Dodaj do ulubionych

Przekladaniec Lema i Wajdy

IP: *.vic.bigpond.net.au 24.11.02, 09:54
Lem o ekranizacji ?Przekładańca? przez Wajdę
W książce Stanisława Beresia ?Rozmowy ze Stanisławem
Lemem? (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1987) jest
rozdział pod tytułem ?Rozczarowania filmowe?. Lem
narzeka w tym rozdziale na wcale nie tak złą (jak na
owe czasy) ekranizację ?Astronautów? (?Milcząca
gwiazda?) czy ?Solaris? Tarkowskiego. Narzeka też na
film Piestraka (?Test pilota Pirxa? czyli ekranizacja
?Rozprawy? ze zbioru ?Opowieści o pilocie Pirxie?),
mimo iż ta polsko-estońska ko-produkcja zyskała
ostanio, jak szereg innych fimów reżyserowanych przez
tego reżysera status ?filmu kultowego? (coś w rodzaju
?groovy movie?). Po prostu Piestrak próbował naśladowac
Hollywood (n.p. Spielberga), dysponując jedynie
ułamkiem budżetu dostępnego dla amerykańskich
producentów filmowych. Gdyby Piestrak chciał kręcić w
Polsce ?Pojedynek? (czyli ?Duel?), to nie starczyło by
mu funduszy nawet na rozbicie poczciwego ?Stara? czy
?Jelcza?, nie mowiac już o potężnym ?TIR?ze? z
amerykańskiego thriller?a. Ale wracajmy do naszego
?Przekładańca?. Na stronie 141 mamy taki oto krótki dialog:
S.L.: (..) Ogólnie mówiąc wszystkie moje doświadczenia
z filmowcami mocno mnie rozczarowały i przyniosły mi
sporo przykrości.(?)
S.B.: Wniosek z tego tylko taki, że nie znosi Pan
przenoszenia własnych powieści na ekran.
S.L.: Domniemanie nie do końca słuszne, bo przecież ten
stary film Wajdy ?Przekładaniec? z Kobielą w roli
głównej, zupełnie mnie satysfakcjonuje.
Tak więc nie ulega wątpliwości, że ?Przekładaniec? jest
(jak dotąd) jedyną ekranizacją prozy Lema, której się
udało zadowolić autora?

ZAŁĄCZNIK
Przekładaniec (Layer Cake aka Roly Poly)
Screenplay for TV movie Przekładaniec (Layer Cake aka
Roly Poly), 1968.
Note: Przekładaniec is a also a title of a coll. of
Lem's screenplays nd radio & TV plays publ. by
Wydawnictwo Literackie in Kraków in 2000. This coll.
contains the above screenplay.
Plot summary: The action takes place in year 2000. It
is "an amusing story of a racing car driver (Johns in
the origin. story, Jones in the origin. Lem's
screenplay and Fox in the movie - L.K.), who has
undergone so many transplants that it can no longer be
determined which persons have contributed to his
make-up" - F. Rottensteiner The SF Book (1975 p. 120).
Notes:
1. Based on Lem's short story "Czy pan istnieje, Mr
Johns?" ("Do you Exist, Mr Johns?"), origin. in
Przekrój, repr. in coll. Dzienniki gwiazdowe (1957).
2. The text of the screenplay was publ. in Ekran in
1968 and later repr. in coll. Bezsenność (1971), and
repr. in coll. Przekładaniec (2000).

Film adaptation: Przekładaniec 1968 in Poland; Polskie
Radio i Telewizja (Polish Radio and TV); Released also
by Film Polski. First time shown on 17/08/1968 in
Polish TV.
- Produced by: Zespół Realizatorów Filmowych "Kamera"
at Wytwórnia Filmów
Dokumentalnych w Warszawie for Telewizja Polska
(Polish TV).
- Directed by: Andrzej Wajda
- Screenplay by: Lem - based on his "Czy pan istnieje,
Mr Johns?" ("Do you Exist, Mr
Johns?"), origin. in Przekrój, repr. in Dzienniki
gwiazdowe (1957)
- Cinematography by: Wiesław Zdort with Andrzej Ramlau
(camera operator) & Józef
Bakalarski (assistant of the camera operator)
- Scenography by: Teresa Barska with Maciej Putowski
(interiors design) & Wiesław Orłowski
(assistant scenographer)
- Music by: Andrzej Markowski
- Sound by: Wiesława Dembińska
- Wardrobe design by: Barbara Hoff & Teresa Tryburska
- Make-up by: Krystyna Chmielewska with Jolanta Mijal
(ass.)
- Edited by: Halina Prugar with Grażyna Kociniak (ass. ed.)
- Cast (in credits order):
- Bogumił Kobiela as Richard Fox (the driver)
- Ryszard Filipski as adwokat (a solicitor),
- Anna Prucnal as żona (wife of Richard Fox),
- Jerzy Zelnik as Dr Burton,
- Piotr Wysocki as Dr Benglow,
- Tadeusz Pluciński as fałszywy ksiądz (a false priest),
- Wojciech Rajewski as człowiek z psem (a men with a
dog) together with:
- Marek Kobiela, Gerard Wilk, Ewa Gąsowska, Marta
Przyborzanka, Barbara Nikielska,
Elżbieta Nowacka, Barbara Biernacka & members of
the "Niebiesko-Czarni" ("The Blue
-Blacks") rock band.
- Prizes:
1. "Złoty Ekran" ("The Golden Screen") award for 1968
by the Polish weekly Ekran
2. Polish Radio and TV Committee (Komitet do Spraw
Radia i Telewizji) award for the
director and the scenarist
- Technical details: appr. 36 min., b&w
Notes:
1. Clute in SF: The Illustrated Encyclopedia (1995 p.
304) transl. the movie title as 'Pie'.
2. There was also a TV adaptation of Przekładaniec in
1991 by Czech TV in Ostrava (as Skrz naskrz).
? by Lech Keller

Obserwuj wątek
    • Gość: Kagan SOLARIS IP: *.vic.bigpond.net.au 27.02.03, 05:58
      Nudny romans w kosmosie - Recenzja filmu “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i
      James’a Cameron’a
      Idąc 27 lutego roku 2003 na australijską premierę hollywoodzkiej wersji
      “Solaris” starałem się jak mogłem, aby nie przynieść ze sobą na salę kinową
      żadnych uprzedzeń. Wynikało to z faktu, iż nie tylko znałem wcześniejsze
      recenzje tego fimu, ale też znam dość dobrze twórczość tych obu filmowców.
      Reżyser Steven Soderbergh jest znany głównie z “Sex, Lies, and Videotape”,
      filmu, powiedzmy sobie to szczerze, nudnawego i pretensjonalnego. Jednakże
      największy zawód sprawił mi producent “Solaris”, James Cameron (trzeba
      pamiętać, że w USA to producent, a nie reżyser, jest prawnie autorem filmu).
      Cameron jest znany z takich produkcji jak “The Terminator”, “Terminator 2”,
      “Aliens” (“Obcy”), “The Abyss” (“Głębia”) czy wreszcie “Titanic”. Sądząc po tym
      ostanim filmie, można było się spodziewać, iż “Solaris” zostanie sprowadzone de
      facto do wątku miłosnego (dość ważnego w powieści Lema, choć zdecydowanie w
      niej drugoplanowego). Niestety, “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i James’a
      Cameron’a to coś znacznie gorszego niż “love story in space” (“romans w
      przestrzeni kosmicznej”), to jest po prostu nudne, rozwlekłe i pretensjonalne
      pseudo-romansidło, grane w sztucznym, teatralnym stylu przez marnych aktorów:
      George’a Clooney’a (Krisa Kelvina) i Nataszę McElhone (Rhey’ę, właściwie Harey,
      o czym będzie mowa później),i na dodatek źle wyreżyserowany i nienajlepiej
      zmontowany (liczne dłużyzny, nic nie wnoszące nawet do nastroju filmu).

      Według Soderbergh’a “Solaris” to `a combination of “2001” and “Last Tango In
      Paris"’ (`kombinacja “2001” i “Ostatniego tanga w Paryżu”’). Dla mnie to zaś
      raczej marne naśladownictwo arcydzieła Kubrick’a, w stylu owego, jakże
      przereklamowanego, a tak naprawdę, to równie nudnego jak “Solaris”, “Ostaniego
      tanga”. W filmie “Solaris” właściwie nic się nie dzieje. George Clooney
      pokazuje w nim conajmniej dwa razy swoją pupę, co bynajmniej nie ratuje filmu.
      Sceny miłosne są zbyt odważne, aby film był bez ograniczeń wiekowych, ale zbyt
      mało odważne, aby zaciekawić właściwie kogokolwiek. Z filozoficznego przesłania
      powieści Lema właściwie nic nie ocalało: kiedy zaczyna się ciekawa dyskusja na
      temat Boga, i nawet wspomniana jest opinia papieża, fonia zostaje natychmiast
      wyciszona, aby - broń Boże - nie zmusić widzów do myślenia… Jednym z powodów,
      iż filozoficzna głębia powieści została zgubiona przez Soderbergh’a i Cameron’a
      jest fakt, iż scenariusz został napisany przez Soderbergh’a na podstawie
      marnego tłumaczenia tej powieści na angielski (Joanna Kilmartin i Steve Cox
      przetłumaczyli “Solaris”, na dodatek dość niechlujnie, nie z polskiego, a z
      francuskiego tłumaczenia, stąd owe, jedyne dotąd, angielskie tłumaczenie
      powieści Lema, zawiera mnóstwo błędów i przeinaczeń, w tym nawet nazwisk
      bohaterów).

      Jak już wspomniałem, dwójka głownych bohaterów gra w sztucznym, teatralnym
      stylu. Zamiast dialogów mamy deklamacje, zamiast gry aktorskiej jeno jej nędzne
      namiastki (przykładowo. scena “rezurekcji” Rhei-Harey, jest niezamierzonie
      komiczna z powodu fatalnego aktorstwa Nataszy McElhone). Voila Davis jest
      niezła w roli czarnoskórej uczonej, doktora Gordona – sęk w tym, iż jest to
      postać nieistniejąca w powieści Lema. Została ona wyraźnie wprowadzona “na
      siłę” przez Soderbergh’a , aby film był politycznie poprawny (o ile dobrze
      pamiętam, to w powieści Lema występuje murzynka, ale jest ona tworem planety
      “Solaris”, i nie jest naukowcem, a prześladowcą jednego z wyraźnie bialych
      uczonych z załogi stacji). Ulrich Tukur jest również dośc dobry w roli
      Gibariana, a własciwie jego “ducha” (Gibarian popełnia samobójstwo tuż przed
      przylotem Kelvina), ale jest to rola wyraźnie drugo-, jak nie trzecio-planowa.
      Jeremy Davis jako Snow (Snaut) jest nieco lepszy niż Clooney czy McElhone, ale
      to przenież nie jest żaden powód do dumy…

      Od aktorstwa Clooney’a i McElhone chyba jeszcze gorsza jest reżyseria
      Soderbergh’a. Film po prostu się rozłazi, brak mu tempa, napięcia a przede
      wszystkim owego nastroju tajemniczej grozy, która uderza praktycznie z każdej
      strony powieści Lema czy też jest wyraźnie obecna w pamiętnej ekranizacji
      Tarkowskiego z roku 1972. Soderbergh starał sie naśladować Kubrick’a, stąd
      początek i zakończenie “Solaris” jest marną kopią “2001”. Brak funduszy na
      efekty specjalne rozłożył zaś ten film do końca. Wnętrze stacji i urządzenia
      znajdujące się w niej są na poziomie końca XX wieku i początku XXI, zaś
      techologia podróży kosmicznych o jakieś conajmniej 100 lat w przyszłość.
      Nieszczęściem Soderberg’a jest to, iż jego film ukazał sie po takich filmach
      jak “Minority Report” (“Raport mniejszości) Spielberg’a (według opowiadania
      Philip’a K. Dick’a), czy też niedawnych adaptacjach dzieł H.G. Wells’a (jego
      “Niewidzialnegp człowieka” i “Maszyny czasu”). Stąd oczekiwania publiczności są
      obecnie wysokie, i nikogo już nie sa w stanie zadowolić efekty specjalne na
      pozoomie “Milczącej gwiazdy” (“Astronauci’) Maetzig’a (1960) czy też “Testu
      pilota Pirxa” Piestraka (1979), a znacznie gorsze (szczególnie, jeśli wziąć pod
      uwagę upływ ponad 30 lat), niż w radzieckiej ekranizacji “Solaris’ z roku 1972.

      Miłośnikom science fiction czy też historii miłosnych zdecydowanie odradzam
      “Solaris” Soderbergh’a, chyba, iż chcą się zanudzić na śmierć - na senasie w
      kinie “Southland Village Cinema” na przedmieściu Melbourne, który zaczął się 27
      lutego 2003 roku 2003 o godzinie 10:35 rano, tylko ja i osoba mi towarzysząca
      (ta ostania przez grzeczność) wytwaliśmy do końca… Polecam natomiast ten film
      studentom sztuki filmowej (aby zobaczyli, jak się się nie powinno kręcić
      filmów), oraz miłośnikom zdecydowanie złych, szmirowatych filmów, szczególnie z
      gatunku “science fiction i fantasy”, do którego to, niewiadomo czemu,
      zakwalifikowano ten zdecydowanie nieudany romans Soderbergh’a i Cameron’a,
      marny romans, który nie tylko nie dorasta do pięt klasie powieści Lema, ale
      jest o kilka klas gorszy niż klasyczna ekranizacja Tarkowskiego z roku 1972.
      Jako iż Lem był wyraźnie niezadowolony z wersji Tarkowskiego, jestem
      niezmiernie ciekawy, co sądzi on o “dziele” Soderbergh’a i Cameron’a. Obawiam
      się tylko, iż milionowe honorarium, które dostał on za prawa do sfilmowania
      “Solaris” zostało wypłacone nie tylko pod warunkiem, iż nie bedzie się on
      wtrącał do filmowania tej powieści, ale tez, iż nie będzie on publicznie
      wyrażać negatywnych opinii o fiasku “dzieła” Soderbergh’a i Cameron’a…

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka