jeepwdyzlu
19.04.13, 10:55
Od jakiegoś czasu moim sąsiadem jest Niemiec. Wspólne grille i piwka zbliżyły Go do sąsiadów (mówi 4 językami plus własnym :-)
Gadka szmatka i zeszliśmy jakoś (hehe) na sprawy polsko niemieckie. Te wspólczesne wbrew pozorom są oczywiste (ma wiedzę i wyssane z mlekiem matki wyrzuty sumienia), gorzej - sprawy wczesniejsze :-)
Otóz dziwi go nasza admiracja Napoleona. Niemcy, ich literatura, historiografia, media - zdecydowanie uważają go za uzurpatora, tyrana... Jego kodeks słaby, instytucje państwowe (nowoczesna policja, ciekawy podział administracyjny itd) - totalitarne, sukcesy - pozorne.
O tyle mnie to zaskoczyło, że jak wiadomo Niemcy bywali przez lata dość wiernymi sojusznikami Napoleona - połowa książąt stała u jego boku do końca, nawet Prusy - fakt, że koniunkturalnie, ale bywały co najmniej neutralne (co prawda wcześniej dostali w dupę pod Jeną, ale zmilczmy...)
Tymczasem my traktujemy Napoleona jako wielkiego sojusznika, myśliciela, ba - wizjonera. No i oczywiście geniusza militarnego.
Zatem tylko my i może Włosi oceniamy Napoleona pozytywnie - pozostali WSZYSCY (Hiszpanie - Ci mieli powód jak raz, Anglicy, Rosjanie itd...) uważają go za synonim zła.
KO MA RACJĘ?
Zachęcam do dyskusji.
Pozdrawiam
jeep