...i to nie sondaż Kantara mnie o tym przekonał, ale terenowi działacze PiS.
"Jednak to spotkania z liderem PiS budzą największe emocje i stają się coraz większym wizerunkowym problemem. Wszędzie bowiem, gdzie przyjeżdża Jarosław Kaczyński, pojawiają się protesty osób sprzeciwiających się polityce PiS-u, a także duże siły policji, które zmuszone są pilnować porządku. Wszystko to sprawia wrażenie, jakby władza chowała się za policyjnymi kordonami przed obywatelami. A takiego przekazu partyjni PR-owcy na pewną chcieliby uniknąć.
Nie inaczej było w minioną sobotę, gdzie w ramach objazdu po kraju Kaczyński przyjechał do wielkopolskiego Kórnika. To w tej niewielkiej miejscowości po raz pierwszy prezes PiS musiał wejść do budynku tylnymi drzwiami, a miasto opuszczał wśród okrzyków i gwizdów, przeciskając się limuzyną przez tłum demonstrantów.
Wydarzenia w Kórniku zostały odebrane na Nowogrodzkiej jako poważny błąd. Pojawiły się także pytania o to, dlaczego podczas tych spotkań nie ma sympatyków obecnej władzy, którzy stanowiliby przeciwwagę dla demonstrantów. Odpowiedź okazuje się zaskakująca.
—
Z trudem udaje nam się zebrać chętnych działaczy na zamknięte spotkania, a co dopiero takich, którzy organizowaliby kontrmanifestacje — słyszymy w centrali partii. Nie ma także chętnych do tego, by zakłócać spotkania w terenie lidera PO Donalda Tuska.
—
Moglibyśmy robić dokładnie to samo, co Platforma, ale nie mamy zwyczajnie kim — twierdzą nasi rozmówcy, dodając, że wielu lokalnych działaczy partii pełni publiczne funkcje i zwyczajnie nie chcą chodzić na manifestacje, by nie wystawiać się na krytykę."
www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/powazny-kryzys-w-pis-tluste-koty-na-celowniku-kaczynskiego-analiza/9cdztsl,79cfc278
(wytłuszczenia moje)
Wiem, że do wizji skakania z okien roztaczanej przez Lecha jeszcze trochę brakuje. Ale gdy zimą ludzie będą mieli kilka stopni w chałupie, to kto wie, kto wie....