Dodaj do ulubionych

Drukowanie

16.09.12, 09:56
Dziwi mnie, że prawdopodobnie, bardzo brzemienne w skutki decyzje jakie zapadły w minionym tygodniu, nie zyskały specjalnej uwagi na tym szanownym forum.
Być może kolejne QE już się opatrzyły i nie robią na nikim specjalnego wrażenia.
Być może, były przez wszystkich tak wyczekiwane, że gdy już je ogłoszono, to przyjęto to jako coś całkowicie normalnego i zwykłego.
Ja myślę jednak, że drukowanie nie jest czymś normalnym. Szczególnie wtedy, gdy odbywa się w tym samym czasie, w różnych miejscach globu. A na dodatek, powody (przynajmniej te deklarowane) są inne.
Jaka jest więc praprzyczyna tego drukowania? I czy ta praprzyczyna może być wspólna dla
obserwowanych wypadków?
Jest dość oczywiste dla mnie, że gdyby nie siedziało coś głębiej, to zarówno na wysokie bezrobocie, jak i ratowanie strefy euro znaleziono by inne lekarstwa. Być może, nie definiowano by nawet powyższych powodów jako jakichś kluczowych bolączek.
Wydaje mi się, że tą praprzyczyną jest brak kasy. I nie ma chyba wielkiego sensu akurat tutaj, zagłębiać się dalej. Co spowodowało ten brak kasy, gdzie te braki występują itp.
Owszem, brak kasy jest skutkiem. Ale również przyczyną obecnych wydarzeń.
Są oczywiście i inne powody, ale wszystkie one wynikają z braku kasy w pewnych, bardzo istotnych z punktu widzenia obecnej grupy trzymającej władzę, miejscach.
Dlatego tą kasę się sypie. To tu, to tam. To pod tym pretekstem, to pod innym.
I wszyscy oddychają z ulgą. Dlaczego oddychają z ulgą? Bo kasy brakuje w gospodarce, a właściwie na tzw. "rynkach". Co to dawno od gospodarki się oderwały i uleciały w otchłań finansowej nirwanny.
Mamy już przyczynę i niestety tego procesu nie można zatrzymać. Kasy będzie brakować coraz bardziej. Im wiecej się jej dosypie to tym bardziej jej będzie brakować. Tak jak im bardziej Kubuś Puchatek sprawdzał czy jest miód w słoiku to tym bardziej go tam nie było.
To jaki będzie skutek?
Moim zdaniem "rynki" oderwane od gospodarki powodują fałszowanie rzeczywistości, co prowadzi do złej alokacji kapitału. Drukowana kasa prowadzi do inflacji. Gdy przestanie się opłacać produkcja, zacznie brakować towarów i wtedy ruszy hiperinflacja.
Czyli produkcja przestanie się opłacać jeszcze bardziej.
Ciekawe czy będzie kontrola cen i kartki na produkty.
Czy ktoś może skorygować te czarne wizje? Pocieszyć, wyprowadzić z błędu?
Obserwuj wątek
    • forall4a Re: Drukowanie 16.09.12, 13:30
      no sa przyklady gdzie drukowanie jest dobre, to wlasnie jest Polska, tu inflacja jest dobra, bo ponoc jest niska. no dobry bank daje kase i nic zlego sie nie dzieje, proste jak tak.
      • bagracz Re: Drukowanie 16.09.12, 21:36
        Jakoś mało to pocieszające, jak na razie. Ale dzięki za starania.
    • przycinek.usa Re: Drukowanie 16.09.12, 22:34
      "Wydaje mi się, że tą praprzyczyną jest brak kasy."

      Ja sie z tym nie zgadzam. Praprzyczyna jest brak obrotu gospodarczego - spowodowany podatkami. Ta kwestia paralizuje gospodarke Europy. W USA natomiast paraliz spowodowany jest nadprodukcja towarow. Niewazne gdzie jest ta nadprodukcja i nadpodaz towarowa. Wazne jest, ze te dwie gospodarki maja zupelnie odmienny problem. Prasa rozpisuje sie o prostej przyczynie kryzysu, mowiac o braku zabezpieczen, slabnacej akcji kredytowej i ogolnej tendencji do spowolnienia velocity. To jednak jest bardzo keynsowki poglad - klasyczny blad oceny.

      Mnie sie wydaje, ze obecnie trendy makro sa nieistotne, poniewaz jest jasne, ze w obu przypadkach bezrobocie bedzie wzrasatac i kryzys bedzie sie nadal poglebiac. Wazne natomiast jest pytanie co sie stanie dalej z kursami walut i kursem zlota.

      Dla mnie sytuacja techniczna rynku wykresla dalszy rozwoj wypadkow. Dostalismy 2 wazne informacje od FED i jedna od Niemiec. FED dal nam otwarte QE, czyli 40B miesiecznie od dzisiaj do usranej smierci tej gospodarki, az do 2015 roku niskie stopy a Niemcy dali nam limit na europejskie uczestnictwo niemiec (200B) w programie "ratowania" bankrutow.

      I to wedlug mnie spowoduje reakcje prostych bankowcow, ktorzy zarzadzaja portfelami obligacji - prosci bankowcy beda kupowac obligacje w strefie Euro liczac na korzystny arbitraz wzgledem dolara. I to spowoduje dalsza zmiane kursu EURO i umacnianie sie takich walut jak CAD i AUD. Korelacja ze zlotem pozostanie silna i to samo bedzie dotyczyc srebra.
      Strefa Euro jest nie do uratowania - a USD jest nie do uratowania przed hiperinflacja.

      W perspektywnie krotkoterminowej wydaje mi sie, ze zloto wylezie do 1900 a srebro do okolo 37 dolarow za uncje, w ciagu najblizszych 4 tygodni, potem zas nastapi korekta, ktora bedzie trwala okolo 3 miesiecy i calosc tych ruchow sie zatrzyma. Dalsza eksplozja tego wszystkiego nastapi po wyborach w USA - zatem kolejny potezny ruch cen zlota i srebra odbedzie sie chyba dopiero w okresie luty-marzec 2013. Wtedy tez spodziewalbym sie pierwszych interwencji kursowych banku centralnego Canady. Mysle, ze dolar kanadyjski dolezie do tego czasu do okolo 0.8 USD. I tam pojawi sie PEG. Natomiast w dalszej perspektywie spodziewalbym sie takiej dziwnej sytuacji rynkowej, w ktorej juz wszystkie kraje beda sie staraly utrzymywac PEG z USD - zarowno AUD i CAD i ewentualnie nawet EURO zapeguje sie do USD. Wszyscy sie nawzajem zapeguja.

      Bedzie to jednak prozny trud - poniewaz te pegi nie powstrzymaja wzrostu cen zlota i srebra - a po pewnym czasie pogorszenie sytuacji na rynku pracy i w gospodarkach bedzie tak glebokie, ze wtedy te pegi zaczna pekac. Czasokres tych dzialan jest dla mnie jednak niejasny.
      Jesli rynek bedzie sie kurczyl szybciej, to wszystko przyspieszy. Jesli jednak bankowcy dalej beda w tak prosty sposob traktowac inwestycje w obligacje, to sytuacja moze sie przeciagnac. Ostatecznie jedak widze to tak, ze ceny obligacji spadna w okolice 60% wartosci
      nominalnej, rynek papierow wartosciowych zwariuje, gielda spadnie do zera a zloto i akcje spolek kopalnianych beda jedynymi realnymi inwestycjami. Po tym wydarzeniu banki przestana istniec. Wszystkie banki na swiecie zostana znacjonalizowane i bedzie taka sytuacja, jak byle kiedys, ze na kupno banku nikogo nie bedzie stac. Bo wszyscy beda bankrutami. A nikt nie bedzie chciec zamieniac swojego zlota na jakies akcje bankow.
      • przycinek.usa spodobal mi sie ten rysunek 16.09.12, 22:43
        c479107.ssl.cf2.rackcdn.com/files/2421/width668/A_Siegel.jpg
      • wolo Re: Drukowanie 16.09.12, 23:46
        przycinek.usa napisał:

        > "Wydaje mi się, że tą praprzyczyną jest brak kasy."
        >
        > Ja sie z tym nie zgadzam. Praprzyczyna jest brak obrotu gospodarczego - spowodo
        > wany podatkami. Ta kwestia paralizuje gospodarke Europy. W USA natomiast parali
        > z spowodowany jest nadprodukcja towarow.

        To ja też pozwolę sobie niezgodzić się i z jednym i z drugim. To jest kryzys zadłużenia.
        Praprzyczyną nie jest brak kasy tylko za dużo kasy w przeszłości. Za dużo łatwej kasy spowodowało za dużo długu, złego długu. I to jest praprzyczyna.

        Jakby w Europie ściągali podatki to nie byłoby deficytów budżetowych i tych cholernych długów.
        I z drugiej strony jakby nie było długów to mogliby obniżyć podatki. To nie podatki tylko wydatki i możliwość zadłużania się w przeszłości są przyczyną problemów Europy. Żadna tam nadprodukcja, nadprodukcję jest łatwo usunąć - można przestać produkować. I co będzie lepiej?

        Śmierci Euro bym za szybko nie ogłaszał. To jest projekt polityczny i jak bedzie wola żeby to reanimować to będą to robić. Chociaż dość oczywiste jest, że kraje będą raczej odpadać niż przystępować do strefy. Ale Euro może jeszcze długo potrwać a może i przetrwać.

        Jakiejś katastrofy nie przewiduję, raczej dreptanie w miejscu, wydaje się, że "generation lows" mamy za sobą, choć drugie dno może się zdarzyć. W inflację raczej nie wierzę. Jeśli mamy nadprodukcję to jest raczej za dużo towarów a nie za dużo pieniędzy. Ale moim zdaniem ani jedno ani drugie - jest za dużo długu. Drukowanie jest obecnie bardziej bezużyteczne niż szkodliwe. Placebo a nie trucizna. Chociaż pewne szkody powoduje, bo cały czas pozwala generować złe długi i ma inne niepożądane skutki.

        ---
        • przycinek.usa nieprawda 16.09.12, 23:59
          "Za dużo łatwej kasy spowodowało za dużo długu, złego długu. I to jest praprzyczyna."


          widzisz jak latwo wpadasz w pulapke blednego myslenia?
          Dlug nie jest zasadniczym elementem blokujacym obrot gospodarczy pomiedzy konsumentami.
          OK? Na rynku znajduje sie zawsze jakas okreslona ilosc pieniedzy w formie gotowki i ta gotowka wystarcza, aby na rynku byly dokonywane transakcje.

          Jesli poziom tej gotowki jest niewystarczajacy (skurcz ekonomiczny) to przyczyny moga byc dwie - w jednym przypadku zahamowanie akcji kredytowej (o ktorej mowisz ty) a druga przyczyna sa podatki i blokowanie aktywnosci gospodarczej. (Jest jeszcze inna mozliwosc - kiedy jest inflacja i wzrost cen, ale nie komplikujmy przykladu)

          Gdy pozwolimy ludnosci zadluzac sie bardziej - to rynek "ruszy".
          Ale jak zlikwidujemy podatki - to rynek ruszy bardziej.

          A to wszystko dlatego, ze wystepuja efekty mnoznikowe - a one dzialaja najbardziej wtedy, kiedy jest poczatek cyklu. Poniewaz mamy obecnie koniec cyklu i zaczyna dominowac trend ubozenia sie spoleczenstwa - zatem efekty mnoznikowe przestaja dominowac i spada velocity.

          Ty mowisz, ze to jest zwiazane z brakiem zabezpieczen (zly dlug) a tak naprawde czynnikiem sa podatki i rozwarstwienie zasobnosci spoleczenstwa. Osoby, ktore moglyby stanowic trzon konsumpcji - sa za biedne na to, aby te konsumpcje napedzac i zadluzac sie a podatki blokuja obrot.

          Efektu mnoznikowego nie poprawisz za pomoca zabierania wiecej pieniedzy od biednych i dawania bankrutom, ktorzy sila rzeczy nie moga stanowic o przyspieszeniu velocicty, bo sa bankrutami.

          > Jakby w Europie ściągali podatki to nie byłoby deficytów budżetowych i tych cho
          > lernych długów.

          Jak podniesiesz podatki w Europie - to reszta Europy zbankrutuje, ruch w biznesie zamrze i bedziesz miec depresje. Dlugi powstaja przez podatki. Im wyzsze podatki - tym wyzsze dlugi.
          I odwrotnie.
          • wolo Re: nieprawda 17.09.12, 22:14
            przycinek.usa napisał:


            > Ale jak zlikwidujemy podatki - to rynek ruszy bardziej.
            >
            tylko na razie jakoś nic nie rusza, mimo stymulusów i fiskalnych i monetarnych, bo coś jakby za dużo tego długu było.


            > A to wszystko dlatego, ze wystepuja efekty mnoznikowe - a one dzialaja najbardz
            > moglyby stanowic trzon konsumpcji - sa za biedne na to, aby te konsumpcje naped
            > zac i zadluzac sie a podatki blokuja obrot.

            Zgdodzę się chyba tylko z tym rozwarstwieniem. Rzeczywiście ostatnie lata to jakiś pogrom klasy średniej jest - ale to co tę klasę średnią wykańcza to jest dług. Przez długi okres czasu mogli utrzymać swój poziom konsumpcji głównie dzięki narastającemu zadłużeniu. Ta nierównowaga trwała zbyt długo i nawet nikt nie zauważył jak te poziomy długu stają nie do utrzymania. Dotyczy to nawet w większej części USA, bo w Europie jako całości to poziom długu jest niższy a te najbardziej opodatkowane gospodarki radzą sobie bardzo dobrze ale rzeczywiście mają mniejsze rozwarstwienie. Ktoś nawet powiedział, że jak chcesz zrealizować american dream to powinieneś mieszkać w Danii (lub innym kraju skandynawskim).
            >
            > Efektu mnoznikowego nie poprawisz za pomoca zabierania wiecej pieniedzy od bied
            > nych i dawania bankrutom, ktorzy sila rzeczy nie moga stanowic o przyspieszeniu
            > velocicty, bo sa bankrutami.

            E tam te mnożniki - ty jakiś straszny Keynsista jesteś. Mnożniki by działaly gdyby było mniej długu albo działają słabiej, chociaż zgoda, że fiskalne są ważniejsze. A jak na razie to mamy reverse mnożniki przez tenże dług.

            en.wikipedia.org/wiki/Minsky_moment
            >
            > Jak podniesiesz podatki w Europie - to reszta Europy zbankrutuje, ruch w biznes
            > ie zamrze i bedziesz miec depresje. Dlugi powstaja przez podatki. Im wyzsze pod
            > atki - tym wyzsze dlugi.
            > I odwrotnie.
            Europa jest zróżnicowana i tak jak pisałem najwyżej opodatkowane gospodarki mają się obecnie najlepiej, najgorzej wychodzi Grecja, która ma fatalną ściągalność podatków i mogła wydawać tylko dzięki dostępowi do rynków długu.
            Np.
            www.dailymail.co.uk/news/article-2201361/Shocking-scale-tax-dodging-bleeds-Greece-dry-Self-employed-fail-pay-22BILLION-2009--country-s-deficit.html
            Na temat unikania podatków w Grecji znajdziesz tonę rzeczy w internecie. Zresztą dla Polaków to jest całkiem popularny kierunek wakacyjny - ilość bajecznych rezydencji i luksusowych samochodów jest naprawdę szokująca. Tam jest masę bogatych ludzi, którzy nie płacą podatków. Z różnych przyczyn - podobno m.in. nie mają wiary we własne państwo dlatego, że przez długi okres czasu byli pod okupacją i państwo było wrogiem. Teraz pozostała im nieufność do państwa. Pod tym względem trochę podobnie jest w Polsce, chociaż moim zdaniem trochę się zmienia. Jak prosisz o fakturę to już nie pukają się w głowę, przynajmniej nieco rzadziej niż kiedyś.

            Jaki powinien być poziom długów? Moim zdaniem to jest jedna z gorzej rozpoznanych kwestii w teorii ekonomii. Ja już dawno byłem na studiach ale nie pamiętam, żeby to była jakaś istotna zmienna w którejkolwiek doktrynie. Jakoś jednak przekonany, że przez kilka ostatnich dziesięcoleci świat brał za dużo ryzyka, żył ponad stan a teraz mamy czas spłaty. I to jest główna zmienna objaśniająca.
            • przycinek.usa Re: nieprawda 18.09.12, 00:07
              "tylko na razie jakoś nic nie rusza, mimo stymulusów i fiskalnych i monetarnych, bo coś jakby za dużo tego długu było."

              j/w stymulus nie ruszy rynku sparalizowanego podatkami w takim cyklu, w ktorym wiekszosc firm ma rentownosc netto 1 cyfrowa a panstwo chce pobierac podatki przekraczajace % wielokrotnie te wielkosci. Z tego powodu firmy sie zamykaja i dominuje import.

              "ale to co tę klasę średnią wykańcza to jest dług."

              j/w klase srednia moze nawet i wykancza dlug - ale dlug jest objawem, a nie przyczyna


              "Zgdodzę się chyba tylko z tym rozwarstwieniem. Rzeczywiście ostatnie lata to jakiś pogrom klasy średniej jest [...] Przez długi okres czasu mogli utrzymać swój poziom konsumpcji głównie dzięki narastającemu zadłużeniu. Ta nierównowaga trwała zbyt długo i nawet nikt nie zauważył jak te poziomy długu stają nie do utrzymania."

              No ok.

              "Dotyczy to nawet w większej części USA, bo w Europie jako całości to poziom długu jest niższy"


              Nie. Zalewarowanie systemu bankowego w Europie jest o rzad wielkosci wieksze jak u nas a co do mozliwosci kredytowych ludnosci - obecnie mamy tendencje do wzrostu oszczednosci w USA przy rownoczesnym malym przyroscie dlugu gospodarstw domowych. Zatem jest odwrotnie.



              "Europa jest zróżnicowana i tak jak pisałem najwyżej opodatkowane gospodarki mają się obecnie najlepiej,"


              To jest duzo bardziej skomplikowane. Wcale nie jest tak, ze najlepiej maja sie najbardziej opodatkowani. Bo jak definiujesz te skale opodatkowania? Procentowo?

              • wolo Re: nieprawda 18.09.12, 21:05
                przycinek.usa napisał:

                >
                >
                > "Dotyczy to nawet w większej części USA, bo w Europie jako całości to poziom dł
                > ugu jest niższy"
                >
                >
                > Nie. Zalewarowanie systemu bankowego w Europie jest o rzad wielkosci wieksze ja
                > k u nas a co do mozliwosci kredytowych ludnosci - obecnie mamy tendencje do wzr
                > ostu oszczednosci w USA przy rownoczesnym malym przyroscie dlugu gospodarstw do
                > mowych. Zatem jest odwrotnie.
                >

                Zlewarowanie systemu bankowego to jedno a łączny poziom długu gospodarstw domowych, przedsiębiorstw i państwa to drugie. Banki są problemem dla Europy to prawda, ale łączne zadłuzenie tych trzech grup podmiotów jest większe w Stanach (rozumiem raczej jako % pkb). Nie wiem może europejskie banki amerykanom pożyczają, jakieś treasuries'y trzymają? Tutaj skrajny jest przykład Islandii, która miała koszmarnie duże banki relatywnie do gospodarki, która z kolei nie była zadłużona. Poradzili sobie, banków już nie ma. W innych krajach tak łatwo nie będzie ale lewar banków i zadłużenie gospodarki to dwie różne rzeczy.

                >
                > "Europa jest zróżnicowana i tak jak pisałem najwyżej opodatkowane gospodarki ma
                > ją się obecnie najlepiej,"
                >
                >
                > To jest duzo bardziej skomplikowane. Wcale nie jest tak, ze najlepiej maja sie
                > najbardziej opodatkowani. Bo jak definiujesz te skale opodatkowania? Procentowo
                > ?

                Jakkolwiek, ale powinieneś popatrzeć na udział wpływów budżetowych do PKB w pierwszym rzędzie. Bo stopy podatkowe i rodzaje podatków mogą być różne. Same stopy podatku dochodowego w krajach skandynawskich są rzeczywiście bardzo wysokie. Ale te kraje mają zrównoważone budżety, (Szwecja miała nawet nadwyżkę) i relatywnie do reszty Europy wysoki wzrost (no może niekiedy u nas jest wyższy ale niestety przy deficytach).
                • przycinek.usa dygresja 18.09.12, 21:28
                  "Ale te kraje mają zrównoważone budżety, (Szwecja miała nawet nadwyżkę) i relatywnie do reszty Europy wysoki wzrost (no może niekiedy u nas jest wyższy ale niestety przy deficytach)."


                  Nie ma dzieki temu umacniania sie spekulacyjnego walut. I eksport jest stabilny. I jest praca.
                  Prawda? Dlug jest jak heroina - pozwala wydawac forse i jest milo - ale gospodarka takiego panstwa ma problemy z kursem/eksportem, dostepnoscia do kredytow dla lokalnych podmiotow i jest spadek dochodow podatkowych i wiecej potrzeba pozyczac.

                  Madry czlowiek przerwalby ten cykl, zakazal sie zadluzac, pozwolil kursowi robic to co chce rynek i wplywy budzetowe bylyby wyzsze i byloby wiecej pracy dla mieszkancow. Debile natomiast toleruja mafie na rynku obligacji i zdalnie sterowany (umacniajacy sie) kurs waluty.
                  Do tego dochadza klaskacze, czyli autorytety moralne z wyksztalceniem ekonomicznym i tytulami profesorskimi. I jest piekne eldorado spekulacyjne dla mafii.
                  • wolo Re: dygresja 18.09.12, 22:16
                    Dygresja jak rozumiem do Polski się odnosi. Otóż Polska nie wygląda tak źle, To zadłużenie już tak nie przyrasta, choć zostało to opanowane w sposób, który może być kontrowersyjny. Same poziomy też nie są jakieś wysokie. Trzeba wziąć również pod uwagę, że poziom inwestycji publicznych był znaczny i nie należy tak jednoznacznie kojarzyć przyrostu długu z przejadaniem. Dobrym przykładem są samorządy, które zadłużały się, żeby wykorzystać dotacje z UE (trzeba mieć udział własny). Działoby się tak bez względu na to kto jest u władzy - bo to jest związane raczej z budżetem UE a nie tym kto rządzi w Polsce.
                    A jeżeli chodzi o złotego to sorry ale to jest obecne jedna z najmniej sterowanych walut świata. Jesteśmy w wątku poświęconym drukowaniu i jeżeli przyjąć, że niedrukowanie jest manipulacją to może i rzeczywiście potrzebne jest jakieś przesilenie.
                    • przycinek.usa Re: dygresja 19.09.12, 18:52
                      Wszystko to prawda, oczywiscie, ale mnie chodzilo o cos ulotnego, a generalna przyczyne mizeryi rynku w 21 wieku. Chodzi mi generalnie o to, ze dlug jest objawem, a nie przyczyna kryzysu. Czyli odwracam kolejnosc w tym lancuchu przyczynowo skutkowym. Chce wskazac pewne konsekwencje przyczynowo-skutkowe - mianowicie dodatnie sprzezenie zwrotne, pomiedzy powstawaniem dlugu, kursem waluty i spadkiem produkcji powodujacym dalszy wzrost dlugu i dalszy wzrost waluty.

                      Zatem - wzrost pierwotny dlugu w dlugim okresie (wiele lat), powoduje umacnianie waluty i zmiany konkurencyjne na rynku i utwierdza niekorzystna strukture biznesu - poniewaz w dlugim terminie umacnianie sie waluty powoduje wzrost importu i ograniczanie produkcji, odwrotnie - w przypadku oslabiania waluty - wzrasta baza produkcyjna. Jesli na rynku jest malo podmiotow produkcyjnych, to sila rzeczy jest mala konkurencja i duzy potencjal do wzrostu cen - zatem w dlugim terminie bedzie tez inne polityka monetarna. (wyzsze stopy). I ciekawe - im dluzej to trwa, tym wiekszy jest przyrost dlugu.

                      Nawet jesli teraz - jak mowisz - jest niezmanipulowany poziom stopy - to wynika on z inflacji, ktora z kolei wynika z dlugoterminowego, przeszlego poziomu inwestycji.

                      Ja mam ciagle wrazenie, ze zly okres ropzpoczal sie wtedy, kiedy Polska przystapila do ukladu stowarzyszeniowego. Od tego czasu mamy ciegly deficyt. Od tego momentu dlug publiczny zaczal szalec. Ale mniejsza z tym.

                      Watek jest o czym innym, o drukowaniu i manipulacjach monetarnych.
                      Zastanawiam sie nad tym, jak wyglada obecnie typowa dyskusja w typowym banku na fundamentalne zagadnienia zwiazane z inflacja wynikajaca z tego dodruku.

                      Jak wy w ogole przewidujecie rynek obligacji za rok, jesli dochodzi do takich znieksztalcen?
                      Czy w ogole mowi sie u was o tym, jaka jest skala tego dodruku? Czy ktokolwiek z was dyskutuje o skali QE w stosunku do pieniadza na rynku w USA i jaki to bedzie miec wplyw na kurs USD i ewentualnie na derywaty na stope %? Rozmawiacie o tym?

                      Czy mowi sie w Polsce o tym konflikcie w Japonii i o rozruchach w Chinach i np. o flocie rybackiej zmierzajacej do blokady tych malych wysp? Czy rozmawiacie o dalszym luzowaniu BOJ? Czy rozmawiacie o grozbie wywalenia obligacji japonskich przez Chiny? Co sadzicie o takiej mozliwosci, jak wzrost stopy na yena i rozliczenie derywatow na stope na yena?
                      • szczurek.polny Re: dygresja 19.09.12, 20:29
                        > Czy mowi sie w Polsce o tym konflikcie w Japonii i o rozruchach w Chinach i np.
                        > o flocie rybackiej zmierzajacej do blokady tych malych wysp? Czy rozmawiacie o
                        > dalszym luzowaniu BOJ? Czy rozmawiacie o grozbie wywalenia obligacji japonskic
                        > h przez Chiny? Co sadzicie o takiej mozliwosci, jak wzrost stopy na yena i rozl
                        > iczenie derywatow na stope na yena?

                        A czy się mówi u was o tym, że się japoński minister finansów powiesił? Jakieś niecałe dwa tygodnie temu. Podobno przez kobietę - jakiś artykuł w gazecie szykowali do druku, czy coś. No stary, 73 lata miał, a takie historie... Inni mówią, że to z przepracowania. Roboty dużo, wolnego wziąć nie można, stres ogromny, a w japońskiej kulturze nie ma tak, że się poddasz i zaśpiewsz "Japońce nic się nie stało".

                        Bo u nas się nie mówi.
                        • przycinek.usa Re: dygresja 22.09.12, 04:31
                          Mowisz o ministrze finansow Tadahiro Matsushita.
                          Oprocz tego Shinichi Nishimiya, ambasador Japonii w Chinach tez umarl w Tokyo.

                          A mnie chodzilo o te flote - 1000 chinskich lodzi rybackich plynie do Senkakus:
                          www.thechinamoneyreport.com/wp-content/uploads/2012/09/Chinese-fishing-fleet.png
                          www.japantoday.com/category/national/view/coast-guard-on-lookout-for-1000-chinese-fishing-boats
                          www.telegraph.co.uk/news/worldnews/asia/japan/9549668/Japan-awaits-arrival-of-Chinese-armada-as-protests-erupt-in-Beijing.html
                          www.japantimes.co.jp/text/nn20120917x1.html

                          Zobacz sobie zdjecia w internecie.
                          To jest OGROMNA FLOTA. Zdajesz sobie sprawe? TYSIAC LODZI RYBACKICH?
                          • szczurek.polny Re: dygresja 23.09.12, 14:55
                            > TYSIAC LODZI RYBACKICH?
                            A na nich sami rybacy. Ani jednego żołnierza. Sami cywile, nie?

                            No i nagle zrobiło się tam gorąco. I dobrze. Bo widzisz, ciśnienie ciągle rośnie i gdzieś tam na spawach zacznie puszczać. No to ja wolę, żeby ta gorąca para zaczęła się rozrywać rury gdzieś w miarę daleko od Polski, w jakimś Iranie czy Japonii. Jak już ma pier...lnąć, to lepiej żeby daleko ode mnie.
              • wolo Re: nieprawda 18.09.12, 21:41
                jeszcze takie małe zestawienie:


                tax collection as % of gdp wzrost GDP dlug panstwowy jako % gdp
                dania: 49 1,5 46,5
                finlandia: 43,6 2,7 49,3
                szwecja: 47,9 4,4 38,4

                grecja: 33,5 -6,0 165
                hiszpania: 37,3 0,7 69,3
                włochy: 42,6 0,6 120

                niemcy: 40,6 2,7 82
                usa: 26,9 -3 104,1

                Dane o pkb dal usa jakieś podejrzane są ale z tego co pisza na wstepie roznice do innych danych wynikaja z roznego traktowania inflacji. Nawet pomijajac to usa lub biorac inne zestawienia otrzymasz podobne dane - gospodarki o wiekszym poziomie obciazen fiskalnych radzily sobie lepiej niz te o niskim poziomie. Nie twierdze, ze to jest zwiazek przyczynowo skutkowy, raczej tyle ze wazny jest poziom dlugu. obecnie wazniejsze jest ile jest dlugu a dopiero potem jakie sa podatki. Ale nie za bardzo da się wytlumaczyc roznice w tempie wzrostu gdp podatkami - dlugiem mozna probowac.

                en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_tax_revenue_as_percentage_of_GDP
                en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_real_GDP_growth_rate_(latest_year)
                en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_public_debt
                • przycinek.usa uproscmy to 19.09.12, 19:22
                  zamiast chowac sie za statystyka proponuje wyprostowac pewny zasadniczy blad ekonomiczny naszych czasow - otoz znaczna czesc ekonomistow uwaza, ze zjawiska makro sa odmienne od zjawisk mikro. Cala struktura polityki monetarnej FED zaklada, ze "podaz" pieniadza "stymuluje" - a wzrost cen "jest dobry" i "lepszy" od deflacji. Tymczasem jak rozwazymy jeden prosty przyklad Jasia Kowalskiego bez pracy - to on opisuje nam stan gospodarki na calym swiecie, jednakowo w Polsce i w Europie i w USA na rownym poziomie.

                  Otoz Jasio nie ma pracy. A jak nie ma pracy, to i nie ma dochodu. A jak nie ma dochodu to jak ma zyc? Ano idzie do Amber Gold po pozyczke. Albo do Providenta, albo innego parabanku.
                  I dostaje troche forsy. I jak ja wyda, to koniec. ni mo pieniedzy. A dlaczego ni mo? Ano dlatego, bo nie ma ZABEZPIECZENIA.

                  I teraz Ty mi piszesz, ze dlug jest zly, bo jest go za duzo, bo nie ma zabezpieczenia.

                  A ja Ci odpowiadam, ze dlug jest owszem zly, ale problem jest dlatego, ze nie ma dochodu. OK?

                  I teraz ja mowie o efekcie mnoznikowym, ktory powstaje wtedy, kiedy Jasio nagle dostaje prace, wiec nagle ma dochod, jego zdolnosc kredytowa wzrasta i nagle okazuje sie, ze Jasio moze pozyczac nawet setki tysiecy zlotych jakby chcial.

                  I gospodarka od tego szaleje z radosci, wszyscy sie ciesza, bo Jasio ma dochod.
                  A czemu Jasio ma dochod?

                  Ano dlatego, bo ma prace w firmie produkcyjnej.
                  A czemu wczesniej nie bylo firmy produkcyjnej?
                  Dlatego, ze jakis matol z doktoratem z UW powiedzial, ze trzeba sie zgodzic na 20%
                  podatku VAT i polowa firm zbankrutowala a druga polowa nie powstala, bo bardziej sie oplacalo produkowac w Chinach, gdzie tego podatku nie bylo. OK?
                  [nie wnikam w mechanizmy VAT i zaleznosci prowadzacde do niszczenia rynku, to osobny temat]

                  Chodzi mi jedynie o to, ze najwazniejsze sa bariery podatkowe - a kwestie monetarne sa WTORNE. I ja to powtarzam w kolko, a nikt mnie nie wierzy. Caly ten cholerny wasz kryzys jest dlatego, ze macie bariery podatkowe a nie dlatego, ze nie ma zabezpieczen.
                  I to wasze ciagle pompowanie "pozyskanych" pieniedzy jest najwiekszym idiotyzmem o jakim slyszalem w zyciu. Te wszystkie programy ECB sa takim debizlizmem, o jakim swiat nie slyszal i beda o tym pisac ksiazki za 100 lat.

                  A w USA krysys jest dlatego, ze zarobki sa za wysokie i za duzo towaru jest na rynku. Mamy za duzo shitu po domach - co widac najlatwiej w weekend, jak sie idzie na dluzszy spacer z zona po okolicy i wszedzie ludzie siedza w garazach i sa tam gory zgromadzonego shitu.
                  Wszyscy trzymaja auta na drivewayach i ulicy, bo w garazach nie ma miejsca przez shit.

                  Dlatego produkcja zaczyna cierpiec, bo nikt nic nie chce kupowac.
                  To jest kompletnie odmienna struktura kryzysu. FED "stymuluje" bogata gospodarke, a w Polsce jest biedna gospodarka i nie potrzeba stymulacji - tylko obnizki podatkow.

                  A dlaczego tak jest?
                  A ja nie mam pojecia. Inaczej chyba myslicie w tej Europie. Myslicie w kategoriach "pozyskiwania" pieniedzy a u nas mysli sie w kategoriach "wymiany" towaru i obrotu.
                  I zgadnij kto na tym lepiej wychodzi? Chce ktos kupic obligacje hiszpanskie na 2%? Nie??
                  A dlaczego? Nie da sie "pozyskac" kupujacych? Chinczycy pieniedzy nie dowiezli? O....
                  • llukiz Re: uproscmy to 19.09.12, 23:01
                    > A dlaczego tak jest?
                    > A ja nie mam pojecia.

                    Tak jest bo wydają prawie 200mld złoty na wypłatę licznych rent i emerytur. Na 38mln polaków, pracuje tylko nieco ponad 10mln. Reszto dzieci renciści emeryci i bezrobotni.
                    • przycinek.usa Re: uproscmy to 19.09.12, 23:13
                      Wydaja, bo "nie rozumiejo" ze zatrudnienie to NIE jest "pozyskiwanie pieniedzy" tylko wymiana towarowa. Jak sie tego nie rozumie, to sie tworzy takie bezrobocie, ktore - przypominam - jest wynalazkiem ostatniego wieku, bo nigdy dotad nie bylo takich idiotyzmow jak bezrobocie. A kiedy jest takie bezrobocie, to sie nie da utrzymac tylu emerytow.

                      Bardzo latwo jest zrobic bezrobocie.
                      To naprawde nic trudnego. Sa na to 2 sposoby:

                      Mozna ZAKAZAC pracy - i postawic policjanta na kazdym rogu - aby nikt do pracy nie chodzil, ale mozna tez mniej kosztownie zakazywac - np. nakazac zaplacic sobie 80% podatku i na jedno wyjdzie. W Polsce jest ten drugi wariant. Dlatego trzeba "pozyskiwac" pieniadze.
                      A jak sie za duzo chce "pozyskac" - to po pewnym czasie pieniadze sie wszystkim koncza i jest jak mowi wolo - problem zadluzenia. -)
                • kolo1974 do wolo 19.09.12, 20:16
                  ja wolo troche z innej beczki skoro tu jestes to przy okazji chcialbym zasiegnac twojej opinni.
                  otoz obecna sytuacja troche przypomina mi lata 2000-2002 kiedy w kraju byla wielka smuta porownuje ta ze wzgledu ze obecnie przechodzac ulicami widze bardzo duzo lokali do wynajecia biznesy znikaja z ulic dosyc szybko ,np dzisiaj w tv pokazywali goscia z dwoma fakultetami bez pracy od 15 mscy no obraz jest dosyc ponury jedynie gieldy sie troche ruszyly.moje pytanie do Ciebie brzmi czy nie uwazasz ze wlasnie teraz jest dobry moment na zakup jakies nieruchomosci nawet komercyjnej i czy najblizsze lata moga przyniesc realna poprawe w naszej gospodarce,twoje przewidywania sa bardzo trafne.
                  • przycinek.usa Re: uproscmy to 19.09.12, 20:45
                    Jeszcze jedna mysl. Kwestia produktywnosci rynku w stosunku do polityki bankow.

                    Otoz tak juz jest, ze wraz z rozwojem cyklu wzrasta produktywnosc i spadaja koszty produkcji. Dlatego w dlugim terminie udaje sie podwyzszac penetracje rynku i wszyscy wszystko maja - powoduje to olbrzymie presje deflacyjne na rynku. I to jest zgodne z definicja cyklu w tej czesci, w ktorej nastepuje ekspansja na rynku. Definicja ekspansji jest rozwojem, wzrostem firm, wzrostem produkcji, wzrostem konsumpcji i tak dalej. I to jest jednoznaczne z tymi presjami deflacyjnymi.

                    I jesli w tym czasie powstaje dlug (a powstaje, poniewaz jedna panstwa sa bardziej konkurencyjne od innych - zgadnij, ktore? - i Eureka - inne mniej konkurencyjne musza sie zadluzac, tym wlasnie brakuje "zabezpieczen" i potrzebuja "pozyskiwac") to ten dlug musi miec zabezpieczenie. I o to zabezpieczenie trzeba dbac, bo jak sie zabezpieczenie "wysypie" - to pada cala piramida dlugu. Zabezpieczeniem rynku obligacji rzadowych jest "wiara w cud" i sciagalnosc podatkow na rynku. Czyli kiedy sciagalnosc podatkow zalamuje sie, to obligacje sie zawalaja. Tutaj jest wyrazna roznica pomiedzy dzialaniem Europy i USA - u was politycy zdaja sobie sprawe z tego czym grozi masowy dodruk i "wiara w cud" peka szybciej = obligacje spadaja juz teraz.

                    U nas zabezpieczeniem MBSow sa ceny domow. Jak ceny domow sie zawala, to MBSy sie zawala. I tak dalej. zawsze jest jakies zabezpieczenie dlugu - pozwalajace na podnoszenie poziomu dlugu. U nas drukuja 40B na te MBSy. Miesiecznie.

                    Zatem sila rzeczy, glownym zabezpieczeniem dlugu w USA jest cena domow, poniewaz stabilnosc rynku zalezy od cen nieruchomosci. I te cholerne nieruchomosci oderwaly sie zupelnie od otaczajacego nas cyklu, bo nie dzialaja cykliczne presje deflacyjne, zatem produkcja masowa materialow powinna powodowac spadki kosztu budowy i wymusic oszczednosc. A nie powoduje, bo rzad pompuje domy jak moze. Politycy zrobili strukture utrzymujaca ten rynek w fikcji. W efekcie tej fikcji na rynku sa bardzo wysokie czynsze. I domy sa absolutnie przewartosciowane. Kiedy ta fikcja peknie? Oczywiscie to wszystko jest powiazane z rynkiem pracy. Czyli fikcja peknie, jak peknie rynek pracy. A czy rynek pracy peknie? A jak ma nie peknac, skoro drukowane jest 40B miesiecznie w stosunku do calosci gotowki na rynku = 1063B dzisiaj?

                    Wlasnie na tym to polega, ze destabilizacja monetarna jest zjawiskiem nieliniowym wynikajacym z tego, ze konsumenci nie mysla. Nie mysla tak dlugo, az ich rynek nie zmusi do myslenia. I kiedy nastepuje moment, ze zmusi, to wszyscy panikuja i powstaje spirala placowo/cenowa. I rynek pracy sie rozpada od tego. Tak jak w Polsce w latach 80tych.
                    Czesc ludzi jest w stanie wywalczyc podwyzki, a czesc nie. Nawet w najwiekszej depresji wiekszosc ludnosci pracuje, poniewaz tak juz jest - nawet w najwiekszym kryzysie jest jakas praca - ale ceny domow sa bardzo wrazliwe na najmniejsze zmiany zasobnosci konsumentow w mysl zasady, ze kazdy potrzebuje tylko 1 dach na glowa. Jak czesc konsumentow straci prace - to sie przeniesie do rodzicow.

                    To spowoduje dostosowanie cenowe - spadek wartosci czynszow i wartosc domow.
                    Domy po takim dostosowaniu nie maja ochoty na wzrost cen. Jesli przy tym panstwo ma zbyt duze zadluzenie, to jasne jest, ze rynek przestaje doceniac takie obligacje. I ceny spadna.

                    Co wiecej - panstwo nie moze wiecej drukowac pieniedzy na interwencje na rynku obligacji.
                    Innymi slowy - ilosc pieniedzy stanowi juz taki problem, ze dalszy dodruk jest zbyt ryzykowny i wtedy obligacje sie zawalaja. I nikt ich nie kupuje. Stopy ida do sufitu i wreszcie zaczyna sie oplacac trzymac forse w banku, rozpoczyna sie depresja, rynek koryguje idiotow i powoli tworzy sie baza pod nowy cykl.

                    Trzeba sobie jednak jasno wyjasnic jedna kwestie. Taki cykl trwa 80 lat albo i wiecej.
                    Obecny zostal sztucznie przedluzony o przynajmiej 13 lat. Ja nowego cyklu na pewno nie dozyje. Dlatego naprawde trzeba byc ostroznym w tym co sie robi, bo jak sie komus skonczy forsa - a wejdziemy w ten okres depresji, to bedzie ciezko wyzyc z emerytury.
                    • llukiz A jak oceniacie szansę na prawdziwy dodruk? 19.09.12, 22:58
                      Twoje wywody przycinku oczywiście są całkowicie logiczne i spójne. Ale w całej tej sytuacji nie można zapominać, że zawsze istniej ryzyko iż ktoś zwyczajnie dodrukuje waluty, nie zawracając sobie głowy kreacją długu. Historia zna liczne takie przypadki, więc chyba z tym też należy się liczyć.
                      • przycinek.usa Re: A jak oceniacie szansę na prawdziwy dodruk? 19.09.12, 23:17
                        No wlasnie. Historia uczy, ze te przypadki koncza sie tak, ze wiekszosc firm na rynku pada.
                        I nie dlatego, ze nie ma pieniedzy - bo jest ich za duzo. I co z tego, ze na gieldzie jest duzo pieniedzy, skoro kiedy firma pada, to jest nic nie warta - wiec te pieniadze znikaja.
                        Posiadacze akcji nie rozumieja, jak to mozliwe, ze ceny akcji spadaja, skoro jest tyle pieniedzy?
                        To wlasnie czeka rynek akcji w przyszlosci.
                  • wolo Re: do wolo 21.09.12, 23:15
                    Dzięki za miłe słowa.
                    Jeżeli chodzi o zakup nieruchomości komercyjnej w celu inwestycyjnym, to może być i jakaś hala, magazyn i mały punkt sklep/usługi. Tutaj moim zdaniem dużo większe znaczenie mają lokalne czynniki. Bo jak Ci zbudują drogę, otworzą centrum handlowe, zamkną szkołę lub coś innego to i z bezużetecznej działki możesz dużo wyciągnąć albo i na dobrej stracić. To raczej pytaj w urzędach miast i gmin, śledź plany zagospodarowania terenu itp.
                    Jeżeli już myślisz o jakimś lokalu użytkowym w nowobudowanym osiedlu to myślę, że może być niezły moment. Z kilku powodów. Deweloperzy są wystraszeni i można się targować. Banki strasznie przycięły kredyty i dużego popytu nie ma. Jeżeli chodzi o banki to spodziewam się, że od nowego roku trochę poluzują polityki kredytowe i rynek ruszy. Myślę, że z mieszkaniami jesteśmy w okolicach dołka. Największym czynnikiem ryzyka jest słabe tempo wzrostu PKB ale i tak myślę, że dramatu nie będzie i te 2% to utrzymamy.
                    • kolo1974 Re: do wolo 23.09.12, 14:45
                      dzieki wolo bedziemy w kontakcie smile
                      • leny20-4-7 Do Kolo 24.09.12, 12:34
                        W sumie to pytasz Wolo, ale ponieważ mam wrażenie że znamy się to podrzucę Ci dwie myśli.

                        obecnie ZACZYNAMY zjazd z 'górki" zresztą zobacz sam:

                        tutaj największy nasz partner handlowy: fingfx.thomsonreuters.com/2011/12/19/083609a4e5.htm

                        tutaj juz my:
                        3.bp.blogspot.com/-rz17uT1o_wU/UD925LxIzZI/AAAAAAAADEY/hmFioaho6ho/s1600/pkbq22.JPG

                        1.bp.blogspot.com/-5fTTmRLVaBg/UFonVRg-gLI/AAAAAAAADgU/MivM-WLrZG8/s1600/produkcjawrzesien3.JPG
                        4.bp.blogspot.com/-ZeDdAXRERok/UFonm5f8Y_I/AAAAAAAADgc/RCSEoFN_20g/s1600/produkcjawrzesien4.JPG
                        co ciekawe miesiąc do miesiąca kolejne wpływy VATu są coraz MNIEJSZE!!! co to oznacza? według mnie, że ten Wola "dobry moment" może byc bliżej przełomu roku, może początku przyszłego ( styczeń, luty) kiedy DOTRZE do wszystkich mesydz, ze jest kiepsko! Wtedy w zniechęceniu łatwiej skruszysz drugą stronę. Teraz większość ma w pamięci czary "zielonej wyspy" i względnie dobrej przeszłości.

                        Podsumowując: TARGUJ SIĘ bo czasem lepiej nawet trochę przepłacić ale działać niż stać i wyczekiwać bo ktoś może przecież byc szybszy.
                        • kolo1974 Re: Do Kolo 28.09.12, 21:09
                          spoko nie pali sie ale dzieki za rade ,w sumie to zimowe miesiace sa czesto ciekawe na kupno nieruchomosci.
          • bagracz Re: nieprawda 17.09.12, 23:39
            przycinek.usa napisał:

            > Jesli poziom tej gotowki jest niewystarczajacy (skurcz ekonomiczny) to przyczyn
            > y moga byc dwie - w jednym przypadku zahamowanie akcji kredytowej (o ktorej mow
            > isz ty) a druga przyczyna sa podatki i blokowanie aktywnosci gospodarczej. (Jes
            > t jeszcze inna mozliwosc - kiedy jest inflacja i wzrost cen, ale nie komplikujm
            > y przykladu)

            Nie rozumiem tego z tym długiem. Dług to coś takiego co trzeba spłacać. Gdyby było inaczej nazywało by się darowizną czy jakoś tak. Jeśli większość dochodu ludzia muszą przeznaczać na spłatę długu, albo jeszcze zaciągać nowe pożyczki, na spłatę starych. To ruch w biznesie jest. Ale przede wszystkim w finansowym. I on się rozrasta.
        • przycinek.usa Re: Drukowanie 17.09.12, 00:04
          Za szybko nacisnalem "wyslij"

          "Śmierci Euro bym za szybko nie ogłaszał. To jest projekt polityczny i jak bedzie wola żeby to reanimować to będą to robić."


          Ja nie oglaszam - wrecz przeciwnie - zawsze mowilem, ze nie bedzie spadac, a teraz nawet mowie, ze bedzie szlo w gore. Nie wiem czy pamietasz rozmowe, kiedy wszyscy wieszczyli spadki do parity, a bylem chyba jedynym upartym, ktory spadku ponizej 1.2 nie widzial.
          I mialem racje.


          "Żadna tam nadprodukcja, nadprodukcję jest łatwo usunąć - można przestać produkować. I co będzie lepiej?"


          Co bylo pierwsze jajko, czy kura?
          Nadprodukcja towarow powoduje, ze towarow jest za duzo. I za niskie ceny.
          Nadprodukcja sama sie rynkowo skoryguje. Ten rynkowy proces wlasnie sie zaczyna.
          Jest za duzo telewizorow - firmy elektroniczne znikna i wzrosnie bezrobocie.
          Ale wszyscy i tak beda miec telewizory, bo tak juz jest, ze elektronika wystarcza na dosyc dlugo.
      • bagracz Re: Drukowanie 17.09.12, 23:19

        Chyba nieszczęśliwie napisałem o praprzyczynie, gdy tak naprawdę miałem na myśli przyczynę bezpośrednią. Przyczynę bezpośrednią "luzowania ilościowego". Oczywiście zbyt duży dług i zbyt wysokie podatki są i przyczyną i skutkiem. Mnie zastanawia dlaczego, jeśli przyczyny i sytuacje są różne, niezmiennie, jedynym lekarstwem jakie się stosuje jest luzowanie ilościowe. Co jest przyczyną bezpośrednią takich poczynań?
        Przy czym nie zakładam skrajnej głupoty rządzących i kierowania się li tylko aktaulną modą.
        Modą akurat na luzowanie. Chociaż być może robię błędne założenia. Bo głupota rządzących jest zwykle co najmniej duża.
        Brak kasy może być skutkiem i nadmiernych podatków, wydatków i zbyt dużego długu i nadprodukcji. I poprzednich szaleństw, arogancji, nieodpowiedzialności, korupcji itp. Czyli wszystkich zwykłych przywar, którym, zwykle ludziom, a co dopiero demokratycznym rządom, trudno się oprzeć.
        Brak kasy stał się tak powszechny, że nie ma od kogo pożyczać. Znaczy może i było by od kogo
        ale wiarygodność coś lekko flaczeje. Różne sztuczki na długo nie pomogą. Kasy brakuje.
        I wszystko wskazuje na to, że będzie brakować jeszcze bardziej. Bo zamiast maleć, deficyty zwykle rosną.
        Jak zdobyć kasę w takich warunkach? Tak jak zwykle robi się w takich przypadkach. Ukraść, dodrukować. Preteksty się zawsze znajdą.
        Przyczyna, pra czy bezpośrednia nie jest taka ważna.
        Ważne jest to, że to koło musi się toczyć dalej. Hiperinfalcji nikt zwykle intencjonalnie nie wywołuje. Zawsze dodruk jest spowodowany brakiem kasy. W ważnych dla władzy miejscach. I zawsze braki są coraz większe. Proces jest nieodwracalny i musi się zakończyć hiperinfalcjnym kolapsem walut. Prawdopodobnie pierwszym tak masowym w skali globu.
        I tutaj najbardziej interesujące są implikacje wynikajace z tego kolapsu.
        Szczególnie w indywidualnym sensie. Jeśli oczywiście nastąpi smile
    • przycinek.usa Re: Drukowanie 17.09.12, 02:00
      Zloto i srebro nie spada, Euro, dolar kanadyjski i australijski lekko oslably, ES lekko sie koryguje.
      DZIWNE. Cisza przed burza w poniedzialek?
    • szczurek.polny Re: Drukowanie 17.09.12, 23:34
      > Ja myślę jednak, że drukowanie nie jest czymś normalnym.
      No nie jest. Jest to forma fałszowania pieniądza. Coś jak bicie cieńszych srebrnych denarów przez księcia (a kto głośno przeciw fałszerstwu krzyczał, ten brał w łeb). Słowem: normalna, bandycka metoda, tylko opakowanie na XXI wiek.
      > Wydaje mi się, że tą praprzyczyną jest brak kasy.
      Zgoda.
      > Bo kasy brakuje w gospodarce, a właściwie na tzw. "rynkach".
      Nie. Bo kasy brakuje rządowi, a właściwie rządom. Bo rządy by sobie porządziły, tylko nie mają za co. Tak jak pisze wolo - to jest kryzys zadłużenia (w Europie - głównie sektora publicznego, w Ameryce trochę bardziej prywatnego, choć sektor publiczny i tak dominuje)
      > Drukowana kasa prowadzi do inflacji.
      Oczywiście. Tylko, że kasa drukowana "teraz" prowadzi do inflacji "potem". Ale nieuchronnie.
      > Moim zdaniem "rynki" oderwane od gospodarki powodują fałszowanie rzeczywistości
      Nie, odwrotnie. Rynki są siłą odrywane od rzeczywistości, bo gdyby rynki pokazały rzeczywistość to każdy by wiedział co i jak już "teraz". I wtedy zrobiłby się syf - i to "teraz". No więc lepiej, jak syf zrobi się "potem".
      > Czy ktoś może skorygować te czarne wizje? Pocieszyć, wyprowadzić z błędu?
      Ty tu szukasz pocieszenia czy prawdy?
      • bagracz Re: Drukowanie 17.09.12, 23:59
        szczurek.polny napisał:


        > Ty tu szukasz pocieszenia czy prawdy?

        Prawdy oczywiście. Bo ponoć tylko ona jest ciekawa. Prawdy i w miarę dobrze uzasadnionych przewidywań dotyczących przyszłości. Bo to się może bardzo przydać. Na plany Arki i co na nią zabrać nie liczę. Ale wszystko ciut gorsze się przyda smile
        Np. uważam, że Przycinek ma rację co do środków produkcji itp. Nie będzie się opłacać. Zacznie się opłacać wtedy gdy nikt tego nie będzie już chciał. Prawdopodobnie zniknie pieniądz
        na pewnych obszarach. Więc oprócz złota i srebra, może warto mieć coś innego jeszcze do zaproponowania? Tematów może być dużo. I niektóre mogą być bardzo ciekawe i pouczające.
        • jancio_szuwarek Re: Drukowanie 18.09.12, 01:51
          >.... Więc oprócz złota i srebra, może warto mieć coś innego je
          > szcze do zaproponowania? Tematów może być dużo. I niektóre mogą być bardzo ciek
          > awe i pouczające.

          - Bardzo cenna uwaga; mam takie wrażenie, nie wiedzieć skąd, że pamiętającym "tylko ocet na półkach", ten nadchodzący potop biedy może tak mocno nie dokuczyć jak nacjom zamożnym od dziesiątków lat.
          - niemniej uważam, że oprócz bieżących rozważań wartałoby rozważyć sposoby na przepłynięcie tej biedy.
          Ostatnio coś mnie tknęło nad zastanowieniem się nad produkcją prądu z ogniw fotowoltaicznych, choćby te głupie 10kW mieć swojej mocy przy domie, z możliwością jego odsprzedaży.

          • przycinek.usa Re: Drukowanie 18.09.12, 05:59
            bardzo dobry pomysl, 1.8W ogniwo 3x6 kosztuje okolo 1 dolara, a centralka z 20A generatorem do ladowania akumulatora to koszt okolo 20 dolarow. 100 ogniw to koszt rzedu 100 dolarow, daje 180W i na poczatek calkiem niezla zabawka. Wystarczy na lodowke. 10kW w instalacjach domowych raczej sie nie stosuje. Ale jak ktos lubi....
            • szczurek.polny Re: Drukowanie 18.09.12, 07:51
              > 1.8W ogniwo 3x6 kosztuje okolo 1 dolara
              1.8W mocy, ale jakiej? Dla ogniw fotowoltaicznych jako moc nominalną podje się ich "moc szczytową" - en.wikipedia.org/wiki/Watt-peak , czyli zmierzoną przy ustalonych, labolatoryjnych warunkach oświtlenia, które w Polsce w praktyce prawie nigdy nie występują.

              Dla naszych warunków pogodowych panel o mocy 1kW da rocznie tyle energii, ile działające przez cały rok i przez cała dobę (24*365) żródło o mocy 10W. Rocznie, z takiego panela 1kW masz jakieś 85 do 100 kWh energii i to głównie wtedy, kiedy jej najmniej potrzebujesz - gdy jest jasno i ciepło.
              • jancio_szuwarek Re: Drukowanie 18.09.12, 12:46
                szczurek.polny napisał:

                > > 1.8W ogniwo 3x6 kosztuje okolo 1 dolara
                > 1.8W mocy, ale jakiej? Dla ogniw fotowoltaicznych jako moc nominalną podje się ich "moc szczytową" - en.wikipedia.org/wiki/Watt-peak , czyli zmierzoną przy ustalonych, labolatoryjnych warunkach oświtlenia, które w Polsce w praktyce prawie nigdy nie występują.
                > Dla naszych warunków pogodowych panel o mocy 1kW da rocznie tyle energii, ile d
                > ziałające przez cały rok i przez cała dobę (24*365) żródło o mocy 10W. Rocznie,
                > z takiego panela 1kW masz jakieś 85 do 100 kWh energii i to głównie wtedy, kie
                > dy jej najmniej potrzebujesz - gdy jest jasno i ciepło.


                - dlatego zastanawiam się nad sprzedażą nadwyżek tego prądu słonecznego wprost do sieci energetycznej. Za chwilę mają w sejmie uchwalać nową ustawę o OZE gdzie zagwarantowane będzie odkupienie prądu przez miejscowy zakład energetyczny z ceną 1,10zł za 1kWh
                i to przez 15 lat (projekt). Kłopot w tym, że o ile dzisiaj jest to 2x więcej niż kosztuje prąd "z sieci" to za 3 lata może być to już normalna cena a za 10lat grubo poniżej ceny rynkowej.
                Mając własną elektrownię mogę zejść z kosztów miesięcznych, mogę jeszcze na tym zarobić.
                Załóżmy moje głupie 10kW to ok. 10000kwh *1,1 = 11 tys złotych przychodu.
                Elektrownia 10kWh kosztować powinna ok. 70tys., czyli koszt jej zakupu zwróci się za 7 lat (a może szybciej jak wzrosną ceny energii). Elektrownia taka popracuje ze 25lat
                Za kolejne 7-8 lat zarobi na dodatkowe 10KW mocy, czyli razem moc=20kW. Za kolejne 8lat można będzie dostawić obok kolejne 20kW i będzie 40kW mocy (pewnie już wtedy o wyższej sprawności ogniw). Przypuszczam, że sprzedając rocznie za 20lat energię słoneczną rzędu 50tys kWh na "wolnym rynku" zapewnię sobie spokojne życie, bez luksusów bez względu na zbankrutowany ZUS i to co po nim powstanie, bez względu na poziom biedy czy kryzysu.

                Piękne marzenie smile i wygląda całkiem sensownie, co o tym myślicie ?

                • szczurek.polny Re: Drukowanie 18.09.12, 13:14
                  > Piękne marzenie smile i wygląda całkiem sensownie, co o tym myślicie ?

                  > Załóżmy moje głupie 10kW to ok. 10000kwh *1,1 = 11 tys złotych przychodu.
                  Oznacza to, że założyłeś, że przez 1000 godzin w roku masz słońce jak w sierpniu na Costa del Sol (równoleżnik 35°N) i temperaturę co najmniej +25°C, bo w takich warunkach wyznacza się moc nominalną paneli. Jeśli jest mniej słońca lub zimniej, to sorry, ale wydajność spada dość ostro i będzie mniej energii.

                  Bardziej realistyczne oszacowanie to:
                  Załóżmy twoje głupie 10kW to ok. 1000kwh energii rocznie.
                  Z tego 2/3 zużyjesz na potrzeby własne oszczędzając: 650 kWh * 50 gr = 325 PLN na rachunkach za prąd.
                  1/3 sprzedasz po 1,1 PLN (o ile rząd ciągle będzie stać na dotowanie ogniw fotowoltaicznych z kieszeni innych podatników): 350 * 1,1 PLN = 385 PLN
                  Razem masz 710 PLN rocznie.

                  Ale się nie martw - jest na to rada: tzw. zestaw kombinowany panele fotowoltaiczne + generator dieslowski. Wtedy możesz z tych swoich 10 kW zainstalowanych paneli sprzedać do sieci i 10000 kWh rocznie, bez szczególnego uszczerbku dla zużycia na potrzeby własne. Jak masz taki zestaw, to nawet w nocy możesz prąd z paneli sprzedawać. Przynajmnie w Hiszpanii to działało długie lata.
                  • jancio_szuwarek Re: Drukowanie 18.09.12, 20:29
                    szczurek.polny napisał:

                    > > Piękne marzenie smile i wygląda całkiem sensownie, co o tym myślicie ?
                    >
                    > > Załóżmy moje głupie 10kW to ok. 10000kwh *1,1 = 11 tys złotych przychodu.
                    > Oznacza to, że założyłeś, że przez 1000 godzin w roku masz słońce jak w sierpni
                    > u na Costa del Sol (równoleżnik 35°N) i temperaturę co najmniej +25°C, bo w tak
                    > ich warunkach wyznacza się moc nominalną paneli. Jeśli jest mniej słońca lub zi
                    > mniej, to sorry, ale wydajność spada dość ostro i będzie mniej energii.

                    Według tejże strony:
                    re.jrc.ec.europa.eu/pvgis/apps3/pvest.php
                    dla zainstalowanej mocy 10KW / 35 stopni w Polsce - elektrownia da w ciągu roku 1170kWh

                    > Bardziej realistyczne oszacowanie to:
                    > Załóżmy twoje głupie 10kW to ok. 1000kwh energii rocznie.
                    > Z tego 2/3 zużyjesz na potrzeby własne oszczędzając: 650 kWh * 50 gr = 325 PLN
                    > na rachunkach za prąd.

                    Nie będę zużywał na potrzeby własne dopóki sprzedaż będzie droższa od zakupu. Wszystko GO to sieć zewnętrzna. Ale nawet jeśli bym brał dla siebie to nie dam rady 2/3 zużyć, bo kiedy słońce świeci i robi się prąd - to mnie nie ma w domu; lecz nawet wówczas kiedy będę brał także "zarabiam" jakieś pieniądze oszczędzając na rachunkach.

                    > 1/3 sprzedasz po 1,1 PLN (o ile rząd ciągle będzie stać na dotowanie ogniw foto
                    > woltaicznych z kieszeni innych podatników): 350 * 1,1 PLN = 385 PLN
                    > Razem masz 710 PLN rocznie.
                    > Ale się nie martw - jest na to rada: tzw. zestaw kombinowany panele fotowoltaic
                    > zne + generator dieslowski. Wtedy możesz z tych swoich 10 kW zainstalowanych pa
                    > neli sprzedać do sieci i 10000 kWh rocznie, bez szczególnego uszczerbku dla zuż
                    > ycia na potrzeby własne. Jak masz taki zestaw, to nawet w nocy możesz prąd z pa
                    > neli sprzedawać. Przynajmnie w Hiszpanii to działało długie lata.

                    Sądzę, że energia będzie tak droga niebawem, że to się powinno opłacać szybciej niż później. A dotowanie prawdopodobnie wycisną z polskiego rządu odpowiednie regulacje UE.
                    W Czechach ok 2,8% całego prądu idzie już ze słoneczka, bo wystartowali jakiś czas temu z tym tematem.
                    Mnie tam się ten pomysł podoba, rozwijać stopniowo moc aż dojdę do momentu niezależności na stare lata. Myślę, że za 20lat prąd będzie naprawdę drogi. Będzie w nim tyle podatków ekologicznych łącznie z tym na ponowne zamrożenie Arktyki jak się niedługo roztopi.
                    • przycinek.usa bariera sa tez akumulatory 18.09.12, 20:41
                      Jedna z wazniejszych barier rozwoju tej dziedziny jest brak odpowiednich i tanich akumulatorow, bez efektu pamieciowego. Zwykle akumulatory bardzo szybko sie zuzywaja, a litowe sa bardzo drogie. Malo kto wie, ze jest nowa technika produkcji akumulatorow kwasowych, bez efektu starzenia sie - to akumulatory PbC i sa produkowane przez mala firme w USA. Do tej pory te baterie byly strasznie drogie. Ta technologia wejdzie jednak masowo na rynek - kiedy wejda samochody z przemienna praca silnika. To jest taki nowy pomysl - kiedy samochod zatrzymuje prace silnika na kazdych swiatlach i postoju. Silnik zapala w momencie ruszania. Do tego potrzebna jednak niewiarygodna wytrzymalosc akumulatora i jedyny taki akumulator to wlasnie PbC. Sa spore szanse na te akumulatory - za kilka lat - jak stanieja. Producent wlasnie uruchamia wielkoskalowa produkcje milionow akumulatorow.

                      Ich wytrzymalosc jest kolosalna zaleta. Maja wprawdzie malutka pojemnosc relatywnie do litowych, poniewaz w koncu jest to taki sam akumulator jak zwykly samochodowy, lecz przez 30 lat nie ma na nich zauwazalnego spadku pojemnosci!
                    • szczurek.polny Re: Drukowanie 18.09.12, 21:16
                      > Według tejże strony: re.jrc.ec.europa.eu/pvgis/apps3/pvest.php
                      > dla zainstalowanej mocy 10KW / 35 stopni w Polsce - elektrownia da w ciągu roku 1170kWh
                      Fajna stronka. No to się dużo nie pomyliłem, bo tak z palca napisałem 1000 kWh. W każym razie to dużo mniej niż 10000 kWh.

                      Ciekawe czy stronka uwzględnia to, że ogniwa się brudzą? Bo jeśli nie uwzględnia, to aby wyciągnąć te zadeklarowane 1170 kWh rocznie to trzeba by co tydzień wleźć na dach i irchową ściereczką ogniwa przetrzeć, żeby się błyszczały, przynajmniej w sezonie. W zasadzie, to dlaczego miałaby uwzględniać brudzenie? Przecież wtedy wyszłoby mniej, może o 10%, a może nawet i o 30%, a nie o to twórcom tej stronki chodzi.

                      > Nie będę zużywał na potrzeby własne dopóki sprzedaż będzie droższa od zakupu.
                      Będziesz, będziesz... Po pierwsze prawo zezwala wyłącznie na sprzedaż do sieci NADWYŻEK energii. A więc najpierw potrzeby własne. Po drugie zakłady energetyczne nie są głupie, żeby kupować od ciebie prąd po 1,1 PLN i równocześnie sprzedawać ci prąd po 0,5 PLN. Po trzecie będziesz miał tak jak dotychczas tylko jedno przyłącze - nie ma technicznie innej możliwości. I albo będzie nim płynął prąd z sieci do ciebie (pomniejszony o to co sobie sam wygenerujesz), albo od ciebie do sieci (czyli to co zostanie po zaspokojeniu potrzeb własnych). No nie mogą tym samym kablem płynąć jednocześnie dwa prądy w dwie różne strony. A jak cię będą chcieli urządzić, to wprowadzą ci na przykład rozliczenie w cylku miesięcznym - czyli licznik się kręci raz w jedną, raz w drugą, a odczytujemy dopiero saldo na koniec miesiąca. Nikt ci nie da drugiego przyłącza, żebyś jednym brał, a drugim oddawał, bo wtedy byłbyś "energetyka profesjonalna", a to oznacza koncesje, VATy i akcyzy. I oczywiście osobne przyłacze, którego nie dostaniesz z tysiąca powodów technicznych.

                      > A dotowanie prawdopodobnie wycisną z polskiego rządu odpowiednie regulacje UE.
                      No ale tu optymistycznie zakładasz, że:
                      - będzie jakiś polski rząd
                      - będzie jakaś UE
                      - polski rząd będzie miał jakieś pieniądze, żeby się do tych regulacji UE stosować

                      > Myślę, że za 20lat prąd będzie naprawdę drogi.
                      I tu się zgodzę. Jest to wysoce prawdopodobne.
                      • bagracz Re: Drukowanie 21.09.12, 22:17
                        Czy prąd będzie drogi czy tani to trudno dziś rozstrzygać. Jeśli rozpadną się struktury państwa to w ogóle może go nie być. I wtedy indywidualne instalacje staną się bezcenne.
                        Muszę się zainteresować tematem bo chyba warto. Jeszcze tylko jakiś pojazd na prąd i można nie płacić bandyckiej akcyzy na stacjach.
                • przycinek.usa Re: Drukowanie 18.09.12, 20:04
                  Niepraktyczne. Lepsze beda chyba te generatory Toshiby. Tylko trzeba na nie zaczekac.
                  To jest taka mikro elektrownia nuklearna - alternatywa dla obecnia dzialajacych wielkich fabryk i duzo tansza i bezpieczniejsza. Ten generator dziala i bylby juz dawno w sprzedazy, gdyby nie rozne problemy administracyjne w tym wymagane ubezpieczenia - ktore sa podobne jak dla wielkich silowni. Podejrzewam, ze te kwestie sa zwiazane z blokowaniem tej technologii przez istniejace firmy. Jednak nie sledze tego dokladnie. Poszukaj sobie Toshiba 4S.
                  • przycinek.usa Toshiba 4S 18.09.12, 20:11
                    en.wikipedia.org/wiki/Galena_Nuclear_Power_Plant
                    en.wikipedia.org/wiki/Toshiba_4S
                    www.nrc.gov/reactors/advanced/4s.html
                    www.toshiba.co.jp/nuclearenergy/english/business/4s/introduction.htm
                    www.chugachelectric.com/pdfs/agenda/wsagenda_090308_1-4.pdf
                    • szczurek.polny Re: Toshiba 4S 18.09.12, 21:23
                      No ale to chyba nie jest rozwiązanie dla osób indywidualnych, ale raczej dla dużego osiedla albo małego miasteczka:

                      " The actual reactor would be located in a sealed, cylindrical vault 30 m (98 ft) underground, while the building above ground would be 22×16×11 m (72×52.5×36 ft) in size. This power plant is designed to provide 10 megawatts of electrical power"

                      No chyba, że budynek 22 metry na 16 metrów i 11 metrów wysoki mieści się u ciebie gdzieś tam w kącie działki w krzakach i praktycznie go widać nie będzie. Wtedy to szacun Przycinku!
                      • przycinek.usa Re: Toshiba 4S 18.09.12, 21:45
                        Oczywiscie. Ale to jest najtansza energia. I nie trzeba czyscic ogniw na dachu.
                        Najwazniejsze jest to - za tak naprawde te generatory sa i dzialaja i o ile pamietam moglyby funkcjonowac komercyjnie - teraz, tutaj, dzisiaj - ale nikt nie chce im pozwolic na instalacje.
                        To wyglada tak, ze wychodzi madrala z rzadu i mowi, ze sa odpowiednie przepisy, wymogi, licencje i tak dalej. I to jest blokada nie do przeskoczenia. Oplaty aplikacyjne o licencje sa drozsze od wielu takich generatorow.

                        Toshiba chcialaby to sprzedawac, ale nie moze. Podejrzewam, ze najpierw ta technologia ruszy w Japonii. Trzeba by sie temu przygladnac. To sie rozwija dynamicznie. Zobaczymy co z tego wyniknie. Najlepiej oczywiscie byloby, gdyby byly male generatorki dla kazdego domu i tanie w zakupie. Wtedy sila rzeczy wielkie monopole energetyczne musialyby pasc i na rynek wreszcie trafilaby konkurencja.

                        Ja jestem ciekawy, czy w Polsce wybuduja te od dawna zapowiadana silownie nuklearna. To bylby dopiero numer. Wielki nieekonomiczny przestarzaly i przeplacony kolos za kilkadziesiat miliardow dolarow kupiony od "przyjaciol" z Francji, albo Rosji.

                        Koszt Toshiby 4S to maksymalnie 30 milionow dolarow razem z montazem i uruchomieniem.
                        (Podawany jest przedzial 25 do 30 milionow dolarow)

                        Czyli koszt 10 MW = maksymalnie 93 miliony zlotych, zatem maksymalny koszt o lacznej mocy 6000 MW wyniesie 55.8 miliarda zlotych i jest to koszt jednorazowy na 30 lat. Instalacja jest bezobslugowa, zatem nie ma kosztow stalych i utrzymania. I nie ma strat przesylu, poniewaz 600 silowni ma charakter rozproszony. Dzieki temu wzrasta bezpieczenstwo energetyczne panstwa.

                        Tymczasem Tusk chce wybudowac silownie starego typu w cenie pomiedzy 35-50 miliardow zlotych i mocy 6000 MW.

                        Wtedy dojda do tego straty sieci przesylowych i rozdzielni i oczywiscie mozliwosc awarii i koniecznosc czestego "tankowania w paliwo" za spora forse. I koszty utrzymania i utylizacji odpadow.

                        Ale za to jaka prowizje wezma dla siebie za ten projekt! Ha!
              • przycinek.usa Re: Drukowanie 18.09.12, 19:53
                1.8 W to wartosc podawana przez producenta. Panele sloneczne sa nadal zbyt drogie, patrzac na to od strony pelnego zuzycia mocy przez obywatela. Za drogie na prawdziwa alternatywe dla domu, ale rownoczesnie calkiem tanie gdybysmy chcieli zasilac sama lodowke.
                • szczurek.polny Re: Drukowanie 18.09.12, 20:33
                  > 1.8 W to wartosc podawana przez producenta.
                  Ale takie ogniwo może raz dawać 1.8 W, wieczorem może dawać 0.25 W, w nocy nic nie daje, a jak mu się dobrze przyświeci to i 2.1 W się z niego wyciśnie.

                  No dobrze, to jaką wartość podaje producent? Sam sobie odpowiem: producent podaje wartość zmierzoną w labolatorium w warunkach określonych normami. Są na to normy, takie jak IEC 61215, IEC 61646 lub UL 1703. I co te normy mówią? Ano:
                  - ogniwo czyste jak łza
                  - światło padające idealnie prostopadłe do powierzchni ogniwa
                  - intensywność światła 1000W/m2 (w Polsce mamy zwykle kilka dni w roku, kiedy intensywność światła w południe przekracza 1000W/m2)
                  - temperatura +25°C
                  - widmo światła zbliżone do tego, co jest na 35°N

                  Tak więc pomiar odbywa się praktycznie w warunkach idealnych dla ogniwa, natomiast sporo odbiegających od rzeczywistych warunków eksploatacji w Polsce.

                  > Za drogie na prawdziwa alternatywe dla domu, ale rownoczesnie calkiem tanie gdybysmy
                  > chcieli zasilac sama lodowke.
                  I tu zgoda: ekonomicznie się nie opłacają, ale jako element zasilania awaryjnego / rezerwowego (a wiadomo, że za taki luksus płaci się nieco więcej niż za standard), to mogą być. Tylko że w Polsce najbardziej potrzebujemy energii, gdy jest zimno i ciemno, a więc wtedy, gdy ogniwa praktycznie nie działają.

                  No ale chodzą słuchy, że Tusku z kamratami mają nas niedługo dla naszego dobra uszczęśliwić. Jacyś tam ziomale zainwestowali w dachówki z wbudowanymi ogniwami (nie wiem, czy w fabrykę, czy też podpisali jakiś dłuższy kontrakt na zakupy w Chinach) i teraz ma wyjść prawo, że jak ktoś będzie sobie dom remontował (na przykład kibel zmieniał) to będzie musiał przy okazji sobie panele albo i takie dachówki na dachu położyć, bo inaczej pozwolenia z urzędu nie dostaje. Podobno wziątka już wzięta, posłowie są już nagrzewani przed głosowanie, a więc tylko czekać.
                  • przycinek.usa Re: Drukowanie 18.09.12, 20:43
                    - )
    • henryk245 Re: Drukowanie 18.09.12, 09:58
      drukowania efekty wstepne,cd nastapi ...


      polish.ruvr.ru/2012_09_18/Chiny-USA-WTO-skarga/


      "zlote weksle" nigdy zlota w metalu niedadza-proponuje inwestowac
      .. w zlote zeby !
    • przycinek.usa skala - 85B miesiecznie 19.09.12, 23:06
      poniewaz na tym forum panuje naprawde niewielki ruch, zatem nie spodziewam sie wiecej uwag - jednak na przyszlosc powinno sie uwzglednic sama informacje o skali tego drukowania. Mysle, ze to jest tutaj kluczowa sprawa - bo jest to bardzo duza operacja. Bernankie chyba chcial posluchac Krugmana i dodrukowac "ile wlezie". He he he.

      W kazdym razie calosc tej operacji bedzie od tej pory wynosic 40 miliardow miesiecznie bezterminowo + dodatkowo okolo 45 miliardow wyniakajace z poprzednich programow.
      www.federalreserve.gov/monetarypolicy/fomcpresconf20120913.htm
      To drugie "tylko do konca roku".

      Zatem do konca roku przybedzie 85 miliardow miesiecznie a potem 40 miliardy co miesiac.
      Liczymy = 255 miliardow do konca roku a potem + 480 miliardow w 2013 razem = 735

      Popatrzmy na to w perspektywie:
      Gotowka w obrocie 1063 miliardy dolarow. (weekly Sept. 3)
      M1 = 2332.9 miliardow dolarow
      M2 = 10058.2 miliardow dolarow
      M1 przyrost roczny w okresie ostatnich 3 miesiecy = 15.4%
      www.federalreserve.gov/releases/h6/Current/h6.htm
      Przyrost gotowki w obrocie przyspiesza.
      research.stlouisfed.org/fred2/series/CURRENCY?cid=25
    • przycinek.usa Fed's Kocherlakota Shifts on Unemployment 21.09.12, 19:32
      Kocherlakota nie jest juz czlonkiem FOMC, zatem nie bedzie glosowal - ale istotna jest jego zmiana zdania i obecny poglada na to, ze trzeba dalej drukowac, mozliwe ze nawet przez 4 lata. Drukowac, drukowac. Nie do wiary.


      Calosc artykulu:

      Fed's Kocherlakota Shifts on Unemployment
      A hawk at the Federal Reserve has changed his plumage.

      Narayana Kocherlakota, president of the Federal Reserve Bank of Minneapolis, said in a speech Thursday that the central bank should respond to high unemployment with an even more aggressive approach than the Fed announced last week.

      His proposal: Pledge to keep short-term interest rates very low until the unemployment rate, which was 8.1% in August, falls to 5.5%. He said it could take four or more years to reach that goal.

      The comments, to a group in Ironwood, Mich., were notable for several reasons. In his three years at the Minneapolis Fed, Mr. Kocherlakota has been seen as a "hawk"—shorthand in central-banking circles for those who worry more about inflation and generally are reluctant to pursue the easy-money policies favored by "doves." In 2010, he drew attention for blaming high unemployment on structural problems—such as too many out-of-work construction workers who couldn't fill vacancies in other sectors—rather than a shortfall in demand. The Fed can't do much about the former. Mr. Kocherlakota said he has been studying structural unemployment and sees less evidence that it is the root problem in the economy that he formerly espoused. "You have to learn from the data," he said, and his analysis has led him to put less weight on the structural argument.

      His proposal to pledge low rates until unemployment falls comes on the heels of the Fed's dramatic steps to spur the economy by launching a big new round of bond-buying.

      In an interview with The Wall Street Journal after his speech, Mr. Kocherlakota said he saw his proposal as a "useful complement" to the Fed's bond-buying. The bond program, he said, "was a good step," but "could have been enhanced" if the Fed spelled out clearer and more ambitious conditions on its pledge to keep interest rates low.
      The Fed has said it expects to keep interest rates near zero until at least mid-2015. Mr. Kocherlakota and some other Fed officials want to tie the promise to economic outcomes rather than calendar dates. Chicago Fed President Charles Evans, for example, has said the Fed should pledge to keep short-term rates low until the unemployment rate falls to 7%. Mr. Kochlerlakota emphasized that his recommended policy would be contingent on inflation remaining close to the Fed's 2% objective. Mr. Evans would let inflation rise to 3% for a short period.

      Mr. Kocherlakota, a University of Chicago Ph.D. who spent his entire career in academia until taking the Fed post, said he also was influenced by the recent behavior of inflation. In April he said he expected 2% inflation this year and 2.3% next year. But many measures of inflation have run below those estimates. "If you're seeing inflation fading as we have over the last six months or so in a way that frankly is congruent with other people's forecasts more than was congruent with mine, you have to re-evaluate the weight you're putting on different models of the economy," he said.

      Mr. Kocherlakota's transformation caught many Wall Street observers off guard. Eric Green, an economist at TD Securities, called Mr. Kocherlakota's plan "positively preposterous stuff" because it would hurt the Fed's inflation credibility.
      —Michael S. Derby contributed to this article.

      Write to Jon Hilsenrath at jon.hilsenrath@wsj.com
      online.wsj.com/article/SB10000872396390443890304578008713419920352.html
      • przycinek.usa co mowi o tym Santelli 21.09.12, 19:35
        Bardzo ladnie to okreslil Santelli:

        FED i QE mozna porownac do wielkiej rury z woda. Dalej w odleglosci 30 kilometrow jest gospodarka, czyli mala roslinka Geranium. Mozliwe, ze kiedys do tej roslinki dotrze troszke wody, ale w miedzy czasie wszystko dookola zostanie zalane woda. Konkluzja: kupuj zloto.
        • przycinek.usa Re: co mowi o tym Santelli 21.09.12, 19:36
          www.zerohedge.com/news/santellis-queasiness-about-bernankes-quantitative-easiness
          • bagracz Re: co mowi o tym Santelli 21.09.12, 20:37
            Santelli ma rację, że gospodarka i zatrudnienie ,to tylko pretekst.
            • przycinek.usa Re: co mowi o tym Santelli 21.09.12, 21:14
              oczywiscie.
    • 2leor1931 Re: Drukowanie 26.09.12, 18:38
      Komentarz do tekstu J. Palikota: "Europejska kwadratura koła"
      W "Magazynie Świątecznym" w "Gazecie Wyborczej" z 22 września 2012 r. w dyskusji pod hasłem "Uratujemy Europę" głos zabrał też Janusz Palikot tekstem zatytułowanym "Europejska kwadratura koła". Na dużą uwagę zasługują następujące dwie jego propozycje: 1/ "że racjonalną drogą skutecznie zmniejszającą koszty obsługi europejskiego długu byłoby finansowanie go bezpośrednio z Europejskiego Banku Centralnego" oraz 2/ "Aby utrudnić działania spekulantów i uniemożliwić im atak na poszczególne kraje i na euro, trzeba zmienić politykę swobodnego przepływu kapitału".
      Ad 1/ Obok tekstu Janusza Palikota znajduje się też tekst Witolda Gadomskiego pt.: "Śmieć pieniądza", w którym autor wykazuje, że w okresie od upadku amerykańskiego banku Lehman Brothers we wrześniu 2008 r., który zapoczątkował rozlanie się na całą gospodarkę światową kryzysu wywołanego pęknięciem bańki spekulacyjnej na rynku kredytów hipotecznych, banki centralne wpompowały do bankowości prywatnej ogromne sumy "nowodrukowanego" pieniądza. W Stanach Zjednoczonych Rezerwa Federalna (Fed) w ciągu minionych czterech lat wykupiła od banków i innych podmiotów prywatnych długi państwa i jego rozmaitych agencji w zamian za "drukowane" przez siebie pieniądze na ogromną kwotę ponad 2 bln. dol., co powiększyło zadłużenie państwa wobec Fed z 950 mld dol. do 3 bln. dol., czyli ponad trzykrotnie. Europejski Bank Centralny z uwagi na wprowadzony do traktatu z Maastricht zakaz finansowania państwowych długów na początku kryzysu opierał się przed wpompowywaniem "drukowanego" pieniądza do bankowości prywatnej. Szybko okazało się jednak, że przestrzeganie traktatowej regulacji jest nie do utrzymania. Gdy Grecja i inne kraje południowej Europy zaczęły mieć nie tylko kłopoty ze spłatami wcześniej powstałych długów, ale jeszcze bardziej pogrążały się w długach,
      • 2leor1931 Re: Drukowanie 26.09.12, 18:40
        Dalszy ciąg komentarza do tekstu J. Palikota:
        EBC pod naciskiem europejskich polityków musiał rozluźnić politykę monetarną, udzielając bankom kredytów pod zastaw państwowych papierów dłużnych. W ten sposób wpompował do europejskiej bankowości ponad 1 bln euro, co ponad dwukrotnie przekroczyło wartość długów publicznych w bilansie EBC w porównaniu sprzed kryzysu. Tak ogromne wzrosty podaży pieniądza nie skutkują jednak wybuchem inflacji. Dlaczego? Witold Gadomski daje prostą odpowiedź: "Banki komercyjne zasilone tanimi kredytami z EBC kupują wyżej oprocentowane obligacje rządowe". Wyjaśnienie takie jest co najmniej niepełne! Dla banków komercyjnych bowiem zdeponowany w nich pieniądz banku centralnego jest bazą monetarną, która stanowi podstawę do kreowania własnego pieniądza depozytowego i dopiero za swój, przez siebie kreowany pieniądz kupują obligacje rządowe. Przy czym gdy skarb państwa spłaca i zmniejsza państwowe długi, do czego są obecnie przymuszane i dążą wszystkie nadmiernie zadłużone kraje w Eurolandzie, wtedy spłaty takie powodują wycofywanie pieniądza bankowego z obiegu.Jeśli podmioty prywatne nie powiększą swojego popytu na kredyty bankowe, wtedy zmniejszony obieg pieniężny oddziałuje depresyjnie na stan gospodarki, a banki posiadają nadpłynność. W czasie obecnego kryzysu część banków jednak zaczęła tracić płynność, jak np. banki hiszpańskie. Dzieje się tak, gdy kryzys przeniknie do gospodarki realnej. W bankach komercyjnych bowiem znajdują się prywatne depozyty, które są oprocentowane, a kapitalizowana część oprocentowania podnosi w bankach pasywa, które nie są równoważone aktywami w postaci udzielanych przez banki kredytów. Bo w kryzysie nie ma popytu na kredyty konsumpcyjne i inwestycyjne. Jedynie rolowane są kredyty na środki obrotowe w przedsiębiorstwach i też w systematycznie ograniczanym zakresie, bo z jednej strony wysoka stopa procentowa a z drugiej kurczący się popyt zmuszają przedsiębiorców do zmniejszania rozmiarów produkcji i jej kredytowania. Właśnie dlatego banki komercyjne w kryzysie tracą płynność.
        • 2leor1931 Re: Drukowanie 26.09.12, 18:42
          Kontynuacja komentarza do tekstu J. Palikota:
          Aby uratować się od bankructwa błagalnie wyciągają swoje ręce po "drukowany" pieniądz przez bank centralny. Bowiem tylko w ten sposób mogą zabezpieczyć swoją płynność w stosunku do posiadanych depozytów, których wartość mimo kryzysu systematycznie wzrasta w wyniku kapitalizowanego ich oprocentowania. Jednak należy się dziwić, że wśród ekonomistów istnieje powszechne przekonanie, że samo zasilanie bankowości komercyjnej wykreowanym przez bankowość centralną "drukowanym" pieniądzem może przyczynić się do przezwyciężenia kryzysu finansowego! Dopóty nie pojawi się dodatkowy, zwiększony popyt na towary, dopóki dodatkowy pieniądz dostarczony bankom komercyjnym będzie leżał bezczynnie! Powszechnie istniejące wysokie zadłużenie skutkuje bowiem tym, że nie ma popytu na nowe kredyty ani ze strony państwa, ani też ze strony podmiotów prywatnych: konsumentów, przedsiębiorców i inwestorów. Państwa są wysoko zadłużone i podejmują wysiłki, aby się oddłużyć. Natomiast przedsiębiorcy, gdy nie wzrasta popyt na ich produkty, nie mają bodźców do zaciągania kredytów na inwestycje i rozwijanie produkcji. Dlatego nie wzrasta też zatrudnienie i nie ma wzrostu popytu konsumpcyjnego. Istnieje zamknięte koło stagnacji. Może je przełamać jedynie pojawienie się dodatkowego, powiększonego popytu. W krajach, które stosują merkantylistyczną politykę w handlu zagranicznym, stałym stymulatorem dodatkowego popytu jest nadwyżka towarów wyeksportowanych nad zaimportowanymi. Zgodnie z doktryną Keynesa wzrost popytu stymulują wydatki państwa przewyższające jego dochody budżetowe. Jednak, aby pozyskać środki na finansowanie deficytowych wydatków, skarb państwa musi się zadłużyć, sprzedając na rynku finansowym obligacje. Cała kuriozalność związanej z tym sytuacji polega na tym, że jeśli prywatna bankowość nie dokona wcześniej powiększenia swej bazy monetarnej, to nie może wykreować dodatkowego pieniądza
          • 2leor1931 Re: Drukowanie 26.09.12, 18:45
            Jeszcze kontynuacja komentarza do tekstu J. Palikota:
            Skutkuje to tym, że dodatkowy popyt na pieniądz ze strony państwa konkuruje wtedy z popytem na ten sam pieniądz ze strony przedsiębiorców i inwestorów. W rezultacie wzrasta stopa procentowa, która podnosi koszty produkcji i inwestycji, które eliminują te przedsięwzięcia, które przy wysokiej stopie procentowej stają się nierentowne. Gdy więc prywatna bankowość nie wykreuje dodatkowego pieniądza, wtedy deficytowe wydatki budżetowe nie stymulują, a dławią wzrost produkcji. Aby do takiej niekorzystnej sytuacji nie dochodziło, banki centralne za emitowany/"drukowany" przez siebie pieniądz skupują pulę określonej wartości państwowych papierów dłużnych i w ten sposób zasilają bankowość prywatną w bazę monetarną, która umożliwia jej zwielokrotnioną kreację bankowego pieniądza obiegowego. Właśnie za taki pieniądz państwo sprzedaje swoje obligacje. A bankowość prywatna realizuje od kupionych od państwa obligacji wysokie oprocentowanie i czerpie z tego tytułu olbrzymie dochody, które pochodzą z opodatkowania. Kuriozalność - jeszcze raz trzeba dobitnie podkreślić to słowo! - zasady kreacji obiegowego pieniądza przez bankowość prywatną charakteryzuje się nie tylko tym, że za dostarczaną im bazę monetarną płaci bankowości centralnej bardzo niskie oprocentowanie w stosunku do wielokrotnie wyższego oprocentowania pobieranego od swoich kredytobiorców, w tym i od skarbu państwa, ale przede wszystkim w tym, że z dostarczonej im bazy monetarnej z bankowości centralnej mogą wykreować nawet ponad dziesięciokrotnie większą wartość pieniądza obiegowego i od całej tej wartości pobierają owo wysokie oprocentowanie. Tymczasem koszty własne ponoszone na kreację pieniądza bankowego są niewielkie, praktycznie ograniczają się do przeliczania i zapisywania na kontach wykreowanego pieniądza. Dlatego jak najbardziej jest nie tylko zasadny ale przede wszystkim do jak najszybszego zrealizowania postula Janusza Palikota, aby zamiast finansowania europejskiego długu w sposób okrężny poprzez bankowość prywatną i płacić jej z tego tytułu bardzo wysoki, nieuzasadniony haracz, finansować ten dług bezpośrednio z Europejskiego Banku Centralnego kreowanym przez niego pieniądzem obiegowym. Wtedy oczywiście, aby nie doszło do inflacji, bankowość prywatna nie miałaby prawa kreowania własnego pieniądza.
            • 2leor1931 Re: Drukowanie 26.09.12, 18:49
              Dalsza kontynuacja komentrza do tekstu J. Palikota:
              Działałaby na takich samych zasadach, na jakich działają obecnie spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe, czyli mogłyby udzielać kredytów tylko w granicach zgromadzonych lokat terminowych. Efektem wdrożenia do praktyki gospodarczej proponowanej kreacji pieniądza obiegowego przez bankowość centralną będzie to, że całe korzyści płynące z kreacji pieniądza przestanie czerpać bankowość prywatna, a będą one zasilać dochody państwa, co z kolei będzie się przekładało na możliwość obniżenia podatków. Przy obecnej zasadzie kreowania pieniądza obiegowego przez bankowość prywatną sytuacja jest diametralnie odwrotna, to podatnicy i kredytobiorcy muszą płacić za posługiwanie się pieniądzem, którego banki prywatne tworzą z niczego, po prostu w taki sposób, że właścicielom otworzonych w bankach rachunków wpisują przyznane im kwoty wirtualnego pieniądza.

              Ad 2/ Kiedy prezydent Ronald Reagan pod wpływem doktryny monetaryzmu propagowanej przez Miltona Friedmana oraz uczniów jego chicagowskiej szkoły obniżył znacznie stopę opodatkowania dochodów od kapitału, i spodziewał się, że uzyska przez to znaczne zdynamizowanie produkcji oraz zmniejszenie bezrobocia, spotkał go jednak srogi zawód. Ani nie nastąpiło zdynamizowanie produkcji, ani też obniżenie stopy bezrobocia. Natomiast pogłębił się i w przyspieszonym tempie począł wzrastać deficyt budżetowy. Spodziewane korzyści dla rozwoju gospodarczego z obniżki podatkowej dlatego zawiodły, bo właścicielom bardziej opłacało się eksportować swoje kapitały za granicę, aniżeli inwestować je w USA. Tam bowiem przy bardzo niskich płacach zatrudnianej siły roboczej uzyskiwali z zainwestowanych kapitałów kilkakrotnie wyższą stopę zwrotu, niż było to możliwe w Stanach Zjednoczonych. Gdy prywatny kapitał zorientował się, że produkowane zagranicą towary i importowane do kraju dają mu wielokrotnie wyższe zyski aniżeli te produkowane w kraju, poczęto zamykać krajowe fabryki i przenosić je zagranicę.
              • 2leor1931 Re: Drukowanie 26.09.12, 18:52
                Jeszcze dalszy ciąg do komentarza do tekstu J. Palikota:
                Działałaby na takich samych zasadach, na jakich działają obecnie spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe, czyli mogłyby udzielać kredytów tylko w granicach zgromadzonych lokat terminowych. Efektem wdrożenia do praktyki gospodarczej proponowanej kreacji pieniądza obiegowego przez bankowość centralną będzie to, że całe korzyści płynące z kreacji pieniądza przestanie czerpać bankowość prywatna, a będą one zasilać dochody państwa, co z kolei będzie się przekładało na możliwość obniżenia podatków. Przy obecnej zasadzie kreowania pieniądza obiegowego przez bankowość prywatną sytuacja jest diametralnie odwrotna, to podatnicy i kredytobiorcy muszą płacić za posługiwanie się pieniądzem, którego banki prywatne tworzą z niczego, po prostu w taki sposób, że właścicielom otworzonych w bankach rachunków wpisują przyznane im kwoty wirtualnego pieniądza.

                Ad 2/ Kiedy prezydent Ronald Reagan pod wpływem doktryny monetaryzmu propagowanej przez Miltona Friedmana oraz uczniów jego chicagowskiej szkoły obniżył znacznie stopę opodatkowania dochodów od kapitału, i spodziewał się, że uzyska przez to znaczne zdynamizowanie produkcji oraz zmniejszenie bezrobocia, spotkał go jednak srogi zawód. Ani nie nastąpiło zdynamizowanie produkcji, ani też obniżenie stopy bezrobocia. Natomiast pogłębił się i w przyspieszonym tempie począł wzrastać deficyt budżetowy. Spodziewane korzyści dla rozwoju gospodarczego z obniżki podatkowej dlatego zawiodły, bo właścicielom bardziej opłacało się eksportować swoje kapitały za granicę, aniżeli inwestować je w USA. Tam bowiem przy bardzo niskich płacach zatrudnianej siły roboczej uzyskiwali z zainwestowanych kapitałów kilkakrotnie wyższą stopę zwrotu, niż było to możliwe w Stanach Zjednoczonych. Gdy prywatny kapitał zorientował się, że produkowane zagranicą towary i importowane do kraju dają mu wielokrotnie wyższe zyski aniżeli te produkowane w kraju, poczęto zamykać krajowe fabryki i przenosić je zagranicę.
                • 2leor1931 Re: Drukowanie 26.09.12, 18:54
                  Dokończenie komentarza do tekstu J. Palikota:
                  W ten sposób tania siła robocza w krajach wschodzących wypierała z produkcji drogą siłę roboczą w krajach wysokorozwiniętych. Skutkiem tego była nie tylko stagnacja ale nawet spadek wynagrodzeń w krajach wysokorozwiniętych. Równolegle podnosiły się systematycznie realizowane zyski od kapitałów. Skutkiem tego następowało i nadal dokonuje się systematyczne obniżanie się udziału płac oraz wzrost zysków w dochodzie.
                  Ponieważ obniżone podatki nie pokrywały wydatków budżetowych, państwo zaczęło się zadłużać. Powstał lament z powodu narastającego długu publicznego. A prawica ukuła mantrę, że państwo opiekuńcze jest wrogie dla rozwoju gospodarczego, zbankrutowało, bo nie jest zdolne finansować wydatków socjalnych, jakimi zostało obciążone. Trzeba więc uzdrowić finanse publiczne poprzez cięcia, ograniczenia wydatków socjalnych. Tylko na tej drodze można będzie podnieść konkurencyjność krajowej produkcji w stosunku do importowanej z krajów wschodzących. Realizacja takich haseł w praktyce oznacza nie tylko drastyczne obniżenie opieki socjalnej, ale i w dalszej perspektywie sprowadzenie wynagrodzeń za pracę w krajach wysokorozwiniętych do poziomu płac w krajach wschodzących. Po prostu do takiego skutku musi prowadzić konkurencja w zglobalizowanym świecie, jeżeli nie zostanie nałożony kaganiec na chciwość kapitalistów. Gdy multimilioner Mitt Romney, kandydat republikanów w nadchodzących wyborach na prezydenta USA zarzuca obecnemu prezydentowi Barakowi Obamie, że ten w ciągu swej kadencji nie zmniejszył bezrobocia, a sam w tym czasie eksportował i inwestował swój kapitał zagranicą, to świadczy to albo o niebywałym zakłamaniu, albo też o braku elementarnej wiedzy ekonomicznej oraz kompetencji na urząd prezydenta. Tertium non datur (Trzeciej możliwości nie ma). Kapitał, który jest wytwarzany w danym kraju, powinien w pierwszej kolejności być inwestowany w tym kraju i służyć nie tylko jego właścicielowi, ale i tym wszystkim, których praca do jego wytworzenia się przyczyniła. Eksportowane powinny być tylko nadwyżki kapitału. Dlatego eksport kapitału powinien być odpowiednio opodatkowany w taki sposób, aby państwo miało skuteczne narzędzie i mogło oddziaływać na poziom inwestycji w priorytetowych dziedzinach dla gospodarki. Globalizacja jest korzystna dla krajów zapóźnionych w rozwoju gospodarczym, bo dostarcz im kapitału i nowoczesnej techniki i w ten sposób pomaga im i przyspiesza wychodzenie z zacofania gospodarczego, jednak powinna być regulowana tak, aby nie pozbawiała zdobyczy socjalnych oraz nie obniżała dochodów w krajach, w których społeczeństwa osiągnęły je własną pracą. LO
                  • bagracz Re: Drukowanie 26.09.12, 20:52
                    Ja myślę, że lewicowy bełkot pana Palikota nie znajdzie tutaj tłumów dostatecznie zidiociałych słuchaczy.
                  • przycinek.usa Re: Drukowanie 02.10.12, 02:55
                    samo wspomnienie nazwiska Palikota wzbudza we mnie pewna niechec do zapoznawania sie z komentarzami "do palikota".

                    Ale zwroce uwage na ten konkretny "komentarz", poniewaz zawiera on zasadniczo bledna teze, jakoby outsourcing miejsc pracy nastapil glownie na skutek roznicy w koszcie zatrudnienia pracownikow. To jest nieprawda. Outsourcing wystapil glownie z powodu NIEDOSTEPNOSCI wykwalifikowanej sily roboczej i NIEMOZNOSCI sprowadzenia tej sily roboczej z innych krajow. To jest jednak temat na zupelnie inna dyskusje. A panu palikotowi juz dziekujemy. Jego wyborcom tez.
    • bagracz Zgrane Drukowanie 27.09.12, 23:04
      Dziwnie zgrane w czasie jest to drukowanie. Zupelnie tak jakby się umawiali albo wyczekiwali na ruchy innych. Teraz Chiny. Jedni robią to z konieczności inni żeby się dostosować. Tych drugich jest zdecydowanie mniej
    • zeenek Re: Drukowanie 01.10.12, 22:06
      Zawsze się zastanawiam nad tym jak to rodacy na emigracji piętnują absurdy i chochole tańce w Polsce a nie zauważają degrengolady w kraju w którym obecnie żyją.
      Kpina, śmianie się inteligentnym ludziom w twarz? Ależ skąd - to exportowe standardy i wzorce. Koń by się uśmiał smile


      Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) zainteresowała się tym co robią agencje ratingowe. Sęk w tym, że jej uwagę, na co wskazuje wielu komentatorów, przykuwają nie te firmy, co powinny.
      Galeria (2)

      Już w kwietniu SEC wszczęła postępowanie administracyjne domagając się "zaprzestania i zaniechania" działań przez agencję Egan-Jones Rating, co uzasadniła "koniecznością ochrony inwestorów i interesu publicznego”. Postępowanie wytoczone też zostało przeciwko właścicielowi firmy, Sean’owi Eganowi.

      Wszystko byłoby zrozumiałe, gdyby nie fakt, że wspomniana firma jest prywatną własnością, zatrudnia zaledwie 20 pracowników i jest „niezależnym” organem, w przeciwieństwie do największych przedstawicieli tego segmentu rynku.

      Egan-Jones, spółka założona w 1995 r. jest jedną z dziewięciu agencji ratingowych, którą SEC akredytował i określiła jako „uznaną w kraju”, wydając zezwolenie na ocenę zadłużenia zagranicznego państw, spółek i papierów wartościowych opartych o aktywa. Co istotne, Egan-Jones jest jedyną firmą z grona dziewięciu, która otrzymuje wynagrodzenie od inwestorów, a nie od emitentów papierów dłużnych.

      Największe i najbardziej znane agencje, Standard & Poor’s (należąca do McGraw-Hill), Moody’s i Fitch Ratings, są opłacane przez banki z Wall Street, które gwarantują emisje długu przez spółki.

      Specjaliści wskazują, że to właśnie nierozsądne działania ze strony największych agencji legły m.in. u podstaw ostatniego kryzysu finansowego. Płacąca setki milionów dolarów Wall Street niejako „wymusiła” na S&P, Moody’s i Fitch (które to nota bene, chyba nie miały nic przeciwko temu) nadanie topowych ratingów AAA wysoce ryzykownym papierom, w tym opartym o hipoteki.

      Jako przykład „odejścia od realiów”, swoistej nonszalancji, zadufania i nie liczenia się z inwestorami i zwykłymi ludźmi można przytoczyć fragment pamiętnej wymiany informacji pomiędzy dwoma analitykami S&P, Rahulem Dilip Shahem a Shannon Mooney, która miała miejsce w kwietniu 2007 r.

      „Swoją drogą, umowa jest śmieszna” – napisał Shah do Mooney, opisując prośbę o nadanie ratingu jakimś papierom opartym o hipotekę.

      „Wiem, masz rację… model jest jest w stanie oddać nawet połowy ryzyka” – odpowiedziała Mooney.

      „Nie powinniśmy tego oceniać” – stwierdził Shah.

      „My oceniamy każdą umowę i każdy papier” – odpowiedziała analityczka. „One mogą być nawet zorganizowane przez krowy, a my i tak nadamy im rating”.

      Tymczasem cała afera z Egan-Jones zaczęła się 16 lipca 2011 r. Tego dnia firma obniżyła rating zadłużenia Stanów Zjednoczonych o jeden poziom z AAA do AA+. Agencja uzasadniła swoją decyzję „relatywnie wysokim poziomem długu i problemami z redukcją wydatków”. Dwa dni później SEC skontaktowała się z firmą poszukując informacji o decyzji ratingowej.

      W następnym miesiącu również agencja S&P zdegradowała dług USA, ale na taki krok nie zdecydowała się ani Moody’s ani Fitch.

      Potem, 12 października Egan-Jones otrzymała informację od SEC o wpisaniu jej na tzw. Wells Notice, co oznacza, że prowadzone jest wobec niej dochodzenie.

      5 kwietnia 2012 r. Egan-Jones ponownie obniżył rating długu USA. Znów o jeden poziom z AA+ do AA.Dwa tygodnie później pojawiły się przecieki iż SEC głosowała nad uruchomieniem procedur administracyjnych przeciwko firmie. 24 kwietnia SEC złożyła skargę.

      Komisja zarzuca agencji m.in., że ta w 2008 r. kiedy składała aplikację uzupełniającą by otrzymać status „uznanej w kraju” fałszywie podała, że oceniła już ryzyko kredytowe 150 papierów wartościowych opartych na aktywach i 50 krajowych długów, co znacznie obniża jej wiarygodność.

      Ale jak oceniają eksperci, to tylko mydlenie oczu ze strony Komisji, która na siłę szuka kozła ofiarnego. Zgadzają się co prawda z tym, że SEC powinna zbadać zachowanie agencji, ale powinna zająć się zupełnie innymi podmiotami działającymi na rynku usług ratingowych. Ciekawe, dlaczego nic nie robi w tym kierunku? Odpowiedzi chyba nie trzeba udzielać.
    • bagracz Re: Drukowanie 17.10.12, 22:27
      Na blogu P.Kuczyńskiego, który czasami czytam dla wypowiedzi paru osób,
      autor umieścił dziwną dla mnie prognozę.
      Utrzymuje zdaje się, że nie jest możliwa hiperinflacja w dzisiejszych czasach.
      Mamy ponoć takie nowoczesne instrumenty finansowe czy coś w tym stylu, że inflacja może być wysoka, kilkanaście procent rocznie. Ale nie ma mowy o hiperinflacji. Czyli np. kilkanaście procent miesięcznie.
      Nikt z tamtejszych aktywistów nie kwestionował tej prognozy.Zupełnie tak, jakby wszyscy znali uzasadnienie i uważali je za oczywiste. Dla mnie nie jest to takie oczywiste. Może ktoś zna to uzasadnienie i zechce się podzielić? U źródła nie chę pytać, bo istnieje możliwość
      , że tam nikt nie chce pytać z jakichś powodów.
      • przycinek.usa Re: Drukowanie 18.10.12, 04:06
        Nie mam ostatnio czasu na czytanie czegokolwiek, zatem nie bede sie do tego odnosil bezposrednio, ale niech bedzie dla ciebie przykladem zachowanie ceny benzyny u mnie w okolicy. 2 tygodnie temu cena poszla w gore w ciagu 2 dni, z okolo 4 na okolo 4,8. 20% w 2 dni. Od tego czasu spadlo w okolice 4.5 za najtansze paliwo. To odpowiedz sobie sam - jakie sa mozliwosci wzrostow cen. Ja nie widze problemu z cena paliwa 2x wyzsza, gdyby stalo sie cos wiekszego - jakas nowa wojna, albo atak paniki konsumenckiej.

        Obecnie uwazam, ze zagrozenie inflacja jest najwieksze w historii. Pojawily sie tez wypowiedzi czlonkow FOMCu, ze niektore modele ktorymi sie posluguja wskazuja na powstanie solidnego impulsu inflacyjnego w okresie pomiedzy 8 do 9 kwartalow od ubieglego miesiaca. To bylo powiedziane oficjalnie - ale nie mam linku pod reka. Mysle jednak, to to sa optymistyczne modele. Wedlug mnie ceny urwa sie juz wczesniej.

        Ktokolwiek mowi inaczej - nie rozumie tego co sie na swiecie dzieje z cenami.
        Nawiasem mowiac - podobno sa takie problemy z kupnem znacznych ilosci srebra, ze zlecenia sa realizowane przez kilka miesiecy. Jak Sprott kupowal srebro do swojego funduszu za mizerne 300 milionow - to cena poszla w gore 20%. Gdyby ten rynek faktycznie byl tak plynny jak raportuja zrodla w Londynie - to srebro nie mialo prawa tak wtedy isc w gore. Ludzie sobie nie zdaja sprawy jak daleko zaszly te wszystkie manipulacje cenowe.

        Ja juz kiedy pisalem w drugim watku, ze spodziewam sie eksplozji cen. Po prostu ktoregos dnia obudzimy sie rano i dowiemy z internetu - ze wlasnie rozpada sie system finansow na swiecie i ceny zlota sa powiedzmy 7000 za uncje, a srebro bedzie wtedy kosztowac 350 dolcow za uncje - a caly wzrost odbedzie sie albo w 1 dzien, albo w kilka dni. A potem pojdzie dalej do gory. Jestem o tym przekonany.
    • 2leor1931 Re: Drukowanie 27.10.12, 10:57
      1
      .
      dr Leon Orlikowski
      Bankowość centralna kreatorem pieniądza obiegowego
      Ostatni kryzys pokazuje, że mechanizm funkcjonowania gospodarki oparty na kredytowej kreacji pieniądza zatarł się tak bardzo, że trudno go na nowo rozruszać. Dlaczego tak się stało? Dlatego, że dług wykreowany przez kredytową kreację pieniądza urósł już do tak monstrualnych rozmiarów, że ani podmioty prywatne ani publiczne nie są w stanie obsługiwać swych dłużniczych zobowiązań. Związany z tym wzrost kredytowego ryzyka zmusił system bankowy do zaostrzenia kryteriów udzielania kredytów, co mocno ograniczyło rozmiary akcji kredytowej i przełożyło się na przyhamowanie aktywności gospodarczej oraz obniżenie tempa wzrostu produkcji i dochodu. Nie skutkuje pompowanie przez banki centralne dodatkowego pieniądza na rynki finansowe. Banki komercyjne wolą powiększać swe rezerwy i podnosić płynność finansową, aniżeli udzielać ryzykownych kredytów, które w przyszłości mogą stać się nieściągalne i doprowadzić je do upadłości.
      Sytuacja stała się tak bardzo dramatyczna, że za pośrednictwem programu Commercial Paper Funding Facility (CPFF) Fed zaczął udzielać kredytów nawet przedsiębiorstwom*). Wszystko po to, aby jak najszybciej pobudzić wzrost popytu i zdynamizować produkcję. Jednak i ta droga wtłaczania na rynek dodatkowego strumienia pieniądza okazuje się mało skuteczna i nieefektywna. Dlaczego? Dlatego, że i przedsiębiorstwa podnoszą swą płynność. Teraz wszystkie podmioty gospodarcze dążą do umocnienia swojego bezpieczeństwa finansowego. Priorytetem jest płynność. Trudno oczekiwać, aby przedsiębiorstwa chciały angażować dodatkowe środki finansów w nakłady na wzrost produkcji i podaży towarów w sytuacji, gdy nie wzrasta na nie popyt. Również zwiększone zapotrzebowanie na kredyty produkcyjne nie powstanie wcześniej, dopóki nie wzrośnie popyt na towary.
      W warunkach obiegu pieniądza kruszcowego oszczędności dokonywane z realizowanych dochodów określały rozmiary nakładów inwestycyjnych. Przy
      2
      kredytowej zasadzie kreacji pieniądza ta sekwencja została odwrócona. J.M. Keynes wykazał, że to ogólnie zrealizowane inwestycje dają wszystkie dokonane w kraju oszczędności. Michał Kalecki sformułował nawet następujący teoremat: „Robotnicy tyle wydają, ile zarabiają, a kapitaliści tyle zarabiają, ile wydają”. Oczywiście teoremat ten był „prawdziwy” dla lat trzydziestych i nieco późniejszych XX w. W dalszych latach robotnicy też zaczęli oszczędzać, inwestując swoje składki przede wszystkim poprzez fundusze emerytalne, ale też i fundusze inwestycyjne, w akcjach i obligacjach.
      W warunkach obiegu pieniądza kredytowego realizowane nakłady inwestycyjne w danym przedziale czasowym tylko w części są finansowane bezpośrednio z akumulowanych zysków lub pośrednio z kredytów bankowych, które mają stuprocentowe pokrycie w zdeponowanych oszczędnościach terminowych. Pozostała część inwestycji tego okresu jest finansowana z dodatkowo przez system bankowy wykreowanych kredytów, dla których nie ma pełnego pokrycia w zdeponowanych oszczędnościach, a tylko częściowe w posiadanym przez banki kapitale płynnym własnym lub pożyczonym. Częściowe pokrycie w kapitale płynnym nie jest i nie może być realną bazą dla realizowanych inwestycji z kredytów wykreowanych przez banki. Tą bazą jest nadwyżka podaży realnego produktu, jaką tworzy każda gospodarka wzrostowa. Kreowane przez banki kredyty tworzą tylko pieniądz, który tę nadwyżkę przesuwa do miejsc jej wykorzystania i zużycia. Nadwyżka ta może być zużyta nieprodukcyjnie względnie zainwestowana i dać dodatkowy wzrost produkcji. Nieprodukcyjne zużycie nadwyżki podaży następuje wtedy, gdy z dodatkowo udzielonych kredytów jest finansowana konsumpcja indywidualna lub zbiorowa. Natomiast inwestowanie nadwyżki podaży w produkcję podnosi stopę wzrostu gospodarczego i napędza boom koniunkturalny. Prowadzenie merkantylistycznej polityki w handlu zagranicznym pozwala na upłynniania zagranicę tej nadwyżkowej podaży towarów, które są zbędne z punktu widzenia utrzymywania równowagi dynamicznej w kraju. Na bazie pozyskanych z tego tytułu zagranicznych walut jest emitowany pieniądz krajowy, którego wzrost obiegu nie wymaga z tego tytułu kreowania wewnętrznego długu. Dług ten natomiast powstaje w kraju, który eksportuje swoją walutę, którą opłaca importowane towary. To przede wszystkim kraje Azji, najpierw Japonia, potem Korea Południowa oraz tzw.
      3
      „azjatyckie tygrysy’, a ostatnio Chiny stosują merkantylistyczną politykę w handlu zagranicznym jako skuteczny instrument swego rozwoju gospodarczego.
      . Kredytowa kreacja pieniądza funkcjonowała względnie dobrze, gdy nadwyżka podaży była zużywana i konsumowana na cele nieprodukcyjne oraz dopóki podmioty rynkowe mogły się na tyle zadłużać, na ile strumień bieżąco realizowanych dochodów umożliwiał obsługę zaciąganych długów. Dług zaciągany z tytułu kreacji i wzrostu obiegu pieniądza powstaje i narasta z dwóch powodów: 1/ z przyrostu wykreowanego i wtłaczanego do obiegu pieniądza oraz 2/ z kapitalizowanego oprocentowania od powstałego długu z tytułu wykreowanego pieniądza. Przy czym wykreowany dług nie może być nigdy spłacony, absolutnie umorzony, bo gdyby to nastąpiło, to pieniądz zostałby wycofany z obiegu, po prostu uległby likwidacji. Jeśli jedni pożyczkobiorcy oddłużają się, to inni nowi muszą się zadłużać i to systematycznie na ogólnie wyższą wartość z powodu dokonywanej przez banki kapitalizacji naliczanego od długu oprocentowania. W rezultacie wartość zadłużenia z tytułu wykreowanego pieniądza narasta szybciej od wartości przyrastającego w obiegu pieniądza. Jeśli stopa procentowa kształtuje się na zbyt wysokim poziomie w stosunku do stopy wzrostu dochodu i w dodatku, gdy znaczna część wykreowanego pieniądza odpływa z kraju i osiada w rezerwach walutowych kontrahentów zagranicznych, wtedy ogólny poziom długu w stosunku do dochodu szybko się podnosi. Ponieważ obsługa długu musi być dokonywana z bieżących dochodów, zbyt wysoki poziom długów do dochodów uniemożliwia taką obsługę i paraliżuje cały system. Właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia w obecnym kryzysie.
      Aby wyrwać gospodarki krajów wysoko rozwiniętych z obecnego kryzysu, trzeba zmienić bezrefleksyjnie stosowaną zasadę kredytowej kreacji pieniądza. Jest wielkim nieporozumieniem, wręcz niedorzecznością, że to banki centralne udzielają bankom komercyjnym kredytów na powiększanie ich rezerw pieniężnych, a te na tej bazie udzielają kredyty o wielokrotnie większej wartości i na dużo wyższym oprocentowaniu. Jeszcze bardziej zastanawiające jest to, że to nie banki centralne a banki komercyjne udzielają na zasadach przez siebie określonych oprocentowanych kredytów skarbowi państwa, kiedy nabywają emitowane przez niego papiery skarbowe i to nie tylko w tej części ze zdeponowanych oszczędności, ale i w tej z wykreowanych przez siebie kredytów. W tym drugim przypadku banki komercyjne przywłaszczają sobie po prostu nadwyżkę podaży, jaką wytwarza każda gospodarka
      4
      znajdująca się w fazie wzrostu. W żadnym wypadku prawo do dysponowania tą nadwyżką nie powinno należeć do banków komercyjnych, powinno przysługiwać państwu. Gdyby to bank centralny udzielał skarbowi państwa bezpośrednio kredytów w wartości, jaka jest niezbędna do zabsorbowania i upłynnienia nadwyżki podaży, wtedy jedynym kosztem, jaki z tego tytułu ponosiłoby państwo, byłaby prowizja pobierana przez bank centralny na pokrycie kosztów jego funkcjonowania. Natomiast zbędne było by obciążanie państwa oprocentowaniem kredytu, albowiem realizowany z oprocentowania dochód jest odprowadzany do budżetu państwa.
      Wyżej wykazaliśmy też, że to ta część udzielanych kredytów, dla których banki komercyjne nie posiadają pokrycia w zdeponowanych oszczędnościach, faktycznie stanowi kreowanie siły nabywczej, która umożliwia upłynnianie wytwarzanej przez gospodarki wzrostowe nadpodaży towarów. Z całą mocą wciska się pytanie, dlaczego to nie bankowość centralna, która działa w interesie całej globalnie zorgan
      • 2leor1931 Re: Drukowanie 27.10.12, 11:06
        Bankowość centralna ... (2)
        Z całą mocą wciska się pytanie, dlaczego to nie bankowość centralna, która działa w interesie całej globalnie zorganizowanej społeczności nie kreuje światowego pieniądza obiegowego, którym są upłynniane nadwyżki podaży, jakich dostarczają wszystkie gospodarki wzrostowe, a czyni to bankowość prywatna, która z tego tytułu czerpie nadzwyczajne, wprost oszałamiająco niewyobrażalne zyski. Indywidualni bankierzy inkasują już nie milionowe, ale miliardowe bonusy! Kpią sobie ze zdrowego ludzkiego rozsądku, gdy twierdzą, że „robią robotę Boga”!
        Zasada kredytowej kreacji pieniądza nie różni się niczym od reguł, na jakich oparte są gry hazardowe. Wynik w tych grach jest zawsze zerowy. Po jednej stronie są wygrani, tj. przedsiębiorcy realizujący swe nadwyżki towarowe i zyski oraz banki realizujące procenty od stworzonego narzędzia obrotu tych nadwyżek w postaci wykreowanego kredytowo pieniądza oraz po drugiej stronie są ci przegrani, zadłużeni kredytobiorcy. Gdy bankowość centralna stanie się wyłącznym kreatorem pieniądza obiegowego, zasady tej ekonomicznej gry zostaną przestawione na wynik dodatni. Wygranymi będą zawsze przedsiębiorcy, którzy już bez koniunkturalnych zaburzeń będą mogli upłynniać nadwyżki podaży i realizować zyski. Natomiast realna nadwyżka będzie stanowiła dochód państwa, z którego nie będą wypłacane indywidualne bonusy, a będzie służyła całemu społeczeństwu. Prywatna bankowość będzie zaś handlowała tylko zdeponowanymi oszczędnościami, podobnie jak czynią to dotąd spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe, czyli będzie działała na takich samych zasadach, na jakich działają wszystkie przedsiębiorstwa na wolnymrynku. Ale największym osiągnięciem, jaki da przestawienie z kredytowej na egzogeniczną, tj. nie kredytową zasadę kreacji pieniądza będzie to, że wzrost obiegu pieniądza nie będzie już powodował powstawania i narastania z tego tytułu żadnego długu, ani publicznego ani prywatnego. Zmiana dotychczasowej zasady kreacji pieniądza jest sprawą niecierpiącą zwłoki, albowiem poziom powstałego z tego tytułu długu jest już w krajach wysoko rozwiniętych tak wysoki, że zostały wyczerpane dalsze możliwości jego obsługi. Powstała sytuacja, która nie pozwala już na dalsze kreowania kredytowego pieniądza przez bankowość prywatną na dotychczasowych zasadach. Fakt, że Fed zaczyna udzielać kredytów bezpośrednio przedsiębiorstwom, dowodzi, że to sama rzeczywistość, praktyka ukierunkowuje nasze gospodarcze działania na właściwe, efektywne tory. Zasada kredytowej kreacji pieniądza nie może być już dalej respektowana, bo doprowadziła do zahamowania wzrostu produkcji i dochodu, a w dalszej perspektywie grozi stagnacją i regresem gospodarczym.
    • 2leor1931 Re: Drukowanie 27.10.12, 12:42
      Od kredytowej do bezkredytowej kreacji pieniądza
      1. Nadwyżka podaży i jej upłynnianie w gospodarce wzrostowej
      W przeprowadzonej we wcześniejszych publikacjach ("Pieniądz, procent i równowaga", Poznań 1999 oraz "Pieniądz endogeniczny czy egzogeniczny?", 2006) analizie modelowej wykazałem, dowiodłem, że gospodarka,która znajduje się w fazie wzrostu, wytwarza stałą nadwyżkę wartości podaży towarów w stosunku do tzw. popytu endogenicznego reprezentowanego i określonego przez przychody pieniężne, które są realizowane przy wytwarzaniu i obrocie globalnego produktu społecznego. Żeby gospodarka mogła się rozwijać i wzrastać nadal w stałym tempie, ta nadwyżka podaży musi być upłynniana i absorbowana przez popyt pochodzący spoza układu gospodarczego, przez tzw. popyt egzogeniczny. Inaczej rynki towarowe zostają zapchane, zablokowane nadpodażą, co skutkuje spadkiem cen, ograniczeniem produkcji i podaży oraz prowadzi do recesji.
      Popyt egzogeniczny może pochodzić przede wszystkim od zagranicy. Sytuacja taka występuje wtedy, gdy kraj uzyskuje nadwyżkę w obrotach handlowych z zagranicą, czyli gdy eksportuje towary o większej wartości od towarów importowanych. W ten sposób nadwyżkowa wartość podaży krajowych towarów jest wywożona zagranicę i upłynniana na obcą walutę, która przez eksporterów jest wymieniana na walutę krajową. Powstające oraz powiększające się rezerwy obcej waluty w wyniku realizowanej nadwyżki wartości eksportu nad importem stanowią bazę kreacji i wzrostu obiegu pieniądza krajowego. Tworzenie przez państwo bodźców do wywożenia i upłynniania nadwyżki podaży zagranicą określa się mianem prowadzenia polityki merkantylistycznej w handlu zagranicznym.
      Ale nadwyżka podaży towarów może też być upłynniana wewnątrz kraju poprzez kreowanie wewnętrznego popytu egzogenicznego. Kreowanie takiego popytu może występować w różnych wariantach. Krajowy popyt egzogeniczny może być kreowany poprzez: 1) finansowanie wydatków z deficytu budżetowego, pod warunkiem, że bank centralny wcześniej wykupił państwowe papiery dłużne i w ten sposób zasilił rynek finansowy w dodatkowy pieniądz. Gdyby bank centralny takiej operacji nie dokonał, to wydatki z budżetu finansowane środkami pieniężnymi ze sprzedaży papierów państwowych nie absorbowałyby nadwyżki podaży, a konkurując na rynku finansowym o względnie ograniczoną podaż środków pieniężnych oddziaływałyby na wzrost stopy procentowej i w ten sposób ograniczałyby i wypierały inwestycje prywatne.
      2) realizowanie inwestycji prywatnych z kredytów bankowych, nie pokrytych zdeponowanymi wcześniej oszczędnościami, a kreującymi nowy pieniądz. 3) finansowanie części prywatnej konsumpcji tymi kredytami, które przewyższają wartość bankowych depozytów i w ten sposób kreują nowy pieniądz oraz powiększają wartość jego obiegu.
      Wszystkie te warianty były i są eksploatowane w praktyce. Z punktu widzenia zapewnienia zrównoważonego wzrostu gospodarczego niekorzystny jest wariant inwestycyjny, albowiem w wariancie tym występuje zjawisko przyspieszonego pomnażania i podaży realnego kapitału. Objawia się to w postaci przeinwestowania gospodarki oraz powstawaniem
      i rozwojem realnych cykli koniunkturalnych. Narastająca nadpodaż realnego kapitału prowadzi zawsze do kryzysu nadprodukcji: spadają wtedy ceny, co powoduje złomowanie i eliminację nieefektywnych środków produkcji oraz obniżenie wartości zaangażowanego w produkcji kapitału. Inwestycyjny wariant absorbowania nadwyżki podaży był eksploatowany przez cały XIX wiek aż do Wielkiego Kryzysu lat 1929-1933. Następnie pod wpływem doktryny Johna Maynarda Keynesa (1883-1946) był eksploatowany popyt egzogeniczny uruchamiany przez wydatki z deficytu budżetowego. Z pozytywnym efektem dla wzrostu gospodarczego był wykorzystywany do końca lat 60.
      Uwikłanie się Stanów Zjednoczonych w długoletnią wojnę w Wietnamie, która mimo że pochłaniała coraz więcej środków materialnych i ludzkich oraz koszty jej prowadzenia systematycznie rosły, nie dawała perspektywy jej wygrania. Doprowadziła w końcu do kryzysu finansów publicznych z powodu wysokiego zadłużenia państwa. Skutkiem tego było osłabienie dolara, które doprowadziło do odejścia od systemu monetarnego ustanowionego w 1944 r. na Konferencji w Bretton Woods. System ten w sposób pośredni poprzez dolara oparty był na złocie. Stał się niewydolny, gdy na skutek narastającego zadłużenia Stany Zjednoczone zaczęły w szybkim tempie tracić posiadane rezerwy złota, które stanowiły dotąd zabezpieczenie dla stałej wartości dolara. Sytuacja taka zmusiła ówczesnego prezydenta USA Richarda Nixona (1913-1994) najpierw w 1971 r. do zawieszenia wymienialności dolara na złoto, a następnie w 1973 r. do odstąpienia od przestrzegania zasady utrzymywania stałych kursów głównych światowych walut: dolara USA i angielskiego funta szterlinga.
      Wywołane tymi decyzjami nasilenie się procesów inflacyjnych skłoniło kraje wydobywające ropę naftową i zorganizowane w kartelu OPEC do podniesienia cen ropy: najpierw w 1973 r. i po raz drugi na przełomie lat 1979/80. Łącznie cena ropy w tym okresie wzrosła przeszło 10-krotnie2). Tak drastyczny wzrost cen ropy naftowej doprowadził nie tylko do powstania światowego kryzysu energetycznego, ale przyczynił się też do tego, że w wielu krajach, które już przed kryzysem energetycznym były mocno zadłużone, wybuchnął kryzys zadłużeniowy. Wzrost cen ropy bowiem tak bardzo pobudził wzrost inflacji, że w rezultacie stopy procentowe zostały podniesione do dwucyfrowego wskaźnika. Przy tak monstrualnym poziomie stóp procentowych zadłużone kraje nie były w stanie obsługiwać swoich długów. Wśród niewydolnych dłużników znalazła się też wówczas gierkowska Polska.
      Przez wiele lat gospodarka światowa zmagała się z wysoką inflacją i jednocześnie pozostawała w stagnacji. Była to inflacja pobudzana nie nadmiernym popytem, a pchana od strony kosztów, ciągniona od niższych do wyższych faz przetwarzania produktów. Impulsem dla tej inflacji był wzrost cen ropy, który stymulował wzrost kosztów rozprzestrzeniających się po wszystkich sferach produkcji. Powodowało to w kolejnych fazach przetwarzania występowanie niedostatków kapitału płynnego. Wszystkie przedsiębiorstwa zgłaszały zwiększony popyt na pieniądz i wchłaniały nowo wykreowany pieniądz jak przysłowiowa sucha gąbka wodę. Jednak każdy dodatkowy wzrost podaży pieniądza nie pobudzał, jak wcześniej przyrostu zatrudnienia i realnej produkcji, a przekładał się wyłącznie na wzrost cen. W ten sposób przedsiębiorstwa odbudowywały swą realną płynność, którą obniżała wysoka inflacja.
      • 2leor1931 Re: Drukowanie 27.10.12, 12:50
        Od kredytowego do bezkredytowego kreowania pieniądza (2)
        Dotąd w polityce gospodarczej sprawdzała się odkryta przez nowozelandzkiego ekonomistę Williama Phillipsa (1914-1975) prawidłowość polegająca na tym, że występowała wymienialność pomiędzy inflacją a bezrobociem, czyli że wzrost podaży pieniądza przekładał się w części na wzrost cen oraz w części na wzrost zatrudnienia i zmniejszanie bezrobocia, czyli aby bardziej obniżać bezrobocie należało stymulować wyższą inflację poprzez odpowiednio wysoki wzrost podaży pieniądza. Na podstawie faktów, jakich polityka gospodarcza doświadczała w okresie inflacji wywołanej przez wzrost cen ropy naftowej, ówcześni teoretycy ekonomii doszli do błędnego stwierdzenia, że krzywa Philipsa "utraciła w latach siedemdziesiątych zarówno walory poznawcze jak i praktyczne zastosowanie"3).
        Od prezydentury Ronalda Reagana (1911-2004) na szeroką skalę było eksploatowane pobudzanie koniunktury gospodarczej poprzez aktywizowanie popytu egzogenicznego kredytami konsumpcyjnymi. Już w latach 60. zauważono, że dodatnią koniunkturę gospodarczą można podtrzymywać poprzez finansowanie indywidualnej konsumpcji z dodatkowych, niepokrytych depozytami kredytów. Powoli zaczął wykształcać się system pobudzania koniunktury podobny do jazdy na hybrydowym silniku. Najpierw wydatki z deficytu budżetowego pobudzały ożywienie gospodarcze, które następnie zachęcało konsumentów do zaciągania kredytów i zadłużania się w bankach. Gdy popyt konsumencki na tyle wzrastał, że zainwestowane w gospodarkę kapitały zaczynały przynosić zyski, włączali się ze swoim popytem inwestycyjnym przedsiębiorcy.
        Te inwestycje przedsiębiorców, które są finansowane bezpośrednio z realizowanych zysków lub pośrednio poprzez zaciągane kredyty z akumulowanych zysków deponowanych w bankach tworzą zdolności produkcyjne w tempie odpowiadającym tempu rozwijającego się popytu efektywnego. Gdy jednak pomyślnie rozwijająca się koniunktura zaczyna stymulować coraz szerszy wzrost inwestycji produkcyjnych finansowanych już nie tylko z realizowanych i akumulowanych zysków, ale również z kreowanych przez banki komercyjne kredytów, z których są finansowane te dodatkowe inwestycje, na realizację których jest absorbowana nadwyżka podaży, podnosi się ogólne tempo wzrostu nakładów inwestycyjnych
        w stosunku do tempa wzrostu popytu konsumpcyjnego; oba tempa systematycznie podnoszą się, ale tempo wzrostu nakładów inwestycyjnych wzrasta szybciej i wyprzedza tempo wzrostu produkcji, dochodów pieniężnych i popytu endogenicznego, czyli tego popytu, który jest określony realizowanymi dochodami pieniężnymi. Tymczasem powstające długi z tytułu kredytów zaciąganych na finansowanie inwestycji, które absorbują i upłynniają nadwyżkę podaży mogą być obsługiwane tylko z realizowanych dochodów pieniężnych. W miarę rozwoju i podnoszenia się poziomu koniunktury coraz bardziej zawęża się możliwość obsługiwania z bieżących dochodów tych długów, które powstają z udzielanych kredytów na inwestycje absorbujące nadwyżkę podaży.
        Inwestowanie nadwyżki podaży uruchamia więc akcelerator, polegający na zwrotnym pobudzaniu się inwestycji
        i dochodu, co objawia się w systematycznym przyspieszaniu rozwoju koniunktury. W XIX w. i w pierwszych trzech dekadach XX w. zjawisko przyspieszonego narastania rozwoju koniunktury było zupełnie nierozpoznane. Nie umiano regulować przebiegu koniunktury, nie wiedziano jak wyhamowywać nadmierną aktywność gospodarczą, która zawsze prowadziła do kryzysu nadprodukcji. Dlatego wszystkie kolejne boomy kończyły się niespodziewanym krachami
        i gospodarka pogrążała się w krótszej lub dłuższej recesji. Był to niezbędny okres, w którym następowała likwidacja, zużycie nadpodaży towarów oraz złomowanie, dostosowanie do faktycznego popytu zdolności produkcyjnych środków trwałych i zaangażowanego w produkcji kapitału.
        Dopiero po II wojnie światowej udało się wypracować w miarę skuteczne narzędzia regulowania koniunktury. Główne, to manipulowanie poziomem stopy procentowej. Mianowicie, zauważono, że tuż przed wybuchem kryzysu stopy procentowe pną się szybko w górę. Zaczęto więc tę zasadę stosować z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym, gdy według oceny ekspertów koniunktura na tyle podniosła się, że można było uznać ją za tzw. przegrzanie prowadzące bezpośrednio do załamania. Wyższe stopy procentowe powodują wzrost kosztów kredytowania inwestycji, co przekłada się na spadek ich rentowności i eliminuje z realizacji najmniej efektywne przedsięwzięcia produkcyjne. Ponieważ spadek rentowności inwestycji hamuje i obniża tempo ich wzrostu, w następstwie oddziałuje to też na spadek i stopniowe obniżanie się dynamiki popytu globalnego. Proces wzrostu stopniowo zamiera, koniunktura odwraca się, zwija i kurczy, aż zaczyna przybierać wartości ujemne. Nawet głębokim obniżeniem stopy procentowej nie udaje się już zatrzymać i wcześniej odwrócić procesu kurczenia się produkcji i dochodu, zanim nie osiągnie swego dna, czyli zanim nie zostaną upłynnione i zużyte zapasy nadprodukcji . Aby skutecznie regulować przebiegiem koniunktury przy pomocy manipulowania wysokością stopy procentowej, trzeba mieć wyjątkową intuicję, trzeba się bowiem poruszać w niewielkim przedziale optymalnego poziomu, którego, gdy się przekroczy dolną granicę, włącza się proces zwrotnej akceleracji.
        Nie udaje się też nawet przy pomocy najniższej stopy procentowej wyrwać gospodarki ze stagnacji i pobudzić ją do samoczynnego wzrostu. Zawsze konieczne jest uruchomienie popytu egzogenicznego. Uruchomienie takiego popytu ze strony przedsiębiorców nie następuje wcześniej, dopóki mogą oni efektywnie eksploatować stare urządzenia dla zaspakajanie bieżącego popytu. Dopiero spadek wydajności i wzrost kosztów produkcji może ich zmusić do wymiany starych urządzeń na nowe i zapoczątkować wzrost popytu. W przeszłości to decyzje inwestycyjne przedsiębiorców przesądzały o tym, jak długo gospodarka pozostawała w recesji i kiedy z niej wychodziła.
        Najszybciej daje się uruchomić popyt egzogeniczny wydatkami z deficytu budżetowego. Dopiero w dalszej kolejności mogą się włączać i włączają inne prywatne rodzaje popytu egzogenicznego. Natomiast popyt egzogeniczny reprezentowany przez nadwyżkowy eksport nad importem zawsze pobudza i podtrzymuje rozwój koniunktury gospodarczej nawet bez konieczności włączania się krajowych rodzajów popytu egzogenicznego. Z punktu widzenia zrównoważonego wzrostu gospodarczego eksport i upłynnianie nadwyżki podaży za granicą są najbardziej korzystne, albowiem, po pierwsze nie powoduje to powstawanie żadnego wewnętrznego długu ani prywatnego ani też publicznego, a po drugie nie wywołuje to żadnych zaburzeń koniunktury, odwrotnie zapewnia wysoką i zrównoważoną dynamikę wzrostu. Nadwyżka podaży towarów i reprezentowanego w nich kapitału są bowiem z kraju usuwane, eksportowane za granicę.
    • bagracz Re: Drukowanie 22.01.13, 22:58

    • bagracz Re: Drukowanie 18.02.13, 00:12
      Wkurzyła się Norwegia. Będą reagować jeśli zajdzie potrzeba. W języku dyplomatycznym oznacza to, że potrzeba już jest. A w języku finansowym, że już zaczęli drukować.
      Wojny walutowe wkraczają w nowy etap. Efektem jest drukowanie.
      • kophalski Re: Drukowanie 18.02.13, 12:55
        Intryguje mnie oczywista oczywistość. Czy w tych potencjalnych wyścigach na szmacenie waluty równocześnie pofruną stopy (heh jak u hermesa) . To znaczy pewnie banki to wymuszą, ale czy jest możliwy scenariusz przynajmniej w początkowej fazie zmrożenia stóp - a może to już się dzieje w takim razie jak długo?
        • bagracz Re: Drukowanie 18.02.13, 19:24
          O ile się orientuję to podnoszenie stóp jest odwrotnością szmacenia. Stopy będą więc niskie a nawet ujemne, jak to ostatnio ma miejsce w Szwajcarii. Doskonały przepis na hiperinflację.
          Ale oczywiście nikt tego nie widzi bo przecież jest deflacja i jakby co to zawsze można się wycofać.
          Mam wrażenie, że to już było i to wiele razy. I zawsze kończyło się fatalnie.
    • bagracz Re: Drukowanie 07.03.13, 19:50
      Zdaje się, że Amerykanie po angielsku pozbyli się problemu limitu długu. Wygląda na to, że nikt kwesti nie podnosi i już nie podniesie. Przynajmniej publicznie. To tyle na temat zaciekłych negocjacji i teatralnej niemożności znalezienia kompromisu. Hulaj dusza diabłą nie ma. Gdyby ktoś 10 lat temu powiedział, że USA będzie drukować 118 mln $ na godzinę. Z powietrza. To pewnie wszyscy by uznali, że to byłby koniec USA. Dziś prawie nikt nie widzi problemu. Zdumiewająca jest ta podatność na iluzję.
      Chiny ostrzagają, że są dobrze przygotowane do wojen walutowych. Szczególnie Japonię.
      To oznacza, że nie są. Gdyby były, siedziały by cicho.
    • natgawel Re: Drukowanie 01.06.14, 21:58
      Witajcie! Podczepiam się pod forum, ponieważ mam pytanie. Chcę wydrukować etykiety i zależy mi na srebrnym połysku, na niektórych elementach. Etykiety tworzę w photoshopie i zastanawiam się, czy takie elementy tworzy się w programie? Trzeba konkretnie przygotować plik do drukowania? Z góry dzięki za info!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka