zimna-wodka
26.12.15, 13:49
Cały teks artykułu ks. prof Wierzbickiego
Ks. Alfred Wierzbicki: "Nikt od 1968 roku nie miał czelności ustanawiać tak radykalnych podziałów"
Ks. Alfred Marek Wierzbicki
Nie przypisuję świętom (nawet świętom Bożego Narodzenia) magicznej mocy, a jednak wierzę, że dzięki nim możemy odzyskać trochę łagodności i pokoju - pisze ksiądz Alfred Marek Wierzbicki.
Kilka lat temu w domu moich przyjaciół, gdzie zebrało się sporo gości, rozgorzała polityczna dyskusja i gdy jedni przekrzykiwali drugich, gospodarz nagle zaintonował kolędę. Zrozumieliśmy, że istnieje inny wymiar i wszyscy włączyliśmy się do śpiewu.
Obawiam się, że
w czasie Bożego Narodzenia 2015 roku będzie coraz mniej domów, w których spotkają się ludzie o odmiennych poglądach politycznych. W większości naszych domów brzmieć będą kolędy, ale czy wszędzie będziemy śpiewać je w tym samym duchu? Paradoksem jest, że dziś do Ewangelii bliżej tym, którzy często z Kościołem mają na bakier, aniżeli tym, którzy z religii czynią sztandar bojowy. Głębokiemu kryzysowi politycznemu w Polsce towarzyszy poważny kryzys Kościoła, zagrożona jest zarówno demokracja, jak i czystość chrześcijańskiego przesłania.
Ponad 50 proc. Polaków uważa, że nasza demokracja jest zagrożona. Jest to oczywiście inna "większość" aniżeli ta, która oddała całą władzę ustawodawczą i wykonawczą w ręce jednego ugrupowania politycznego. Mądrość Polaków po szkodzie? Zapewne takie przesilenie było nieuchronne. Niezadowolenie z poprzednich ośmioletnich rządów było wystarczające, aby władzę przekazać komu innemu. Jest to prawidłowa reakcja demokratyczna, sęk w tym, że wyborcy PiS chcieli reform społecznych i ekonomicznych, a nie rewolucji ustrojowej. Niestety, tych, którzy przed takim obrotem spraw przestrzegali, a było ich wcale nie tak mało, wyśmiewano, że straszą rządami PiS-u, bo sami nie mają żadnego programu.
Wybory dokonały się demokratycznie, nie można podważać ich wyniku, lecz demokracja może ponieść klęskę także wskutek nazbyt emocjonalnych decyzji dokonywanych bez głębszego rozeznania sytuacji. Uczymy się na błędach. Znam osobiście niedawnych wyborców, którzy uważają, że w maju i październiku zachowali się naiwnie jak Marysia z bajki o czerwonym kapturku.
Można się obrazić na wyborców,
a przynajmniej na sporą ich część, że dali się uwieść pisowskiej melodii. Nie tędy jednak droga. Zamiast emocji potrzeba nam głębszej refleksji nad tym, co się wydarzyło.
Wśród polityków PiS znajdują się nie tylko cyniczni gracze, ale są tam również ludzie nastawieni idealistycznie, szczerzy patrioci wrażliwi na krzywdy społeczne. Być może to oni trzymają klucz, dzięki któremu uda się powstrzymać dalszą destrukcję państwa. Nie wiem, ilu z nich stać na prawdziwie obywatelską - a więc cywilną - odwagę. Wiem natomiast, że zerwanie z projektem rewolucji będzie ich wiele kosztować, bo w zderzeniu racji politycznych z racjami moralnymi płaci się zawsze wysoką cenę. Ludzie polityki mówią co innego w mediach, a co innego w rozmowach prywatnych, w których nie obowiązują instrukcje sztabów partyjnych. Niektórzy z nich już dziś przeżywają konflikty sumienia, boleśnie odkrywają, że stali się zakładnikami oszałamiającego zwycięstwa.
Jesteśmy jeszcze młodą demokracją
i pomimo wielu osiągnięć wciąż brak nam głębszego demokratycznego doświadczenia, hartującego przed nieuchronnymi porażkami, jakie przynosi demokracja. Nic więc dziwnego, że tak łatwo przyjmuje się za słuszne przekonanie, że demokratyczna większość może robić z państwem, co chce. Jest to utopijny i szkodliwy radykalizm rozsadzający państwo zbudowane na zasadzie pluralizmu.
Alexis de Tocqueville trafnie diagnozował zagrożenie istoty demokracji ze strony tyranii większości. Dorobkiem zachodniej cywilizacji jest trójpodział władzy oraz system równowagi i kontroli. Demokracja nigdy nie buduje na woli jednego człowieka ani na woli jednego ugrupowania. Przeciwnie, ponieważ polega ona na ograniczaniu woluntaryzmu, szuka konsensusu. Spór jest jej żywiołem, natomiast fakty dokonane wskutek niedopuszczania opozycji do głosu, a tym bardziej paraliż lub jawna likwidacja demokratycznych instytucji, są pogwałceniem reguł demokracji.
Argument, że trzeba zmienić zarówno skład Trybunału Konstytucyjnego, jak i sam jego model, aby nie blokował ustaw przygotowywanych przez rządzącą większość, jest tyleż groteskowy, co groźny. Raz mówi się, że Trybunał jest rzekomo jakąś trzecią izbą parlamentu, a kiedy indziej podsyca się nienawiść do sędziów, którzy mieliby dzielić włosa na czworo, aby pozbawić wielodzietne rodziny obiecanych 500 złotych na każde dziecko. Groteskowe jest to, że argumenty są tak prymitywne, a groźne, że ta demagogia uczy myślenia o polityce jako działaniu, w którym liczy się tylko siła.
U zarania amerykańskiej demokracji
Alexander Hamilton przestrzegał przed iluzją złotego wieku. Aby zapewnić trwałość i stabilność federacji stanów, które powstały w wyniku buntu kolonii, postulował wyciszać marzenia o utopii kraju bez zła. Był świadom, że złych skłonności ludzkiej natury nie da się przezwyciężyć na drodze polityki, można natomiast je ograniczać, zresztą nigdy raz na zawsze, na drodze budowania systemu instytucji, zapewniających przejrzystość działania i ponoszenie osobistej odpowiedzialności za naruszenie reguł. Inaczej mówiąc, sposobem przeciwstawiania się złu w demokracji jest respektowanie prawa, charyzmatyczni zaś przywódcy rzadko się sprawdzają, zazwyczaj narody ściągają na siebie nieszczęścia, gdy ulegają ich czarowi.
Być może w epoce telewizji i tabloidów nie można dojść do władzy bez posługiwania się populistycznymi sloganami. W USA triumfy święci Donald Trump, z dużym prawdopodobieństwem może otrzymać nominację republikanów na kandydata w wyborach prezydenckich. Ubliża każdemu, kto mu się nie podoba: Latynosom, kobietom, muzułmanom, dziennikarzom. Już chyba nikt go nie powstrzyma, bo ma poparcie milionów ludzi, którzy w jego wypowiedziach odnajdują swe lęki, frustracje i obsesje. Władimir Putin reżyseruje wielkie widowiska co do najdrobniejszych szczegółów, choćby jak to na placu Czerwonym po aneksji Krymu, ale jest spontanicznie oklaskiwany przez Rosjan, ponieważ podbija im nacjonalistycznego bębenka, wyśmiewając inne narody.