Dodaj do ulubionych

Koniec niskich stóp

28.04.04, 00:00
Tego należało sie spodziewać. Po wakacjach stopy procentowe zaczną rosnąć.

RPP zaostrzyła kurs w polityce pieniężnej
Wtorek, 27 kwietnia 2004, 20:50
Rada Polityki Pieniężnej uznała, że złotemu potrzebne jest mocniejsze
wsparcie i zmieniła swoje nastawienie w polityce pieniężnej z neutralnego na
restrykcyjne. Taka zmiana oznacza, że Rada skłonna jest raczej podwyższać
stopy, procentowe niż je obniżać.

RMF AF
Na razie jednak stopy pozostają na poziomie niezmienionym od czerwca zeszłego
roku - referencyjna wynosi 5,25 pkt. Ale już na przyszłym posiedzeniu stopy
mogą zostać podniesione.

Przemawia za tym szybszy, niż oczekiwano, wzrost cen niektórych artykułów.
Ekonomiści spodziewają się, że po naszym wejściu do Unii nastąpią kolejne
podwyżki, a z tym wiąże się niebezpieczeństwo wyższej inflacji.

Gdyby Rada zdecydowała się podnieść stopy na kolejnym posiedzeniu, byłoby to
zgodne z oczekiwaniami rynków.

Rada ostatni raz podwyższyła stopy cztery lata temu, w sierpniu 2000 roku.
Obserwuj wątek
    • przycinek.usa Re: Koniec niskich stóp 28.04.04, 04:25
      I to jest TRAGEDIA.
      • darr.darek co to jest tragedia 28.04.04, 13:11
        przycinek.usa napisał:
        > I to jest TRAGEDIA.

        Nie, przycinek. Tragedią byłoby dopuszczenie do nadmiernego dodruku pieniądza
        papierowego i w konsekwencji do :
        - wysokiej lub bardzo wysokiej inflacji,
        - dramatycznie wysokich ... stóp procentowych (w konsekwencji),
        - utraty prognozowalności parametrów ekonomiczych tak w skali makro jak i mikro,
        - zapaści gospodarczej po "chwili udawanego szczęścia na rynku".

        Nadmierny dodruk pieniądza jest ściśle powiązany ze zbyt niskimi stopami banku
        centralnego (gdzieś opisałem cały mechanizm, mogę go przytoczyć powtórnie.
        Zakładam, że nie pomijam najważniejszych powiązań).
        • przycinek.usa Re: co to jest tragedia 29.04.04, 03:46
          "Nie, przycinek. Tragedią byłoby dopuszczenie do nadmiernego dodruku pieniądza
          papierowego i w konsekwencji do :
          - wysokiej lub bardzo wysokiej inflacji,
          - dramatycznie wysokich ... stóp procentowych (w konsekwencji),
          - utraty prognozowalności parametrów ekonomiczych tak w skali makro jak i mikro,
          - zapaści gospodarczej po "chwili udawanego szczęścia na rynku"."

          Absolutnie i bezwzglednie TAK. ALE: Tragedia jest wprowadzania restrykcji
          monetarnych w warunkach inflacji kosztowej. Toz to jest IDIOTYZM ciezki.

          To jest takie samo przegiecie paly, jak mawiaja koledzy z Polski, jak dodruk
          pieniadza. Dodruk pieniadza moze byc nawet przejsciowo korzystniejszy jak
          wysoka stopa procentowa. O tym tez pisalem.

          Po prostu dodatkowa emisja pieniadza powoduje "okradanie" posiadaczy pieniedzy
          w postaci utraty czesci wartosci, ALE przybywa pieniadza na rynku, poniewaz
          nastepuje ich rozdrobnienie i POMIMO wzrostu cen obroty skokowo rosna i wzrasta
          rowniez produkcja.

          Problem polega na tym, ze na emisji na ogol politycy poprzestaja i cala zabawa
          zaczyna sie od nowa. Czyli inflacja. Jesliby jednak taka operacje wykorzystac
          do ROWNOCZESNEGO obnizenia podatkow, wydatkow socjalnych i obnizke cel, to
          moznaby osiagnac efekt znacznego i TRWALEGO przyspieszenia gospodarczego.
          Koszt oczywiscie pokryja bogaci obywatele. He he he he.

          To sa takie manipulacje, ze mozemy sobie o nich pogadac. I tyle.
          Lepiej nie probowac w praktyce, bo geniuszami to ci politycy nie sa.
          (Zawsze moze sie wydarzyc cos, co ten lancuch porzadanych wydarzen przerwie i
          zostaniemy z wielkim nic i wzrastajacymi cenami.)

          Podkreslam jeszcze raz. Uwazam, ze w przypadku wystepowania inflacji kosztowej
          NIE WOLNO stosowac ograniczania podazy pieniadza poprzez wysoka stope repo.
          I dlatego napisalem, ze jest to tragedia. Cala ta RPP jest slepa i glupia.
          Jest tez w dobrym towarzystwie. ECB jest podobne. Nawet ministrowie gospodarki
          Niemiec i Francji smialiby sie z Tricheta, gdyby nie to, ze szkodzi im na
          potege. W niedziele nawet awantura przez to byla. Poklocili sie tak, ze nawet
          miala byc z tego konferencja prasowa ale odwolali w ostatniej chwili.
          Mowi sie ogolnie, ze pomimo tego, ze Europejska gospodarka pracuje na "jednym
          plucu" to i tak ECB stop nie obnizy.

          I caly dowcip polega na tym, ze sa ewidentne powody, dla ktorych jest taki
          wzrost gospodarczy w USA a nie w Europie. A powinno byc odwrotnie, bo biznes z
          Europy jest bardziej dynamiczny. Tylko nie ma warunkow do dzialania.
          Drogi kredyt i bariery wejscia na rynek w tym niekorzystna wartosc wymiany.
          Kolejna tragedia jest postawa komentatora. Wlasnie przeczytalem.
          Niereformowalny osobnik.

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=12268011
          • darr.darek Re: co to jest tragedia 29.04.04, 12:37
            przycinek.usa napisał:
            > - zapaści gospodarczej po "chwili udawanego szczęścia na rynku"."
            >Po prostu dodatkowa emisja pieniadza powoduje "okradanie" posiadaczy pieniedzy
            >w postaci utraty czesci wartosci, ALE przybywa pieniadza na rynku, poniewaz
            >nastepuje ich rozdrobnienie i POMIMO wzrostu cen obroty skokowo rosna i wzrasta
            >rowniez produkcja.

            Efekt podobny jak przy masowej obniżce cen o parę procent. Wzrastaja o parę
            procent : sprzedaż, produkcja i wytwarzanie usług i ... przedsiebiorcy
            orientują się, że na skutek zaniżonych cen spadły im zyski, a nawet zagrożona
            jest płynność. I podnoszą ceny wyżej niż były przed rokiem. I spadek sprzedaży
            nastepuje. Itd. . Z tym, że przy tej "masowej obniżce", to całość ekonomiczna
            przynajmniej przewidywalna byłaby.
            Oczywiście cała "masowa obniżka" nie miałaby prawa zaistnieć, bo przedsiębiorcy
            nie robią zaniżania cen bez wymuszenia tego przez warunki konkurencyjne.

            W przypadku wywołania inflacji poprzez deprecjację waluty, właśnie brak danych,
            że pieniądz JUŻ jest popsuty o parę procent i psychologiczne przywiązanie
            przedsiebiorcy i konsumenta do "stabilnej ceny" powoduje, że wywołuje się
            efekt "masowej, spontanicznej obniżki cen". Problem właśnie polega na tym, że
            nikt nie jest głupi i orientuje się szybko, że został złapany na numer "masowej
            obniżki cen" swojego towaru.

            >Problem polega na tym, ze na emisji na ogol politycy poprzestaja i cala zabawa
            >zaczyna sie od nowa. Czyli inflacja.

            Na szczęście, politycy już nie decydują o dodruku. A własnie zaniżone stopy
            banku centralnego powodują, że banki komercyjne zamiast zbierać (czasami
            drogie) lokaty od oszczędzających, pozyczają od banku centralnego na niski
            procent ... świeżo wydrukowane pieniądze. I TO WŁASNIE JEST WSPÓŁCZESNY
            MODEL "ZLECANIA" DODRUKU !

            > Jesliby jednak taka operacje wykorzystac
            > do ROWNOCZESNEGO obnizenia podatkow, wydatkow socjalnych i obnizke cel, to
            > moznaby osiagnac efekt znacznego i TRWALEGO przyspieszenia gospodarczego.
            > Koszt oczywiscie pokryja bogaci obywatele. He he he he.

            A po co robić NIEMOŻLIWY DO ZAISTNIENIA W REALNYM ŚWIECIE (bo nigdy nie
            zaistniał) model "wiązania" obniżek podatków i wydatków budżetowych z dużym
            dodrukowywaniem (psuciem) pieniądza ?
            Chyba lepiej zacząć program zmniejszania wydatków i podatków bez
            jakiegoś "wiązania" z czymś ? Prawda ? Taki model przynajmniej zaistniał w
            rzeczywistości.

            > Podkreslam jeszcze raz. Uwazam, ze w przypadku wystepowania inflacji kosztowej
            > NIE WOLNO stosowac ograniczania podazy pieniadza poprzez wysoka stope repo.

            A dlaczego nie można ograniczać dodruku pieniądza, jeśli wskaźniki mówią, że
            następuje DEPRECJACJA pieniądza ?
            Tak naprawdę, to wszystko związane jest z wartością pieniądza.
            Chwilowe "zamieszanie na rynku" jest tylko konsekwencją braku wiedzy : ile ten
            pieniądz jest właśnie wart i ile będzie warty za pół roku.
            Zapomnij o "dobroczynnym" wpływie zbyt niskich stóp (wywołujących zgłaszanie
            popytu przez banki komerc. na duże pożyczki z NBP) na niskie stopy kredytów.
            Z chwilą, gdy wychodzi na jaw jak duża jest deprecjacja pieniądza, popyt na
            tani kredyt powiększyłby się, wartość lokat od oszczędzajacych spadłaby
            drastycznie i ... albo dłuższe utrzymanie sytuacji olbrzymiego dodruku i
            hiperinflacji, albo drastyczne podbicie stóp , tak NBP jak i komercyjnych.

            > I caly dowcip polega na tym, ze sa ewidentne powody, dla ktorych jest taki
            > wzrost gospodarczy w USA a nie w Europie.A powinno byc odwrotnie, bo biznes z
            > Europy jest bardziej dynamiczny. Tylko nie ma warunkow do dzialania.

            A w czym to biznes z Europy jest bardziej dynamiczny ? Proszę o odpowiedź .

            W starych czasch ludzie na widok bankruta złupionego przez oszustów czy hazard,
            mawiali : gdy czegoś nie wypracujesz to nie spodziewaj się bogactwa z niczego.
            W nowoczesnym biznesie tym bardziej widać, że głupotą jest nastawianie się
            na "bogactwo z niczego" i sukces gospodarczy "spływający za sprawą dodruku
            papierków". Gdy handel zamiast komputerowo dopracowanej logistyki dostaw i
            dystrybucji przybiera postać zapoconego pana Mietka z Żukiem, i gdy produkcja
            zamiast wysokowydajnych lini przybiera postać zastępów roboli z umiejętnością
            obsługi młotka 5-kilowego.

            Zwolennicy "dodruku" zamiast rozwoju technologii właśnie zapominają, że żaden
            dodruk nie sprawi, że emeryckie gospodartwo rolne z jedną świnką stanie się
            nagle farmą hodowlaną z możliwściami produkcyjnymi tysięcy sztuk trzody
            rocznie; i jeszcze obsługiwane przez paru ludzi, aby spełniło warunek wysokiej
            efektywności ekonomicznej.

            > Drogi kredyt i bariery wejscia na rynek w tym niekorzystna wartosc wymiany.

            Kredyt bierze się z LOKAT. Jeśli wartość lokat jest nieduża, to i kredyt nie
            jest najtańszy. TO JEDNAK NIE JEST BARIERĄ DLA EFEKTYWNYCH PRZEDSIĘBIORSTW.
            Ja zetknąłem się z polskimi firmami handlowymi, gdzie zdawałoby się podstawa
            egzystencji, czyli zbyt duże, nieefektywne zapasy, "pożerające" zasoby kapitału
            obrotowego ... nie były problemem i tematem do działań - liczyło się "zatrudnić
            nowych akwizytorów coby rynek czesali". Ot, to jest całe myslenie sporej części
            polskiego biznesu "kategoriami rozwoju".
            Diagnoza "naprawiaczy" : ... sprawić coby oni kredyty mieli tańsze.
            Najgłupsza (naprawdę najgłupsza) diagnoza jaką można postawić dla polskiej
            gospodarki, a jednak "króluje" od kilkunastu już lat.

            A bariery , owszem, wszystkie trzeba LIKWIDOWAĆ. Ale co to ma wspólnego z
            lewicowym podejściem do gospodarki i do tematu "dosypywania pieniądza" ?
            Przecież zwolennicy "dosypywania pieniądza" są ZAWSZE zwolennikami "koniecznych
            barier" (czasami inaczej je nazywają).

            • przycinek.usa Re: co to jest tragedia 29.04.04, 20:04
              "Efekt podobny jak przy masowej obniżce cen o parę procent. Wzrastaja o parę
              procent : sprzedaż, produkcja i wytwarzanie usług i ... przedsiebiorcy
              orientują się, że na skutek zaniżonych cen spadły im zyski,"

              Teoretyczny efekt. Dlatego taki impuls nalezy wyprostowac obnizeniem kosztow.
              Wtedy zyski nie spadaja. Utrzymuje sie podobny lub wiekszy wplyw podatkowy i
              wszyscy teoretycznie sa happy.

              "Problem właśnie polega na tym, że nikt nie jest głupi i orientuje się szybko,
              że został złapany na numer "masowej obniżki cen" swojego towaru."

              Oczywiscie, ze bogaci nie sa glupi i od razu orientuja sie, ze zostali
              dodatkowo opodatkowani.

              "Na szczęście, politycy już nie decydują o dodruku."

              Poczekamy zobaczymy.

              "A własnie zaniżone stopy banku centralnego powodują, że banki komercyjne
              zamiast zbierać (czasami drogie) lokaty od oszczędzających, pozyczają od banku
              centralnego na niski procent ... świeżo wydrukowane pieniądze. I TO WŁASNIE
              JEST WSPÓŁCZESNY MODEL "ZLECANIA" DODRUKU!"

              I w ten sposob pieniedze laduja na rynku. Chyba nie uwazasz, ze jak pieniedz
              tanieje, to ktos bedzie go kupowal po wysokiej cenie? Ja nigdzie nie napisalem,
              ze Lepper osobiscie w Klewkach postawi maszyne i bedzie drukowal banknoty a
              potem rozdawal kolegom w kaloszach.

              "A po co robić NIEMOŻLIWY DO ZAISTNIENIA W REALNYM ŚWIECIE (bo nigdy nie
              zaistniał) model "wiązania" obniżek podatków i wydatków budżetowych z dużym
              dodrukowywaniem (psuciem) pieniądza ?"

              No no no. Powolutku. Po pierwsze nikt nie mowil o ograniczaniu wydatkow.
              Po prostu obnizka stawek "na kredyt od bogatych". Czyli dodruk okrada bogatych,
              zwieksza obrot na rynku podwyzsza wplyw podatku i ... obnizamy akcyze.

              To pododuje kolejne wzrosty. No to korzystajac z sytuacji obnizamy Vat. Itp.
              Teoretyczna rozmowa. Bogaci stracili nieodwracalnie czesc pieniedzy, ale w
              perspektywie jest szansa na wieksze zarobki z powodu wiekszego wzrostu
              gospodarczego.

              "Chyba lepiej zacząć program zmniejszania wydatków i podatków bez
              jakiegoś "wiązania" z czymś ? Prawda ? Taki model przynajmniej zaistniał w
              rzeczywistości."

              Oczywiscie ze pewne wydarzenia mamy w pamieci. Sa rozne metody obnizania
              wartosci pieniedza na rynku i wykorzystywania efektu zabierania bogatym.
              Sa to np. nacjonalizacje, dzialanie z gruntu bezsensowne, pisze tak, zebys sie
              nie przyczepil, ze jestem zwolennikiem nacjonalizacji.
              Potem masz ograniczanie splat kredytu, zawieszanie zobowiazan, wariant Rosyjski.
              Wariant USA, czyli skumulowanie zjawiska niskiej stopy i naplywu pieniadza na
              rynek w formie tanich lokat, agresywnej polityki kredytowej itp.

              Wszedzie tam doszlo do podobnych dzialan. No ale nie kierujmy sie porownaniami
              do poteg militarnych.

              "A w czym to biznes z Europy jest bardziej dynamiczny ? Proszę o odpowiedź."

              Ludzie sa bardziej dynamiczni. To jest moja opinia poparta obserwacja. Sa
              strasznie aktywni, agresywni i (wydaje mi sie) sa dzieki temu niezwykle
              konkurencyjni i elastyczni. Mamy tu problemy z amerykanskimi firmami.
              Powaznie. Firmy amerykanskie nie sa tak elastyczne. To mnie troche dziwi.
              Utarlo sie przekonanie, ze jest odwrotnie. Bledne przekonanie.

              "W nowoczesnym biznesie tym bardziej widać, że głupotą jest nastawianie się
              na "bogactwo z niczego" i sukces gospodarczy "spływający za sprawą dodruku
              papierków"."

              Bla bla bla. Dodruk to nie jest bogactwo z niczego, tylko zabranie bogatym i
              oddanie biednym. To jest tani, bo darmowy kredyt i to dodatkowo z zawieszona
              splata. Co ciekawe, splata ta NIE WYSTEPUJE jedynie wtedy kiedy operacja
              obnizenia kosztow powiedzie sie. Jak sie nie uda, to nakreca sie inflacja,
              najwiecej traca biedni a duzi odbieraja calosc z nawiazka w postaci procentu od
              rzadu. He he he.


              "Ale co to ma wspólnego z lewicowym podejściem do gospodarki i do
              tematu "dosypywania pieniądza"?"

              Nie wiem o czym mowisz. Lewicowe podejscie do gospodarki to przekladanie
              panstwa ponad obywatela i utozsamianie obywatela ze sluga panstwa.


              "Kredyt bierze się z LOKAT. Jeśli wartość lokat jest nieduża, to i kredyt nie
              jest najtańszy."

              Im wiecej pieniadza tym tanszy kredyt. Przyklad: USA.


              "TO JEDNAK NIE JEST BARIERĄ DLA EFEKTYWNYCH PRZEDSIĘBIORSTW."

              Oj Darek. Gospodarka makroekonomicznie sklada sie GLOWNIE, W PRZEWADZE, W
              WIEKSZOSCI, z przedsiebiorstw NIEEFEKTYWNYCH. Albo malo efektywnych.
              Jak chcesz tak dostosowywac gospodarke, aby byly same efektywne firmy, to
              znaczy, ze chcesz dostosowywac obywateli do ustroju. Przedsiebiorstwo efektywne
              to jest konstrukcja semantyczna. To taka sama utopia jak komunizm.

              Nigdy nie zapominaj, ze cecha elementarna kazdego biznesu sa straty. STRATY.
              Zeby wyjsc na plus, to trzeba te straty minimalizowac. Ale straty sa ZAWSZE.





            • deluc Re: Czytanie ze zrozumieniem 30.04.04, 01:15
              <ciach>
              > Diagnoza "naprawiaczy" : ... sprawić coby oni kredyty mieli tańsze.
              Diagnoza to zdaje sie okreslenie stanu pacjenta, albo szerzej stanu czegos i
              przyczyn stanu czegos. Szanowny Pan mial raczej na mysli recepta, ale do rzeczy.
              Tanszy kredyt dla przedsiebiorstw oznacza nizsze koszty finansowe, podnosi ich
              konkurencyjnosc, w pewnych warunkach sklania przedsiebiorstwa do inwestycji - a
              inwestycje samo zlo - prawda darr.darku?

              > Najgłupsza (naprawdę najgłupsza) diagnoza jaką można postawić dla polskiej
              > gospodarki, a jednak "króluje" od kilkunastu już lat.
              E..., recepta, masz na mysli recepte - no cuz - to jeden z najglupszych
              komentarzy jesli chodzi o stalych bywalcow forum Gospodarka.

              >
              > A bariery , owszem, wszystkie trzeba LIKWIDOWAĆ.
              Tak? Postulujesz swobodny przeplyw materialow radioaktywnych w ramach transakcji
              handlowych?

              > Ale co to ma wspólnego z
              > lewicowym podejściem do gospodarki i do tematu "dosypywania pieniądza" ?
              ciekaw jestem bardzo co to jest to "dosypywanie pieniadza"??? - obnizka stop
              procentowych?

              > Przecież zwolennicy "dosypywania pieniądza" są ZAWSZE zwolennikami "koniecznych
              >
              > barier" (czasami inaczej je nazywają)
              Ty widac jestes zwolennikiem generalizowania - stad to ZAWSZE...., zalosne to

              • robisc Re: Czytanie ze zrozumieniem 30.04.04, 22:26
                Warto nadmienić, ze obecne stopy procentowe NBP są wciąż o kilka punktów
                procentowych wyższe od śreniorocznej inflacji, więc straszenie podwyżkami
                tychże stóp już obecnie, kiedy czynniki inflacyjne nie sa należycie rozpoznane
                jest stanowczo przedwczesne.

                Natomist niebezpieczeństwio czyha gdzie indziej. Rosną rynkowe stopy
                procentowe, w związku z tragiczna sytuacją finansów publicznych. Pożyczkodawcy
                będa żadać coraz wyższych premii za ryzyko, wraz ze wzrostem deficytu. Czym
                wyzszy deficyt, tym wyższe koszty obsługi długu publiczego i znowu wyższe
                potrzeby pozyczkowe. To sie chyba nazywa spiralą zadłużenia. Nie wiem jak długo
                tak można, ale chociażby z tego powodu stopy procentowe będą rosnąć.
    • wolo no dobra 29.04.04, 21:16
      le kiedy wzrosną i o ile?

      moim zdaniem pozostaną bez zmian, chyba że potrzebna będzie interwencyjna
      podwyżka o 100 pipsów (no może dwie 50 tki).
      • przycinek.usa Re: no dobra 29.04.04, 21:29
        No pewnie. Jak dawac rynkowi w leb to od razu, raz a porzadnie, mlotem
        pneumatycznym!

        Co tam dwa razy po piecdziesiat. Za malo. 2 procent. w koncu trzeba cos zarobic
        na emeryture.
    • robisc Nawet zagranicą zauważyli... 10.05.04, 21:27
      JP Morgan: w 2005 r. wysokie stopy i taki sam deficyt
      PAP 11:00

      Z powodu trudnej sytuacji politycznej Polsce trudno będzie osiągnąć postęp w
      dziedzinie fiskalnej, co w zestawieniu ze wzrostem aktywności gospodarczej i
      rosnącą presją inflacyjną zapowiada zwyżki stóp i utrzymanie wysokiego deficytu
      fiskalnego w 2005 r. - uważają analitycy JP Morgan.

      W cotygodniowym komentarzu analitycy JP Morgan napisali, że ich podstawowy
      scenariusz zakłada obecnie, iż poziom stóp procentowych wzrośnie o 50 pkt.
      bazowych do połowy roku, o dalsze 50 pkt. bazowych w drugiej połowie roku oraz
      o 100 punktów bazowych w 2005 r. Tym samym najważniejsza ze stóp procentowych
      sięgnęłaby 6,25% na koniec 2004 r. i 7,25% na koniec 2005 r.

      JP Morgan pesymistycznie zapatruje się też na perspektywę wprowadzenia
      znaczących reform fiskalnych. "Podjęcie istotnych działań prowadzących do
      zawężenia wysokiego strukturalnego deficytu fiskalnego jest w tym roku mało
      prawdopodobne" - stwierdzili, wskazując na przełożenie o dwa miesiące terminu
      głosowania nad projektem ustawy o waloryzacji rent i emerytur.

      Przyspieszenie wzrostu (PKB w I kwartale tego roku z roku na rok wzrośnie
      według nich o 6,0% i 5,5% w ujęciu średniorocznym za 2004 r.), presja
      inflacyjna i brak zdecydowanych i konsekwentnych działań w polityce fiskalnej
      spowodują m.in., że deficyt fiskalny w 2005 r. pozostanie na poziomie zbliżonym
      do tegorocznego.

      JP Morgan nie uważa za prawdopodobne, by rząd Marka Belki uzyskał wotum
      zaufania Sejmu za pierwszym podejściem. Spodziewa się, że uzyska je dopiero
      przy trzecim głosowaniu i że przejdzie niewielką różnicą głosów pod koniec
      czerwca. Lecz nawet i wówczas negatywnej perspektywy wczesnych wyborów z końcem
      tego roku nie będzie można wykluczyć.

      Dotychczas analitycy JP Morgana sądzili, że szanse "za" i "przeciw" są
      wyrównane i bardziej prawdopodobne jest to, że gabinet Belki zostanie
      zaaprobowany przez Sejm niż odrzucony. Ocenę zmienili w następstwie czwartkowej
      wypowiedzi szefa SLD Krzysztofa Janika, w której mówił on o "cieniu szansy" na
      to, że rząd Belki uzyska wotum zaufania w połowie maja.

      "Ton najnowszego oświadczenia Janika kontrastuje z jego poprzednimi
      umiarkowanie pozytywnymi wypowiedziami i sugeruje, że SLD, zabiegając o
      poparcie dla Marka Belki, stoi w obliczu większych problemów, niż się
      spodziewało" - ocenili.

      "Mimo że wynik głosowania wciąż może przechylić się w jedną lub w drugą stronę,
      nasz podstawowy scenariusz zakłada, że Belka nie uzyska wotum zaufania za
      pierwszym podejściem i że wynikiem tego będzie dłuższy okres politycznej
      niepewności" - stwierdzili analitycy. (jask)
    • robisc Wywiad z Filarem 11.05.04, 21:15
      Filar: Polska gospodarka wyraźnie przyśpiesza
      Wtorek, 11 maja 2004, 17:00 (ostatnia zmiana: 17:47)
      Obserwujemy wyraźne przyśpieszenie polskiej gospodarki - mówi Dariusz Filar,
      członek RPP. Problem w tym, aby wzrost odczuli także ci, którzy są w gorszej
      kondycji. Nastąpi to - przewiduje gość RMF - za 2-3 kwartały, jeśli utrzyma
      takie tempo wzrostu jak teraz.


      Konrad Piasecki: Panie profesorze, czy ktoś taki jak pan musi być programowym
      czarnowidzem i pesymistą?

      Dariusz Filar: Nie, zupełnie nie. Nawet powiedziałbym, że potrzebne jest pewne
      wyczulenie na wszystkie pozytywne sygnały płynące z gospodarki.

      Konrad Piasecki: Ja obserwując polską gospodarkę, słysząc i ciesząc się, że
      jest wzrost gospodarczy, że jest ruch na rynku kredytów, że Polscy coraz więcej
      zarabiają i coraz więcej konsumują, jednocześnie słyszę członków Rady Polityki
      Pieniężnej, którzy od razu zaczynają grozić palcem i mówią: „Oj, jak się tak
      bardzo rozpaszecie, to wam podniesiemy stopy procentowe.”

      Dariusz Filar: Oczywiście. W każdej szybko rosnącej gospodarce grozi jej
      przegrzanie, grozi jej gwałtowny wzrost inflacji i Rada Polityki Pieniężnej
      jest po to, aby przed takim niebezpieczeństwem nas chronić.

      Konrad Piasecki: Będziecie nas chronić, czyli podwyższać stopy procentowe?

      Dariusz Filar: Jeżeli to będzie potrzebne.

      Konrad Piasecki: A będzie potrzebne?

      Dariusz Filar: Cały czas obserwujemy rozwój sytuacji, przechodząc do
      nastawienia restrykcyjnego daliśmy do zrozumienia, że liczymy się z potrzebą
      wzrostu stóp procentowych ale nie określiliśmy – jak do tej pory – momentu, w
      którym to nastąpi.

      Konrad Piasecki: Panie profesorze, ale dlaczego ludzie nie mieliby brać więcej
      kredytów? Wszak więcej kredytów, to więcej zakupów, a więcej zakupów, to
      gospodarczy wzrost, czyli powszechna szczęśliwość.

      Dariusz Filar: Tak, ale trzeba pamiętać o tym, że gospodarka ma określone
      zdolności produkcyjne i jeśli znajdzie się pod presją popytową, to te zdolności
      produkcyjne w pewnym momencie zaczynają się wyczerpywać, a to skutkuje wzrostem
      cen.




      Konrad Piasecki: Ale pan wie, że jeśli znów podwyższycie stopy, to znów wyjdzie
      na tych, co dusza i tłamszą gospodarczy boom.

      Dariusz Filar: To nie musi tak być. Jeśli podniesiemy je w odpowiednim momencie
      i w odpowiedniej wysokości, to nie musi to spowodować negatywnych skutków dla
      wzrostu.

      Konrad Piasecki: A nie ma pan wyrzutów sumienia, że jako bankowiec komercyjny
      namawiał pan do brania kredytów złotówkowych, a teraz jako bankowiec narodowy
      uderzy pan w tych, których pan namówił?

      Dariusz Filar: Namawianie do brania kredytów w złotych wynika przede wszystkim
      z troski o zabezpieczenie klienta przed wahaniami kursowymi, a nie przed
      wzrostem stóp procentowych.

      Konrad Piasecki: Ale jak wzrosną stopy procentowe, to ci klienci dostana po
      kieszeni.

      Dariusz Filar: Tak, ale myślę, że znowu w warunkach rosnących płac, to
      uderzenie może być umiarkowane.

      Konrad Piasecki: Panie profesorze, rzeczywiście jest w Polsce gospodarczy boom?

      Dariusz Filar: Bez wątpienia obserwujemy przyśpieszenie polskiej gospodarki i
      to wyraźne przyśpieszenie trwa od co najmniej ostatniego kwartału ubiegłego
      roku.

      Konrad Piasecki: To jest wartość obiektywna. Dlaczego subiektywnie Polacy są w
      coraz gorszych nastrojach, ba w najgorszych nastrojach i uważają, że ich
      sytuacja ekonomiczna jest coraz gorsza.

      Dariusz Filar: Ja myślę, że to wynika przede wszystkim z tego, że w warunkach
      wzrostu my się dalej jako społeczeństwo różnicujemy. Widać w tej chwili wyraźny
      wzrost płac, zwłaszcza w sektorze przedsiębiorstw, a zwłaszcza w
      przedsiębiorstwach eksportujących. Natomiast to dotyczy wybranej części
      społeczeństwa.

      Konrad Piasecki: Ale jak się różnicujemy, to i zadowoleni powinni być coraz
      bardziej zadowoleni i owszem, niezadowoleni coraz bardziej niezadowoleni.

      Dariusz Filar: Ci zadowoleni są tylko pewną częścią społeczeństwa. Ci
      natomiast, których sytuacja nawet się nie pogorszyła, pozostała równie zła, jak
      była, subiektywnie widząc tych, którzy przed nimi uciekają w dobrobyt, czują
      się subiektywnie w gorszym położeniu.

      Konrad Piasecki: Czy jest tak, że my jesteśmy na to skazani?

      Dariusz Filar: Problem w tym, aby wzrost był na tyle silny, aby również ci,
      którzy są w gorszej kondycji zaczęli go odczuwać.

      Konrad Piasecki: Z zaczną?

      Dariusz Filar: Jeżeli gospodarka utrzyma takie tempo, jak w tej chwili, to w
      perspektywie 2-3 kwartałów powinni to tez odczuwać.

      Konrad Piasecki: Czy rząd powinien obniżyć akcyzę na paliwo?




      Dariusz Filar: Ja sądzę, że to jest decyzja do przemyślenia. To jest gestia
      ministra finansów.

      Konrad Piasecki: Pan może doradzić jako ekonomista.

      Dariusz Filar: Jeżeli rzeczywiście okazałoby się, że nie zagraża to dochodom
      ministerstwa, to taki manewr można wykonać.

      Konrad Piasecki: A droższe paliwo to jednocześnie wyższa inflacja i niższy
      wzrost gospodarczy?

      Dariusz Filar: Wysoka inflacja wynikająca właśnie z szoku podażowego i to nie
      tylko my stwierdzamy, ale stwierdzają to wszystkie banki centralne na świecie,
      może stanowić zagrożenie dla wzrostu gospodarczego.

      www.rmf.fm/wiadomosci/index.html?id=68737&loc=2

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka