania.silenter_exunruzanka Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 09.12.04, 15:58
      Pisałam już o tym wielokrotnie, najczęściej na "Wcześniakach" - pani prof.
      Helwich i jej zespół:). Kiedy Ola wahała się między życiem a śmiercią (sepsa)
      widziałam prawdziwy smutek i prawdziwe łzy w oczach pielęgniarek opiekujących
      się Olunią i w oczach pani profesor. I prawdziwą radość, kiedy się udało.
      Pamiętam też słowa pani profesor sierowane do mojego męża, który kangurował
      Olę, że bardzo mu do twarzy z dzieckiem:))). Czyli, można być wielkim
      autorytetem medycznym i jednocześnie współczującym człowiekiem...
      pozdrawiam
      • odlipcadomarca Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 09.12.04, 16:12
        To bylo juz tak wiele lat temu, ze nie mam pojecia czy ci lekarze jeszcze
        pracuja ale nigdy nie zapomne profesjonalizmu, solidnosci, madrosci i
        lagodnosci ze strony dwojki poloznikow na Komarowa - dr. Michal Powolny i dr.
        Miroslawa Kowalska. Tam zreszta caly zespol lacznie z pielegniarkami byl na
        medal.
      • mharrison Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 09.12.04, 16:15
        Szpital Bielański Warszawa

        1. młody neurochirurg, który operował Alka

        w poszanowaniu intymności (odrębny gabinet) wyjaśnia mi szcegóły operacji,
        rozległość obrażeń, rokowania spokojnie bez pośpiechu pomimo iż na zegarze już
        23. Na koniec dodaje: mózg dziecka jest cudowny. Wspomina że cuda się zdarzają.

        2. pani anestezjolog z intensywnej terapii - piatek

        cierpliwie tłumaczy stan syna, stan śmierci pnia mózgu i badania go
        stwierdzające, procedurę transplantacyjną, kontaktuje się z ośrodkiem
        transplantacyjnym. Opisuje parametry, zawartość kroplówek. Mówi prawdę. Jest
        miła i ciepła.

        3. pan anestezlolog - sobota

        reanimuje mojego syna przez 50 minut. Otwiera drzwi cały spocony. Pytam czy
        zatrzymanie akcji serca może się powtorzyć. Cierpliwie wszystko wyjaśnia,
        informuje o nowych badaniach: zawartość potasu itp. Żegnamy się z z mężem z
        Alkiem. PO kilku minutach jego serce znowu się zatrzymuje - reanimuje go wraz z
        pielęgniarkami - po kilku minutach przestaje i ze smutkiem odwraca głowę w
        naszą stronę...

        4. pielęgniarki z OIOMU

        przynoszą mi stołek, opuszczają ramę łóżka, bym mogła być bliżej Alka



        Bardzo dobry wątek.
        Proszę Was też bardzo o podawanie przykładów tzw. "dobrych praktyk" z jakimi
        się spotkaliście w szpitalu. Może jakieś słowo, gest, które zapadły Wam w
        pamięć.
    • kaskazuza Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 09.12.04, 17:36
      Doktor Borowiecka opiekowala sie Zuzia po urodzeniu. Wspominam ja bardzo
      dobrze, do dzis pamietam jak wchodzila do sali i mowila "Ja do Zuzi" :) Od razu
      tez zorganizowala ortodontow i skontaktowala nas z innymi "rozszczepowymi"
      specjalistami...
      • mamaadama4 Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 09.12.04, 18:40
        dr Melanowska - wydała zgode na mój całodobowy pobyt z Hanką - a nie było to
        wtedy takie łatwe. dzieki niej spędziłam ostatnie dni z moja córką, budziłam
        się z nia i zasypiałam.
      • tygrysiatko1 Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 10.01.05, 19:55
        bardzo żałuję że ten wątk sięurwał bo głęboko wiarzężę jest jeszcze wielu
        lekarzy którzy zapadl głęboko w pamięći każdego z nas jakimś miłym gestem...
        proszępiszcie tu jeszcze... to daje pokrzepienie sercu że świat nie jest taki
        zły i bezludzki...
    • agablues Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 09.12.04, 19:14
      Dr Waligóra z Działdowskiej. Powinno się na jego przykładzie szkolić studentów i
      lekarzy, jak rozmawiać z rodzicami nieuleczalnie chorych dzieci i jak
      przekazywać złą diagnozę.

      Wszedł do sali, zamknął za sobą drzwi, zeby nikt nie przeszkadzał. Poprosił,
      zebym usiadła ( czerwone światelko w mojej głowie, teraz jestem uczulona, jak
      ktos mi mówi, zebym usiadła). Jesteśmy przy łóżeczku Igi, nie pamietam czy
      miałam ją na rękach, ale w każdej chwili mogłam wziąć. Spokojnym głosem zaczyna:
      "Niestety, nie mam dla pani dobrych wiadomości. Przyszły wyniki kariotypu pani
      córeczki. Nasze podejrzenia potwierdziły się...." itd. Kilka słów o samym
      zespole " Nie wiemy ile córeczka bedzie zyła, zwykle dzieci z tym zespołem
      żyją....(...) Jest możliwość zabrania dziecka do domu, pod opiekę Hospicjum, tak
      by ten czas, który państwu pozostał, można było spędzić w domu z dzieckiem.." -
      i tu opis, jak wygląda życie w domu, pod opieką hospicjum. Wszystko wypowiadane
      spokojnie, życzliwym, współczującym tonem, z należytą powagą. Na zakończenie
      rozmowy - : "Czy chce pani jeszcze o coś zapytać?".

      Dr Zofia Konarska z Działdowskiej. Tyle serca dla najbardziej chorych i
      opuszczonych dzieci ... Na sali byłam tylko ja, inni rodzice nie mogli być, nie
      widzieli, nie patrzyli na ręce, a jednak pani dr z ogromnym sercem i wielką
      miłością zajmowała się tymi dziećmi. Ile razy zostawała po pracy. Nigdy chyba
      nie widziałam jej, zeby wyszła o czasie z pracy.
      Nie chcę mysleć, co by było, gdyby bezdechy Igi zdarzyły się na dyżurze innego
      lekarza...

      No i pielęgniarki. Najgorsze, ze nie pamiętam imion, zwłaszcza tej, która
      zauważyła, ze Iga zszarzała i szybko zareagowała. Cały dzień biegała przy mojej
      maleńkiej. Wtedy pozwolono mi zostać na noc, nawet mnie nie przekonywałay, ze
      powinnam pojechać, odpocząć. za to zaproponowały wygodniejszy fotel.
      • j0204 Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 09.12.04, 19:41
        Podzielam zdanie Agnieszki. sylwai też leżała na Działdowskiej, miała w swoim
        czasie 3 lekarzy prowadzących.Na nic nie moge narzekać, naprawdę.
        To co napisała Aga, potwierdzało sie u nas.
        Pamietam dr. Waligórę, kiedy szedł na urlop - wszedł na naszą salę, popatrzył
        sioe na mnie i podszedł do Sylwi. Pogłaskał ja po łapce i lekko sie usmiechnął.
        Kiedy wrócił, był zdziwiony,ale i szczęśliwy, ze jesteśmy na jego oddziale.(bał
        sie,z e mała umrze podczas jego nieobecności)

        Potem przejęła nas dr.Grochowicz -tez nie na długo, bo szła na urlop (to był
        czas wakcji), kiedy przyszła powiedzieć mi, ze idzie na urlop - płakała, bała
        sie ze nie zastanie nas po powrocie. Na buzi sylwuni pokazała sie łezka -
        telepatycznie czuła, ze jej lekarka odchodzi.

        Dr. Konarska - wielkie ukłony w Jej stronę. Doprowadziła nas do końca pobytu w
        szpitalu i oddala po WHD.Dużo mogłabym pisac na Jej temat, to jest lekarz z
        prawdziwego powołania. Do tej pory mam z nią rewelacyjny kontakt.
        Zosiu, jeśli podczytujesz nas - pozdrawiamy Cię mocno.

        Nie może zabraknąć słów podziekowania i szacunku dla dr.Karwackiego - to dusza
        człowiek. To były lekarz hospicjum, oddany, cierpliwy, zawsze uśmiechnięty
        i ...........wiele można pisac.

        dr.Joanna Szymkiewicz-Dangel, kardiolog. Ona jako pierwsza powiedziała mi o
        hospicjum i dała nadzieję na bycie z Sylwunią w domu. Jestem Jje bardzo
        wdzięczna za okazane ciepło i pełne zrozumienie.
        Pani dr - chylę czoła, dziękuję.
        • agablues Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 09.12.04, 19:55
          j0204 napisała:


          >
          > Nie może zabraknąć słów podziekowania i szacunku dla dr.Karwackiego - to dusza
          > człowiek. To były lekarz hospicjum, oddany, cierpliwy, zawsze uśmiechnięty
          > i ...........wiele można pisac.

          Nasz ukochany doktor :)) Tak samo ulubiony,jak Ksiądz :)

          Pracował w hospicjum, straszył mnie róznymi atakami, padaczkami, męczył mi raz
          Igę, bo koniecznie chciał jej zrobić zdjęcie. Czy myślicie, ze przychodził i ze
          smutkiem kiwał głową nad naszymi dziewczynkami? Nie on. Jak pytałam go o rózne
          czarne scenariusze - "krzyczał" na mnie, zebym się nie zajmowała głupotami (
          Jola pamiętasz jak na nas krzyczał?). Ile radości i uśmiechu w tym lekarzu było.
          ale kiedy trzeba było, potrafił spokojnie, w kółko cierpliwie odpowiadać na pytania.
          Może to głupio zabrzmi, ale cieszę się, ze to właśnie on był na pogrzebie Igi (
          zawsze są jakieś osoby z hospicjum, lekarz czy pielęgniarka).

          >
          > dr.Joanna Szymkiewicz-Dangel, kardiolog. Ona jako pierwsza powiedziała mi o
          > hospicjum i dała nadzieję na bycie z Sylwunią w domu. Jestem Jje bardzo
          > wdzięczna za okazane ciepło i pełne zrozumienie.
          > Pani dr - chylę czoła, dziękuję.
          >

          Pani dr najbardziej jestem wdzęczna za to, ze uszanowała naszą decyzję, ze nie
          będziemy robili badania kariotypu. Bez żadnego namawiania, odwoływania się do
          rozsądku itp, po prostu przyjęła moją odpowiedź.
          Aga
    • monika_69 Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 09.12.04, 20:55
      Pozytywnych gestów nie nauczą zadne studia medyczne -wiem o czym mówię .Etyka
      jest w programie studiów na pierwszym roku.A potem w dalszym procesie
      kształcenia pozostają wzorce,które spotykamy na swojej drodze.Nie są one
      zwiazane z wykonywanym zawodem ale z człowieczeństwem poprostu.Albo jesteś
      zawodowym zimnym cyborgiem albo...kimś -kto potrafi pozostawić w sercach wielu
      ludzi wspomnienie ciepła-nawet jeśli przekazywał lub uczestniczył w tragicznych
      wadarzenia naszego życia.........Chylę czoła przed zespołem lekarzy pracujących
      w klinice onkologii Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.Pani prof.Danuta Perek w
      rozmowie telefonicznej informującej o wykryciu nowotworu u Maćka i braku promesy
      powiedziała-"przyjeżadżajcie -ważne dziecko ,potem papiery".Każdy z nas
      chciałby zawsze słyszeć te słowa i mieć świadomość ich aktualności.Dr Bożena
      Bagińska -Dembowska pozostała naszym medycznym autorytetem nie tylko w temacie
      onkologii,-ale w temacie zdrowia Maćka-pani doktor przepraszamy...Przez rok
      leczenia Maćka nie było złej pory na nurtujące rodziców problemy-dla dr
      Agnieszki Brożyny,dr Moniki Drogosiewicz,drAnny Wakulińskiej,dr Jolanty
      witkowskiej-Ożogowskiej.Gdybym miała przytaczać ich przyjazne gesty-musiałabym
      opisywać każdy dzień ich pracy -a to chyba nie miejsce na hagiografie.
    • lilan1 Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 09.12.04, 22:13
      witam was serdecznie,chciałabym na waszą listę wpisać nieżyjącego już prof.Wiktora
      Brossa kardiologa ,dzieki ktoremu mojej mamie było dużo łatwiej przejśc przez
      chorobe,operacje(jedne z pierwszych w Polsce na otwartym sercu) i dalsze
      leczenie syna a mojego brata.Nie pamiętam prof. dobrze bo byłam mała ale
      wspomniałam mamie o tym wątku i prosiła żebym napisała.Ja pamiętam tylko że byl
      uśmiechnięty i zawsze miał bałagan na biurku. Mama żałuje tylko że w tamtych
      latach nie było takiej techniki jak teraz.dziekuje za to ze moglam to napisać.
    • nunu Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 09.12.04, 23:07
      pani psycholog z patologii ciazy na Kopernika (Krakow)
      Nie bylam zachwycona jak przyszla do mnie po postawieniu diagnozy. Nie jestem
      osoba otwarta i nie mialam ochoty rozmawiac, ale teraz jestem wdzieczna za to co
      mowila; ze niezaleznie od tego co sie stanie zawsze bede mama mojego Dziecka.
      Przekazywala wszystkie przykre informacje spokojnie, naturalnie, usmiechala sie,
      ale nie byla wesola.
    • malomi Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 10.12.04, 09:09
      A ja jestem wdzięczna lekarzom z Czerniakowskiej za uratowanie mi życia.
      Mój pobyt w szpitalu można podzielić na przed i po. Przed, nie byłam
      zadowolona, bo byłam kolejnym przypadkiem, trochę innym, bardziej uciążliwym.
      Po moim "wypadku" i w trakcie spotkałam się z niesamowitą serdecznością, pomocą
      ze strony większości lekarzy, pielęgniarek i salowych.
      Jestem niesamowicie wdzięczna profesorowi który nic przede mną nie ukrywał,
      lekarkom które siedziały przy mnie i ciężko "fizycznie pracowały" przy tym
      cudownie mnie zagadując, pielęgniarkom które uśmiechem i dobrym słowem
      probowały mnie wyciągnąć z "czarnych" myśli, pani salowej, która w
      przeciwnieństwie do stereotypów bardzo mi pomagała.
      Chciałabym wspomnieć również o studentach, którzy w tym czasie mieli praktyki.
      Niesamowite dziewczyny i jeden mężczyzna, którzy siedzieli przy mnie non-stop
      prawie, a dziewczyny ze mną płakały w najgorszych momentach. Dziękuje.
      • mmmmmm2 Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 10.12.04, 10:15
        Z pobytu przed i po porodzie w szpitalu dziękuję dwum osobom z personelu
        szpitalnego. Pielęgniarce która siedziała przy mnie w noc po cc dodając mi
        troszkę więcej znieczulenia - była bardzo taktowna i delikatna, a także Pani
        doktor - pediatrze która w smutny ale spokojny sposób informowała mnie co
        chwila o kolejnych wylewach krwi u mojej córeczki - w końcu o tym, że musi ją
        odłączyć od urządzeń. Ona naprawdę była strasznie smutna a chyba najbardziej ją
        przygnębiało to, że nie wiedziała DLACZEGO tak się dzieje. Tej ciepłej i
        delikatnej osobie należy się medal za taktowność i umiejętność przekazania tej
        najgorszej dla matki wiadomości.
        Ewa - mama Aniołka Julii
    • 1megan Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 10.12.04, 10:44
      szpital na Czerniakowskiej - położna, która pomimo skończonego dyżuru została z
      własnej woli ze mną do końca porodu, pani doktor anestezjolog, rozśmieszała
      mnie do łez przez te kilka godzin przy porodzie swoim monthy pythonoskim
      poczuciem humoru
      szpital na Działdowskiej - i tak jak już wcześniej wspomniały i Aga i Jola,
      przede wszystkim dwoje lekarzy; dr Jarek Waligóra - nie zapomnę nigdy jaką
      czułością i delikatnością obdarzał Marinę i dr Zosia Konarska - to ponad
      wszystko lekarz mojej duszy i moich niżowych nastrojów, przy niej było łatwiej
      przechodzić te wszystkie narastające problemy z moim Dziobakiem, to zabawne -
      pamiętam jak kiedyś siedziałyśmy z Anią - mamą chorego Michałka, którego
      również prowadziła dr Konarska i stwierdziłyśmy że ona nas tak rozpieściła że
      jak jej nie ma na oddziale to czujemy się wręcz opuszczone, chcę również
      napisać o innych lekarzach których ciepło wspominam: Dorota Golicka, Małgosia
      Grochowicz i Małgosia Dyląg i pielęgniarki oczywiście
    • melka_x Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 10.12.04, 11:44
      Wszyscy lekarze z którymi miałam do czynienia w Instytucie Matki i Dziecka.
      Życzliwi, taktowni, cierpliwi, wyczerpująco odpowiadający na pytania.
      Dzięki nim po ciągłym przeganianiu mnie od małej na Czerniakowskiej kolejne 6
      tygodni życia Natalii mogłam spędzić niemal przyklejona do inkubatora. Nie
      przeszkadzałam przy żadnych zabiegach (poza oczywiście blokiem operacyjnym) czy
      czynnościach pielęgnacyjnych. Mogłam sama Natalię myć, mierzyć jej temperaturę
      itd. Nie wypraszano mnie nawet w czasie obchodów, lekarze uważali, że mam prawo
      się przysłuchiwać jak omawiają stan małej. Dzięki nim Natalia umarła na moich
      rękach, a po śmierci dano nam kilka godzin na pożegnanie. Jestem też niezwykle
      wdzięczna, że przykładali ogromną wagę do walki z bólem małej, oraz że
      traktowali Natalię z szacunkiem należym człowiekowi, nieważne że tak małemu.

      Niestety nie jestem w stanie wymienić wszystkich, ale szczególnie chciałabym
      podziękować dr Martynie Woynarowskiej, lekarce prowadzącej Natalię, prof. Ewie
      Helwich, dr Magdalenie Rutkowskiej, dr Dzwonkowskiej (mam nadzieję, ze nie
      przekręciłam nazwiska) oraz dr Ewie Sawickiej, chirurg która trzykrotnie
      operowała Natalię. Pamiętam też dobrze kardiolożkę, która odwiedzała Natalię po
      tamponadzie serca, niestety nie mogę sobie przypomnieć nazwiska:(

      Te same podziękowania należą się pielęgniarkom i salowym z oddziału prof.
      Helwich za ogromną serdeczność i taktownie wyrażane współczucie.

      Nie są to co prawda lekarze, ale muszę jeszcze wymienić wspaniałą psycholog, p.
      Grażynę Kmitę oraz rehabilitanta Pawła Zawitkowskiego, który nauczył mnie jak
      dotykać Natalię (to trudne w przypadku ciągle cierpiącego wcześniaka), by dotyk
      obu przynosił nam przyjemność.
    • connie1 Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 10.12.04, 19:52
      Bardzo , bardzo dziękuję Wam za ten wątek...
      Pozdrawiam
      Conka
    • temeryszek Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 10.12.04, 20:29
      Byliśmy w Poznaniu,na Polnej. W marcu tego roku. Ulcię przewieziono tam
      karetką, niedługo po porodzie. My pojechaliśmy następnego dnia. Ta noc, gdy
      byłam bez niej w szpitalu w Międzyrzeczu- dno rozpaczy. Dano mi osobną salę i
      pozwolono, by został mąż. Za to dziękuję.
      W Poznaniu rygor. Matki mogły przebywać na OIOMie całą dobę, ale ojcowie tylko
      pół godziny dziennie. Okrzyczano nas pierwszego dnia, gdy zaczęliśmy czytać
      nieprzytomnej Córeńce "Kaczkę Dziwaczkę". Za głośno. Za to przepraszam.
      Ale siostry były cudowne. Siostra Jadzia - była u nas(w naszym sektorze) tylko
      kilka razy, ale świadomość, że to Ona zostaje przy Uli na noc, była jak
      lekarstwo dla mojej duszy. Wiedziałam, że będzie Ją przekładać, dobrze
      opukiwać...
      A siostra Agnieszka! Załatwiła u oddziałowej, że mąż mógł zakładać fartuchy,
      które były tylko dla matek. Kiedy okazało się bowiem, że Ulcię trzeba
      bodźcować, rehabilitować, uczyć ssać, połykać, dr Kroll pozwoliła, by Sławek
      przebywał na oddziale jak najwięcej. Ja nie dałabym sama rady, a rehabilitantka
      (serdecznie pozdrawiam Pani Iwonko) i logopedka mogły przychodzić tylko raz
      dziennie - w dni robocze. Koszty każdego wejścia - fartuch kosztował 5 zł.-
      były dla nas za wysokie. A wchodziliśmy na oddział kilka razy dziennie. Kiedy
      mąż próbował chować płaszcz do torby (zostawiał ją w pokoju matek), został
      okrzyczany. I to rozumiemy, ale nigdy nie potrafiliśmy zrozumieć pani doktor,
      która twierdziła, że fartuchy nie są drogie. Może dla niej nie. My zarabiamy
      niewiele, a chcieliśmy być z Córeńką jak najczęściej.
      Dziękuję siostrom, których imion już nie pamiętam. Za opiekę nad Uleńką, za
      wszystkie ciepłe słowa, za delikatność i siłę, którą w nas wlewały
    • toman5 Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 10.12.04, 21:24
      Opowiem wam o lekarzu, którego wspomina moja matka. Już wówczas był bardzo
      starszym panem profesorem. Mama miała ciężki poród - trwał trzy dni! Mama była
      wykończona, a w tamtych dawnych czasach decyzje o cc podejmowano bardzo rzadko.
      A więc, mama była wykończona, nie miała siły, salowa przyniosła zupę. Postawiła
      na stoliku, wyszła. I ten pan profesor, bóg szpitala, usiadł przy mojej mamie i
      mówiąc "zjedz trochę, dziecko" karmił ją łyżką.
      Mama pamięta to po pół wieku.
      Dziękuję, panie profesorze. Gdziekolwiek Pan jest.
    • macieje Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 10.12.04, 21:59
      Miód na serce!
      Nadzieja dla świata!
      Piszcie! PISZCIE!

      Bardzo dziękuję :-)
    • dororka Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 10.12.04, 23:47
      Chciała bym pochwalić dwie panie. Lekarz pediatra opiekujaca się moimi dziećmi
      tu na prowincji - Maria Marzyńska. Miła, ciepła, promienna, zawsze gotowa
      przyjsc z pomocą, nigdy nie omawiała wizyty nawet, w swoim prywatnym czasie.
      Lubię jej usmiech gdy bada dzieciaki - ona uśmiecha się cała sobą. Ale
      najbardziej cenię to, że traktuje mnie jak partnera, wyjasnia kazda diagnoze i
      propnowane leczenie, wspolnie podejmujemy decyzje co do terapii. Docenia moje
      doswiadczenie i rozumie fakt, że nawet nie bedac lekarzem posiadam pewną wiedzę,
      którą zdobyłam jako dociekliwy rodzic, chcacy jak najlepiej opiekowac się dziecmi.
      Druga pani to ginekolog dziecięcy z Zespołu Opieki Nad Matką i Dzieckiem, przy
      ul. Krakowskiej we Wrocku, Joanna Snopek. Przy niej również czułam, że jako
      rodzic odgrywam wazną rolę w leczeniu dziecka. Nie traktowała mnie jak
      prowincjonalnego głupka, ale jako osobę, która ma prawo wiedzieć cos o
      schorzeniach, sposobach leczenia, etc.
      Nie lubię u innych lekarzy wymadrzenia sie i wychodzenia z założenia, że
      przecietny pacjent to imbecyl, funkcjonalny analfabeta, któremu nic nie warto
      wyjasniać bo i tak nie zrozumie. Denerwuje mnie też brak szacunku dla moich
      decyzji i stosowanie stereotypów w stosunku do pacjentów. Tym paniom to się
      nigdy nie zdarzyło.
    • aniao3 Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 11.12.04, 16:57
      Instytut Matki i Dziecka w Warszawie.

      Dr. Jerzy Zwolinski. Napierw trafilam na niego na dyzuze w poronieniem w 5tc.
      Niedziela, 23.00, w TV WOSP a ja zrozpaczona i zagubiona totalnie. Cieplo,
      spokojnie wytulmaczyl mi ze tak sie zdarza i ze nie jest to moja wina. Byl
      pelen taktu i wspolczucia, to dzieki niemu tak szybko doszlam do siebie
      psychicznie.
      A ponad rok pozniej na USG ogladal moja Malgorzatke i przez cale godzinne
      badanie mowil mi co widzi zlego, ale tez co dobrego. Do konca dodawal mi
      otuchy. Gdy juz wiadomo bylo, ze coreczki uratowac sie nie da mowil ze to nie
      przekresla to szans na zdrowe dzieci w przyszlosci. Nie wiem skad on wie co
      mowic, ale nawet przy najgorszych diagnozach potrafil dac jakis cien nadziei.
      Nie wspominajac o jego ogromnej zyczliwosci i spokoju. Gdybym jeszcze raz miala
      przechodzic przez tragedie, to tylko z nim...

      Dr Tomasz Niemiec - szef poloznictwa. Rzeczowy, konkretny i mimo potwornego
      zabiegania mial czas by do mnie zajrzec, spytac sie podczas wywolywania porodu
      (trwalo to 2 dni) czy nic mi nie potrzeba. A juz po porodzie przyszedl by dodac
      mi otuchy na przyszlosc. Zadnego moralizowania, zbednych pytan, po prostu
      konkrety ktorych najbardziej potrzebowalam. Zreszta wszystie polozne i lekarze
      ktorzy asystowali przy moim porodzie byli wspaniali, nie traktowali mnie jak
      tredowatej, nie omijali szerokim lukiem tylko byli obok, pelni zyczliwosci i
      ciepla.

      Dr. Ewa Helwich i wszyscy na oddziale wczesniaczkow, gdzie wbrew procedurze
      pozwolono mi wyjac Malgorzatke z inkubatora w pierwszych godzinach jej zycia.
      Wiadomo bylo, ze nie da sie jej uratowac, ze to nasze pierwsze i ostatnie
      kangurowanie... I jeszcze do konca zycia bede wdzieczna poloznej (nie pamietam
      nazwiska niestety), ktora przyszla o 4 rano mnie obudzic, ze coreczka zmarla i
      moge sie isc z nia pozegnac. To tak niewiele, a dla mnie tak wiele znaczylo...

      Sciskam i zycze wam samych takich wspanialych ludzi po drodze
      anka
    • gandzia4 Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 10.01.05, 23:59
      Doktor Kostecka nasza kochana pediatra z Łęcznej, która potrafi odwiedzić w
      szpitalu swojego małego pacjenta i prosi by zadzwonić do niej do domu dzień
      przed Wigilią, żeby wiedzieć jak wyszły wyniki. Traktuje mnie jak sprzymierzeńca
      w walce o zdrowie dziecka i potrafi podtrzymać na duchu. Pani doktor oby wszyscy
      lekarze potrafili tak przejmować się swoją pracą.
      Doktor Kożuchowska z DSK na Chodźki w Lublinie, rzeczowa, kompetentna i
      potrafiąca rozmawiać z rodzicami. Pielęgniarki z DSK z oddziału patologii
      noworodka, zabiegane ale zawsze uśmiechnięte i życzliwe.
      Dopisujcie dziewczyny jeszcze.
    • tygrysiatko1 Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 22.01.05, 14:57
      wczoraj przeczytałam cały wątek o "złych lekarzach i położnych"... i zrobiło mi
      siętak strasznie przykro... moja mama jest chirurgiem dziecięcym i wiem że do
      każdego dziecka (i rodzica a uwierzcie mi że Ci również potrafią dać się
      strasznie weznaki personelowi szpitala) podchodzi z sercem i zawsze stara się
      żeby zrobić wszystko co tylko można... ja studiuję położnictwo na AM i wiem że
      robię to z powołania że jest to jedyny zawód przy którym stale jest się
      świadkiem cudu... proszę wpiszcie tu te dobre gesty zachowania lekarzy
      położnych pielęgniarek których jestem pewna też doświadczyliście... wiem że
      może zamazują się one przy tak strasznych przeżyciach o których wczoraj
      czytałam ale na pewno są!!!!!!!! naprawdę nie wszycy lekarze i personel
      medyczny to potwory...
      • amania Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 24.01.05, 00:25
        Profesor Maria Respondek-Liberska z ICZMP w Łodzi. Dla niej Alicja była
        dzieckiem, chociaż jeszcze nienarodzonym i już bez sznas na przeżycie.

        Dr. Alicja Ceran z IMiDz na Kasprzaka - jak wyżej...poza tym zaopiekowała się
        mną jak własną pacjentką, chociaż widziała mnie pierwszy raz.

        Dr. Renata Jaczyńska (IMiDz) zrobiła mi zdjęcie buźki małej na USG. Śliczne i
        jedyne...Poza tym była bardzo kochana.

        Dr Emilia Brzezińska z Polnej w Poznaniu - była ze mną jeszcze w sali
        operacyjnej, tuż przed cesarką. Dopilnowała, żeby Alicji nie męczyli za długo
        niepotrzebnym intubowaniem, żeby mogła spokojnie umrzeć...

        I wszystkie pielęgniarki z oddziału przy Izbie Pzryjęć, za troskę.
    • alana5 Re: pozytywne gesty lekarzy -dla odmiany 25.01.05, 00:32
      Jedne z najcudowniejszych osób jakie w życiu poznałam:
      dr Ania Niezgoda z Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie,
      dr Asia Załęska ze Szpitala Bielańskiego.
      Poza tym cały personel oddziału dziecięcego w Szpitalu Bielańskim.
      Dziękuję.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka