astat5577
02.01.10, 20:41
No to start.
Listy listami, podpisy podpisami, jednak może uda nam się przeforsować coś takiego, jak Trójkowy znak jakości?
Panie i Panowie Redaktorzy i wszyscy współpracownicy, nie po to wpłacaliśmy pieniądze, żeby się ich pozbyć, bo mamy za dużo, ale dlatego, że naprawdę ludzie w Państwa wierzą - Trójkowi dziennikarze.
Szanowny Panie Sosnowski, to Pan swoim nazwiskiem firmuje jakość w Trójce i to Pana, my, słuchacze, będziemy z tej jakości rozliczać, bo w Pana uwierzyliśmy.
Nie chodzi o pięciominutową lojalność do każdego z kolejnych dyrektorów. Chodzi o jakość tego radia dla nas.
Pani Magda według mnie, powinna choć zareagować na fatalne w stylu i formie odejście poprzedniego dyrektora, nie zrobiła tego, ginie od tej samej broni. Nie o kolejnych dyrektorach rozmawiamy a o jakości Trójki. I mediów publicznych.
Nadal nie wierzę w zespołową solidarność dziennikarzy, nie wspominając o tym, że każdy jestw innej sytuacji i każdy ma odmienne możliwosci lub ich nie ma. Pan Mann, skądinąd mój ulubieniec muzyczny, może sobie zmieniać prace dowolnie i podpisywać się, gdzie chce. Nie każdy ma ten komfort. Ale przyzwoitość nie zna poziomów.
Mój apel kieruję do tych dziennikarzy, którzy chca utrzymać jakość Trójki a co więcej, mają coś do powiedzenia a przynajmniej więcej niż inni. To jest nie tylko ich siła, ale przede wszystkim obowiązek. Wobec mnie, słuchacza.
Podobno kiedyś wybierano dyrektora wspólnie, zespołowo, choćby dyrektor Kaczkowski tak był wybrany. Gdzie więc podział się zespół???
Ja, ze swojej strony, obiecuję walczyć, jak potrafię o niezależność mediów, wymyśliłam sobie, że może do pani Olejnik się skieruję. Nie mam nic do stracenia a ona jak nikt, zna Trojkę z najlepszych jej czasów. Może może zaproponować jakiś okrągły stół, pole mediacji. Nie wiem, jestem zagubiona, ale po raz pierwszy czuję szansę, bo kulawo, ale zawsze zespół się jakoś ruszył. Nie wiem jak, nie jestem radiowcem, nie znam kulis.
Ale krzyczę głośno, Trójkowy znak jakości to nie farsa.
I jak apel poległych, mogę wymieniać z nazwiska ludzi, którzy powinni i mają obowiązek ruszyć się, bo wiedzą o co chodzi.