sivasec
15.06.01, 16:41
Był sobie jeden człowiek. Tyrał ciężko dla narodu (bo tak go kiedyś uczono)
kilkadziesiąt lat. Zawsze mial na tyle pieniędzy żeby utrzymać gospodarstwo
domowe, samochód, żonę i dwójkę dzieci. Aż w końcu jak to często bywa po latach
ciężkiej pracy zaczęły się kłopoty ze zdrowiem. Skończyła się dobra praca.
Człowiek przeszedł na "zasłużoną" rentę. Niestety nie był w stanie utrzymać z
niej rodziny i zaczęły się kłopoty. Kiedy po raz któryś stawiał się na komisję
stwierdzono że jest zdolny do pracy i odebrano mu rentę. Dodatkowo jak na złość
odebrano mu zasiłek mieszkaniowy. Mimo tego że nie był w stanie prawie w ogóle
chodzić, jakiś mądra osoba na komisji stwierdziła że człowiek ten zapewnie
symuluje. Niestety tak nie było. Został bez renty, zasiłku i dodatku
mieszkaniowego. Odwoływał się kolka razu od tej decyzji i przez dwa lata musiał
użerać się z sądami. W końcu cierpliwość i siły skończyły się. Nie widział
sensu bytu, oszukany w jego mniemaniu przez ludzi. Postanowił skończyć ze sobą.
Być może chciał w ten sposób odciążyć rodzinę, byc może czuł się bezużyteczny i
kłopotliwy.
I wiecie co - w dniu śmierci przyszła pocztą decyzja z sądu o przywróceniu
renty. Sąd tłumaczył w liście że zaistniała pomyłka piśmiennicza i dlatego
renta została odebrana ale "już" sprawa została wyjaśniona i renta zostanie
przywrócona. paranoja.