pisalismy juz i o tym, ale warto sobie odswierzyc wiedze; panu (glu)Polowi
serdecznie dziekujemy
Płacimy Rosji haracz
Rozmowa z WITOLDEM MICHAŁOWSKIM, ekspertem w dziedzinie przesyłania gazu ziemnego
- Twierdzi Pan, że Polska ponosi ogromne straty na handlu gazem. Sprowadzamy
go z Rosji za ponad 160 dolarów za 1000 metrów sześciennych, podczas gdy Turcy
za ten sam gaz i w tej samej ilości płacą Rosji około 70 dolarów. My - zdaniem
Pana - powinniśmy za gaz płacić około 50 dolarów. Dlaczego tak się dzieje?
- Aby zrozumieć niewyobrażalne wręcz patologie w handlu tym surowcem i
negatywne skutki będące ich wynikiem, należy cofnąć się do ustaleń zawartych w
pakietach porozumień gazowych z Rosją 12 lat temu. W ich wyniku utraciliśmy
ponad 70 mld dolarów.
- Skąd Pan to wie?
- Źródłem moich informacji byli koledzy inżynierowie pracujący w Europolgazie,
spółce Gazpromu w Polsce; pracowali przy budowie polskiego odcinka gazociągu
jamalskiego. Mieli dostęp do szokujących materiałów, które sami bali się
ujawnić. W 1995 r. założyłem Polskie Stowarzyszenie Budowniczych Rurociągów i
rozpocząłem wydawanie kwartalnika "Rurociągi". Na adres redakcji zaczęli
przysyłać mi dokumenty, często tajne. W 1996 r. opublikowałem w "Przeglądzie
Technicznym" artykuł "Gazociąg tranzytowy - szansa czy zagrożenie?". Była to
polemika z zamieszczonym w tym samym numerze panegirykiem na temat gazociągu
jamalskiego Janusza Tokarzewskiego, ówczesnego wiceprezesa Polskiego Górnictwa
Naftowego i Gazownictwa. Efekt był taki, że natychmiast wyleciałem z pracy.
Był to początek 1997 r. Potem czekały mnie liczne procesy. Moja książka
"Tranzytowy przekręt stulecia" została przez sąd ocenzurowana; dodam że jako
pierwsza w III RP.
- Dlaczego sąd ocenzurował Pana książkę?
- Ponieważ stwierdziłem w niej, że agenci Gazpromu odegrali kluczową rolę w
wynegocjowaniu wyjątkowo niekorzystnego dla Polski kontraktu gazowego. Marek
Pol, który w 1993 r. jako minister przemysłu i handlu nadzorował podpisanie
pakietów gazowych z Rosją, na posiedzeniu Sejmu określił, że porozumienia były
haniebne. Dzisiaj część ludzi, którzy mieli udział w zawarciu tamtej
transakcji siedzi już na ławie oskarżonych. Niestety, nie wszyscy. Dawny
ubecko-sowiecki układ kryje tych najważniejszych.
- Dlaczego na handlu gazem z Rosją wychodzimy - zdaniem Pana - niczym Zabłocki
na mydle?
- Podam konkretny przykład. Rosyjskie firmy, które są kontrolowane przez
państwo, kupują gaz z Turkmenistanu po 9 dolarów za 1000 metrów sześciennych.
Ten sam gaz sprzedawany jest Polsce za około 160 dolarów. To nie jest marża,
to jest haracz, bo jak inaczej nazwać 18-krotne przebicie. Jednocześnie firmy
te przesyłają gaz rurociągiem przez Polskę, a my nie pobieramy opłaty
tranzytowej w odpowiedniej wysokości za transport przez nasze terytorium. A
powinniśmy. Amerykański ekspert polskiego pochodzenia John Cieślewicz
wyliczył, że rocznie z tego tytułu powinniśmy dostawać około 1,5 mld dolarów.
Przypomnę, że Cieślewicz jest ekspertem American Gas Association i prowadził
wykłady w Akademii Górniczo-Hutniczej.
- Na czym bazował John Cieślewicz, podając taką kwotę?
- Obliczył, że należy nam się 2,73-2,75 dolara za przesłanie 1000 metrów
sześciennych na odcinku 100 kilometrów. Umowy mówią o tym, że gazociągiem
jamalskim ma przepływać przez Polskę 64 mld metrów sześc. gazu rocznie. Od
granicy Polski do Niemiec rura ma około 672 km długości. W wyniku mnożenia
wychodzi 1,5 mld dolarów.
- Skąd Pan wie, że nie zarabiamy za tranzycie gazu?
- Sprawdziłem to ostatnio w Mazowieckim Urzędzie Skarbowym. Oficjalnie
odmówiono mi informacji, jakiej wysokości podatki płaci Europolgaz.
Nieoficjalnie dowiedziałem się, że prawdopodobnie nic albo bardzo niewiele,
ponieważ potrąca sobie różnego rodzaju ulgi. Co więcej - za przesył gazu nie
dostajemy nawet VAT-u.
- Jak rozumiem, źródłem strat jest umowa z 1993 roku?
- Tak. Podkreślę, że jest ona też wadliwie skonstruowana pod względem prawnym,
czego dowiódł m.in. prof. Eugeniusz Piontek z Uniwersytetu Warszawskiego,
wybitny znawca prawa międzynarodowego i prawa traktatowego. Na mocy tej umowy
będziemy musieli sprowadzać z Rosji gigantyczne ilości bardzo drogiego gazu,
zdecydowanie przewyższające nasze potrzeby. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę
z tego, że skutkiem takiej polityki było i jest zamykanie kopalń węgla w
Polsce. Dzięki złożom węgla mamy 4,5-krotnie wyższe zasoby kopalnych surowców
energetycznych w przeliczeniu na mieszkańca niż wynosi średnia dla krajów Unii
Europejskiej. Należało i należy postawić na wykorzystanie węgla do celów
energetycznych, co robią np. Amerykanie i Niemcy. Rzecz jasna, trzeba by było
w takim przypadku pójść w kierunku produkowania urządzeń i instalacji
odpylających, żeby zmniejszyć zanieczyszczenie środowiska.
- Wróćmy do gazu. Co można dzisiaj zrobić, żeby uniknąć miliardowych strat i
uniezależnić się od sprowadzania gazu praktycznie wyłącznie z Rosji?
- Po pierwsze - anulować pakiet porozumień gazowych. Po drugie - wybudować
terminal na gaz ziemny skroplony powyżej wybrzeża Bałtyku. Po trzecie -
przestawić się na sprowadzanie gazu nie z północnej Syberii, ale z basenu
Morza Kaspijskiego; stamtąd jest 2,5-krotnie bliżej - i byłoby kilka razy taniej.
- Ile moglibyśmy płacić za gaz z basenu Morza Kaspijskiego?
- Mniej więcej tyle, ile obecnie płacą Turcy, którzy dostają od Rosjan gaz z
basenu Morza Czarnego. Turcy płacą za 1000 metrów sześc. około 70 dolarów.
Gdyby udało się zbudować gazociąg ze złóż, które leżą zarówno w Iranie, jak i
w Azerbejdżanie, to gaz przy Bramie Przemyskiej nie powinien nas kosztować
więcej niż 50 dolarów za 1000 m sześc.
Dodam jeszcze, że polskie firmy płacą za rosyjski gaz więcej niż
przedsiębiorstwa niemieckie.
- Jak to jest możliwe?
- Bo zawarliśmy taką, a nie inną umowę 12 lat temu. Tym samym np. polski
rolnik musi zapłacić więcej niż niemiecki za nawozy sztuczne. Szczytem
bezmyślności jest budowanie elektrowni gazowych w kraju, który siedzi na
węglu. Zamiast podejmować takie działania - korzystne dla firm i państwa
rosyjskiego oraz dla garstki Polaków - należy maksymalnie rozwinąć krajowe
wydobycie gazu.
- Jest ono chyba niewielkie.
- Nie takie małe; wydobywamy około 5 mld metrów sześc. rocznie, czyli 40 proc.
tego, co zużywamy. Ponadto powinniśmy zacząć stosowanie w przemyśle
technologii energooszczędnych. Postuluję również utworzenie Ligi Konsumentów Gazu.
- Czyli?
- Tworzyliby ją Polacy, Ukraińcy, Azerowie, Gruzini i Turcy. Liga byłaby
pomocna w rozmowach z Rosją, a szczególnie z Gazpromem. Jej przedstawiciele
mówiliby Rosjanom, że owszem, zgadzamy się na przesył gazu przez terytorium
któregoś z członków ligi, ale w zamian kupujemy rosyjski gaz za przyzwoitą
cenę. Gdyby udało się takie przedsięwzięcie, to proszę policzyć, jak wielkie
pieniądze Polska mogłaby zaoszczędzić. Rocznie sprowadzamy z Rosji około 7 mld
metrów sześc. gazu po 160 dolarów za 1000 m sześc. Podpisaliśmy wieloletni
kontrakt na zakup 250 mld m sześc. Jeśli go nie anulujemy, będzie obowiązywał
jeszcze co najmniej dwie dekady. To nie tylko o wiele za dużo niż
potrzebujemy. Gazociąg jamalski nie był nam w ogóle potrzebny. Potrzebny był
Niemcom i Rosji.
Rozmawiał:
WŁODZIMIERZ KNAP
dzis.dziennik.krakow.pl/public/?Kraj/06/06.html