Gość: Polak z Kresow
IP: *.dsl.bell.ca
05.01.11, 00:37
Fragmentem ksiazki "Zycie codzienne warszawskiego getta" autorstwa Tadeusza Bednarczyka. Autor (plk.
WP) od stycznia 1940 r. kierowal Wydzialem ds. Mniejszosci Narodowych i Pomocy Zydom przy K.G.
Organizacji Wojskowej. Byl inicjatorem pierwszych zbrojnych grup w getcie warszawskim, osobiscie
przyczynil sie do powstania Zydowskiego Zwiazku Wojskowego zwalczajacego siatki konfidentow i
nazistowskich kolaborantow. W getcie po raz ostatni przebywal noca z 30 kwietnia na 1 maja
dostarczajac amunicje walczacym powstancom:
(...) Od wiosny 1942 r. kontaktowalem sie blizej z sekcja wywiadu ZZW (Zydowski Zwiazek Wojskowy -
podziemna organizacja zydowskiego ruchu oporu - dop. red.). stad moja dobra znajomosc tego
zagadnienia. Policja zydowska i Zarzad Gminy, zasluzyli sobie na miano zdrajcow. Nikt i nic ich nie
moze obronic ani wytlumaczyc ich postepowania. Istnialo ponadto szereg zydowskich placowek
gestapowskich, podleglych bezposrednio kierownikowi referatu zydowskiego w gestapo - Karlowi
Brandtowi, miescily sie one m.in. przy ul. Leszno 13 i Leszno 14. Sprawy te byly juz czesciowo
omawiane w roznych pracach wydanych przez ZIH (Zydowski Instytut Historyczny) choc np. as "13" i
"Zagwi" kpt. Dawid Sternfeld nie doczekal sie jeszcze miejsca w pisanej historii. Bardzo malo
napisano dotychczas o kierownictwie zydowskich "szopow", czy o kierownikach roznych oddzialow w
"szopach" niemieckich. Nikt dotad prawie nie wspomnial o takim - zdawaloby sie - niewiarygodnym
fakcie, ze dzialala wewnatrz getta dosc duza grupa zydowskich szmalcownikow. Czyhali oni na Polakow
nielegalnie przedostajacych sie z pomoca do getta, aby wymusic od nich okup. Tymi szmalcownikami
byli glownie zydowscy szmuglerzy, wsrod ktorych dominowali tragarze, oraz - dzialajacy z nimi w
zmowie - niektorzy zydowscy policjanci.
Obstawiali oni gmachy Sadow, mury i rozne przejscia do getta. Zdarzaly sie wypadki wydawania tych
Polakow Niemcom, gdy nie mieli sie oni czym wykupic. Np. Jan Nowakowski szmuglujacy do getta na
polecenie ojca prase PPR (Polskiej Partii Robotniczej), zywnosc, czasem amunicje, zostal zlapany
przez policje zydowska i wydany Niemcom. Bylo to na poczatku kwietnia 1943 roku. Zandarm Niemiecki
widzac, ze jest to 14 letnie dziecko ulitowal sie, skrzyczal go i kopniakiem wyrzucil za brame.
Prawie nic nie wiadomo do dzis o "Zagwi", za wyjatkiem tego, ze istniala i ze kilku zdrajcow
zastrzelono. Na tych kartach autor ograniczy sie jedynie do opisu walki z "Zagwia" i z
kolaborantami, prowadzonej przez ZZW przy udziale oficerow OW-KB. Szczegoly tych wydarzen sa
dotychczas nieznane zupelnie (jest haslo w wielkiej encyklopedii).
Kolaboracja i zdrada wsrod Zydow, przybrala wieksze rozmiary z chwila zamkniecia getta i powolania
do zycia zydowskiej policji porzadkowej. Na o wiele wyzszym szczeblu zdrady wlasnego narodu, stali
zydowscy agenci gestapo, jedna ich siedziba znajdowala sie przy Leszno 14, gdzie szefami byli Kohn i
Heller (zausznicy Karla Brandta) a druga przy Leszno 13. Ta druga placowka dowodzil Gancweich i kpt.
Dawid Sternfeld. Leszno 14 zakamuflowane bylo jako przedsiebiorstwo przemyslowe m.in. ich byly
tramwaje konne zwane konhellerkami, zas Leszno 13 jako placowka policji przemyslowej wystepujacej
pod roznymi nazwami np. Urzad do Walki z Lichwa i Spekulacja, albo Urzad Kontroli Miar i Wag,
Oddzial Rzemiosla i Handlu, Biuro Kontroli Plakatow, Oddzial Pracy Przymusowej a nawet Pogotowie
Ratunkowe i inne. Wedlug naszej obserwacji, specjalnie ozywiona, szeroka i szkodliwa dzialalnosc
prowadzila ta ostatnia, zwana popularnie "trzynastka". Sposrod specjalnie dobranego elementu z
"trzynastki", i osobistych agentow Brandta, powstala w koncu 1940 roku organizacja "Zagiew".
Organizacja ta dostala zadanie penetrowania wszystkich przejawow zycia w getcie, z agendami gminy
wlacznie. Miala obserwowac szczegolnie akcje zorganizowanego szmuglu, by w ten sposob rozpoznac
zrodla polskiej pomocy dla getta i ta droga dojsc do organizacji konspiracyjnych, wspierajacych
getto. Autor byl bodajze pierwszym, ktory zwrocil uwage na dzialalnosc Sternfelda i "Zagwi". (...)
(...) Zauwazylismy, ze "Zagiew" prowadzi rowniez przemyt zywnosci, a wlasciwie tylko go udaje, przy
przerzucaniu bowiem ich transportow, zawsze widzialo sie w poblizu policje granatowa lub nawet
patrol zandarmerii dla asekuracji, chcieli zatem wobec Zydow grac role grupy o charakterze
przemytniczo-konspiracyjnym. Pozyskawszy ta droga zaufanie niektorych naiwnych ludzi, usilowali
montowac rzekomo jakas organizacje wojskowa. Zdradzily ich jednak kontakty ze Sternfeldem i z jednym
z jego oficerow w stopniu podporucznika. Zdolali poczatkowo wciagnac do tej organizacji
kilkudziesieciu mlodych ludzi. Tych nowo zwerbowanych ZZW uprzedzal o prawdziwych celach "Zagwi" i
duzo uczciwych - zdolano z niej wycofac. Ci , co pozostali na sluzbie - pomimo ostrzezen - poniesli
zasluzona kare. A "Zagiew" ilosciowo rosla, dawala korzysci materialne.
Pierwsze uderzenie w "Zagiew" odbylo sie na przelomie 1940/41 roku. Po zastrzeleniu, badz zabiciu
nozem kilku jej czlonkow, organizacja rozleciala sie i przestala przejawiac swa dzialalnosc. Drugi
rzut "Zagwi", przystapil jednak do pracy wiosna 1941 roku, bowiem Niemcy zadali istnienia tej
organizacji. Po rozpoznaniu ich dzialalnosci, ZZW i kilku oficerow OW-KB przystapilo w drugiej
polowie 1941 roku do ponownego uderzenia, czesciowo tylko skutecznego. Pojedynczych gorliwych
zagwistow zlikwidowano w miedzyczasie. W maju 1942 roku autor otrzymal rozkaz z Komendy Glownej
wlaczenia sie do koncowego etapu akcji likwidacyjnej "Zagwi", do pracy wywiadowczej wewnatrz getta.
Praca "Zagwi" przybrala wtedy bowiem dosc niebezpieczne rozmiary. Wpadlo wowczas i zostalo
aresztowanych kilku szeregowych czlonkow ZZW. Widac bylo, ze zagwisci wesza coraz skuteczniej. Wpadl
w koncu - pozna wiosna 1942 roku - Kosieradzki, a z nim podreczny magazyn broni.
Azeby nie demaskowac sie w oczach getta kontaktami z "trzynastka" lub Befehlstelle Karla Brandta
(Zelazna 103), "Zagiew" udoskonalila metody swej pracy. Agenci "Zagwi" zaczeli przekazywac meldunki
i donosy swym mocodawcom nie w getcie, a w kilku punktach rozrzuconych w Warszawie. Znajdowaly sie
one miedzy innymi na Poczcie Glownej, w kawiarni Rival (Plac na Rozdrozu, w poblizu Al. Szucha),
oraz w sklepie z tekstyliami, mieszczacym sie przy ul. Mazowieckiej 7, na I pietrze od frontu.
Zydowscy agenci gestapo chodzili do pracy na tzw. placowki i w drodze powrotnej do getta skladali
tam swoje meldunki. Wielu z nich mialo nawet specjalne przepustki, uprawniajace do swobodnego
poruszania sie po terenie calej Generalnej Guberni, gdyz jako fachowcy byli uzywani do prac takze w
innych miastach, np. niejaki Meryn z Sosnowca czy Grajer byly fryzjer i restaurator z Lublina, znany
zausznik Hoeflego, sciagniety przez niego do Warszawy w lipcu 1942 roku. Mieli oni wydane przez
gestapo pozwolenia na bron, w okladkach koloru pasowego oraz pistolety sluzbowe, co zostalo
stwierdzone juz w koncu 1940 roku, przy likwidacji pierwszego rzutu "Zagwi". Likwidacja drugiego
rzutu trwala caly rok i chociaz przynosila raz wieksze, raz mniejsze efekty, to jednak nie zostala
zakonczono. Likwidacje trzeciego rzutu przerwala latem 1942 roku wielka akcja likwidacyjna Hoeflego
(22.07 do 13.09.1942)
Za okres likwidacji czwartego rzutu "Zagwi" nalezy przyjac czas od wrzesnia 1942 do kwietnia 1943.
Niedobitki "Zagwi" trudniace sie szmalcownictwem, byly likwidowane przez OW-KB nawet w czasie
Powstania Warszawskiego, jak np. Bursztyn-Wisniewski, dyrektor szopu Hoffmana. Wypada dodac, ze w
tym okresie okolo 300 zagwistow i agentow gestapo mieszkalo stale na terenie budynku gestapo w al.
Szucha 11, skad wychodzili "do pracy" w Warszawie, badz na wyjazdy terenowe, gdzie pod szyldem
przesladowanych Zydow wslizgiwali sie do oddzialow partyzanckich dl