Dodaj do ulubionych

Michalkiewicz kontra Kłoczowski

13.11.04, 23:08
Zdaje się, ze mamy kolejną aferę "teczkową". Tym razem padło na osobę
powszechnie uważaną za autorytet, profesora, żołnierza AK, powstańca
warszawskiego. Ciężka sprawa. Z drugiej strony Michalkiewicz chyba jeszcze
nie postradał zmysłów, wysuwająć tak poważne oskarżenia. Odbiło się one juz
głowśnym echem i dzisiaj na łamach Rzepy został zamieszczony protest
inelektualistów. Michalkiewicz gotowy iśc do sądu.


(...)W tym duchu sformułowany został apel o przebaczenie byłym tajnym
współpracownikom UB i SB, oczywiście z okazji 20 rocznicy śmierci ks.
Popiełuszki, bo ksiądz Popiełuszko "zło dobrem zwyciężał". To przebaczenie ma
być bezwarunkowe i bezosobowe, bo nie ma, rzecz prosta, mowy o tym, by dawni
tajni współpracownicy się pokajali, ani nawet - by się przyznali. Nie. Mamy
wyjść naprzeciw ich pragnieniu, by ich nikczemną przeszłość na zawsze okrył
mrok tajemnicy.
Nawet i na to można by ostatecznie się zgodzić, chociaż niewątpliwie cierpi z
tego powodu i "porządek prawny" i przyzwoitość, której resztki skłoniły
Judasza do założenia sobie na szyję powroza. Można by się zgodzić, gdyby
dawni konfidenci SB nie rozpierali się na najgodniejszych miejscach, nie
wpychali się do wszystkich możliwych komitetów honorowych, ani nie próbowali
nikomu mentorować w charakterze autorytetów moralnych. Tymczasem jest akurat
odwrotnie; podejrzewany o dłuuugoletnią współpracę z SB w charakterze tajnego
współpracownika o pseudonimie "Historyk" prof. Jerzy Kłoczowski z niezwykłą
skwapliwością przyjmuje rolę autorytetu moralnego i w takim charakterze
występuje m.in. w Bibliotece Polskiej w Paryżu podczas sesji o wielonarodowym
dziedzictwie Rzeczpospolitej Obojga Narodów i jego znaczeniu dla dzisiejszej
Europy. Jakże mu tu przebaczyć, skoro najwyraźniej nie poczuwa się do żadnej
winy? Nie można przebaczyć już nawet nie dlatego, żeby ktoś nie chciał, tylko
po prostu dlatego, że ani nie ma komu, ani nie ma czego. Jak się okazuje,
można tumanić nie tylko propagandą nienawiści. Również propagandą
pobłażliwości.

Na początku stworzenia świata światło zostało oddzielone od ciemności. Czy
teraz musi być odwrotnie?

perso.club-internet.fr/vkat/gk_fichiers/polemiki.htm
Stanisław Michalkiewicz

Apel inelektualistów

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041113/publicystyka/publicystyka_a_13.html
Obserwuj wątek
    • klip-klap Re: Michalkiewicz kontra Kłoczowski 13.11.04, 23:33
      Kilka miesiecy temu to samo sugerowal w NCz!Ale dopiero po tym felietonie
      odezwaly sie 'autorytety',informacja byla tez w GW. Mnie najb. interesuja glosy
      samych zainteresowanych czyli Kloczowskiego i Michalkiewicza.
    • przycinek.usa Re: Michalkiewicz kontra Kłoczowski 14.11.04, 05:50
      pod linkiem ktory podales jest to:

      Stanisław Michalkiewicz
      W BŁYSKU
      W bajce Jana Christiana Andersena „Nowe szaty cesarza” krawcy-oszuści ubierają
      cesarza w fikcyjne szaty, a ponieważ przemawiają tak sugestywnie, że sam cesarz
      im ulega, sugestii oszustów poddaje się również cały dwór, bo gdzieżby tam mógł
      mieć zdanie odmienne od poglądu cesarza. Goły cesarz wychodzi na miasto, ale
      tam prostoduszne dziecko wykrzykuje, że „król jest nagi” i czar pryska. Nawet
      zatwardziały snobizm dworaków nie wytrzymuje konfrontacji z oczywistą prawdą.

      Kilka tygodni temu prof. Rocco Buttiglione podczas przesłuchania w charakterze
      kandydata na eurokomisarza powiedział, że „homoseksualizm jest grzechem”, zaś
      rodzina służy do tego, by kobieta mogła mieć dzieci i oparcie w mężu. Pierwsza
      opinia, oczywista dla każdego katolika i opinia druga, oczywista dla każdego
      normalnego człowieka wywołały jednak w Parlamencie Europejskim burzę wśród
      zwolenników politycznej poprawności, forsowanej tam na dominującą ideologię
      Unii Europejskiej. Okazało się, że nie ma zgody na Rocco Buttiglione, a
      ponieważ nie chciał on ani rewokować, ani też wycofać się z kandydowania,
      desygnowany na przewodniczącego Komisji Europejskiej Portugalczyk Jose Barroso,
      27 października wycofał całą komisję w przekonaniu, że zostanie ona przez
      Parlament odrzucona.

      Cóż to jest, ta polityczna poprawność, forsowana przez siły Postępu na
      dominującą, a może nawet obowiązującą ideologię w Unii Europejskiej? Musimy
      cofnąć się do lat 20 ub. wieku i przypomnieć włoskiego komunistę Antoniego
      Gramsciego, który pragnął przeprowadzić rewolucję komunistyczną, ale przyszło
      mu działać w sytuacji, gdy zachodnia socjaldemokracja „zdradziła sprawę
      rewolucji”, tzn. po klęsce w Niemczech odstąpiła od bolszewickiej metody
      zdobywania władzy.

      Rozmyślając nad sposobami przeprowadzenia rewolucji mimo to, Gramsci doszedł do
      wniosku, że formuła Marksa, jakoby „byt określał świadomość” nie jest
      uniwersalna, a prawdopodobnie w ogóle jest fałszywa. Czynnikiem bowiem, który
      utrzymuje człowieka w niewoli nie jest bynajmniej przemoc zewnętrzna, tylko
      kultura burżuazyjna. Kultura ta, którą Gramsci traktował szeroko; nie tylko
      jako twórczość, ale również religię, obyczaj, prawo i instytucje społeczne,
      trzyma człowieka w niewoli, bo dostarcza mu pojęć i kategorii, przy pomocy
      których on myśli, ocenia, wartościuje, a nawet buntuje się. Ale jeśli buntuje
      się przy pomocy kategorii dostarczanych przez kulturę „burżuazyjną”, to nie
      jest w stanie zbuntować się przeciwko niej skutecznie. Jego bunt przypomina
      bieg wiewiórki w kole; niby biegnie, ale przecież stoi w miejscu. Dlatego
      Gramsci uznał, że warunkiem przeprowadzenia rewolucji jest wprowadzenie do
      kultury burżuazyjnej „ducha rozłamu”, dzięki czemu dotychczasowym kategoriom
      burżuazyjnej kultury zostanie nadana zupełnie odmienna treść, którą „masy”
      powinny sobie niepostrzeżenie przyswoić. „A kiedy zwolna, po troszeczku w tej
      dialektyce się wyćwiczą, to moją staną się zdobyczą” - mówiła Caryca Leonida do
      Marszałka Greczki.

      No dobrze, ale jak wprowadzić tego „ducha rozłamu”? Wybitny filozof i
      ekonomista Fryderyk von Hayek zauważył, że świat rządzony jest przy pomocy
      dwóch porządków: spontanicznych i zadekretowanych. Porządek spontaniczny, jest
      właśnie spontaniczny; nikt go nie zaprojektował, nikt nim nie administruje, a
      on mimo to działa i spełnia swoje zadania. Przykładem porządku spontanicznego
      jest język mówiony, a także - wolny rynek, rodzina i naród. Przykładem porządku
      zadekretowanego - ustrój socjalistyczny, państwo opiekuńcze. Duch rozłamu
      polega na zastępowaniu porządków spontanicznych przez porządki zadekretowane.
      Przykładem skutków takiego działania jest politycznie poprawne
      określenie „kochający inaczej”. Niesie ono ze sobą potężny ładunek
      informacyjny: jedni kochają tak, inni inaczej, ale każdy sposób jest jednakowo
      dobry, jednakowo normalny. Zatem normą jest wszystko, normą jest cokolwiek. A
      skoro normą jest cokolwiek, to znaczy, że normy już nie ma. Jest to pogląd co
      się zowie rewolucyjny, bo wywraca do góry nogami dotychczasowy fundament
      łacińskiej cywilizacji, polegający na przekonaniu o obiektywnym istnieniu
      prawdy, która nie towarzyszy każdorazowej większości, ani nie „leży pośrodku”
      tylko leży tam, gdzie leży. Zakwestionowanie obiektywnego istnienia prawdy jest
      zupełnie inną propozycją cywilizacyjną. I z taką właśnie inną propozycją
      cywilizacyjną mamy do czynienia w Parlamencie Europejskim, co widać po reakcji
      na stwierdzenia prof. Rocco Buttiglione.

      Bo też w Parlamencie Europejskim, podobnie jak w innych instytucjach
      europejskich i państwowych, zagnieździli się inspirowani marksizmem kulturowym,
      czyli polityczną poprawnością kombatanci 1968 roku, wyznawcy „kontrkultury”,
      którzy już wtedy zapowiadali „długi marsz przez instytucje”. Ten marsz
      zakończył się całkowitym sukcesem do tego stopnia, że militanci „kontrkultury”
      nie tylko nadają dziś ton instytucjom świeckim, ale wciskają się nawet do
      Kościoła katolickiego, próbując zarazić go polityczną poprawnością i w ten
      sposób podporządkować kulturowemu marksizmowi, który ma być przyjęty
      powszechnie i bez zastrzeżeń.

      Wyrazem tej tendencji jest pospieszne odkurzanie i ustawianie na piedestale
      postaci Karola Wielkiego, króla Franków i wreszcie rzymskiego cesarza. Nie mówi
      się o tym głośno („nie płoszmy ptaszka, niech mu się zdaje, że naszej partii
      siły nie staje”wink, ale jest to jedyny władca w historii, przed którym papież
      uklęknął składając hołd. 25 grudnia 800 roku papież Leon III koronował w Rzymie
      Karola na cesarza rzymskiego, a następnie uklęknął przed nim. Może to tylko
      symbol, ale symbole też się liczą. W każdym razie dzięki nim lepiej możemy
      zrozumieć przyczyny tak stanowczego oporu przed oczywistymi wzmiankami o roli
      chrześcijaństwa w historii Europy w preambule konstytucji UE, podobnie jak
      zgrzytanie zębów na oczywiste skądinąd stwierdzenia prof. Rocco Buttiglione. W
      bajce Andersena mistyfikację krawców-oszustów obalił okrzyk naiwnego dziecka.
      Ale Duch Święty podobno tchnie, kędy chce. Skoro przemawia przez usta dziecka,
      to może też przemówić przez usta prof. Rocco Buttliglione. Kto wie, czy właśnie
      nie przemówił, skoro dzięki temu spod demokratycznej maski Parlamentu
      Europejskiego wyjrzała znajoma, bolszewicka, totalitarna morda.

      Stanisław Michalkiewicz
      • klip-klap wlasciwy link do poczetu Tumanistow 14.11.04, 11:03
        www.wirtualnapolonia.com/gorny/teksty.asp?TekstID=8049
        • robisc Re: wlasciwy link do poczetu Tumanistow 14.11.04, 11:17
          Hmm...nie mam pojęcia, co sie stało. Wczoraj pod podanym przeze mnie linkiem
          był właściwy artykuł.
        • robisc opinia z Wirtualnej Polonii 14.11.04, 11:21
          Jeszcze raz o habilitacji Kłoczowskiego (powrót)

          Trzeba stwierdzić jasno trzy rzeczy: 1. Pan Kłoczowski nie zrobił habilitacji -
          jeżeli twierdzi się przeciwnie, proszę podać tytuł rozprawy habilitacyjnej i
          rok jej obrony. Mimo to dostał tytuł profesora nadzwyczajnego, chociaż w
          naukach humanistycznych jest to wymóg konieczny. 2. Otrzymał go w roku 1967, w
          okresie nadzwyczaj ponurym nawet jak na PRL - wzbierającej fali antysemityzmu,
          trwających ataków na Kościół oraz pojawiających już się drwin z inteligencji
          oraz totalitarnej i prymitywnej retoryki władz komunistycznych. Profesurę wtedy
          przyznawała Rada Państwa, po konsultacji z KC PZPR (nie uczelnie! to dopiero od
          1991 r.). Powstaje zatem pytanie z jakich przyczyn nagrodzono tym tytułem
          kombatanta AK i wykładowcę KUL-u. Artykuł S. Michalkiewicza podaje powód.
          3. Używanie tytułu "prof. dr hab." stanowi naduzycie i świadczy albo o bardzo
          dużym i długo trwającym roztargnieniu zainteresowanego, który nie poprawia
          takiej tytulatury, albo o jego braku uczciwości. Sprawa braku habilitacji,
          wobec znaczącej pozycji naukowej Kloczowskiego (tego nikt nie kwestionuje)
          byłaby drobiazgiem i nie zasługiwalaby na jej publiczne roztrząsanie, ale w tej
          sytuacji może być (może wręcz jest?) istotnym przyczynkiem do
          tematu "inteligencja polska w PRL-u i SB". Należy zacząć o tym mówić, a apele
          znanych osób niczego do tej sprawy nie wnoszą, poza histerią.






    • klip-klap Re: Michalkiewicz kontra Kłoczowski 14.11.04, 11:54
      Dobry przeglad medialnych reakcji (chociaz brakuje info,ze Michalkiewicz o wiele
      wczesniej pisal o tym w NCZ! -linki nizej)


      mazowsze.k-raj.com.pl/110037135172243.shtml
      www.nczas.com/?a=show_article&id=2058

      I jeszcze takie cos znalazlem:

      "Wielka mi nowina. Harmider pewnie polskojęzycznym jest na rękę, bo:

      'Nasza Polska'(14.10.2003), a z niej 'Głos'(25.10.2003) cytuje fragmenty notatki
      służbowej oficera operacyjnego wydziału III KWMO w Lublinie z odbytej rozmowy z
      profesorem KUL Jerzym Kłoczowskim(odtajnioną przez lubelski oddział IPN).
      Rozmowa miała miejsce 26.04.1960 r.

      (...) Z tego, co powiedział Kłoczowski uważa on, że obecny model KUL-u jest za
      przestarzały, a dyskusję na ten temat uznał za wręcz pasjonującą. Obawia się
      jednak, że kierownicze siły KUL-u do niej nie dopuszczą z uwagi na interesy
      konserwatywne kościoła(...)
      (...) Kandydat stwierdził, że kler polski prowadzi politykę Wyszyńskiego i
      cokolwiek dotyczyłoby KUL-u i jego współpracy z rządem musiałoby tro być
      zaakceptowane przez Wyszyńskiego, a to jest niewiadome?(...)
      (...) Jeżeli chodzi o stanowisko prof.Kłoczowskiego do kleru polskiego i
      polityki jego wobec państwa, stwierdził, że jest trochę anormalne, on jest
      zwolennikiem całkowitego rozdzielenia kleru od państwa i jego polityki, tak jak
      we Francji, gdzie jest duża laicyzacja życia(...)
      (...) Z przeprowadzonej rozmowy wynika, że kandydat należy do postępowej
      inteligencji katolickiej, na co miał wpływ dłuższy pobyt wymienionego we Francji
      i obserwacja życia katolickiego oraz utrzymywanie osobistych kontaktów z
      działaczami KIK-u z Warszawy(...)
      (...) Stosunek wymienionego do naszych organów jest pozytywny, co dało się
      odczuć w chętnym składaniu wyjaśnień w sprawach nas interesujących. Uważamy, że
      na następnym spotkaniu z ww., które zostało umówione na dzień 6.V.60 r. można
      będzie wyjść z propozycją korzystania z jego pomocy przez organy Sł.Bezp.
      Spotkanie odbędzie się na L(okalu) K(onspiracyjnym). Charakterystyczne jest to,
      że wymieniony zobowiązał się zachować konspirację z rozmowy z nim
      przeprowadzonej i robił wszystko, aby ta konspiracja była zachowana w czasie
      rozmowy z nim prowadzonej(...)"

      forum.fronda.pl/forum.php?akcja=pokaz&id=81217
    • przycinek.usa Michnikówniarskie autorytety - niezly fragment: 14.11.04, 18:39
      W tekście red. Michalkiewicza znalazł się następujący passus:
      "... podejrzewany o dłuuugoletnią współpracę z SB w charakterze tajnego
      współpracownika o pseudonimie "Historyk" prof. Jerzy Kłoczowski z niezwykłą
      skwapliwością przyjmuje rolę autorytetu moralnego..."

      Zwróćmy uwagę na to, iż prof. Kłoczowski nie został napiętnowany jako tajny
      współpracownik, a jedynie jest o takową działalność podejrzewany (i to
      bynajmniej nie tylko przez osamotnionego red. Michalkiewicza).

      Mimo tak ostrożnego sformułowania w polskich mediach aż się zatrzęsło, niczym,
      za przeproszeniem, w wozie szambiarskim na wybojach.

      Arcybiskup Kościoła Św. Judasza, do spółki z rektorem KUL-u, prof. Wilkiem,
      wystosowali do Polskiej Misji Katolickiej i redakcji "Głosu" w Paryżu ostry
      protest, który z ukontentowaniem zamieściła znana z wysokich standardów
      etycznych "Gazeta Wyborcza", wraz z rutynowym już atakiem na red.
      Michalkiewicza.

      Oczywiście to nie wystarczyło. Starym zwyczajem skrzyknięto zatem "wybitnych
      polskich intelektualistów", wśród których widzimy m.in. "profesora" W.
      Bartoszewskiego, kierowcę W. Frasyniuka, niejakiego B. Borusewicza, kilku PZPR-
      owskich profesorów, sporo osób z tzw. korzeniami, oraz - jakże by inaczej? -
      arcybiskupa Józefa Życińskiego. Intelektualiści, ma się rozumieć, "wyrazili
      oburzenie i protest" wobec "aktu barbarzyństwa", którego dopuścił się red.
      Michalkiewicz, co udokumentowała, jak zwykle usłużna, "Katolicka Agencja
      Informacyjna".

      Ale... ale... czyż to nie "Gazeta Wyborcza" (razem z resztą tzw. "niezależnej
      polskiej" prasy) uznała za całkowicie dopuszczalne publikowanie rozlicznych
      insynuacji na temat rzekomej pedofilii ks. prałata Henryka Jankowskiego - mimo,
      iż podejrzenia te były, delikatnie rzecz ujmując, oparte na dużo słabszych
      podstawach, niż w przypadku prof. Kłoczowskiego?

      "Gazeta Wyborcza" znana jest - tak twierdzi przecież red. Adam Michnik - ze
      swej rzetelności, prawdomówności i wysokich standardów etycznych. Stanowi ona
      zatem naturalny i oczywisty wzór do naśladowania dla wszystkich innych mediów -
      jest jakby latarnią morską, drogowskazem, kompasem i kodeksem honorowym na raz.

      W takim razie należy uznać nie tylko za dopuszczalne, ale wręcz za godne
      najwyższej pochwały, że również red. Michalkiewicz usiłuje wzorować się na
      najwybitniejszym Redaktorze i jego niewzruszonych zasadach moralnych - choć
      dość marnie mu to na ogół idzie, bo niestety, do michnikówniarstwa trzeba mieć
      szczególny talent.

      Czy można zatem red. Michalkiewiczowi zarzucić, iż dopuścił się mało
      eleganckiej insynuacji wobec człowieka, za honor którego ręcżą takie
      autorytety, jak Władysław Frasyniuk? Otóż nie można, gdyż oznaczało by to
      odrzucenie nauk z zakresu etyki dziennikarskiej, jakich od wielu lat udziela
      nam, słowem i czynem, Redaktor Michnik - a to już zakrawałoby nie tylko na
      bezczelność, ale może dałoby się nawet podciągnąć pod jakiś rozciągalny, jak
      guma od majtek, paragraf o nienawiści względem np. jakiejś mniejszości.


      www.wirtualnapolonia.com/gorny/teksty.asp?TekstID=8064
    • robisc od Michalkiewicza 15.11.04, 21:50
      mazowsze.kraj.com.pl/110054620820999.shtml
    • klip-klap Korwin-Mikke 17.11.04, 06:53
      "Proszę zauważyć subtelność: p. red. Gauden nie podpisuje się pod tym apelem, a
      tylko solidaryzuje się - niejako z obowiązku, bo p. prof. Kłoczowski był
      laureatem Nagrody „Rzeczpospolitej”. Tak nawiasem: czterech P.T. Sygnatariuszy
      jest mi znanych jako tajni współpracownicy SB lub WSI. Jeden - jako agent CIA. A
      pozwalam sobie podejrzewać, że agentami była większość P.T. Sygnatariuszy.
      Sprawność, z jaką w ciągu kilku dni (!!! - tekst ukazał się 7 listopada w Paryżu
      - a odpowiedź już 12-ego była w druku w Warszawie) „autorytety” zebrały te
      podpisy, budzi mój podziw - ale i zastanawia...

      Teraz ocena: gdyby bycie agentem SB było czynem kryminalnym, kol. Michalkiewicz
      musiałby wskazać, kto pomawia p. Kłoczowskiego. Jednak - jak wielokrotnie
      pisałem - pomówienie, że ktoś był TW, to jak pomówienie, że ten ktoś kiedyś w
      towarzystwie narobił w portki. Nasuwa się więc porównanie"

      Calosc
      www.nczas.com/?a=show_article&id=2207
      • przycinek.usa Re: Korwin-Mikke 17.11.04, 23:17
        Ja uwazam, ze jezeli takie "listy" intelektualistow sie pojawiaja, to powinno
        sie teraz dokladnie wziasc pod lupe te nazwiska i sprawdzic, czy to jest
        prawda, co pisze Mikke.

        Jak sie jeden z drugim agent podpisal, to ujawnic i publicznie napietnowac.
        Opublikowac w prasie.

        Niech sie na drugi raz "yntelektualisci" zastanowia co pisza.


    • klip-klap najwazniejszego nie bylo 17.11.04, 07:01
      Dla Gazety - prof. Jerzy Kłoczowski


      To dla mnie niezwykle przykra sprawa. Jestem ogromnie wdzięczny wszystkim za
      wyrazy życzliwości i wsparcia. W tej całej sytuacji najważniejsze jest to, by
      ocenić i pokazać cały kontekst. A więc, jak bardzo środowisko KUL było
      inwigilowane przez służby bezpieczeństwa. Przecież był to jedyny w świecie
      komunistycznym ośrodek, na którym panowała wolność poglądów. Polityka utrzymania
      kontaktów europejskich polskiego środowiska naukowego przez profesorów tej
      uczelni była walką o utrzymanie niezależności poglądów i postępowania.
    • klip-klap rzepa 17.11.04, 16:04
      Rzepe wzielo,wolalbym zeby zamiescili wypowiedz Michalkiewicza w formie
      listu(jesliby taki napisal) a nie drugi raz to samo daja.

      rzeczpospolita.pl/dodatki/listy_041117/listy_a_2.html
    • yossarian18 Re: Michalkiewicz kontra Kłoczowski 17.11.04, 19:50
      Wybiórcza moralność

      "Rzeczpospolita" z 13-14.11 zamieściła list protestacyjny
      przeciwko "insynuacji" pana S. Michalkiewicza w wydawanym w Paryżu "Głosie
      Katolickim" o związkach prof. J. Kłoczowskiego z SB.

      Żaden z sygnatariuszy listu nie zaprotestował jednak wcześniej, gdy wydawana w
      Warszawie "Wyborcza" zamieściła paszkwil p. Lizuta insynuujący, że J.
      Kobylański, więzień hitlerowskich KL i zasłużony działacz polonijny, prezes
      USOPAŁ, był rzekomo w KL kapo lub jeszcze kimś gorszym, skoro po wojnie musiał
      się rzekomo razem ze zbrodniarzami hitlerowskimi schronić w Ameryce Płd. Jest
      to oskarżenie nieporównywalnie cięższe od zarzutu współpracy z SB, a brak
      protestu przeciwko paszkwilowi Lizuta odbiera moralną rangę ich obecnemu
      protestowi. Pan Frasyniuk zdążył już wcześniej, co znakomicie obrazuje jego
      zasady moralne, wystosować list otwarty w obronie pana Huellego, który w
      drastyczny sposób znieważył na łamach właśnie "Rzeczpospolitej" ks.
      Jankowskiego. Zupełnym kuriozum jest jednoczesny protest w tej sprawie
      redaktorów "Wyborczej", która zamieściła paszkwil Lizuta, a przypadek Maleszki
      dodatkowo powinien ich skłaniać do powściągliwości.

      Adam Hojda
    • klip-klap dokumenty z IPN 17.11.04, 21:30
      Ceniony historyk agentem SB?
      PAP 16:35

      Publicysta Stanisław Michalkiewicz nadal utrzymuje, że prof. Jerzy Kłoczowski
      był długoletnim tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie "Historyk". Profesor
      określił zarzut pod swoim adresem "skandalicznym fałszerstwem".

      Michalkiewicz poinformował, że zwrócił się do Instytutu Pamięci Narodowej o
      udostępnienie dokumentów, które mogą potwierdzić jego zarzuty. Prof. Kłoczowski,
      który jest dyrektorem Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej Katolickiego
      Uniwersytetu Lubelskiego, powiedział, że słowa Michalkiewicza to od początku do
      końca "skandaliczne fałszerstwo".
      tiny.pl/j4k
    • klip-klap spor trwa-relacja 15.12.04, 16:16
      Zycinski ze dwa razy skrytykowal Michalkiewicza w Rzepie(raz na pewno w
      plus-minus, szkoda tylko,ze Rzepa nie opublikuje odpowiedzi Michalkiewicza i
      woli formule minus-minus).

      Michalkiewicz odpowiedzial tu(fragment):

      "Na początek - o faktach, co do których nie mogę pozbyć się wrażenia, iż
      Ekscelencja troszeczkę koloryzuje. Na przykład cytuje w cudzysłowie odpowiedź,
      jakiej miałem udzielić „dziennikarzom”, którzy pytali mnie, na jakiej podstawie
      oskarżyłem o współpracę z SB „cenionego intelektualistę, który stracił rękę,
      walcząc w powstaniu warszawskim”. Nie bardzo wiem, o jakich to „dziennikarzy”
      Ekscelencji chodzi, bo jako żywo, żaden dziennikarz w tej sprawie się do mnie
      nie zwracał, jeśli nie liczyć pani redaktor z Radia Lublin, która telefonicznie
      zapytała mnie, skąd o tej współpracy wiem - oraz redaktora z KAI, który w
      rozmowie telefonicznej zapytał mnie, czy jestem świadom, iż prof. Kłoczowski
      wytoczy mi proces. Pani redaktor odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że „z
      wiarygodnych źródeł”, których nie ujawnię, zaś dziennikarzowi KAI - że owszem,
      mam tego świadomość, jak również tego, że dowodem w takim procesie będą stosowne
      akta lubelskiego oddziału IPN. Kiedy na konferencjach prasowych ujawniłem
      sygnatury akt, zawierających dokumentację TW „Historyka” oraz przykładowo
      zacytowałem jeden z takich dokumentów, lakoniczna notatka ukazała się tylko na
      łamach „Kuriera Lubelskiego”, zaś żaden dziennikarz Katolickiej Agencji
      Informacyjnej, która z wielką gorliwością kolportowała piętnujące mnie
      oświadczenia, na konferencji się nie pojawił, mimo zaproszenia. Ale po
      „pokazusze” zademonstrowanej wobec „Głosu Katolickiego” rozumiem, że koledzy
      dziennkarze z KAI mogli za Gałczyńskim przypomnieć sobie, że „posadę przecież
      mam w tej firmie kłamstwa, żelaza i papieru."
      www.nczas.com/?a=show_article&id=2251
      Zycinski spuscil z tonu:

      "Paweł Wroński: 13 grudnia Ksiądz Biskup zaproponował, aby stworzyć dawnym
      współpracownikom tajnych służb możliwość wyznania win przed specjalną komisją.
      Dzięki temu mogliby "oczyścić się z dramatu zdrady". Jak to uczynić na gruncie
      prawa?

      Abp Józef Życiński: Mówię o moralnym oczyszczeniu. Oczyszczeniu dla tych osób,
      które oceniły swoje postępowanie, uznały je za draństwo i przyznały się,
      uprzedzając ewentualne oskarżenia i procesy. Jeśli trzymalibyśmy się w podobnych
      sprawach wyłącznie przepisów prawa, zabrnęlibyśmy w ślepy zaułek. Moim zdaniem
      sytuacja skruszonego człowieka, który staje twarzą w twarz z przeszłością, jest
      inna niż takiego, który już został oskarżony przez swoje ofiary [chodzi
      wyłącznie o osoby, które nie podlegają ustawie lustracyjnej, czyli nie składają
      oświadczeń - przyp. PW]."
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2446454.html
    • robisc Michalkiewicz po wizycie w IPN 04.01.05, 23:33
      mazowsze.kraj.com.pl/110486883212712.shtml
      • klip-klap Re: Michalkiewicz po wizycie w IPN 04.01.05, 23:49
        Mocne,ciekawe co teraz zrobia autorytety i media. KAI przemilczy, GW bedzie
        uzalac sie nad konfidentem badac jego postawy, udreki, nie wiem co zrobi
        Rzepa,bo przeciez naczelny tez sie przylaczyl do apelu intelektualistow tumanistow.
        Wrzuce to na forum Lublin.
    • klip-klap Kłoczowski to byl poczatek 05.01.05, 00:04
      Wokol lubelskiego KIK niezly cyrk,ja to interpretuje jako sprawe teczkowa.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=19081439&a=19081439
    • klip-klap Re: Michalkiewicz kontra Kłoczowski 15.01.05, 16:02
      Fajny artykul,tylko autor nie czyta NCz!(albo DZPolskiego), bo w ktorejs z tych
      gazet Michalkiwewicz powtorzyl oskarzenie.

      "Dwie postawy etyczne. Dobra i zła wola. Bo jak na przykład nazwać rzucenie
      podejrzenia o współpracę z SB na człowieka cenionego, znanego historyka,
      powstańca warszawskiego - jeśli oparte jest na plotkach, na pomówieniach, na
      opinii kogoś, kto tylko mówił, że "wie na pewno"? Na dodatek "oskarżyciel"
      wystąpił za granicą, w nieznanym pisemku. A miejże odwagę, człowieku, chciałoby
      się powiedzieć, ogłosić to w Polsce lub zapytać wprost, przy świadkach -
      spojrzeć w twarz drugiemu człowiekowi."
      KAZIMIERZ ORŁOŚ
      rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_050115/plus_minus_a_4.html
    • maaax Ta sprawa jest tylko odpryskiem szerszej 16.01.05, 11:20
      Zycinski vs. Bender, a wlasciwie jeszcze szerszej- agenci i ich okraglostolowi
      obroncy vs. zwolennicy dekomunuzacji
      poniewaz mainstreamowe media przekazywaly jedynie glos Zycinskiego, ponizej
      druga strona:
      www.ryszardbender.pl/dzpubliczna.html
    • przycinek.usa Michalkiewicz kontra ks. prof. dr hab. Stanisław K 18.01.05, 19:19
      Fragment:

      "Ostatnio red. Mikołaj Lizut, który już kiedyś zapisywał dla potomności rozmowę,
      jaką zaszczycił Ekscelencję sam pan red. Adam Michnik, opublikował artykuł "Gdy
      Bender grozi teczką", w której pisze m.in., że arcybiskup Życiński "krytykował
      kilkakrotnie prelekcje osób znanych z antysemickich wypowiedzi, np. publicysty
      »Najwyższego CZASU!« Stanisława Michalkiewicza". Tak się złożyło, że
      rzeczywiście byłem trzy, a może nawet cztery razy w Klubie Inteligencji
      Katolickiej w Lublinie z prelekcjami, ale ani razu nie zauważyłem wśród
      publiczności Jego Ekscelencji. Nie wiem zatem, skąd mógłby on znać treść moich
      prelekcji przynajmniej na tyle, żeby je "krytykować" i to w dodatku
      "kilkakrotnie". Domyślam się najwyżej, że mógł korzystać z raportów jakichś
      tajnych współpracowników, ot, np. przewielebnego ks. prof. dra hab. Stanisława
      Kowalczyka, dawnego Tajnego Współpracownika Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie
      "Witold". Jeśli moje domysły w tej sprawie są trafne, to dobrze by to świadczyło
      o spostrzegawczości Francuza, autora przysłowia, że "kto raz był królem, ten
      zawsze zachowa majestat",


      mazowsze.k-raj.com.pl/110599364122344.shtml

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka