Dodaj do ulubionych

"Jes, jes, jes!"

28.12.05, 01:29
Nowiutki premier Kaziu oznajmił narodowi, że będzie wnioskował do świeżo
zaprzysiężonego "Prezydenta Rzeczypospolitej" o przedłużenie obecności
naszego kontyngentu do końca przyszłego roku. Właściwie czemu nie? Jak dotąd
za uwagi godny wkład w uwiarygadnianie amerykańskiej agresji dostaliśmy tyle
co nic, a jedyną materialną rzeczą, jaką udało nam się przywieźć z Iraku były
trumny wpełnione ciałami poległych żołnierzy. Może nowy rok
przyniesie przełom w rozmowach z USA i administracja idioty Busza sypnie
groszem przynajmniej na skromną modernizację naszej skromnej armii? Warto
czekać i kciuki zaciskać. Tym bardziej, że jak się niedawno okazało, polski
rząd, ledwo dorwawszy się do władzy, już ogłosił pierwszy "spektakularny
sukces" w postaci ostatecznego zaakceptowania przez państwa Unii budżetu w
wersji ciut gorszej od luksemburskiej, która notabene była rok temu
krytykowana w czambuł przez tych samych ludzi, którzy kilka dni wstecz, w
błyskach fleszy, zroszeni potem i francuskim szampanem, rozprawiali o
bezprecedensowym sukcesie rządu i dyplomacji. Rozpływaniu się nie
było końca, a premiera Kazia poniosło do tego stopnia, że wymachując
piąstkami, w dość bezpretensjonalny sposób pochwalił się swą znajomością
języka angielskiego. Trzymamy więc kciuki za kolejne sukcesy...

Dość ciekawie przedstawia się też sprawa ze znowelizowaną ustawą o radiofonii
i telewizji, która za sprawą poprawek LPR i Samoobrony stała się zarówno
środkem do ułatwienia rekoncesji dla rozgłośni o. Rydzyka, jak i szeroko
otwartą furtką dla cenzury. Ta ostatnia będzie się opierać na "podejmowaniu
działań zmierzających do ochrony zasad etyki dziennikarskiej". O etyce rzecz
jasna decydować będą "zaufani ludzie". Możliwe, że ich grono składać się
będzie ze szczęściarzy "wyłowionych" przez wspólną komisję LPR i PiS d/s
poszukiwania autorytetów - oczywiście tylko tych z "prawej strony sceny
politycznej", jak słusznie zauważył poseł projektodawca z LPR.

A skoro już jesteśmy przy temacie Radia Maryja to warto, jak sądzę, poruszyć
wątek rydzykowego zaangażowania w szkolenie samorządowców w zakresie
wykorzystywania środków unijnych. Zaiste piękna inicjatywa, szkoda tylko, że
w całości finansowana przez spółkę skarbu państwa zarabiającą miliardy na
chęci łatwego wzbogacenia się. Ojciec Rydzyk udowodnił jednak, że nie
koniecznie trzeba legitymować się kuponem z trafnie skreśloną szóstką, aby
wyciągać z niej miliony. Całej sprawie pikanterii dodaje fakt, że Rydzyk
jeszcze w sierpniu 2004r. podczas jednej z serii rozmów
niedokończonych "idiotkami" nazwał "stare babcie", które "dla wnuczków"
głosowały za wstąpieniem Polski do UE, albowiem za sprawą błędnej
decyzji "wnuczom powodzi się na dworcach". Jak widać tak bezceremonialna
krytyka samego faktu istnienia Unii Europejskiej nie przeszkadza
redemptoryście na wysysanie z niej szmalu. Ciekawostką jest też, iż funkcję
prezesa Totalizatora pełni były działacz PZPR i zagorzały wróg "czarnych".
Jak widać ojciec Rydzyk uznał, że cel polityczny i finansowy uświęca środki.
Szkoda, że w całej tej sprawie los funduszy europejskich i stopnia ich
wykorzystania jest sprawą w najlepszym razie drugorzędną.

Do śmiechu doprowadza też rozpaczliwe lawirowane "człowieka z
gasbetonu", "dwumetrowego bicza na pedałów, cyklistów i komuchów" Romana
Giertycha, który sam do końca nie wie, za co ma nie lubić PiS-u, wie za to,
że musi go nie lubić, bo inaczej jego formacja zdechnie śmiercią nagłą.
Udzielić wotum zaufania musiał, bo Rydzyk w przeciwnym razie zjadłby go z
kopytami (nomen omen), a perspektywa kolejnych wyborów stawiała istnienie
jego partii pod dużym znakiem zapytania. Po udzieleniu poparcia Romcio
przyjął taktykę Samoobrony: powolnego, acz konsekwentnego i nagłaśnianego
wycofywania się raczkiem. W przekonaniu Wodzuchny miało to doprowadzić do
przyrostu mikrej popularności i odciągnięcia znacznej części elektoratu PiS.
Jakie są efekty każdy widzi. Stawanie murem za nierealnymi, absurdalnymi i
niemożliwymi do sfinansowania ustawami; zmiana straszaka z Unii Europejskiej
(ledwie tolerowanej), z powrotem na prywatyzację; pomruki nienawiści i
wzburzenia, gdy Marszałek Sejmu życzył obywatelom polskim pochodzenia
żydowskiego wesołych świąt Chanuka. Marsowi, ścięci na jeżyka chłopcy Romana
zawojowali Wiejską w niezgorszym stylu niźli pretorianie Leppera. Jedno i
drugie zaś to genetycznie wybrakowane pospólstwo.

I to między innymi z powodu ekspansji pospólstwa na wszystkich frontach
ludzkiej aktywności jestem gorącym zwolennikiem ideologii
NIEsolidarnej, NIEnacjonalistycznej i NIEnarodowej. Jeśli chcemy, aby Polska
była potężnym krajem musimy zmienić społeczeństwo. Jedyną do tego drogą jest
likwidacja genetycznych pozostałości po PRL. Innego wyjścia po prostu nie ma.
Lekarstwem na wszystkie polskie problemy jest globalizacja, cechująca się
bezlitosną walką konkurencyjną, indywidualizmem i tolerancją dla inności.
Tylko tym sposobem uda się Polakom wyjść na ludzi. Wszystko inne to półśrodki
i kłamstwo. Istota ludzka w obecnym kształcie biologicznym nie powinna
tworzyć bytów narodowych, bo będzie się to nieuchornnie i niezmiennie
kończyło wojnami, które przy dzisiejszych środkach technicznych mogą
poskutkować zagładą ludzkości.

Dlatego po raz kolejny powtórzę moje hasło : jeśli musicie coś zniszczyć, to
niszczcie tych, którzy zagrażają rozwojowi, a nie tych, którzy się od was
różnią.
Obserwuj wątek
    • abram777 A może: tak, tak, tak, a raczej he, he, he 28.12.05, 08:53
      dratevka napisał:

      > I to między innymi z powodu ekspansji pospólstwa na wszystkich frontach
      > ludzkiej aktywności jestem gorącym zwolennikiem ideologii
      > NIEsolidarnej, NIEnacjonalistycznej i NIEnarodowej. Jeśli chcemy, aby Polska
      > była potężnym krajem musimy zmienić społeczeństwo.

      Czytając ten tekst przypomniał mi się pewien film, który oglądałem jeszcze za czasów PRL. Chłop postanowił odwiedzić córkę, która mieszkała z mężem w Warszawie. Zawsze córka opowiadała, jak to ciężko żyje się w mieście, więc załadował parę parę worków ziemniaków i pojechał w odwiedziny. Wszedł do bloku i zapukał do drzwi. Otworzyli jacyś ludzie, którzy ze zdziwieniem przyglądali się pooranej bruzdami twarzy chłopa oraz jego zniszczonemu odzieniu. Z głębi mieszkania wyjrzała zmieszana córka, a za nią zięć. - A to pan z ziemniakami, proszę je zanieść do piwnicy - powiedziała i szybko zamknęła drzwi od pokoju, aby odseparować ważnych gości od ojca.

      Przypomniała mi się również pewna historia o pewnym bohaterskim Szewczyku, smoku i owcy, napisana pięknym polskim językiem. Piękna to historia, mądra i z morałem. Gdyby tylko nie to, że w nazwisku głównego bohatera znajdowała się zwykła litera "w", taka pospolita, wyświechtana, prostacka litera "w"! Jakże inaczej wygląda przy niej litera "v". Litera "v" w nazwisku nobilituje i daje szansę wyniesienia na szczyty, daje szansę sięgnięcia elit! Precz z pospólstwem! Wymienić naród! Niech żyją elity! Jakie to wszystko proste... he, he, he. Takie właśnie mamy elity... he, he, he.
    • klip-klap jesy floresy 28.12.05, 20:18
      Może nowy rok
      > przyniesie przełom w rozmowach z USA i administracja idioty Busza sypnie
      > groszem przynajmniej na skromną modernizację naszej skromnej armii? Warto
      > czekać i kciuki zaciskać.

      Po co ? Skoro Polacy i tak zostaja w Iraku. Nie ma nic na pismie i nie
      spodziewalbym sie zmiany polityki USA skoro kolejny rzad okazuje sie programowo
      proamerykanski.

      Tym bardziej, że jak się niedawno okazało, polski
      > rząd, ledwo dorwawszy się do władzy, już ogłosił pierwszy "spektakularny
      > sukces" w postaci ostatecznego zaakceptowania przez państwa Unii budżetu w
      > wersji ciut gorszej od luksemburskiej, która notabene była rok temu
      > krytykowana w czambuł przez tych samych ludzi, którzy kilka dni wstecz, w
      > błyskach fleszy, zroszeni potem i francuskim szampanem, rozprawiali o
      > bezprecedensowym sukcesie rządu i dyplomacji.

      To tez utrzymanie istniejacego trendu (te "sukcesy" Millera w Kopenhadze), tym
      razem stosunkow z UE. Z perspektywy kilku lat Polska zostala zwyczajnie nabita w
      butelke. Sam nie wiem czy to dobrze, ze pieniazki sie zmniejszaja, przychylam
      sie ku opinii, ze raczej dobrze. Z dotrzymywaniem obietnic czy nawet umow to
      niewiele ma oczywiscie wspolnego.

      podejmowaniu
      > działań zmierzających do ochrony zasad etyki dziennikarskiej". O etyce rzecz
      > jasna decydować będą "zaufani ludzie".

      Nie wiem jak to wyglada w szczegolach, ale np. pomysl karania za dziennikarskie
      klamstwa mi sie podoba. Wole go w wersji JKM-owskiej, to znaczy w mozliwosci
      zaskarzenia klamliwego tekstu przez czytelnika/ogladacza. Bylby to interesujacy
      eksperyment.

      Całej sprawie pikanterii dodaje fakt, że Rydzyk
      > jeszcze w sierpniu 2004r. podczas jednej z serii rozmów
      > niedokończonych "idiotkami" nazwał "stare babcie", które "dla wnuczków"
      > głosowały za wstąpieniem Polski do UE, albowiem za sprawą błędnej
      > decyzji "wnuczom powodzi się na dworcach". Jak widać tak bezceremonialna
      > krytyka samego faktu istnienia Unii Europejskiej nie przeszkadza
      > redemptoryście na wysysanie z niej szmalu.

      Rydzyka spacyfikowali przed referendum, w pewnym momencie sie po prostu zamknal
      i przestal narzekac na UE. Skoro szmal w UE jest to niech wysysa, w koncu nie
      mozna nikogo dyskryminowac wink.

      >
      > Do śmiechu doprowadza też rozpaczliwe lawirowane "człowieka z
      > gasbetonu", "dwumetrowego bicza na pedałów, cyklistów i komuchów" Romana
      > Giertycha, który sam do końca nie wie, za co ma nie lubić PiS-u, wie za to,
      > że musi go nie lubić, bo inaczej jego formacja zdechnie śmiercią nagłą.

      Dobrze ujete, wyglada na to, ze Giertych sie konczy.


      > I to między innymi z powodu ekspansji pospólstwa na wszystkich frontach
      > ludzkiej aktywności jestem gorącym zwolennikiem ideologii
      > NIEsolidarnej, NIEnacjonalistycznej i NIEnarodowej. Jeśli chcemy, aby Polska
      > była potężnym krajem musimy zmienić społeczeństwo. Jedyną do tego drogą jest
      > likwidacja genetycznych pozostałości po PRL. Innego wyjścia po prostu nie ma.
      > Lekarstwem na wszystkie polskie problemy jest globalizacja, cechująca się
      > bezlitosną walką konkurencyjną, indywidualizmem i tolerancją dla inności.

      Popieram glonbalizacje konkurencyjna, niesolidarna, jako ideal. Natomiast nie
      widze zwiazku z nacjonalizmem i antypatriotyzmem. Co do nacjonalizmu, to wznaja
      go obecnie tylko jakies skrajne ugrupowania. Nie mozemy tez udawac, ze interesy
      narodowe nie istnieja, to naiwnosc. W zasadzie np. walka systemami podatkowymi
      to tez konkurencja, niestety po wejsciu do "solidarnej" UE tlumiona. Masz tu od
      razu przyklad jak oficjalny, zinstytucjonalizowany, ideologiczny
      "nienacjonalizm", "niepatriotyzm" jest w istocie hamulcem konkurencji.

      Istota ludzka w obecnym kształcie biologicznym nie powinna
      > tworzyć bytów narodowych, bo będzie się to nieuchornnie i niezmiennie
      > kończyło wojnami, które przy dzisiejszych środkach technicznych mogą
      > poskutkować zagładą ludzkości.

      Proponujesz sztuczna oficjalna polityczna poprawnosc? Przeciez podskornie
      pozostanie rasizm i tlumione emocje. Pachnie to inzynieria spoleczna.

      >
      > Dlatego po raz kolejny powtórzę moje hasło : jeśli musicie coś zniszczyć, to
      > niszczcie tych, którzy zagrażają rozwojowi, a nie tych, którzy się od was
      > różnią.

      Widze tu pewna sprzecznosc, to znaczy z jednej strony chwalisz roznorodnosc, z
      drugiej krytykujesz roznorodnosc narodowa. Dla kogo wiec ta tolerancja ?
      • exerik Re: jesy floresy 29.12.05, 13:52
        klip-klap napisał:

        > walka systemami podatkowymi
        > to tez konkurencja, niestety po wejsciu do "solidarnej" UE tlumiona. Masz tu
        > od
        > razu przyklad jak oficjalny, zinstytucjonalizowany, ideologiczny
        > "nienacjonalizm", "niepatriotyzm" jest w istocie hamulcem konkurencji


        Konkurencja wewnątrzeuropejska nie działa, bo istnieje zbyt duża dysproporcja
        pomiędzy poszczególnymi członkami UE. Podmioty silniejsze bez problemu
        ubezwłasnowolniają podmioty słabsze, narzucając im socjalistyczne rozwiązania
        podatkowe. Natomiast harmonizacja systemów podatkowych państw UE wzmocniłaby
        poczucie europejskiej tożsamości, a co za tym idzie w dłuższym okresie czasu
        wymusiłaby rozpoczęcie podatkowej konkurencji z USA i resztą świata.

        • klip-klap taki moloch 31.12.05, 12:11
          > Konkurencja wewnątrzeuropejska nie działa, bo istnieje zbyt duża dysproporcja
          > pomiędzy poszczególnymi członkami UE. Podmioty silniejsze bez problemu
          > ubezwłasnowolniają podmioty słabsze, narzucając im socjalistyczne rozwiązania
          > podatkowe.

          Taki byl cel przyjecia nowych panstw UE.

          Natomiast harmonizacja systemów podatkowych państw UE wzmocniłaby
          > poczucie europejskiej tożsamości, a co za tym idzie w dłuższym okresie czasu
          > wymusiłaby rozpoczęcie podatkowej konkurencji z USA i resztą świata.

          Watpie w takie rozwiazanie. Sharmonizowana podatkowo UE dazylaby do
          "spolecznych" celow, a nie do konkurencji podatkami. Najpierw wspolne bylyby
          podatki, pozniej zwiekszalaby sie rola budzetu unijnego a wiec przesuwanie
          pieniedzy od jednych do drugich za posrednictwem uniobiurokracji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka