...zadaję to pytanie z dużą radością i pełnym uśmiechem. Ale po kolei.
Najpierw były jakieś niesnaski między harcerzami a maślarzami (nie podejmuję się określić pełnych składów osobowych tych frakcji). Potem sobie posłowie zaczęli zakładać stowarzyszenia, nie występując jednakowoż z partii macierzystej. Było nawet takie wystąpienie Kaczyńskiego z Morawieckim (nie nazwałabym tego konferencją prasową, bo pytań zadawać prezesowi nigdy nie można). I w tym wystąpieniu Kaczyński coś bredził bardzo znamiennie, że PiS wreszcie "oddycha dwoma płucami"

(to co, wcześniej przez dwie kadencje władzy na jednym lecieli?).
Ale prezes chyba nie docenił ambicji politycznych Mateusza. Wobec całkowitego dystansowania się Morawieckiego od działań mateczki partii nie pozostało Kaczyńskiemu nic innego jak wystosować ultimatum. W terminie 7 dni rozłamowcy wracają na łono, albo won z partii.
Żeby nie było: w ogólnym rozbrykaniu nawet Sasin sobie cos założył, ale chyba on się zreflektował i odłożył. Natomiast Morawiecki brnie dalej i ani myśli wracać.
No to mamy jakby rozłam. Secesjoniści mogą sobie sami sfinansować kampanię (Morawieckiego stać), ale bez struktur i mediów raczej dużo nie zdziałają. Natomiast trochę elektoratu mogą odciągnąć.
I tutaj dochodzimy do sedna: w ostatnich sondażach obie Konfederacje biorą razem więcej niż PiS (25 versus 23%, tak z grubsza).
Czyż więc może być tak, że karty będą rozdawać Mentzen z Brałnem?
Szczurku, z szerokim uśmiechem czekam na Twoją opinię. Bo zauważyłam, że coś Konfederatów nie lubisz?