moniak666
06.03.08, 16:10
Witam !!! Chciałam opowiedzieć jak ostatnio przez własną bezmyslność
doprowadziłam sie do nieciekawego stanu. Przez zaniedbanie leczenia
(ciagła zmiana leków i brak jakiejkolwiek poprawy przez kilka lat)
zwatpiłam w cale to leczenie i odłożyłam "dropsy". I tak aż pewnego
słonecznego dni miałam cztery duże napady, zabrało mnie pogotowie,
ale za chwile już wypuścili ze szpitala z zaleceniem brania leków.
Dostałam recepte i wsio. Jednak do domu nie dotarłam. Kojelny napad
i znow szpital (dzięki Bogu inny), dali mnie na ortopedie, bo
huknęłam nieźle w łeb. i tam kolejne napady,na tyle silne i nie do
opanowania,że musieli mnie zaintubować. Mieli mnie wybudzic po
24godzinach, potem 48... a tu lipa, spało mi sie tak dobrze, że nie
chciałam sie budzic:) na domiar złego okazało sie,że mam zapalenie
mózgu <nie wspominajac o zapaleniu płuc> i ponoć było bardzo
kiepsko. Wybudzilam sie po tygodniu. Nie do opisania jest co
przezywali moi najbliżsi, którym lekarze mówili,że trzeba sie
przygotować np na trwałe kalectwo itp, a tu prosze ja juz prawie w
pełni sił :D Chciałabym żebyście Drodzy "Bracia i Siostry" nie brali
nigdy ze mnie przkładu i nie odkładali sami leków!!! :) a przy
okazji spytac czy ktoś z Was przechodził stan padaczkowy i jak to
wyglądało?