Gość: Słuchacz
IP: *.acn.waw.pl
01.03.06, 02:35
Byłem na tym "poprzednim " koncercie Mau Chao w Warszawie w hali Mera. Pod
względem organizacji TRAGEDIA! Totalny łomot, nic nie bło słychać, nie można
było odróżnić utworów, makabra. Zaduch i smród. Natomiast artyści dali z
siebie wszystko. Szkoda że nie wiedzieli że z głosników grzmi jeden wielki
łomot. Gdy znalazłem się za sceną , z głośników odsłuchowych dźwięk był
znośny. Publika rzeczywiście sie wyśmienicie bawiła, ale ... im nic juz nie
było trzeba, mogło nic nie grać bo - jak śpiewa OZ - "mieli w sobie"