Dodaj do ulubionych

Polska i Polacy ,niewygodnym swiadkiem

IP: *.dsl.bell.ca 05.01.11, 00:37


Fragmentem ksiazki "Zycie codzienne warszawskiego getta" autorstwa Tadeusza Bednarczyka. Autor (plk.
WP) od stycznia 1940 r. kierowal Wydzialem ds. Mniejszosci Narodowych i Pomocy Zydom przy K.G.
Organizacji Wojskowej. Byl inicjatorem pierwszych zbrojnych grup w getcie warszawskim, osobiscie
przyczynil sie do powstania Zydowskiego Zwiazku Wojskowego zwalczajacego siatki konfidentow i
nazistowskich kolaborantow. W getcie po raz ostatni przebywal noca z 30 kwietnia na 1 maja
dostarczajac amunicje walczacym powstancom:


(...) Od wiosny 1942 r. kontaktowalem sie blizej z sekcja wywiadu ZZW (Zydowski Zwiazek Wojskowy -
podziemna organizacja zydowskiego ruchu oporu - dop. red.). stad moja dobra znajomosc tego
zagadnienia. Policja zydowska i Zarzad Gminy, zasluzyli sobie na miano zdrajcow. Nikt i nic ich nie
moze obronic ani wytlumaczyc ich postepowania. Istnialo ponadto szereg zydowskich placowek
gestapowskich, podleglych bezposrednio kierownikowi referatu zydowskiego w gestapo - Karlowi
Brandtowi, miescily sie one m.in. przy ul. Leszno 13 i Leszno 14. Sprawy te byly juz czesciowo
omawiane w roznych pracach wydanych przez ZIH (Zydowski Instytut Historyczny) choc np. as "13" i
"Zagwi" kpt. Dawid Sternfeld nie doczekal sie jeszcze miejsca w pisanej historii. Bardzo malo
napisano dotychczas o kierownictwie zydowskich "szopow", czy o kierownikach roznych oddzialow w
"szopach" niemieckich. Nikt dotad prawie nie wspomnial o takim - zdawaloby sie - niewiarygodnym
fakcie, ze dzialala wewnatrz getta dosc duza grupa zydowskich szmalcownikow. Czyhali oni na Polakow
nielegalnie przedostajacych sie z pomoca do getta, aby wymusic od nich okup. Tymi szmalcownikami
byli glownie zydowscy szmuglerzy, wsrod ktorych dominowali tragarze, oraz - dzialajacy z nimi w
zmowie - niektorzy zydowscy policjanci.

Obstawiali oni gmachy Sadow, mury i rozne przejscia do getta. Zdarzaly sie wypadki wydawania tych
Polakow Niemcom, gdy nie mieli sie oni czym wykupic. Np. Jan Nowakowski szmuglujacy do getta na
polecenie ojca prase PPR (Polskiej Partii Robotniczej), zywnosc, czasem amunicje, zostal zlapany
przez policje zydowska i wydany Niemcom. Bylo to na poczatku kwietnia 1943 roku. Zandarm Niemiecki
widzac, ze jest to 14 letnie dziecko ulitowal sie, skrzyczal go i kopniakiem wyrzucil za brame.
Prawie nic nie wiadomo do dzis o "Zagwi", za wyjatkiem tego, ze istniala i ze kilku zdrajcow
zastrzelono. Na tych kartach autor ograniczy sie jedynie do opisu walki z "Zagwia" i z
kolaborantami, prowadzonej przez ZZW przy udziale oficerow OW-KB. Szczegoly tych wydarzen sa
dotychczas nieznane zupelnie (jest haslo w wielkiej encyklopedii).

Kolaboracja i zdrada wsrod Zydow, przybrala wieksze rozmiary z chwila zamkniecia getta i powolania
do zycia zydowskiej policji porzadkowej. Na o wiele wyzszym szczeblu zdrady wlasnego narodu, stali
zydowscy agenci gestapo, jedna ich siedziba znajdowala sie przy Leszno 14, gdzie szefami byli Kohn i
Heller (zausznicy Karla Brandta) a druga przy Leszno 13. Ta druga placowka dowodzil Gancweich i kpt.
Dawid Sternfeld. Leszno 14 zakamuflowane bylo jako przedsiebiorstwo przemyslowe m.in. ich byly
tramwaje konne zwane konhellerkami, zas Leszno 13 jako placowka policji przemyslowej wystepujacej
pod roznymi nazwami np. Urzad do Walki z Lichwa i Spekulacja, albo Urzad Kontroli Miar i Wag,
Oddzial Rzemiosla i Handlu, Biuro Kontroli Plakatow, Oddzial Pracy Przymusowej a nawet Pogotowie
Ratunkowe i inne. Wedlug naszej obserwacji, specjalnie ozywiona, szeroka i szkodliwa dzialalnosc
prowadzila ta ostatnia, zwana popularnie "trzynastka". Sposrod specjalnie dobranego elementu z
"trzynastki", i osobistych agentow Brandta, powstala w koncu 1940 roku organizacja "Zagiew".
Organizacja ta dostala zadanie penetrowania wszystkich przejawow zycia w getcie, z agendami gminy
wlacznie. Miala obserwowac szczegolnie akcje zorganizowanego szmuglu, by w ten sposob rozpoznac
zrodla polskiej pomocy dla getta i ta droga dojsc do organizacji konspiracyjnych, wspierajacych
getto. Autor byl bodajze pierwszym, ktory zwrocil uwage na dzialalnosc Sternfelda i "Zagwi". (...)

(...) Zauwazylismy, ze "Zagiew" prowadzi rowniez przemyt zywnosci, a wlasciwie tylko go udaje, przy
przerzucaniu bowiem ich transportow, zawsze widzialo sie w poblizu policje granatowa lub nawet
patrol zandarmerii dla asekuracji, chcieli zatem wobec Zydow grac role grupy o charakterze
przemytniczo-konspiracyjnym. Pozyskawszy ta droga zaufanie niektorych naiwnych ludzi, usilowali
montowac rzekomo jakas organizacje wojskowa. Zdradzily ich jednak kontakty ze Sternfeldem i z jednym
z jego oficerow w stopniu podporucznika. Zdolali poczatkowo wciagnac do tej organizacji
kilkudziesieciu mlodych ludzi. Tych nowo zwerbowanych ZZW uprzedzal o prawdziwych celach "Zagwi" i
duzo uczciwych - zdolano z niej wycofac. Ci , co pozostali na sluzbie - pomimo ostrzezen - poniesli
zasluzona kare. A "Zagiew" ilosciowo rosla, dawala korzysci materialne.

Pierwsze uderzenie w "Zagiew" odbylo sie na przelomie 1940/41 roku. Po zastrzeleniu, badz zabiciu
nozem kilku jej czlonkow, organizacja rozleciala sie i przestala przejawiac swa dzialalnosc. Drugi
rzut "Zagwi", przystapil jednak do pracy wiosna 1941 roku, bowiem Niemcy zadali istnienia tej
organizacji. Po rozpoznaniu ich dzialalnosci, ZZW i kilku oficerow OW-KB przystapilo w drugiej
polowie 1941 roku do ponownego uderzenia, czesciowo tylko skutecznego. Pojedynczych gorliwych
zagwistow zlikwidowano w miedzyczasie. W maju 1942 roku autor otrzymal rozkaz z Komendy Glownej
wlaczenia sie do koncowego etapu akcji likwidacyjnej "Zagwi", do pracy wywiadowczej wewnatrz getta.
Praca "Zagwi" przybrala wtedy bowiem dosc niebezpieczne rozmiary. Wpadlo wowczas i zostalo
aresztowanych kilku szeregowych czlonkow ZZW. Widac bylo, ze zagwisci wesza coraz skuteczniej. Wpadl
w koncu - pozna wiosna 1942 roku - Kosieradzki, a z nim podreczny magazyn broni.

Azeby nie demaskowac sie w oczach getta kontaktami z "trzynastka" lub Befehlstelle Karla Brandta
(Zelazna 103), "Zagiew" udoskonalila metody swej pracy. Agenci "Zagwi" zaczeli przekazywac meldunki
i donosy swym mocodawcom nie w getcie, a w kilku punktach rozrzuconych w Warszawie. Znajdowaly sie
one miedzy innymi na Poczcie Glownej, w kawiarni Rival (Plac na Rozdrozu, w poblizu Al. Szucha),
oraz w sklepie z tekstyliami, mieszczacym sie przy ul. Mazowieckiej 7, na I pietrze od frontu.
Zydowscy agenci gestapo chodzili do pracy na tzw. placowki i w drodze powrotnej do getta skladali
tam swoje meldunki. Wielu z nich mialo nawet specjalne przepustki, uprawniajace do swobodnego
poruszania sie po terenie calej Generalnej Guberni, gdyz jako fachowcy byli uzywani do prac takze w
innych miastach, np. niejaki Meryn z Sosnowca czy Grajer byly fryzjer i restaurator z Lublina, znany
zausznik Hoeflego, sciagniety przez niego do Warszawy w lipcu 1942 roku. Mieli oni wydane przez
gestapo pozwolenia na bron, w okladkach koloru pasowego oraz pistolety sluzbowe, co zostalo
stwierdzone juz w koncu 1940 roku, przy likwidacji pierwszego rzutu "Zagwi". Likwidacja drugiego
rzutu trwala caly rok i chociaz przynosila raz wieksze, raz mniejsze efekty, to jednak nie zostala
zakonczono. Likwidacje trzeciego rzutu przerwala latem 1942 roku wielka akcja likwidacyjna Hoeflego
(22.07 do 13.09.1942)

Za okres likwidacji czwartego rzutu "Zagwi" nalezy przyjac czas od wrzesnia 1942 do kwietnia 1943.
Niedobitki "Zagwi" trudniace sie szmalcownictwem, byly likwidowane przez OW-KB nawet w czasie
Powstania Warszawskiego, jak np. Bursztyn-Wisniewski, dyrektor szopu Hoffmana. Wypada dodac, ze w
tym okresie okolo 300 zagwistow i agentow gestapo mieszkalo stale na terenie budynku gestapo w al.
Szucha 11, skad wychodzili "do pracy" w Warszawie, badz na wyjazdy terenowe, gdzie pod szyldem
przesladowanych Zydow wslizgiwali sie do oddzialow partyzanckich dl
Obserwuj wątek
    • Gość: Polak z Kresow Re: Polska i Polacy ,niewygodnym swiadkiem IP: *.dsl.bell.ca 05.01.11, 00:39


      Za okres likwidacji czwartego rzutu "Zagwi" nalezy przyjac czas od wrzesnia 1942 do kwietnia 1943.
      Niedobitki "Zagwi" trudniace sie szmalcownictwem, byly likwidowane przez OW-KB nawet w czasie
      Powstania Warszawskiego, jak np. Bursztyn-Wisniewski, dyrektor szopu Hoffmana. Wypada dodac, ze w
      tym okresie okolo 300 zagwistow i agentow gestapo mieszkalo stale na terenie budynku gestapo w al.
      Szucha 11, skad wychodzili "do pracy" w Warszawie, badz na wyjazdy terenowe, gdzie pod szyldem
      przesladowanych Zydow wslizgiwali sie do oddzialow partyzanckich dla ich rozpoznawania i wydawania;
      specjalizowali sie oni w tropieniu Zydow w aryjskiej czesci Warszawy. Dostep do nich i ich
      likwidacja byly bardzo trudne. (...)

      (...) Wykonywanie wyrokow odbywalo sie na podstawie materialu dowodowego, zebranego przez sekcje
      sledcza i dostarczanego sadowi ZZW. Sad ZZW skladal sie z wybitnych prawnikow, byl calkowicie
      niezawisly i samodzielny w ramach narodowej odrebnosci. W ten sposob Zydzi samodzielnie, we wlasnym
      zakresie walczyli o morale getta i usuwali zlo. Jesli zapadl wyrok smierci, podlegal on jednak
      zatwierdzeniu przez komendanta ZZW i dopiero wowczas mogl byc wykonany. (...)

      (...) Chociaz akcje ZZW i ZOB (Zydowskiej Organizacji Bojowej) mobilizowaly ludzi zdrowych moralnie,
      to jednak nie przelamaly otepienia i zastraszenia ogolu spolecznosci getta. Bazujac na takiej
      postawie Zydow "Zagiew", nie zostala - niestety - rozbita doszczetnie. Wszelkiego rodzaju uderzenia
      ZZW w te organizacje mialy szczegolne nasilenie po akcji styczniowej 1943 roku i trwaly az do samego
      powstania w getcie. W czasie powstania udalo sie zolnierzom ZZW i ZOB dopasc i zlikwidowac jeszcze
      kilku zdrajcow, lecz duzo ich zostalo, czego dowodem m.in. byly wydane Niemcom bunkry bojowcow, w
      tym i Anielewicza, co potwierdzili mi sami Zydzi. "Praca" ocalalych zagwistow nie skonczyla sie z
      upadkiem powstania. Byli oni Niemcom nadal potrzebni. Tym razem do pomocy w wylapywaniu Zydow
      ukrywajacych sie nie tylko w Warszawie, ale i w calej Generalnej Guberni. Zagwisci byli tez
      wykorzystywani przez gestapo, jako prowokatorzy, wdzierajacy sie podstepnie w szeregi polskich
      organizacji podziemnych. To wlasnie m.in. zagwisci i inni zydowscy szmalcownicy i zdrajcy, byli
      winni wiekszosci smierci ukrywajacych sie Zydow, a tym samym winni byli smierci ukrywajacych ich
      Polakow.

      Dni 21 lutego 1943 roku wykonano na kilku zydowskich gestapowcach wyroki smierci, na Leonie
      Skosowskim ("Lolek" - zostal wtedy ranny), Pawle Wlodowskim, Areku Weintraubie, Chaimie Mangelu i
      Lidii Radziejowskiej. Dni 28 kwietnia 1943 roku na ul. Warminskiej zlikwidowano Luftiga - Zyda,
      agenta gestapo, ktory pracowal jako tlumacz w warsztacie kolejowym na Pradze.

      Powszechnie znana afera Hotelu Polskiego (VII.1943), tez jest dzielem zydowskich zdrajcow (glowny
      agent - naganiacz Leon Skosowski i Adam Zurawin - zyje w USA). Wpajali oni w swych wspolwyznawcow
      przekonanie o specjalnym propagandowym, wypuszczeniu ich do krajow neutralnych. Dzialali na
      polecenie gestapo - Hahna i Brandta - sciagneli okolo 2000 bogatych Zydow majacych za ogromne
      pieniadze kupic paszporty zagraniczne. Niemcy ich ograbili i pomordowali (czesc wyslali do obozow),
      nielicznych wypuscili, w tym kilkudziesieciu swoich agentow dla dzialan propagandowych na rzecz
      Niemiec - patrz C. Arch. Sygn. 202/XV-2, tom 2, k.158, przechodzili ci Zydzi przez luksusowy oboz w
      Bergen Belsen i Vittel we Francji, oczekujac na wymiane za towary z USA, byli internowani, ocaleli
      (a rzad polski na emigracji posylal im pomoc!!)

      Ilosc Zydow - agentow gestapo byla tak duza, ze dzialalnosc ich zaczela obejmowac nie tylko
      dzielnice aryjska Warszawy, ale i cala Generalna Gubernie. Stali sie oni szczegolnie niebezpieczni
      przez perfidne przybieranie maski ludzi przesladowanych i szukajacych pomocy u Polakow. Zdrajcy ci,
      szybko zaczeli zapelniac listy zdemaskowanych agentow gestapo, zestawiane przez Armie Krajowa i inne
      polskie organizacje. Wyroki na nich zaczely sie sypac na terenie calej Generalnej Guberni.

      Wiadomo nam bylo o dzialaniu zdrajcow we wszystkich skupiskach zydowskich. Np. w Krakowie dzialali
      dwaj znani agenci gestapo - Zydzi - Zeligner i Forster. Forster zdolal nawet zmontowac szeroko
      rozgaleziona siatke konfidentow.

      Po likwidacji getta krakowskiego (23 marca 1943) pojawily sie jesienia 1943 roku w Krakowie, dwie
      zorganizowane grupy gestapo, rekrutujace sie z Zydow. Specjalizowaly sie one w wykrywaniu
      ukrywajacych sie Zydow w tzw. aryjskiej czesci miasta. Pierwsza taka zbrodnicza grupe stanowili:
      Diamand, Julek Appel, Natan Weissman i Stefania Brandstatter-Poklewska, a druga: Forster, Marta
      Purec-Porzecka, Rosen, Goldberg, Loeffler, Kleinberger, Kerner, Pacanower, Rotkopf, Taubman,
      Weininger i wielu innych. Wiekszosc z nich - jako w koncu bezuzytecznych - zlikwidowalo gestapo.

      W koncu sami Niemcy mieli ich dosc i 24.05.1942 roku urzadzili nocna rzez kierownictwu "13".
      Szefowie Gancweich i Sternfeld uratowali sie ucieczka, ale zabici zostali ich najblizsi
      wspolpracownicy: Lewin, Mendel, Gurwicz, kuzyn Gancweicha Szymonowicz. Po tym sprawa przycichla i
      zydowska policja nadal pelnila zdrajca sluzbe. Dotarcie do takich z wyrokiem bylo bardzo trudne,
      dlatego przewaznie dozyli do 1943 roku. Mniej wazni zdrajcy szybciej doczekiwali sie kary. Np. byly
      bokserski mistrz Polski Rotholc - popularny "Szapsio" tak dokuczyl ludziom swa palka policjanta, ze
      na prosbe samych Zydow dostal kare ciezkiej chlosty, ktora egzekwowal na nim czlonek mojego oddzialu
      Teodor Niewiadomski. W zestawieniu z nim, biedacy idacy podczas akcji Hoeflego dobrowolnie na
      smierc, tez dla mirazu chwilowego szczescia, tylko w postaci bochenka chleba i kilograma marmolady,
      stanowili razem obraz z najkoszmarniejszych snow. (...)

      (...) Pora na wstep zbilansowac ilosc zdrajcow z getta warszawskiego. Bylo ich ca 10 000 osob. Z
      tego w policji bylo (rotacyjnie) ca 2500. Specjalnych agentow Gestapo i "Zagwi" bylo ponad 1000
      osob. W kolaboracyjnej Gminie Zydowskiej bylo ponad 6000 osob; z tego za szczegolnie zdrajczych,
      bioracych udzial w specjalnym wyzysku i ekonomicznym wyniszczeniu narodu, w wyniszczaniu
      przesiedlencow i skazywaniu ich na smierc glodowa uwazano co najmniej 2500 osob. Te 10 000 stanowilo
      w 1940/41 ca 2% ogolu spolecznosci getta; zas w skali krajowej dochodzilo do tego dziesiatki tysiecy
      ludzi, gdyz byli oni w kazdym getcie. Wywodzili sie oni ze sfer zamoznych, plutokracji,
      inteligencji, duzo pracownikow policji. Im mniejsze getto tym procent zdrajcow wiekszy. Nie ma
      moznosci ustalenia ich liczby, skoro sami Zydzi i ZIH ich ukrywaja, skoro Kneset w 1950 roku
      uchwalil nie pociaganie ich do odpowiedzialnosci karnej. To jest niemoralne! (...)
      • Gość: Polak z Kresow Re: Polska i Polacy ,niewygodnym swiadkiem IP: *.dsl.bell.ca 05.01.11, 00:46

        Wydawali na śmierć rodziców
        Nader bezwzględne świadectwo na temat poczynań żydowskiej policji w Warszawie dostarczył Baruch Goldstein, przed wojną współorganizator bojówek Bundu. Wspominając lata wojny, Goldstein pisał bez ogródek: "Z poczuciem bólu i wstrętu wspominam żydowską policję, tę hańbę dla pół miliona nieszczęśliwych Żydów w warszawskim getcie (...). Żydowska policja, kierowana przez ludzi z SS i żandarmów, spadała na getto jak banda dzikich zwierząt [podkr. J.R.N.]. Każdego dnia, by uratować własną skórę, każdy policjant żydowski przyprowadzał siedem osób, by je poświęcić na ołtarzu eksterminacji. Przyprowadzał ze sobą kogokolwiek mógł schwytać - przyjaciół, krewnych, nawet członków najbliższej rodziny. Byli policjanci, którzy ofiarowywali swych własnych wiekowych rodziców z usprawiedliwieniem, że ci i tak szybko umrą" [podkr. J.R.N.] (Por. B. Goldstein: "The Star Bear Witness", New York 1949, s. 66, 106, 129). Klara Mirska, Żydówka, która opuściła Polskę w 1968 roku, nie miała w swych wspomnieniach dość złych słów dla odmalowania niegodziwości niektórych przedstawicieli środowisk żydowskich w czasie wojny. Opisała np. następującą historię: "Syn przewodniczącego Judenratu jednego z gett został skazany przez Niemców na śmierć. Przyprowadził go na egzekucję jego ojciec. On miał go powiesić w ciągu kilku minut. Gdyby tego nie uczynił, miał sam zostać powieszony. Taki niesamowity żart wymyślili Niemcy. Ojciec, któremu chęć pozostania przy życiu przysłoniła wszelkie uczucia miłości rodzicielskiej, zaczął poganiać syna. Czynił to na oczach rozbawionych Niemców i stojących w milczeniu przy tej scenie Żydów: 'No, prędko rozbieraj buty! No, pośpiesz się, i tak ci nic nie pomoże'" (Wg K. Mirska: "W cieniu wielkiego strachu", Paryż 1980, s. 447). W sierpniu 1942 r. żydowski policjant Calel Perechodnik w getcie w Otwocku wyciągnął z bezpiecznej kryjówki swoją żonę i córeczkę i odprowadził je do transportu śmierci.
        Czemu o takich przypadkach zezwierzęcenia niektórych Żydów nie informuje Amerykanów Gross, tak gorliwie rozpisujący się na temat sadyzmu Polaków? Warto przytoczyć, co ten sam Perechodnik, skądinąd nienawidzący bez reszty Polaków, wypisywał na temat swych własnych kolegów z żydowskiej policji: "Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla policjantów żydowskich w Warszawie (...). Skamieniały im serca, obce stały się wszelkie ludzkie uczucia. Łapali ludzi, na rękach znosili z mieszkań niemowlęta, przy okazji rabowali. Nic też dziwnego, że Żydzi nienawidzili swojej policji bardziej niż Niemców, bardziej niż Ukraińców" (C. Perechodnik: "Czy ja jestem mordercą?", Warszawa 1993, s. 112-113). Nader bezwzględny jest osąd Judenratu i żydowskiej policji, zawarty w dzienniku byłego dyrektora szkoły hebrajskiej w Warszawie Chaima A. Kaplana. W swym dzienniku Kaplan nazwał wprost Judenraty "hańbą społeczności warszawskiej".
        Wielokrotnie piętnował zbrodniczą działalność żydowskiej policji, pisząc m.in.: "Żydowska policja, której okrucieństwo jest nie mniejsze od nazistów, dostarczała do punktu przenosin na ulicy Stawki więcej [osób - przyp. J.R.N.] niż było w normie, do której zobowiązała się Rada Żydowska (...). Naziści są zadowoleni, że eksterminacja Żydów jest realizowana z całą niezbędną efektywnością. Czyn ten jest dokonywany przez żydowskich siepaczy (Jewish slaughterers) (...). To żydowska policja jest najokrutniejszą wobec skazanych (...). Naziści są usatysfakcjonowani robotą żydowskiej policji, tej plagi żydowskiego organizmu (...). Wczoraj, trzeciego sierpnia, oni wyrżnęli ulice Zamenhofa i Pawią (...). SS-owscy mordercy stali na straży, podczas gdy żydowska policja pracowała na dziedzińcach. To była rzeź w odpowiednim stylu - oni nie mieli litości nawet dla dzieci i niemowląt [podkr. J.R.N.]. Wszystkich z nich, bez wyjątku, zabrano do wrót śmierci" (Por. "Scroll of Agony. The Warsaw Diary of Chaim A. Kaplan", New York 1973, s. 384, 386, 389, 399). Na s. 231 swej książki Kaplan cytuje jakże gorzki ówczesny dowcip żydowski. Miał on formę krótkiej modlitwy: "Pozwól nam wpaść w ręce agentów gojów, tylko nie pozwól nam wpaść w ręce żydowskiego agenta"
        J.R. Nowak - "Niewiniątka" z Judenratów..........
        • Gość: the truth Re: Polska i Polacy ,niewygodnym swiadkiem IP: 188.33.47.* 05.01.11, 03:17
          "Czemu o takich przypadkach zezwierzęcenia niektórych Żydów nie informuje Amerykanów Gross, tak gorliwie rozpisujący się na temat sadyzmu Polaków"

          W taki sam sposób jak Gross zgłębia problem polskiego bestialstwa, któryś z polskich historyków pownien zanalizować problem bestialskiego traktowania i wydawania w czasie wojny Zydów przez swoich. A wyniki z wszelkimi szczególami opublikować w prasie międzynarodowej Ależ by się krzyk podniósł dopiero. Cóż - trudno, Żydzi też powinni poznać oczyszczającą prawdę o swojej historii
          • billy.the.kid Re: Polska i Polacy ,niewygodnym swiadkiem 05.01.11, 13:01
            nic nie stoi na przszkodzie coby niejaki polak z kresów poinformował amerykanów o wspomnainych faktach.
            przecież gross to nie omnibus.całej hoistorii nie zapoda amerykanom. zostawia pole do popisu innym ORŁOM.
            • Gość: the truth Re: Polska i Polacy ,niewygodnym swiadkiem IP: 46.113.182.* 05.01.11, 15:23
              billy.the.kid napisał:

              > gross to nie omnibus

              To akurat prawda, sądząc po merytorycznym poziomie tego " dokumentu" ( chociaż jak na socjologa to i tak calkiem nieźle ) Polscy naukowcy - historycy z pewnością zrobią to bardziej fachowo niż Gross
              • billy.the.kid Re: Polska i Polacy ,niewygodnym swiadkiem 05.01.11, 16:03
                nie spieszyłbym sie z zaufaniem do polskich "historyków".
                zadarzało sie że w prach "historycznych" skrobali ze niejaki wałęsa sikał do różnych naczyń liturgicznych.

                zresztą gross nie ma pretensji do bycia hoistorykiem.
                • Gość: the truth Re: Polska i Polacy ,niewygodnym swiadkiem IP: 46.113.182.* 05.01.11, 17:50
                  billy.the.kid napisał: gross nie ma pretensji do bycia hoistorykiem.

                  To raczej widać z jego produkcji, może więc powienien zając się tym, na czym się zna. I nie rościć sobie pretensji do występowania w roli wiarygodnego kronikarza
                  • billy.the.kid Re: Polska i Polacy ,niewygodnym swiadkiem 05.01.11, 19:15
                    napisał,co napisał. kto chce-niech czyta-wierzy, bądź nie.

                    coś jest na rzeczy, skoro wywołał ŚWIETE OBURZENIE "PATRIOTÓW".
                    • Gość: the truth Re: Polska i Polacy ,niewygodnym swiadkiem IP: 46.113.182.* 05.01.11, 20:23
                      Nie widzę, żeby publikacje Grossa zamieszczano w działach " sci-fi', nie zauważyłem też przy nich żadnych ostrzegawczych znaczków ; wręcz przeciwnie, są drukowane w poważnych opiniotwórczych gazetach i omawiane w ogólnopolskich mediach.
                      Dzięki tym manipulacjom esej o kontrowersyjnych wartosciach poznawczych w powszechnej świadomości zaczyna funkcjonować na zasadach prawdy objawionej
                    • Gość: Polak z Kresow Re: Polska i Polacy ,niewygodnym swiadkiem IP: *.dsl.bell.ca 05.01.11, 23:37
                      tobie gdy pluja w twarz ,oblizujesz sie ... masz do tego prawo....
                      Dzieje sie w Ameryce czyli blisko
    • Gość: eres2 Naiwnie oczekujesz polemiki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.11, 21:48
      z wypocinami Bednarczyka, mistrza konfabulacji, płatnego szpicla SB i obsesyjnego antysemity?

      Po zakończeniu działań wojennych Tadeusz Bednarczyk był kierownikiem sanatorium MBP w Kudowie (nawet babcia ustępowa w byle esbeckiej placówce musiała być "swoja") . Od lat 60. współpracował z SB jako kontakt operacyjny "Tadeusz" między innymi przy rozpracowywaniu znanego historyka, dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego Bernarda Ber Marka, a w latach 80. po przystąpieniu do Zjednoczenia Patriotycznego Grunwald w inwigilacji środowiska narodowego. Po 1991 związał się z Samoobroną RP, którą m.in. wspierał w kampanii wyborczej. Był współwydawcą i publicystą Tygodnika Ojczyzna.
      Historycy oskarżają Bednarczyka o pisanie nieprawdy, przypisywanie sobie zasług, oraz poglądy antysemickie. Według niektórych historyków w czasie okupacji Bednarczyk mógł być również agentem gestapo.
      Więcej: pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Bednarczyk

      Sami swoi Tadeusza Bednarczyka:
      Józef Kossecki, autor taktyki zwalczania opozycji za pomocą dezinformacji, szkolił służby specjalne w technikach manipulacji i "wojny informacyjnej". Po 1989 część jego działaczy pozostających aktywnymi politycznie związała się z kilkoma Stronnictwami Narodowymi, „partią X” Stana Tymińskiego (J. Kossecki był przewodniczącym tej partii w latach 1995-99), a później z "Samoobroną". Działali w stowarzyszeniu "Nie dla Unii Europejskiej" oraz w ruchu panslawistycznym (tzw. "moskiewskim" i "smoleńskim"). T. Bednarczyk współpracował z Leszkiem Bublem. Kilku z nich - jak E. Prus, T. Bednarczyk, A.L. Szcześniak stali się ideologami Radia Maryja. Józef Kossecki jest obecnie działaczem Akcji Katolickiej. Część dawnych działaczy ZP "Grunwald" publikowała w "Tygodniku Ojczyzna", "Myśli Polskiej", a obecnie - w "Naszym Dzienniku".
      • Gość: baba Re: Naiwnie oczekujesz polemiki IP: *.acn.waw.pl 06.01.11, 15:16
        No fajnie ,ze zacytowałeś fragmenty życiorysu Bednarka,a gdzie odniesienie do tego co napisał? Czy tych żydowskich organizacji nie było w getcie? I były kryształowo czyste i każdy żydowski policjant za swoich gotów był poświęcić życie?
      • Gość: Polak z Kresow Re: Naiwnie oczekujesz polemiki IP: *.dsl.bell.ca 06.01.11, 15:29

        o tym wszystkim pisza sami zydzi ..o jaka polemike czlowieku ci chodzi ?
        Juz swiadek na procesie Eichmana powiedzial "Gdyby Zydzi nie pomogli Hitlerowi ,ten nigdy by nie wymordowal tyle ludzi! "mowiac to mial namysli bierna postawe Zydow i ich kolaboracje w procesie zaglady.( sprawdz sam i nieograniczaj sie tylko do Wiki.)
    • rydzyk_smigly Tadeusz Bednarczyk, kolaborant, pracownik MBP 07.01.11, 00:08
      moczarowiec. Ikona antysemitów i narodowców.

      Tadeusz Bednarczyk, poborca skarbowy w getcie, szewc aspirujący do roli historyka wniósł największy „wkład” w dyskusję wokół ŻZW. Działania wymienionych w artykule Kledzika (z Rzeczpospolitej www.rzeczpospolita.pl/specjal_040612/specjal_a_10.html ) Iwańskiego (w
      zależności od zeznań - rzekomego twórcy ŻZW) i innych cwaniaków bledną w obliczu dokonań Bednarczyka.
      Pierwsze wypowiedzi Bednarczyka jako świadka i dziejopisa pochodzą z roku 1958. Jawi się w nich jako organizator, koordynator i siła napędowa akcji pomocy Żydom, właściwy twórca ŻZW. Wg jego opisów datująca się od 1939 roku współpraca z ŻZW miała wynikać z rozkazów gen. Sikorskiego i delegata rządu RP. On to organizował spotkania Zofii Leśniowskiej z szefem
      warszawskiego Judenratu, Czerniakowem, on to odpowiadał za sprawy dotyczące getta z ramienia polskiego podziemia, brał udział w pierwszym powstaniu w styczniu 1943. Przedstawiał się jako żołnierz Korpusu Bezpieczeństwa, był członkiem komisji historycznej, organizatorem dostaw do getta broni i uczestnikiem dla niego pomocy.

      W warszawskim IPN zachowało się sporo teczek osobowych Bednarczyka, pierwsza dotyczy jego służby w Ministerstwie Bezp. Publicznego. Wynika z nich, że brał udział w kampanii wrześniowej i w Powstaniu. W okresie okupacji pracował jako poborca w urzędzie skarbowym będąc jednocześnie szewcem.
      Do Korpusu Bezpieczeństwa wstąpił jesienią 1942, pseudonim „Bednarz” otrzymał w czasie Powstania Warszawskiego. W ankiecie dla potrzeb UB pisze m.in. „płk Tarnawy – Petrykowskiego (wg późniejszych relacji szefa KB, którego polecenia względem ŻZW wykonywał) nie znałem i nigdy nie widziałem”. W ankiecie nie ma ani jednego słowa o zaangażowaniu się w sprawy polityczne, wojskowe czy też niesienia pomocy Żydom, co przy staraniach o posadę w MBP powinno być całkowicie zrozumiałe. Z dossier Bednarczyka wynika, że po upadku Powstania znalazł się w Piotrkowie, gdzie podjął pracę jako księgowy i szef referatu żywieniowego w
      zakładach Toebbensa, wcześniej działającego na terenie getta, gdzie, jak wspominałem, był poborcą podatkowym, znienawidzonym przez Zydów, czego ślady sa w dokumentach Ringelbluma.

      Z notatki z marca 1946 dołączonej do akt wynika, że po rozpoczęciu likwidacji getta Bednarczyk otrzymał pożydowskie mieszkanie na ul. Chłodnej wraz meblami. Wg tej notatki widziano go w tym okresie w towarzystwie wyższego dostojnika niemieckiego, który woził Bednarczyka do domu swoim samochodem.
      UB nie zrobiło użytku z tego wątku, choć Bednarczyk został wyrzucony z MBP za „czyny nie licujące z godnością pracownika Ministerstwa Bezp. Publicznego”. Jak wynika z notatki pewnego majora-ubeka, Bednarczyk okazał się sadystą-gwałcicielem. („wydawał polecenia miejscowemu posterunkowi MO karania chłostą Niemek, pracownic sanatorium za nieposłuszeństwo w pracy oraz prowadził nimi stosunki płciowe. Jedną z Niemek, 22-letnią Klarę Rinke kazał 2-krotnie
      chłostać za odmowę spółkowania z nim”.
      22 czerwca 1950 Bednarczyk zeznał UB, że jesienią 1942 nawiązał kontakt z organizacją żydowską z warszawskiego getta w osobie niejakiego Tadeusza Makowera. Za pośrednictwem członka tej organizacji, której nazwy nie zna, przekazał kilka pistoletów zakupionych na pl. Żelaznej Bramy. Zeznał, że do KB wstąpił w 1943 roku, lecz do wybuchu PW nie przejawiał żadnej poważniejszej działalności. W swoich późniejszych publikacjach Bednarczyk uczynił z Makowera
      jednego z czołowych działaczy tworzącego się ŻZW i przesunął kontakty z nim na
      1939.

      W 1962 roku przyjechała do Polski izraelska dziennikarka, poruszona tworzonymi od kilku lat konfabulacjami n/t ŻZW i prowadząca dziennikarskie śledztwo w tej materii. SB obserwując ją, trafiło na Bednarczyka, który 24.10.1962 został pozyskany przez SB jako „kontakt poufny”.
      W raportach do SB żalił się na Lazar, że która rzekomo obiecała mu współwydanie w Izraelu książki o ŻZW a nie wywiązywała się z obietnic. Krótko po nawiązaniu kontaktu SB raportowało „ celowe jest wykorzystanie Bednarczyka do napisania pod naszą kontrolą książki jako przeciwwaga i odprawa na oszczerstwa Urisa z „Exodusu” i „Miła 18”.

      W swej książce mógłby demaskować Marka (szefa Żyd. Inst.Hist.), który przedstawia tendencyjnie sprawy okupacyjne, starannie kryje w swych pracach wszelkich kolaborantów ze środowiska żydowskiego i przemyca tendencje nacjonalistyczne”. Bednarczyk „godzi się to zrobić, jeśli:
      zabezpieczymy mu przyszłość życiową i osobiste bezpieczeństwo, otrzyma od nas pomoc materialną, zapewnimy mu jakąś pracę, w której mógłby zarobić na utrzymanie rodziny.
      (...)mógłby skupić wokół siebie ludzi, którzy nie zgadzają się z teorią lansowaną przez Marka i W. Bartoszewskiego o rzekomej bierności Polaków, współodpowiedzialności za wymordowanie Żydów przez Niemców i skutecznego przeciwstawienia się tym teoriom. (..) ... jest to możliwe przez okazanie mu pomocy materialnej”.

      Bednarczyk obawiał się, że jego teksty nie będą w prasie drukowane, chciał nawet w tej sprawie udać się do Moczara, prosił prowadzącego go ubeka o radę. Czas Bednarczyka nadszedł w 1968 roku, gdzie Iskry wydały jego książkę „Walka i pomoc OW-KB a organizacja ruchu oporu w getcie warszawskim”, choć wedle dokumentów SB, pojawiały się trudności w wydaniem, albowiem ferowane przez Bednarczyka opinie były nazbyt radykalne nawet na tamte czasy i sprawiały niemało kłopotu cenzurze.
      W lutym 1963 SB pisało o Bednarczyku „Na przestrzeni ostatnich lat notuje się wyraźną aktywizację Bednarczyka w tradycyjnych środowiskach sanacyjnych, gdzie występuje jako b. legionista pułkownik. (..) Ogólnie Bednarczyk oceniany jest przez byłych oficerów legionowych i AK jako „szewc”, który przypisuje sobie duży udział w działalności p-ko Niemcom, nie mającej pokrycia w rzeczywistości.
      Bednarczyka w 1970 skreślono z ewidencji SB. Bohater nasz poczuł się opuszczony zdradzony, w 1971 proponował swoje usługi ambasadorowi Iraku, któremu przedstawiał się jako profesor i badacz problemów żydowskich. Wyraził chęć współpracy, pragnął by mu zorganizowano „naukowy objazd” na Bliskim Wschodzie, o czym doniósł ulokowany w ambasadzie irackiej agent SB.
      Koniunktura Bednarczyka przyszła w stanie wojennym - w 1982 Krajowa Agencja Wydawnicza wydała jego autobiograficzno-historyczną książkę, zaś w 1986 stowarzyszenie „Grunwald” wydało spisane jego i jego kolegów przygody w KB.
      Uwieńczeniem kariery tego oszusta, manipulatora i antysemity była książka wydana w 1995 roku w nacjonalistycznym wydawnictwie „Ojczyzna” - „Życie codzienne warszawskiego getta”

      Na podstawie Dariusza Libionki "Apokryfy z historii Żydowskiego Związku Wojskowego i ich autorów"
      www.zagladazydow.org/index.php?show=419
      • rico-chorzow Rydz-Smigły 07.01.11, 03:41
        rydzyk_smigly napisał:

        (...)

        Nie jest pan przypadkiem tym Polakiem,który powiedział w maju/czerwcu 1939:

        - Teraz Niemcy już nie unikną wojny -

        No i Niemcy nie uniknęły wojny:)

      • indeed4 Chaim Rumkowski - kat setek swoich współbraci 07.01.11, 04:35
        z łódzkieggo getta.


        Chaim Mordechaj Rumkowski (ur. 27 lutego 1877 w Ilinie, powiat ostrogski, zm. 1944 w Auschwitz) – przemysłowiec, działacz syjonistyczny, przewodniczący Judenratu w łódzkim getcie, kolaborant pod okupacją hitlerowską, przestępca wojenny.


        Z getta Lichmannstadt przeżyło kilkanaście tysięcy osób – o ileż więcej niż w Warszawie. Zostanie jednak zapamiętane jako miejsce, w którym Chaim Rumkowski po otrzymaniu kolejnego nakazu wywózki mówił do mieszkańców: „Oddajcie mi wasze dzieci”.

        65 lat temu Niemcy dokonali likwidacji Łódzkiego Getta.

        Przed wojną w wielonarodowej Łodzi mieszkało ponad 230 tysięcy Żydów, stanowili więcej niż jedną trzecią ludności miasta. Kiedy wkroczyli Niemcy, wielu, zwłaszcza tych zamożnych, wyjechało, uciekając do Warszawy lub na wschód. Ale większość została. Niemal natychmiast dotknęły ich skierowane przeciwko Żydom niemieckie zarządzenia – nakaz oznakowania żydowskich przedsiębiorstw, grabieże, konfiskata majątków i towarów, zakaz korzystania z parków i miejskiej komunikacji. I także to najboleśniejsze – zamknięcie w getcie.

        Pierwsze pogłoski o planowanej izolacji Żydów rozeszły się jeszcze jesienią 1939 r., do działania Niemcy przystąpili w lutym 1940 r. Getto powstało w najbiedniejszej, północnej dzielnicy miasta – na Bałutach i Starym Mieście. Na obszarze niewiele ponad 4 km kw. zgromadzono ponad 160 tysięcy ludzi. Później getto dodatkowo zmniejszono i przetransportowano tam jeszcze Żydów z Niemiec, Austrii i Czech. Zagęszczenie w 1942 r. sięgnęło ponad 42 tys. osób na kilometr kwadratowy. Wewnątrz getta – jak w innych takich miejscach – głód, choroby, wywózki, rozpacz. Tym, co sprawiło, że było tak inne od np. warszawskiego, był fakt, że funkcjonowało jak gigantyczny zakład produkcyjny.

        Użyteczność miała getto ochronić i udowodnić, że jest Niemcom potrzebne. Jednocześnie jednak każda ze sfer życia była ściśle kontrolowana – żydowskie władze getta, z prezesem Chaimem Rumkowskim na czele, stworzyły dzielnicę zamkniętą na kształt quasi-państwa: miało swoje pieniądze, pocztę i znaczki pocztowe z podobizną Prezesa, prasę, sądy. Były kolonie dla dzieci, przedstawienia, rewie. Wszystko to jednak nie tyle chroniło ludzi, ile ograniczało ich i upokarzało. To „Prezes” – jak o nim mówiono, oraz kierownicy w poszczególnych resortach wydzielali żywność, co w naturalny sposób było źródłem korupcji. Dodatkowe przydziały żywności, sanatoria (tzw. Heimy), mieszkania – wszystko to było udziałem tych, którzy się Prezesowi zasłużyli. Pieniądze gettowe, tzw. rumki, skutecznie zaś uniemożliwiały kupowanie towarów na zewnątrz. Getto było ściśle izolowane, również dlatego, że praktycznie nie posiadało kanalizacji, nie istniało więc takie połączenie ze stroną aryjską jak kanały. Od początku wojny prowadzono też masowe przesiedlenia ludności – Łódź miała być miastem niemieckim, więc przesiedlono tam wielu Niemców z Rzeszy, co spowodowało, że otoczenie getta było niemieckie, a nie polskie. Ucieczka była niemożliwa. Dzielnica zamknięta stała się pułapką o wiele bardziej szczelną niż getto w Warszawie.

        Kto miał władzę, miał życie

        Dziennik prowadzony w getcie przez Jakuba Poznańskiego jest dziwną lekturą. Opisuje getto od jego pierwszych dni aż do samego końca, do wejścia wojsk radzieckich. Tak jak w innych tego typu wspomnieniach głównymi tematami są: żywność, przydziały, głód, strategie przeżycia. Zapiski koncentrują się jednak również na funkcjonowaniu getta i wszelkich osobistych zależnościach – kto z kim, kiedy, komu podpadł, a kto kogo chroni… Tym intrygom, istniejącym zapewne w każdej wielkiej korporacji, Poznański przygląda się z oburzeniem, starając się pozostać poza nimi.
        11 kwietnia 1943 r. Poznański zanotował:

        „Zrobiła się w getcie moda na urządzanie jubileuszów i z tym związane pewnego rodzaju imprezy wokalno-artystyczne. 27 lutego upłynęło dwa lata od dnia założenia resortu papierniczego i chciano ten termin w jakiś sposób uwiecznić. Kierownictwo postanowiło urządzić wystawę wyrobów resortu i akademię z rewią. (…) Jeżeli wystawa ma jakiś cel i znaczenie, to moim zdaniem rewia nie powinna mieć miejsca i nie ma dla niej usprawiedliwienia. Tłumaczy ją tym, że jak Prezes na taką rewię czy akademię przychodzi, odbiera hołd, który mu dany resort składa w postaci upominku, to odwdzięcza się w postaci talonów dla pracujących. Jestem tego zdania, że nie jest to odpowiedni zwyczaj i nie jest to odpowiedni sposób traktowania ludzi. Niestety, etyka w getcie prawie że nie istnieje, i u wszystkich jego mieszkańców jedzenie jest na pierwszym miejscu, i wszystkie środki, którymi można zdobyć trochę jedzenia, są dobre”.

        Najważniejszym z tych środków była władza. Ten, kto miał władzę, miał życie – dobre, w miarę spokojne, z wyjazdami do sanatorium na Marysinie, gdzie można było najeść się do syta, z sukniami dla żony i wszystkimi możliwymi przywilejami. Walka, która toczyła się w getcie, była więc przede wszystkim walką o władzę. Na tym najwyższym poziomie – między Rumkowskim a Dawidem Gertlerem, jednym z szefów żydowskiej policji. Na innych – między pracownikami i kierownikami licznych resortów, stworzonych przez Rumkowskiego: szkolnictwa, aprowizacji, tramwajów itd. Resorty, urzędnicy, setki niepotrzebnych dokumentów również były częścią jego strategii. W żydowskiej administracji getta Litzmannstadt pracowało niemal dziesięć tysięcy osób, dwa razy więcej niż w warszawskim Judenracie – to był też sposób na przetrwanie, pozory koniecznego zatrudnienia.


        • indeed4 Chaim Rumkowski - kat c.d. 07.01.11, 04:42
          Bez chleba i pulowera

          Żywności ubywało z każdym rokiem. Im większe porażki ponosili Niemcy, tym bardziej odbijało się to na sytuacji getta. Panował głód, powszechna była opuchlizna głodowa; zdobycie jedzenia, przyrządzenie posiłku z nadgniłych produktów było najważniejszym zadaniem dnia. Z głodu zmarło ponad 40 tys. ludzi. W strasznym roku 1942 dzienna dawka wynosiła tylko 600 kalorii – trzykrotnie mniej, niż wynosi dzienna norma dla dorosłego.

          Jedną z najsłabszych grup byli Żydzi przywożeni z Niemiec, Austrii i Czech. Zwykle nieprzyzwyczajeni do trudniejszych warunków życia, zaskoczeni miejscem, w którym się znaleźli, i zupełnie pozbawieni sieci znajomych. To oni też zwykle jako pierwsi jechali w transportach do obozów zagłady. Arnold Mostowicz, który był w getcie lekarzem pogotowia, opisał w swojej książce przyjazd niemieckich Żydów – początkowo optymistyczny, niemal piknikowy nastrój w ciągu tygodnia został zastąpiony przez panikę i gorączkową wyprzedaż wszystkiego, co mieli, żeby tylko zdobyć jedzenie. „Piękny wełniany pulower przechodził na własność kupującego za sumę kilkudziesięciu marek gettowych, za które trudno było kupić kilogramowy bochenek chleba. Kupujący mówił po żydowsku, sprzedający po niemiecku. Doskonale się rozumieli i doskonale ukrywali wzajemną niechęć. Przez chwilę miałem ochotę wtrącić się do targu i pouczyć przybysza, że getta nie można było przeżyć zarówno bez chleba, jak i bez pulowera”.

          15 czerwca 1944 r. Jakub Poznański zwrócił uwagę, że zgłoszono mniej zgonów. „Nie oznacza to bynajmniej, że mniej ludzi umarło, tylko rodziny przetrzymują zwłoki w domu, by odebrać za nieboszczyków należne pieczywo. Dziś jest bowiem dzień wydawania chleba. (…) W Biurze Ewidencji daje się zaobserwować jeszcze jedno zjawisko. W ostatnich miesiącach zgłoszono dużo narodzin, trzykrotnie więcej niż poprzednio. I w tym wypadku można to uważać za rezultat głodu. Dziecko, niezwłocznie po urodzeniu, zostaje wpisane do rejestru żywnościowego i rodzice otrzymują na nie 25 dkg chleba dziennie oraz pełną rację żywnościową”.

          Dopiero podczas likwidacji getta, w 1944 r., okazało się, jak wielkie zapasy żywności nie zostały wydane mieszkańcom. W sytuacji chaosu nie były już ważne talony, ale spryt i dobre informacje. Poznański opisuje, jak w piekarni rozpruwano worki z mąką, w której się brodziło i można było jej nabrać nawet po kilkanaście kilogramów.

          Przekroczyć cienką linię

          I wywyższenie, i upadek Rumkowskiego otacza legenda. Przełożonym Starszeństwa Żydów (Der Altesteder der Juden) został przez przypadek. Mostowicz przywołuje plotkę, że Niemcom wpadł w oko z racji swych białych włosów i wyprostowanej sylwetki – tak jak można sobie wyobrażać Starszego… Powodu szczególnego chyba rzeczywiście nie było, bo przed wojną Rumkowski nie był wśród łódzkich Żydów znaną osobistością. Ot, dyrektor sierocińca w Helenówku. W getcie stał się nie tylko wszechmocnym Prezesem, ale także pośrednikiem między Żydami a Niemcami i wykonawcą polityki tych ostatnich. Jego idea zawierała się w przekonaniu, że tylko dzięki cennej dla Niemców pracy Żydzi mogą przetrwać. Jak zwraca uwagę Mostowicz, rzeczywiście z getta Litzmannstadt przeżyło kilkanaście tysięcy ludzi, podczas gdy w Warszawie prawie nikt, poza ukrywającymi się po stronie aryjskiej.
          Cena strategii Prezesa była jednak straszliwa – kolejne transporty, które na żądanie Niemców Rumkowski organizował i które docierały do Chełmna nad Nerem lub Au­schwitz. Do historii przeszła wstrząsająca wywózka osób starszych i dzieci do 10 roku życia. 4 września 1942 r. Rumkowski przemówił do mieszkańców getta: „Żądają od nas, byśmy oddali, co mamy najdroższego: dzieci i ludzi starych. Nie miałem tego szczęścia, aby mieć własne dzieci, dlatego poświęciłem najlepsze lata życia dzieciom cudzym. Nigdy nie przypuszczałem, że to moje ręce będą składały taką ofiarę na ołtarzu. Przypadło mi w losie, że muszę dziś wyciągnąć do was ramiona i błagać: bracia i siostry, ojcowie i matki – oddajcie mi swoje dzieci”. Ten czas nazwany został „szperą”. Obowiązywał zakaz opuszczania domów, które systematycznie przeszukiwane były przez żydowską policję, a potem Niemców.

          Czy to wtedy Rumkowski przekroczył cienką linię między ryzykowną, ale zapewne jedyną strategią ratowania Żydów, a krwawą dyktaturą i dbaniem o własną pozycję? Być może rzeczywiście wierzył, że innego wyjścia nie ma. Takiego, jakie wybrał szef warszawskiego Judenratu Adam Czerniaków – samobójstwa na znak protestu przeciwko wywózkom – nie brał pod uwagę. Jego śmierć też jest legendą – pojechał do Auschwitz w przedostatnim transporcie 28 sierpnia 1944 r. Podobno po tym, jak do wywózki skierowano jego brata, próbował interweniować u niemieckiego zarządcy getta Hana Biebowa. Ten zaproponował mu, by towarzyszył bratu w drodze… W Auschwitz łódzcy Żydzi w furii ponoć mieli wrzucić go żywcem do krematorium.

          Jak zginął naprawdę, nie wiadomo.

          • indeed4 Chaim Rumkowski - kat c.d. 07.01.11, 04:50
            Zostają tylko potrzebni

            W getcie umierano głównie z głodu. „Co to jest głód, zrozumiałem na własnej skórze dopiero po latach. Gdy nas zimą 1939/40 przesiedlono do getta, panował tam jeszcze nieopisany chaos. Dwa tygodnie zabrało urządzanie się na nowym miejscu. (…) Gdy po latach wspominałem ten okres, nie pamiętałem, co wtedy jedliśmy i czy w ogóle jedliśmy cokolwiek. Pierwszy raz w życiu odczułem głód. Nie był to jednak zdrowy, przejściowy głód, który zaspokaja się przy najbliższym posiłku, głód zwany zdrowym apetytem. Był to głód nieustający ani na chwilę, ssący nieznośnie w żołądku, niepozwalający się skupić nad żadną myślą” – wspominał Aleksander Klugman, pisarz, który przebywał w łódzkim getcie wraz z bratem i rodzicami.
            Głód, a co za tym idzie – skrajne wyczerpanie organizmu ułatwiało też zadanie chorobom: gruźlicy, schorzeniom serca, czerwonce, dyfterytowi, tyfusowi. Działały szpitale, istniało pogotowie, jednak najlepsi nawet lekarze nie mogli nic poradzić bez żywności i leków.

            Nie istniało też lekarstwo na wywózki – główną drogę do śmierci. Od początku istnienia getta Żydzi byli rozstrzeliwani i mordowani, jednak „ostateczne rozwiązanie” rozpoczęto w 1942 r.

            Podczas kilku „akcji” do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem trafiały tysiące Żydów – tych najmniej produktywnych, tych z najmniejszymi znajomościami – jednak w pewnej chwili jasne było, że w transportach mają zginąć wszyscy, że niepewny jest tylko czas, bo miejsce śmierci jest już znane. Znane było też Rumkowskiemu, który w dużym stopniu podejmował decyzję, kto trafia do wywózki.

            W 1942 r. zagazowanych zostało ponad 70 tys. Żydów z łódzkiego getta. Zostali tylko ci, którzy byli potrzebni do pracy.

            Od butów po bieliznę

            Decyzja o likwidacji getta zapadła późną wiosną 1944 r. Przeciwny jej był Albert Speer, minister ds. zbrojeń, nadal potrzebujący żydowskiej siły roboczej. Mimo to do Chełmna ruszyły kolejne transporty. W lipcu getto zamieszkiwało jeszcze ponad 70 tys. ludzi. We wrześniu zostało kilkaset osób, mających wykonywać prace przy oczyszczaniu getta. Kilkadziesiąt skierowanych do wywózki – wśród nich Jakub Poznański – zdecydowało się ukryć i doczekać wyzwolenia. Sądzili, że muszą przetrwać w ukryciu dwa, trzy tygodnie. Czekali aż do stycznia 1945 r.

            Litzmannstadt Ghetto powstało jako pierwsze na ziemiach polskich, już na początku 1940 r. Było największe na terenach Kraju Warty, czyli zachodniej części Polski, przyłączonej przez Niemców do III Rzeszy. Przetrwało najdłużej, bo aż do sierpnia 1944 r. Było wyjątkowe – sprawnie zorganizowane w gigantyczny obóz pracy, dostarczało Rzeszy: ubrania, mundury, czapki wojskowe, buty ochronne, menażki, bieliznę. Przetrwało z niego kilkanaście tysięcy osób – o ileż więcej niż ze zburzonego, spalonego getta warszawskiego. Praca miała być sposobem na przetrwanie – taka była strategia żydowskiego Prezesa Chaima Rumkowskiego.

            A jednak nie tak jest powszechnie pamiętane – Litzmannstadt Ghetto nie zostanie zapamiętane jako to, któremu udało się wygrać z Niemcami. Zapamiętane jest głównie jako miejsce, w którym Rumkowski bez wahania podpisywał kolejne listy ludzi do wywózki. W którym przekonywał zniewolonych ludzi, by wysłali swoje dzieci na śmierć.


            Joanna Szczęsna „Skrzydła rozpostarł szeroko nad nami”, artykuł w „Gazecie Wyborczej


            Krytycy zarzucają mu wręcz współpracę z Niemcami, która miała się wyrażać w zmuszaniu Żydów do wyniszczającej pracy na rzecz Trzeciej Rzeszy i – w odróżnieniu np. od Adama Czerniakowa z warszawskiego getta – milczącej zgodzie na eksterminację osób „nieprzydatnych dla gospodarki” (głównie starców i dzieci).

            W czasie pełnienia funkcji przewodniczącego Judenratu Rumkowski dopuścił się wielu przestępstw na tle seksualnym, wykorzystując podległe mu pracownice i jednocześnie grożąc wysłaniem do obozu zagłady Kulmhof w Chełmnie.

            29 sierpnia 1944 wraz z rodziną został wysłany ostatnim transportem z Łodzi do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz i tam zginął.

            pl.wikipedia.org/wiki/Chaim_Rumkowski






      • camillsen Re: Tadeusz Bednarczyk, kolaborant, pracownik MBP 07.09.15, 18:52
        Żydzi to sobie mogą pisać i publikować te brednie u siebie tzn nigdzie :)
    • rico-chorzow Re: Polska i Polacy ,niewygodnym swiadkiem 07.01.11, 03:35
      właśnie,kto służył w Granatowych?,nie przypadkiem - tylko Polacy -.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka