Dodaj do ulubionych

studia doktoranckie

18.03.07, 16:57
Mam niedobrą opinię na temat studiów doktoranckich i jestem ciekaw jakie jest
wasze zdanie na ten temat.

Ja mam następujące obiekcje:
1. Jak zauważyłem, tam gdzie studiuję są bardzo dziwne kryteria naboru na te
studia. O ile mi wiadomo dostają się na nie nawet osoby które w ciągu studiów
miały powtórki niektórych przedmiotów.
2. Zastanawia mnie poziom prowadzenia zajęć przez doktorantów, którzy będąc
na studiach nie byli orłami i prześlizgiwali się z roku na rok najmniejszym
kosztem.

Co sądzicie na ten temat ?
Obserwuj wątek
    • niewyspany77 Re: studia doktoranckie 18.03.07, 18:18
      lucjusz01 napisał:



      > 1. Jak zauważyłem, tam gdzie studiuję są bardzo dziwne kryteria naboru na te
      > studia. O ile mi wiadomo dostają się na nie nawet osoby które w ciągu studiów
      > miały powtórki niektórych przedmiotów.

      Roznie bywa. Grunt zeby srednia nie byla za niska, w indeks malo kto zaglada.

      > 2. Zastanawia mnie poziom prowadzenia zajęć przez doktorantów, którzy będąc
      > na studiach nie byli orłami i prześlizgiwali się z roku na rok najmniejszym
      > kosztem.

      O tym czy ktos jest dobrym dydaktykiem wcale nie swiadczy perfekcyjnie opanowana
      umiejetnosc kucia na blache wszystkiego co sie nam podsunie.
      • abhijeet Re: studia doktoranckie 18.03.07, 20:09
        > > O ile mi wiadomo dostają się na nie nawet osoby które w ciągu studiów
        > > miały powtórki niektórych przedmiotów.

        na uw teraz w aneksach do dyplomu mgr (czy jak to sie nazywa) nie beda
        wpisywane oceny niedostateczne, tylko koncowa. czyli jesli z jakiegos
        przedmiotu dostalem piec dwojek i mam je w indeksie, ale ostatecznie zdalem
        egzamin za szostym podejsciem na 5, to bede miec w tymze aneksie zapis, ze dany
        przedmiot ukonczylem na 5.

        a zatem nie bedzie juz wiadomo, czy kandydat na doktoranta mial jakies powtorki
        i dwojki w swej karierze studenckiej czy tez nie :)
        • lucjusz01 Re: studia doktoranckie 18.03.07, 23:58
          Ciekawe podejście do tematu, ale wydawało mi się że jeśli ktoś ma kłopoty z
          najważniejszym przedmiotem na studiach i powtarza ten przedmiot, to raczej nie
          powinien potem uczyć innych tych zagadnień - tak mi się wydaje.
          • niewyspany77 Re: studia doktoranckie 19.03.07, 00:11
            OK, sproboj powiedziec "ja sie nie nadaje" i obserwuj co sie stanie. Gwarantuje
            ze bedzie sie dzialo :D
            • lucjusz01 Re: studia doktoranckie 21.03.07, 08:58
              Wydaje mi się że nie jest tu istotna kwestia próby nieprowadzenia zajęć, ale
              istotą sprawy jest to, że tacy ludzie nie powiini się znaleźć na doktoracie.
              • niewyspany77 Re: studia doktoranckie 21.03.07, 16:59
                Moze i slusznie, tyle ze u nas naukowiec utrzymuje sie de facto z prowadzenia
                zajec. A co do "nie powinni" - masa ludzi nie powinna znalezc sie juz na
                licencjacie.
              • meiga Re: studia doktoranckie 23.03.07, 21:41
                Nie zgadzam się z Tobą. Po pierwsze primo, wysoka średnia nieraz nijak się ma do
                twoich zainteresowań naukowych, zapału czy kreatywności. Po drugie, są takie
                kierunki, na których istnieje przedmiot o bardzo niskiej zdawalności.
                Zawsze i wszędzie znajdą się ciency doktorzy i ciency wykładowcy, ale nie sądzę,
                żeby jedna czy dwie pały w czasie studiów o tym przesądzały.
                • kasiamat00 Re: studia doktoranckie 24.03.07, 22:30
                  > Nie zgadzam się z Tobą. Po pierwsze primo, wysoka średnia nieraz nijak się ma
                  > do twoich zainteresowań naukowych, zapału czy kreatywności.

                  No, jakaś korelacja zawsze występuje. Chociaż moim zdaniem lepiej rokuje osoba,
                  która ma piątki z przedmiotów, które ją interesowały i 3.5 z pozostałych, niż
                  ktoś, kto ma 4-4.5 ze wszystkiego. Moje tróje z przedmiotów obowiązkowych, ale
                  bardzo dalekich moim zainteresowaniom, nikogo nie interesowały, a uczyć tych
                  przedmiotów nie zamierzam i będę się bronić przed tym rękami i nogami. Szanse,
                  że wiedza z nich kiedyś mi się przyda też są niewielkie, a w razie czego -
                  zawsze mogę spytać kogoś lepiej zorientowanego.

                  > Po drugie, są takie kierunki, na których istnieje przedmiot o bardzo niskiej
                  > zdawalności.

                  O, to istnieją takie, na których nie ma przedmiotów o bardzo niskiej
                  zdawalności? Najgorzej jest, jeśli niska zdawalność nie wynika z tego, że
                  przedmiot jest trudny, tylko głupi i pamięciowy. Zazwyczaj też komisja świetnie
                  sobie zdaje z tego sprawę i nawet na taki przedmiot nie patrzy.

                  Czasami jest też tak, że oblanie egzaminu jest spowodowane nie trudnością
                  przedmiotu, a gapiostwem i przesadną pewnością siebie (nauczę się w 3 dni przed
                  poprawką :). Znam jeden taki przypadek, skończyło się powtarzaniem roku, niedużo
                  brakowało, a przy drugim podejściu skończyłoby się podobnie - niedopilnowanie
                  jakichś formalności, dziekan się zlitował. Poza tą jedną wpadką jest to jeden z
                  najambitniejszych i najbardziej pracowitych ludzi na roku - zamykanie mu drogi
                  do doktoratu byłoby mocno bez sensu.
                  • penthesileia Re: studia doktoranckie 02.04.07, 19:43
                    > Po drugie, są takie kierunki, na których istnieje przedmiot o bardzo niskiej
                    > zdawalności

                    Są i takie przedmioty, gdzie wszyscy dostają 3.0, niezależnie od tego, co na
                    egzaminie napisali. Średnią obniża, a nikt się z wykładowcą kłócić nie będzie,
                    żeby trója się w dwóję nie zamieniła.
                  • flamengista niska zdawalność przedmiotu 02.04.07, 21:44
                    Czasem niska zdawalność przedmiotu ma głęboki sens dydaktyczny.

                    U nas u jednego profesora egzamin na II roku z kierunkowego, najważniejszego
                    przedmiotu zdawało w 1 terminie mniej niż połowa roku. Z mojej +dst jestem do
                    dzisiaj dumny. Co ważne, sporo z tych świetnych wykładów pamiętam, ów profesor
                    zarażał pasją do tego przedmiotu.

                    PS. osobom, które zdały u niego egzamin na 5tkę profesor proponował pracę w
                    swojej katedrze po zakończeniu studiów;) Moja koleżanka z roku właśnie tak
                    dostała posadę asystenta.
                    • kasiamat00 Re: niska zdawalność przedmiotu 03.04.07, 00:53
                      > Czasem niska zdawalność przedmiotu ma głęboki sens dydaktyczny.

                      Czasem tak... Ale nie, jeśli do egzaminu w pierwszym terminie dopuszczona jest
                      mniej niż połowa studentów (bardzo rachunkowe kolokwia z nieprawdopodobnymi
                      limitami czasowymi, co roku coraz bardziej żmudne) z czego zdaje max. 70%. Chyba
                      ponad połowa osób przynajmniej raz poprawia ten przedmiot.

                      Przykład niestety autentyczny, do tego częścią egzaminu jest test, który w
                      połowie składa się z pytań o wyjątki od wyjątków od wyjątków, które oczywiście
                      trzeba samemu wyprodukować :).
                      • flamengista Re: niska zdawalność przedmiotu 03.04.07, 09:08
                        Ok, ale też czasem niska zdawalność jest też rozpaczliwym głosem wkurzonego
                        dydaktyka, który sygnalizuje dziekanowi jak marnych ma studentów.

                        Bo oczywiście test nie powinien być złośliwy i pełen pułapek. Nie ma jednak
                        cudów. Student ekonomii nie może kończyć studiów bez wiedzy n/t krzywej
                        Philipsa, modelu Solowa, etc. Student filozofii musi wiedzieć kim był Sokrates,
                        jakie poglądy ma Kołakowski. I tak dalej.

                        Tu poprzeczki w nieskończoność obniżać nie można. Kiedyś trzeba powiedzieć:
                        dość. I trudno, jeśli nie zdaje 40-50% studentów, to widocznie tyle do
                        studiowania się nie nadaje!
                        • kasiamat00 Re: niska zdawalność przedmiotu 03.04.07, 20:10
                          > Ok, ale też czasem niska zdawalność jest też rozpaczliwym głosem wkurzonego
                          > dydaktyka, który sygnalizuje dziekanowi jak marnych ma studentów.

                          No cóż - lepszych studentów w Polsce nie znajdzie. Sytuacja opisana dzieje się
                          na informatyce na UW, gdzie ludzi przypadkowych nie ma, a już na pewno nie na
                          3.- 5. roku. Ja rozumiem, że można chcieć mieć studentów tylko na poziomie
                          medalistów międzynarodowych olimpiad przedmiotowych, ale, na Boga, nie na
                          przedmiocie obowiązkowym!

                          > Bo oczywiście test nie powinien być złośliwy i pełen pułapek.

                          Właśnie w tym problem, że jest złośliwy, pełen pułapek i sprawdzający znajomość
                          najdrobniejszych szczegółów. Zadań sprawdzających ogólnie wiedzę z danego tematu
                          - brak. Plus elementy piekielnie trudnego testu na inteligencję.

                          > Nie ma jednak cudów. Student ekonomii nie może kończyć studiów bez wiedzy n/t
                          > krzywej Philipsa, modelu Solowa, etc. Student filozofii musi wiedzieć kim był
                          > Sokrates, jakie poglądy ma Kołakowski. I tak dalej.

                          Ba, do tego przedmiot jest niby obowiązkowy, ale raczej niemający większych
                          zastosowań i nigdzie się później nieprzydający. Ot, ładne i ciekawe coś, ale
                          zupełnie nieprzydatne. Takie zagadki logiczne.

                          > Tu poprzeczki w nieskończoność obniżać nie można. Kiedyś trzeba powiedzieć:
                          > dość. I trudno, jeśli nie zdaje 40-50% studentów, to widocznie tyle do
                          > studiowania się nie nadaje!

                          Problem w tym, że poprzeczka co roku rośnie. Z egzaminu sprzed pięciu lat
                          dostałabym spokojnie pięć - teraz ledwo załapałam się na cztery. Piątek w
                          pierwszym terminie nie było.
                          • flamengista fakt, twój przykład jest zupełnie inny 03.04.07, 21:07
                            I tu się zgadzam - to jest w zasadzie bez sensu. Obawiam się że tutaj w grę
                            wchodzą jakieś chorem ambicje wykładowcy, niektórzy upajają się "władzą" jaką
                            mają nad studentami.

                            Ale wyobraź sobie:
                            1. makroekonomię na II roku studiów ekonomicznych
                            2. podstawy matematyki na matematyce stosowanej

                            Tam argument: "lepszych studentów nie znajdzie" to żaden argument. Najwyraźniej
                            jeśli nie ma ich na tyle, to trzeba obniżyć limity przyjęć - za to podwyższając
                            jakość studiów.

                            Bo ekonomista nie może kończyć studiów bez elementarnej znajomości
                            makroekonomii. A magister matematyki stosowanej nie może dzielić przez zero i
                            skracać ułamków przy odejmowaniu (przykład autentyczny).

                            Albo się nauczą, albo do widzenia...
                          • matmis Re: niska zdawalność przedmiotu 15.04.07, 19:06
                            > Ba, do tego przedmiot jest niby obowiązkowy, ale raczej niemający większych
                            > zastosowań i nigdzie się później nieprzydający. Ot, ładne i ciekawe coś, ale
                            > zupełnie nieprzydatne. Takie zagadki logiczne.

                            chyba wiem o który chodzi. na szczęście w nowym programie zajęć nie będzie
                            obowiązkowy i za parę lat problem zniknie (lepiej późno niż wcale).
                            • kasiamat00 Re: niska zdawalność przedmiotu 15.04.07, 23:22
                              Wiem, że nie będzie obowiązkowy :) Podobno już tak naprawdę nie jest - po ok.
                              trzech nieudanych podejściach dziekan zgadza się na zaliczanie "w zamian" innego
                              przedmiotu. Szczególnie, jak jest to jedyna rzecz, której brakuje ludziom do
                              absolutorium.

                              Zresztą, przedmiot mi się podobał (chociaż uczciwie się przyznaję, że na
                              wykładach prawie się nie pojawiałam), tylko zupełnie nie rozumiem, po co jest
                              taki chory egzamin i kolokwia. Moim zdaniem przedmiot mógłby się ostać -
                              należałoby tylko zrobić z niego normalny egzamin. Logiki nigdy za dużo :)
    • iza19811981 Re: studia doktoranckie 21.03.07, 16:49
      ja też orłem nie byłam, ale od samego początku studiów powtarzali mi
      egzaminatorzy, że zostanę pisarzem lub w najgorszym wypadku poetą :) może
      dlatego że jestem "wolnostopowcem" nikt mnie nie pytał o pokazywanie indeksu
      czy średnią, pomysł był wg promotora na tyle dobry, że nawet pewnie gdyby w
      indeksie były dwóje, nie robionoby z tego problemów dla doktoranta (tu
      czytaj:mnie), ale nie zapomnę nigdy zajęć z gramatyki opisowej, kiedy to doktor
      rzekła: kakao jest rzezcownikiem, który nie zmienia swej formy podczas odmiany
      przez przypadki,....a po tym dodał: a więc w związku z tym kakaem....Różnym
      ludziom się udaje, nawet tym, którym do "orłów" daleko (na koniec dodam, że gdy
      kierownikiem zakładu gramatyki współczesnej została inna osoba, nie
      spowinowacona z "doktor", szybciutko wyłapała braki w nauce i ...."doktor"
      chodziła z nami na seminarium.....Pozdrawiam.
    • flamengista Re: studia doktoranckie 02.04.07, 21:37
      "jak zauważyłem, tam gdzie studiuję są bardzo dziwne kryteria naboru na te
      studia. O ile mi wiadomo dostają się na nie nawet osoby które w ciągu studiów
      miały powtórki niektórych przedmiotów."

      Wiesz, nie obraź się. Ale to naprawdę głupi argument. Równie dobrze można
      powiedzieć, że jak ktoś miał z danego przedmiotu poprawkę, to do egzaminów uczył
      się dwa razy i więcej teraz pamięta;)

      Liczy się bardziej średnia ze studiów, ale przede wszystkim to, co osoba robiła
      PO ZA studiami. Np. działalność w kołach naukowych.

      Co do poziomu zajęć prowadzonych przez doktorantów-słabych ex-studentów. Nie
      wiem, czy ten poziom musi na starcie być niższy od poziomu prezentowanego przez
      niektórych pracowników naukowych, którzy w rozwoju naukowym zatrzymali się np.
      po zrobieniu habilitacji 15 lat temu. I ciąlge powielają te same wykłady.

      Mój brat właśnie zdawał egzamin z socjologii na czołowej polskiej uczelni.
      Przeglądnąłem jego notatki z wykładów i pytam się: czy ten przedmiot to historia
      myśli socjologicznej? Bo zatrzymali się na Weberze i Durkheimie. Zero nowych,
      teraźniejszych koncepcji. Każą mu czytać pożółkłe tomy wydane w latach 60-tych i
      70-tych.
      • niewyspany77 Re: studia doktoranckie 03.04.07, 03:13
        > Mój brat właśnie zdawał egzamin z socjologii na czołowej polskiej uczelni.
        > Przeglądnąłem jego notatki z wykładów i pytam się: czy ten przedmiot to historia
        > myśli socjologicznej? Bo zatrzymali się na Weberze i Durkheimie. Zero nowych,
        > teraźniejszych koncepcji. Każą mu czytać pożółkłe tomy wydane w latach 60-tych
        > i 70-tych.

        Ja sie socjolog ale na przykladzie pedagogiki powiem, ze ztcw tak zwane "nowe
        nurty" sa najczesciej w powijakach albo totalnie bezsensowne. To taki develop
        nauki niejako na sile, coraz czesciej widac, ze cos jest modyfikacja czegos,
        wiec uczenie sie ze starych dobrych ksiazek nie jest wcale glupie i byc moze w
        tym szalenstwie jest metoda :)
    • hans55 Re: studia doktoranckie 03.04.07, 20:35
      Na moim uniwersytecie na studia doktoranckie dostają się ludzie, którzy już w
      czasie studiów pracowali naukowo. Wygląda to mniej więcej tak, że przy każdym
      zakładzie, katedrze są koła zainterosań jakąś dziedziną. Zainteresowani studenci
      chodzą na zebrania, do labu, pomagają, a potem profesor proponuje studia
      doktoranckie. Egzamin jest zwykle formalnością.
    • tocqueville Re: studia doktoranckie 04.04.07, 08:21
      > dostają się na nie nawet osoby które w ciągu studiów
      > miały powtórki niektórych przedmiotów.

      Zupełnie nie rozumiem tego zarzutu. I co z tego, że mieli powtórki?
    • ash_wednesday Re: studia doktoranckie 04.04.07, 11:43
      A co myśłisz o takiej sytuacji: ktoś nie dostał się na to, co chciał (załóżmy,
      medycynę). Poszedł na chemię, bo tam go przyjęli. Nie uczył się licząc, że za
      rok uda się na medycynę. I tak przez 2 lata, tróje, poprawki, itp., ogólnie
      słabo. Na 3 roku pisał licencjat, spodobało mu się, nadrobił to, co mu było
      potrzebne w jego dziedzinie, napisał świetny licencjat, potem magisterkę.
      Zaproponowali mu doktoranckie, więc jest.

      Czy z góry wiadomo, że ktoś, komu studia się spodobały na 2-3-4 roku, na pewno
      będzie złym naukowcem? Moim zdaniem nie wolno takiej osoby przekreślać, i z
      tego powodu uważam, że kryterium np. średniej ocen ze studiów jest głupie. No,
      chyba żeby założyć, że uczelnia wymaga np. minimum 3,5, ale nie tak, żeby
      przyjmować 10 osób z najwyższą średnią! Nie każdy kujon jest twórczy i
      inteligentny, a pracowitość to chyba nie wszystko. Średnia naprawdę niewiele
      mówi. Co innego praca mgr, recenzje, publikacje i projekt doktoratu - to moim
      zdaniem jest bardziej miarodajne.

      Pozdr.
      Ash_W.
      • lucjusz01 Re: studia doktoranckie 05.04.07, 19:46
        Wydawało mi się że na studia doktoranckie powinny iść osoby które są
        zainteresowane tym co robią i reprezentują pewien poziom wiedzy.
        Nie mam wątpliwości co do tego że najważniejszy przedmiot na studiach nie
        powinien być raczej tym przedmiotem, który sprawia potencjalnym doktorom
        najwięcej problemów. Zetknąłem się ponadto z faktem, iż podczas przyjęć stosuje
        się bardzo niskie kryteria (niska średnia ocen), dodatkowo zmieniane co roku,
        by dostosować je do poziomu kończących studia.
        Dla mnie to żenada, potwierdzona faktem, że na doktorat przyjmuje się osoby
        które powtarzały rok na studiach.
        • kasiamat00 Re: studia doktoranckie 05.04.07, 20:06
          > dodatkowo zmieniane co roku, by dostosować je do poziomu kończących studia.

          Nie, raczej aby wziąć poprawkę np. na bardzo niską średnią z jakiegoś przedmiotu
          obowiązkowego, prowadzonego dla danego rocznika przez osobę znaną z ostrego
          oceniania. No chyba, że różnice są rzędu pół stopnia (np. raz 4.8, a raz 4.3) -
          wtedy to rzeczywiście dziwne.

          A poza tym - czy jest jakieś miejsce w Polsce, gdzie JEDYNYM kryterium naboru na
          studia doktoranckie jest średnia ocen ze studiów?! Nie ma żadnego egzaminu,
          żadnej rozmowy, nic?!
          • lucjusz01 Re: studia doktoranckie 05.04.07, 22:48
            Poprawka na jakiś przedmiot ? He he, dobre. Znam osoby które na są doktoracie i
            z całych studiów miały średnią poniżej 4,0. W takim razie byłaby to porawka
            chyba na więkoszość przedmiotów :-).
    • jancio.wodnik Re: studia doktoranckie 06.04.07, 09:38
      Znam gościa, który zrobił doktorat w 3 lata, obronił się z wyróżnieiem, ma
      publikacje w czasopismach z LF, aktualnie robi mięzynarodową karierę, który -
      UWAGA! przeszedł studia na samych trójach. Od początku miał sprecyzowany zakres
      zainteresowań i koncentrował się na tym, do całej reszty miał podejscie
      minimalistyczne.
      Z tego, co mi wiadomo oceny ze studiów mało interesują komisję rekrutacyjną;
      liczy się tylko ta na dyplomie, aktywność naukowa w czasie studiów, opinia
      promotora i oczywiście projekt badawczy.
    • stokrotka_polna3 Re: studia doktoranckie 06.04.07, 10:47
      U mnie na II roku studiów z dość ważnego przedmiotu zdało 10% osób na roku. Test
      wielokrotnego wyboru, pytania odbiegające mocno od tematu, egzamin "na czas".
      Warunki z tego przedmiotu miała 1/4 roku. Ja dostałam 3 w pierwszym terminie i
      na poczatku myslalam, ze ktos sie pomylił... Mój znajomy, który po 5 podejsciach
      i zawaleniu roku zdał w końcu ten przedmiot na piątkę, właśnie oddał swoją pracę
      doktorską, recenzje pozytywne (prace pisał z innego zupelnie przedmiotu, a
      generalnie miał srednia ze studiów ok 4,0). Wydaje mi się, że to zależy od
      zainteresowań, pomysłu na temat pracy i badania, pogłębiania wiedzy. Oceny nie
      zawsze oddają naszą wiedzę z danego przedmiotu. Dla mnie uczenie innych zakłada,
      że poza studiami ja dalej sie kształcę/pogłębiam wiedzę w tym kierunku. Pozdrowienia
    • r.richelieu Re: studia doktoranckie 09.04.07, 02:15
      Ponieważ czepiasz się prowadzenia zajęć trzeba Cię chyba uświadomić, że
      zazwyczaj prowadzi się zajęcia tylko ze swojej wąskiej specjalności. Naprawdę
      nie trzeba znać perfekcyjnie 5 lat studiów żeby być dobry i dalej. Ale tu jest
      dokładnie jak z uzdolnionymi dziećmi w podtawówce. Lepsze jest to, które
      świetnie umie fizykę i matmę i wiedzą daleko wykracza poza program, choć z
      pozostałych przedmiotów jedzie średnio na jeża, niż pospolity kujon z piątkami
      od gory na dół, który nadprogramowo zrobi tylko to, za co dostać może następną
      piątkę. Tak i przyszły dobry doktorant może być zupełnie przeciętny z dziedzin,
      które go nie interesują, ale musi być świetny, wykraczający daleko poza program
      z tego, co go kręci. Druga sprawa, że nie wszyscy doktoranci są dobrzy.

      Średnia 4,0, a przynajmniej niewiele mniejsza to minimum. Najważniejszy jest
      pomysł na doktorat, świadomość wagi tego poziomu, znajomość literatury. Nie
      darmo bywają obowiązkowe konspekty dr. czy ich projekty już na egzaminie
      wstępnym.

    • jtr11 Re: studia doktoranckie 11.04.07, 16:59
      Witam! W odpowiedzi chciałbym stwierdzić, iż po pierwsze dobry dydaktyk nie musi, a wręcz nie powinnien być "kujonem". Wynika to z tego, iż aby móc wytłumaczyć jakiś problem badawczy studentom trzeba go bardzo dobrze rozumieć, nie koniecznie znać go na pamięć. Ale to dotyczy tylko "kujonów". Należy także zwrócić uwage na program studiów. Jeśli przedmiot x był wykładany na pierwszym roku, a doktorant się nim zainteresował ok. roku 3 to w ciągu dwóch lat pracy naukowej mógł się z tej tematyki magistrować, a także stać w pewnym sensie specjalistom z tego wąskiego działu.
      Analizujac punkt drugi moge stwierdzić, iż kryteria są różne. Ja jestem doktorantem, który na studiach się do nauki nie przykładał. Wychodziłem z założenia że oceny o niczym nie swiadczą. Na egzaminie ustnym mi nie poszło, coś tam wydukalem i tyle. Ale dostałem się gdyż byłem współautorem 7 publikacji naukowych, które były publikowane w różnych wydawnictwach, w tym klasy A, a więc za 6 punktów dawnego KBN'u. Więc pytanie jest takie czy zainwestować w osobę, która miała dobre oceny z przedmiotów, ale ma braki w dorobku naukowym, nie udownodnila swoich zdolności analitycznych, znajomości literatury fachowej czy wręcz ma duże braki warsztatowe, czy osobę która się ślizgała od 3 do 3 na zasadzie "byle zaliczyć", ale czas poświęcala na zgłębianie wiedzy fachowej, ktorej często nikt nie naucza.
      Pozdrawiam
      • lucjusz01 Re: studia doktoranckie 13.04.07, 22:50
        Cieszę się że temat znalazł zainteresowanie. Jednakże z mojego punktu widzenia
        to wasze wypowiedzi na ten temat są idealistyczne i może to was trzeba
        uświadomić jaka jest czarna strona studiów doktoranckich.
        Niestety nie mogę napisać żadnych szczegółów, gdyż mogłoby to zbyt wiele
        wyjawić ;-). Najczęściej doktorat jest poprostu przechowalnią magistrów, którzy
        w ten sposób zabezpieczają się przed bezrobociem, lub koniecznością pracy w
        innym zawodzie.
        Specyfika studiów i przypadki które opisałem wcześniej niestety nie dają takich
        możliwości o których piszecie. Owszem są przedmioty ważne i ważniejsze, ale
        przypadek o którym pisałem był taki, że osoba powtarzająca przedmiot potem
        została przyjęta na doktorat z tej właśnie dziedziny i prowadziła zajęcia z
        tematyki związanej z tym przedmiotem. (Oczywiście powtarzanie przedmiotu daje
        czas do powtórki, ale ja nie chciałbym mieć takiego wykładowcę, który miał
        kłopoty z zaliczeniem przedmiotu który wykłada)
        Niestety takie przypadki są częste, że zajęcia nawet te ogólne, prowadzone są
        przez osoby które nie mają kompetencji. Robi się wszystko na odpiernicz i byle
        szybciej, bo nawet sami studenci chcą mieć łatwiej i najchętniej nic by nie
        robili, a chcieliby mieć tą 3 w indeksie.
        A co do dorobku naukowego przed naborem na studia doktoranckie, to jak do tej
        pory nie zdarzyło się u mnie by jakiś kandydat mógł się tym pochwalić.
        (zresztą niby jak, skoro ten czy inny olewał całe studia byle się prześliznąć i
        najchętniej nic nie robić).
        Takie są realia, niestety prestiż studiów spada i będzie tak dalej dopóki może
        ktoś nie otrzeźwieje i nie zrobi z tym porządku.
        • niewyspany77 Re: studia doktoranckie 14.04.07, 07:24
          lucjusz01 napisał:

          > [...] i może to was trzeba uświadomić jaka jest czarna strona studiów
          > doktoranckich.
          > [...] Najczęściej doktorat jest poprostu przechowalnią magistrów, którzy
          > w ten sposób zabezpieczają się przed bezrobociem, lub koniecznością pracy w
          > innym zawodzie.

          My to doskonale wiemy. A Ty widac nie znasz dowcipu o doktorze na zmywaku ;P
          • gagolek Re: studia doktoranckie 07.05.07, 17:56
            wiesz dla mnie liczy sie nie tyle srednia, co stan aktualny.

            Poprawka z przedmiotu kierunkowego tez o niczym nie swiadczy. Znam osobe, ktora
            oblala pierwszy termin, pomimo duzej wiedzy (pech i zaciecie sie na jednym
            pytaniu) a potem poprawila celujaco bez dodatkowych przygotowan. Dwoja w
            indeksie jednak zostala wlasnie z tego przedmiotu. Oczywiscie nie miala
            problemow z innymi pokrewynymi przedmiotami

            Sama mialam taka sobie srednia po I roku studiow, potem sie poprawilam, a o tym,
            ze praca naukowa to wlasnie to zrozumialam przygotowujac prace magisterska.
            Bedac juz na studiach doktoranckich spotkalam osoby, ze znacznie lepsza srednia
            od mojej, ale kompletnie niesamodzielne (doskonali technicy, ale raczej nie
            naukowcy w przyszlosci). Jesli przychodzi do mnie student nie interesuje mnie
            kompletnie jego srednia. W koncu spedzam ze studentem sporo czasu dyskutujac,
            planujac doswiadczenia, analizujac wyniki i po ty wyrabiam sobie opinie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka