Dodaj do ulubionych

kilka faktów o okupacji

17.10.14, 13:46
1.Od września 39 do jesieni 44 Polacy składali Niemcom DZIESIĄTKI ofert współpracy, funkcjonowaniu w okrojonym Państwie - mniej więcej w granicach Gubernatorstwa, pod nadzorem Niemców... Kandydatów na Quislingów i Petainów były DZIESIĄTKI!!!
Między innymi polscy arystokraci - Ronikier, Radziwiłł, Sapieha, Czapski, również politycy obozu sanacyjnego, a kończąc na Rydzu- Śmigłym :-)
Tyle, że Hitler wszystkie pomysły odrzucał, wbrew swoim palatynom zresztą....
2.Gestapo miało całkowicie rozpracowane podziemie - vide aresztowanie Grota Roweckiego - który rozmawiał w Berlinie z Himmlerem (tak, tak - RSHA w 43 śpiewała inne arie niż w 39)
3.W samej Warszawie było ok 70 tys gestapowskich szpicli - naprawdę nikt nie musiał się specjalnie wysilać, żeby kontrolować"podziemie"
4."Podziemie" to farsa - zero skutecznych akcji - poza dosłownie kilkoma. Efekt? Niemcy NIGDY na terenie okupowanej Polski nie utrzymywali więcej niż 7 batalionów policyjnych... trzeciorzutowych zresztą. Nawiasem mówiąc - Powstanie też dławiła ukraińska swołocz a nie doborowe wojsko...
5.Komenda Główna AK była całkowicie zinfiltrowana nie tylko przez SD, ale przede wszystkim przez sowietów. Najnowsze badania wskazują, że Powstanie wybuchło na wyraźne życzenie Stalina, żeby UŁATWIĆ zajęcie Warszawy...
6.AK zdradziła Polaków za Buga - na wyraźne życzenie Stalina - a zatem przez Londyn - traktowany jako terytorium przyszłego zsrs - dlatego NIE interweniowała w czasie wołyńskiej rzezi. 100 tys zamordowanych Polaków to najczarniejsza karta okupacji - i wyłączna odpowiedzialność AK - przerzucenie choćby KILKU oddziałów - zmniejszyłoby liczbę ofiar o rząd wielkości...
7.AK bardzo chętnie współpracowała z Niemcami - od 43 roku zawierano DZIESIĄTKI porozumień - my nie ruszamy Was - Wy nas. A jak dacie nam broń - wspólnie atakujemy Ruskich. Nawet bohaterowie jak Łupaszko - brali udział w takich DEALACH.
8. Polacy RZADKO pomagali Żydom. Uratowali może 10, może 20 tys ludzi. Natomiast skala donosów (nagroda - kilogram cukru) - była kolosalna - idąca w setki tysięcy.
BONUS - zajmowanie pożydowskiego mienia. Szacuje się, że 30% nieruchomości w miastach i miasteczkach - należała w 39 roku do Żydów. Część (10%) zajęli Niemcy - resztę - my..szanowni państwo - nasi dziadkowie - jakoś zapomnieli nam się pochwalić, nie???
9.Skala POPARCIA chłopów dla administracji GG była OGROMNA. Ceny za zboża były bardzo wysokie, racjonowanie podbiło ceny zwierząt - chłopom NIGDY nie było tak dobrze, jak "za Niemca".

Wy narodowcy - jak erka - wychowani na 4 pancernych - ZIELONEGO pojęcia nie macie - jak wyglądał okupacja. ZIELONEGO!
Obserwuj wątek
    • krzy-czy Re: kilka faktów o okupacji 17.10.14, 14:55
      z arystokratami to ździebko inna para kaloszy.
      raczej nie szukali oni mozliwości współpracy z niemcami. tak-jeśli mogłoby to pomóć im w utrzymaniu majatków. powiązani byli tzw.nieformalną MIĘDZYNARODÓWKĄ ARYSTOKRATYCZNĄ która działała w obronie swoich bez względu na narodowość.

      nawet w czasie powstania w czasie walk o starówkę powstańcy gościli bodajże w pałacu radziwiłłów,i tu widzieli popakowne skrzynie z dobrami tychże radziwiłłów.
      dobra te zostały po powstaniu wywiezione, i chyba/nie jestem pewein/ pozosały w ękach radziwiłłów.

      nieprzypadkem KONNE SS nie zostało uznane-tak jak całe SS- uznane z organizację
      zbrodniczą.
    • eres2 Re: kilka faktów o okupacji (cz.l) 26.10.14, 23:35
      jeep: 4.[…] Nawiasem mówiąc - Powstanie też dławiła ukraińska swołocz a nie doborowe wojsko...
      eres: Cudzoziemskie jednostki biorące udział w pacyfikacji powstania warszawskiego: W tym liczne rosyjskie: pułk SS Kamińskiego (złożony wyłącznie z bezżennych żołnierzy), 580. konny dywizjon rosyjski, lV. batalion kozaków 57. pułku ochrony, 572. batalion kozaków, dywizjony kozaków 69. i 579., 209. batalion kozaków Szumakowa, dalej pułk wschodnio-muzułmański, 111. pułk azerski i 5. węgierska dywizja rezerwowa (nielojalny i chyba najmniej aktywny sojusznik Niemców). Do najokrutniejszych należeli SS-mani z rosyjskiego pułku RONA (Russkaja Oswoboditielnaja Narodnaja Armija) pod dow. SS-Brigadeführera Mieczysława Kamińskiego. SS-Sturmbrigade RONA, określana także jako Brigade-Kaminski, składała się wyłącznie z bezżennych Rosjan, jeńców i dezerterów z A.Cz. (nie należy mylić RONA z armią ROA gen. Własowa).
      Głównodowodzący stroną niemiecką, SS-Obergruppenführer von dem Bach, nie użył do działań pacyfikacyjnych żadnych kolaboranckich jednostek ukraińskich. Wprawdzie w chwili wybuchu powstania w skład 700-osobowej policji bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei) wchodziła jedna kompania wyłoniona z pomocniczych oddziałów ukraińskich, tzw. „Hiwis” (skrót od Hilfswillige), jednakże brak jest jakichkolwiek dokumentów świadczących o ich udziale w walkach z powstańcami. Powstańcy wprawdzie oznaczali mundury ujętych jeńców legionowych literą „U”, co nie znaczy, że byli to Ukraińcy.


      jeep: 7.AK bardzo chętnie współpracowała z Niemcami - od 43 roku zawierano DZIESIĄTKI porozumień - my nie ruszamy Was - Wy nas. A jak dacie nam broń - wspólnie atakujemy Ruskich. Nawet bohaterowie jak Łupaszko - brali udział w takich DEALACH.
      eres: Myślę, że DZIESIĄTKI porozumień z Niemcami – w sensie dziesiątek różnych poddziałów podziemia niepodległościowego zawierających pakty z Niemcami – jest przesadą. Znane są następujące przypadki:
      Na wschodzie okupowanej Polski co najmniej trzy duże partyzanckie bataliony AK były przez Niemców zaopatrywane w broń, żywność i medykamenty. Oczywiście nie bez wzajemnych koncesji.
      Umowy z Niemcami „o nieagresji” najczęściej zawierano wówczas, gdy za głównego wroga uznano oddziały partyzanckie lewicowe bądź sowieckie. Na wileńszczyźnie najdalej w tych kontaktach posunął się por. Adolf Pilch („Pistolet”, „Dolina”, „Góra”), cichociemny, żołnierz nowogródzkiej AK. Pilch nie tylko zawarł z Niemcami ów swoisty „pakt o wzajemnej nieagresji” otrzymując od Niemców w zamian uzbrojenie i amunicję, ale nawet odmówił swojemu dowództwu uczestniczenie w sławetnej zbrojnej akcji przeciw Niemcom o kryptonimie „Ostra Brama”. Pilch samowolnie opuścił rejon Nadniemeński, całkowicie wycofując się z Kresów i z podległym mu batalionem „Stołpeckim” AK udał się (z pełnym uzbrojeniem) w towarzystwie niemieckich żandarmów (z Rakowa) na zachód. W drodze negocjował z kolejnymi lokalnymi dowódcami niemieckimi w sprawie uzyskania pozwolenia na przejście przez poszczególne okupowane obszary. Niemcy nie tylko przydzielili batalionowi „Stołpeckiemu” eskortę żandarmów, ale zorganizowali temu oddziałowi nawet transport kolejowy. Zadbali o stosowne zaopatrzenie, a także udostępnili batalionowi Pilcha przeprawy przez mocno strzeżone mosty, także na Wiśle.

      Podobne „pakty” z Niemcami zawarli porucznicy także ze Zgrupowania Nadniemeńskiego AK - Świda („Lech”) i Zajączkowski („Ragnar”). Warto dodać, że owe partyzanckie oddziały AK, które poszły na współpracę z Niemcami, należały do największych w 77. pułku piechoty Okręgu Nowogródzkiego AK, bowiem IV. batalion pod dowództwem ppor. „Ragnara” (Czesław Zajączkowski) dysponował stanem 800 ludzi, a batalion I. („Stołpecki”) z 78. pp. pod dowództwem por. „Doliny” (Adolf Pilch) – stanem 700 ludzi.

      Dowódcy zgrupowań stołpeckiego i nadniemeńskiego (lidzkiego) Armii Krajowej - Adolf Pilch („Góra") i Józef Świda („Lech"), a także Czesław Zajączkowski („Ragnar”) kontakt z Niemcami sukcesywnie nawiązywali w grudniu 1943 roku. Nieco później kontakt z Abwehrą nawiązał również komendant Okręgu Wileńskiego AK - Aleksander Krzyżanowski ("Wilk"). Porozumienie przewidywało zachowanie wzajemnej neutralności oraz zaopatrywanie AK w niemiecką broń. Już w marcu 1944 roku na naradzie w Mińsku generał Gottberg, który zastąpił zabitego w grudniu gauleitera Okręgu Generalnego „Białoruś” Wilhelma Kube, nie kryjąc satysfakcji obwieścił, że „na naszą stronę przeszły trzy polskie bandy i walczą z czerwonymi". Generał miał na uwadze wspomniane zgrupowania Adolfa Pilcha i Józefa Świdy oraz brygadę Czesława Zajączkowskiego z Okręgu Nowogródzkiego AK.
      Pośrednio w broń zaopatrywani byli przez Niemców także żołnierze brygady porucznika Gracjana Froga („Szczerbiec”) i porucznika Zygmunta Szendzielorza („Łupaszka”).
      To postępowanie zostało potępione przez Komendę Główną AK w Warszawie i Naczelnego Wodza w Londynie, który rozkazał przerwać współpracę z Niemcami i wyciągnąć konsekwencje wobec jej uczestników. W rezultacie w marcu 1944 r. Świda został wydalony z Nowogródczyzny. Pilch zignorował ten rozkaz i współpracy nie przerwał.
      Następnym krokiem Niemców było spotkanie z komendantem okręgu wileńskiego AK, pułkownikiem Aleksandrem Krzyżanowskim „Wilkiem”. Spotkał się z nim 19.01.1944 r. funkcjonariusz mińskiego SD [Sicherheitsdienst – eres] Seidler. Niebawem Krzyżanowski otrzymał propozycję współpracy ze strony dowództwa Wehrmachtu na Litwie. Zerwawszy kontakt z SD „Wilk” przystąpił do rozmów z szefem wileńskiej Abwehry majorem Christiansenem.”
      forum.gazeta.pl/forum/w,175,133502938,133502938,Bohaterowie_czy_kolaboranci_cz_I.html
      Nie tylko paktowanie z Niemcami, ale zdradziecka kolaboracja obciąża Brygadę Świętokrzyską NSZ. Szerzej:
      forum.gazeta.pl/forum/w,175,96091439,96567067,NSZ_hanba_polskiego_podziemia.html
      • eres2 Re: kilka faktów o okupacji (cz.ll) 26.10.14, 23:36
        jeep: 6.AK zdradziła Polaków za Buga […]; 100 tys zamordowanych Polaków to najczarniejsza karta okupacji - i wyłączna odpowiedzialność AK - przerzucenie choćby KILKU oddziałów - zmniejszyłoby liczbę ofiar o rząd wielkości...
        eres: O naszych grzechach historycznych trudno znaleźć obszerniejsze publikacje w mediach, to z literatury historycznej można się dowiedzieć o pogromach na Chełmszczyźnie, czy o polskich akcjach odwetowych. Już w maju 1943 r. Polacy rzucili brzemienne w krwawe skutki hasło „odpłaty za Wołyń”. W marcu 1944 r. nastąpiła kolejna ofensywa polska przeciw UPA skoordynowana z działaniami walczącej pod Włodzimierzem Wołyńskim w ramach „Burzy” 27 DP AK. W toku tej akcji spalono kilkadziesiąt ukraińskich wsi, a w Sahryniu wymordowano całą ukraińską ludność – 500 czy nawet 800 osób.
        Odrębny rozdział to akcja „Wisła”. O polskim terrorze pisali Szota i Szcześniak w swej monografii „Droga do nikąd” (ograniczona liczba wydanych egzemplarzy trafiła wyłącznie do wybranych bibliotek, m.in. do komitetów wojewódzkich PZPR), gdzie autorzy wymieniają napady na ukraińskie wsie Piskorowice, Pawłokomę i Wierzchowiny. W. Nowacki pisze wprost (w ‘Z walk przeciw zbrojnemu podziemiu 1944-47’. 1966 r.) o okrucieństwie wojsk LWP, o stosowaniu zasady zbiorowej odpowiedzialności, o tym, że wojska kierowały się przeciw wsiom, a nie przeciw partyzantce. Jak pisze autor, w omawianym okresie w woj. rzeszowskim „zabito 1000 osób z oddziałów UPA i ludności cywilnej, przy stratach własnych 18 zabitych”.
        Historyk T.A. Olszański pisze: „Szczytowe rozmiary osiągnął terror antyukraiński w 1945 r.. W marcu tego roku Wojska Wewnętrzne zamordowały ok. 540 mieszkańców Starego Lublińca, a w kwietniu – 400 mieszkańców Gorajca, w marcu samoobrony chłopskie z udziałem jakiegoś oddziału leśnego wymordowały ok. 300 Ukraińców w Pawłokomie, a oddział NSZ – 400 skoncentrowanych już do wysiedlenia Ukraińców w Piskorowicach. Inny oddz. NSZ dokonał w czerwcu 45 r. napadu na Wierzchowiny, mordując ok. 200 osób, w tym 65 dzieci. Liczne były też wypadki mordowania księży greckokatolickich i prawosławnych, zazwyczaj wraz z rodzinami. Zginęło ich łącznie ponad 30. Wedle danych UBP tylko od marca do do czerwca 1945 r. z rąk polskich formacji podziemnych zginęło przeszło 1500 Ukraińców”.
        Na koniec dodam, że w tym szaleństwie ukraińsko-polskiej i polsko-ukraińskiej nienawiści i wzajemnego mordowania były i przypadki współpracy polskich oddziałów leśnych z UPA. Ale to już inna historia.

        Pozdrawiam
        eres
    • eres2 Re: kilka faktów po okupacji 27.10.14, 21:11
      UPA – AK/WiN, nie tylko wzajemne zabijanie.
      Między AK-WiN a UPA istniał nie tylko szereg porozumień i umów, miały także miejsce wspólne, skuteczne akcje zbrojne obu tych formscji skierowane przeciw wspólnemu wrogowi - komunistycznej władzy.
      Porozumienia zawierano w południowo-wschodniej Lubelszczyźnie, na Podolu i
      na Rzeszowszczyźnie. Wspólnie przeprowadzono także kilka skutecznych akcji zbrojnych przeciw komunistycznym instytucjom, ich funkcjonariuszom i agentom.
      Pierwsza akcja przeprowadzona wspólnie przez oddziały UPA i AK-WiN miała miejsce 27 maja 1945 roku we wsiach Waręż i Chrobrów w powiecie hrubieszowskim. Była ona jakby przypieczętowaniem umowy o współpracy podpisanej 21 maja 1945 roku w Rudzie Różanieckiej.
      Nim jednak doszło do owej akcji, Hrubieszów stał się świadkiem niecodziennego wydarzenia: 19 maja z tamtejszych koszar uciekło 561 żołnierzy z 4. pułku zapasowego kawalerii. Dezerterzy zabrali ze sobą broń i 68 koni. Część z nich rozeszła się do domów, inni zasilili miejscową siatkę AK.
      27 maja oddziały leśne liczące ok. 300 partyzantów wkroczyły do Waręża i Chrobrowa. Po opanowaniu posterunku MO, w którym przebywali milicjanci z obu miejscowości, leśni przystąpili do „oczyszczania” wsi z działaczy komunistycznych i agentów; zlikwidowali 10 osób, głównie członków PPR.
      Za wersją współdziałania Polaków i Ukraińców przemawiają meldunki PUBP, w których stwierdza się: „Przypuszcza się na podstawie posiadanego przez bandę uzbrojenia i koni, że brała w tym udział grupa dezerterów z 4-go Pułku Zapasowego Kawalerii w Hrubieszowie”.
      W akcji tej, podobnie, jak to miało miejsce w wielu innych, partyzanci UPA użyli wyrzutni zwanych przez nich „torpedami”. Mianem tym określano zdobyczne niemieckie pociski-rakiety do wyrzutni typu „Nebelwerfer” (sześcioprowadnicowe wyrzutnie, niemiecki odpowiednik „katiusz”). Stosowane przez UPA wyrzutnie do tych pocisków były prymitywnymi wyrobami rzemieślniczymi.

      Opanowanie UB we Włodawie.
      22 października 1946 roku oddział AK-WiN Leona Taraszkiewicza („Jastrząb”) rozbił budynek UB we Włodawie. W akcji tej brali udział czterej ukraińscy partyzanci „Misza”, „Andrzej”, „Sojka” i „Sławko” wydzieleni z grupy Stefana Szewczuka („Maksym”).
      „Jastrząb” zdecydował się na rozbicie UB we Włodawie jesienią 1946 roku ze względu na dużą liczbę przetrzymywanych tam aresztantów zarówno Polaków, jak i Ukraińców. 20 października zebrał kadrowych członków oddziału oraz ludzi z placówek obwodu, w sumie 65 osób.
      Rankiem 22 października zarekwirowano dwa pojazdy, poczym rozbrojono posterunki MO w Milejowie, Łęcznej i w Cycowie. Akcji tych dokonano w celu odciągnięcia uwagi od Włodawy.
      Wieczorem partyzanci wjechali do miasta. Najpierw zdobyto – i to bez trudu - Komendę Powiatową MO. Poczym udano się pojazdami pod budynek UB i po rozbrojeniu wartownika wkroczono do stołówki, gdzie funkcjonariusze spożywali kolację. Doszło do strzelaniny, „bezpieczniaków” zablokowano w stołówce ogniem z broni maszynowej, a większość oddziału uderzyła na główny budynek. Po krótkiej walce sforsowano drzwi, poczym uwolniono około 100 więźniów, w tym licznych Ukraińców.
      Wycofujący się partyzanci ostrzelani zostali przez przybyły w sukurs UB oddział 49. pułku piechoty. Straty AK-WiN wniosły 2 zabitych, po stronie UB 3 zabitych.
      Z materiałów ukraińskich wynika, że wywiad UPA miał siedzibę UB we Włodawie bardzo dobrze rozpracowaną. Przypuszczalnie „Jastrząb” uzyskał od Ukraińców potrzebne mu do przygotowania akcji informacje. Obecność partyzantów ukraińskich miała nie tyle wzmocnić siłę oddziału polskiego, co ułatwić zdobycie siedziby UB przez uaktywnienie ukraińskich „wtyczek” w jej wnętrzu, a następnie zabezpieczenie ich przed rozstrzelaniem.

      Zdobycie stacji kolejowej w Werbkowicach.
      Stacja w Werbkowicach stanowiła wówczas ważny cel dla UPA, gdyż znajdował się tam punkt zbiorczy ludności ukraińskiej wyjeżdżającej do ZSRR. Transporty wysiedlanej ludności „ochraniała” 8. kompania 5. Kołobrzeskiego Pułku Piechoty chorążego Kułakowskiego.
      Szczegóły zaplanowanej na początku kwietnia 1946 r. akcji ustalone zostały przez Wasyla Kołtoniuka („Kropywa”), dowódcę sotni „Wowki I” wespół z lokalnymi przywódcami WiN na spotkaniu w lasach uhrynowskich.
      Zadanie opanowania Werbkowic powierzono sotni „Wowki I” oraz grupie AK-WiN porucznika Zdzisława Olechowskiego („Łoś”).
      6 kwietnia 1946 roku, około godz. 2 specjalna dwunastoosobowa polsko—ukraińska grupa szturmowa przystąpiła do akcji. Po przecięciu przewodów telefonicznych por. „Łoś” oraz trzech partyzantów UPA z zaskoczenia rozbroili posterunek straży kolejowej. Od pojmanych strażników uzyskano obowiązujące hasła, dzięki czemu rozbrojono wszystkich żołnierzy bez wystrzału. Zdobyto ckm, rkm, 5 pistoletów maszynowych, 19 rewolwerów. Do jeńców zebranych na dworcu kolejowym przemówił por. „Łoś”, wzywając ich do współpracy z AK-WiN, co spotkało się z przychylnym oddźwiękiem wśród części żołnierzy, także ich dowódcy, chor. Kułakowskiego.
      Żołnierze WOP oraz funkcjonariusze UB i NKWD ścigający wycofujące się oddziały natknęły się w Malicach na grupę AK-WiN i w czasie walki zabiły por. „Łosia”.
      Po krótkim śledztwie UB aresztowano chor. Kułakowskiego i część rozbrojonych żołnierzy; otrzymali oni wyroki od 5 do 10 lat więzienia.
      • eres2 Re: kilka faktów po okupacji (cz. ll) 27.10.14, 21:12
        Atak na Hrubieszów.
        Spośród wspólnych akcji zbrojnych AK-WiN i UPA najgłośniejszym echem odbił się atak na Hrubieszów. Zakończył się on militarną kompromitacją „władzy ludowej”.
        Otrzymaną 1 kwietnia 1946 roku od AK-WIN propozycję wspólnego z UPA zaatakowania Hrubieszowa dowódca UPA w Polsce przekazał krajowemu prowidnykowi OUN „Stiahowi”, który zaakceptował plan AK-WiN.
        Prowincjonalny Hrubieszów był wówczas siedzibą powiatowych: UBP, komendy MO, komitetu PPR, Komendy Miasta i Ukraińskiej Komisji Przesiedleńczej. W mieście rozlokowane też były koszary 5. pułku piechoty i dowództwo 32. odcinka WOP.
        26 maja 1946 r. w wyznaczonym punkcie skoncentrowały się cztery lubelskie sotnie: sierżanta Jewhena Jańczuka („Duda”), Semena Prystupy („Dawid”), Wasyla Jarmoły („Jar”), Wasyla Krala („Czaus”), Jurija Łopatynskiego „Kałyny”, „Chomy”, „Fedorenki” oraz bojówki SB. W innym punkcie skoncentrowały się hrubieszowskie oddziały polskiego podziemia: Kazimierza Witrylaka („Hel”, „Druk”), Stefana Kwaśniewskiego („Wiktor”), Czesława Hajduka („Ślepy”), Mariana Horbowskiego („Kot”), „Kalifa” i chełmski oddział Henryka Lewczuka („Młot”).
        27 maja, o godz. 12:00, w miejscu obozowania UPA odbyła się odprawa dowódców akcji: dowodzący całością sił polskich zastępca komendanta Obwodu Hrubieszów por. „Hel”, oficer ustalenia planu ataku ze stroną ukraińską, kpt. „Wiktor” oraz porucznicy „Młot” i „Ślepy”. Polacy wzięli na siebie osłonę poza miastem oraz zdobycie budynków UBP, MO i PPR. Ukraińcom przydzielono polskich przewodników po mieście. Zapewniono też Ukraińców, iż stacjonujący w Hrubieszowie 5 pp nie weźmie udziału w walce (na 400 żołnierzy w hrubieszowskich koszarach 250 było w WiN-owskiej konspiracji, na której czele stali m. in. rotmistrz Lewicki, por. Chrzanowski).
        Plan zakładał, że na siedzibę NKWD uderzy 120 żołnierzy UPA wzmocnionych 2 „torpedami”. Piętnastu członkom SB-OUN polecono ostrzał sowietów ze skrzydła, a z 30 upowców utworzono rezerwę. Atakiem na NKWD kierował osobiście Jewhen Sztendera („Prirwa”). Na UB miało uderzyć 25 winowców „Młota” wspartych ukraińską „torpedą”. Zadanie rozbrojenia funkcjonariuszy komendy MO otrzymał pododdział AK-WiN. Przeciwko Komisji Wysiedleńczej Ukraińcy skierowali 20 członków SB-OUN. Do likwidacji funkcjonariuszy UB w prywatnych mieszkaniach wyznaczono grupę Jana Trusia („Gaik”) złożoną z 10 partyzantów AK-WiN i dwóch z UPA. Pododdział plut. Witolda Poteruchy („Szczerbaty”) miał zdobyć budynek PPR i zabrać stamtąd wszystkie dokumenty. Zadaniem por. „Ślepego” było zablokowanie budynku szturmówki przy ul. Górnej i ochrona mostu na Huczwie. Do pomocy przydzielono mu bojówkę SB.
        W celu uniemożliwienia nadejścia odsieczy, odcięto drogi dojazdowe do miasta. Te zadania powierzono pododdziałom por. Mariana Horbowskiego („Kot”), ppor. „Kalifa” i 25 partyzantom, Józefa Jasińskiego („Grom”) z 20 partyzantami, plut. Edwarda Sekulskiego („Nożyce”) także z 20 partyzantami.
        Ogółem w operacji miało wziąć udział ok. 200 Ukraińców i tyleż Polaków. W samym mieście siły AK-WiN liczyły ok. 100 żołnierzy. Polacy założyli opaski biało-czerwone, zaś Ukraińcy białe.
        Wywiad sowiecki doniósł lubelskiemu NKWD o pojawieniu się w bliskości Hrubieszowa dużych grup partyzanckich. Dowódca 98. pułku 64. dywizji NKWD, płk. Miedwiediew wysłał 27 maja do Hrubieszowa 105 żołnierzy tej formacji. W sumie siły sowieckie w mieści liczyły 214 ludzi uzbrojonych w CKM, 16 RKM, 150 kb i 38 pistoletów maszynowych. Było to więcej o 60 ludzi niż donosił wywiad AK-WiN. Dowódcą hrubieszowskich wojsk NKWD został mjr. Sokołow, szef sztabu 98. pułku 64. dywizji NKWD.
        Po opanowaniu budynku - skąd większość funkcjonariuszy rozpierzchła się - uwolniono 20 aresztantów, w tym 5 Ukraińców. Opanowanie komendy MO, mimo kilkakrotnych ataków winowców i otrzymanego wsparcia ze strony Ukraińców, nie powiodło się.
        W tym samym czasie oddział „Szczerbatego” zdobył siedzibę PPR. Na dwóch najbardziej znienawidzonych komunistycznych funkcjonariuszach partyjnych wykonano wyroki śmierci, zniszczono też partyjne archiwum.
        Oddział „Ślepego”, otoczył zgodnie z planem budynek szturmówki i ostrzeliwując okna oraz drzwi nie wypuścił nikogo na zewnątrz.
        Bojówka SB przeprowadziła dwa bezskuteczne ataki na Komisję Wysiedleńczą. Zawiodły tu doniesienia polskiego wywiadu, mówiące, że ochrona komisji posiada jedynie pistolety. W rzeczywistości była uzbrojona w broń maszynową. Partyzanci opanowali również i zniszczyli pocztę.
        Grupa likwidacyjna pod dowództwem „Gaika” prowadzona przez przewodnika J. Osakowskiego (uczestniczyło w niej dwóch upowców) likwidowała funkcjonariuszy UB w mieszkaniach prywatnych.
        Warto dodać, że w walkach udział brał por. Wojciech Jaruzelski, pomocnik szefa sztabu 5. pułku do spraw rozpoznania.
        Straty atakujących oddziałów były stosunkowo niewielkie. W samym mieście poległo 2 Ukraińców, w trakcie odwrotu kolejnych 3 upowców, a 3 odniosło rany. Po stronie AK-WiN zginęła tylko sanitariuszka „Floresa”. Nie było też żadnych rannych.
        Jeśli wierzyć oficjalnym danym, oddziały NKWD straciły 9 ludzi, WOP 5, zginęło po 2 funkcjonariuszy PPR i UB.
        Oddziałom AK-WiN udało się przejąć akta PPR i UB, zdemolować budynki PPR, starostwa i UB oraz zlikwidować kilku funkcjonariuszy UB, NKWD i PPR. Częściowo zdezorganizowało to aparat represji na terenie powiatu. Istotnym niepowodzeniem było nieopanowanie budynku Komisji Przesiedleńczej, jego zdobycie i zniszczenie znajdujących się tam dokumentów było jednym z głównych celów UPA.
        • jeepwdyzlu Re: kilka faktów po okupacji (cz. ll) 28.10.14, 12:13
          eres super
          Świetne wpisy, bardzo cenne informacje, znakomite uzupełnienie.
          Siłą rzeczy dokonywałem w swoim wpisie uproszczeń - Twoje bardzo obszerne wpisy są wyśmienite :-)
          Mam nadzieję, że będziesz tu częściej, brakowało nam Ciebie!
          jeep
          • gandalph Podzielam 28.10.14, 15:14
            W dalszym ciągu za mało na tym forum konkretów, za dużo (brudnej) piany. Dlatego witamy z otwartymi ramionami.
            • erka-46 a ja potwierdzam 02.11.14, 11:28
              Ja też podzielam to co myślę o was podobnych,kochacie manipulację a nie fakty historyczne.
        • erka-46 proszę się trzymać faktów 02.11.14, 11:14
          Nocny atak na Hrubieszów był największą wspólną akcją WiN oraz UPA.
          WiN to nie AK.
          A zatem Armia Krajowa w tym ataku udziału wraz z UPA nie brała.

          eres2 napisał:
          > Atak na Hrubieszów.
          > Spośród wspólnych akcji zbrojnych AK-WiN i UPA najgłośniejszym echem odbił się
          > atak na Hrubieszów. Zakończył się on militarną kompromitacją „władzy ludo
          > wej”


          - Armia Krajowa siedziała zamknieta w kazamatach władzy ludowej.
          • erka-46 pragnę przypomnieć,że... 02.11.14, 11:23
            ...Armia Krajowa rozwiązana została w dniu 19 stycznia 1945 r. a atak o którym wspomniano wyżej miał miejsce nocą 27/28 maja 1946 roku.
            Do tego czasu połowa AK-owców została wymordowana przez czerwonoskórych "polaków" a pozostała czekała w ubeckich kazamatach na dalszy rozwój faktów.
            • eres2 Re: pragnę przypomnieć,że... 03.11.14, 21:24
              erka: Do tego czasu połowa AK-owców została wymordowana przez czerwonoskórych "polaków" a pozostała czekała w ubeckich kazamatach na dalszy rozwój faktów.
              eres: To fakt. Do tego przyczyniło się niemało oficerów Armii Krajowej:

              ”Co do faktycznej bezpieki, to od szczebla zastępcy szefa PUBP wzwyż w MBP było minimum kilkadziesiąt (ok. 50) osób z przeszłością AK-owską. Do przyszłych pułkowników SB włącznie.

              Więcej w tym względzie wiedzy znajdziesz w sieci. Choćby pod poniższymi odnośnikami:
              www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=81&t=129569
              blogi.newsweek.pl/Tekst/historia/597272,zdrajcy-kapitana-%E2%80%9Ebartka%E2%80%9D-i-mordercy-zolnierzy-nsz-byli-wsrod-jego-dowodcow-i-kolegow.html
              www.historycy.org/historia/index.php/t22121.html
              • erka-46 Re: pragnę przypomnieć,że... 04.11.14, 07:09
                Nie mówimy o zdrajcach,których winno powiesić się za jajca,lecz o tych AK-owcach,których już pod Hrubieszowem być nie mogło.
                No chyba,że walczył tam jakiś zdrajca,a mógł przecie,ale to już inna bajka.

                p.s.

                50 zdrajców na tylesettysięcy AK-owców,co to za suma,gdyby połowa przeszła na czerwonych stronę to widziałbym problem.

                Ale tak z perspektywy czasu można dzisiaj stwierdzić,że nie warto iść pod wiatr,przyszedł Hitler,należało póść z Hitlerem,przyszedł Stalin,Stalina wziąć pod rękę,bo ten ma władzę kto jest silny,wszak to dziś robimy,idziemy z silnymi pod rękę,bo co tam mały Polak znaczy,no ewentualnia zostanie prezydentem UN-ii na usługach silnej Merkel.
                • eres2 Re: pragnę przypomnieć,że... 06.11.14, 00:45
                  W powyższym wywodzie hiper-Polak głosi: erka: „że nie warto iść pod wiatr,przyszedł Hitler,należało póść z Hitlerem,przyszedł Stalin,Stalina wziąć pod rękę”.

                  eres: Wg powyższej haniebnej zasady tak niedawno postępowały miliony Polaków, spośród których wielu zapewne wcześniej deklarowało się jako prawdziwi Polacy; Niemiec hitlerowskich listy narodowościowe, tzw. folkslisty, podpisało 3,5 miliona Polaków, spośród których 200 tys. służyło w zbrodniczym wermachcie. A po wojnie ponad trzy miliony Polaków, zapewne niektórzy z nich wcześniej znaleźli się na którejś z grup folkslist, podpisało inne „folkslisty” - PPR i PZPR, czyli przeszedłszy – jak Ty to określasz: na czerwonych stronę - a około 200 tys. innych Polaków płatnie szpiclowało do niedawna swoich współobywateli.
                  • jeepwdyzlu chwila chwila 06.11.14, 10:11
                    tzw. folkslisty, podpisało 3,5 miliona Polaków, spośród których 200 tys. służyło w zbrodniczym wermachcie.
                    -----------
                    Po pierwsze - 3,1 mln
                    Po drugie - do podpisywania zachęcał rząd emigracyjny
                    Po trzecie - ponad połowa została wpisana z automaty
                    Po trzecie - w Wehrmachcie służyło 700 tys Polaków z VL co NIC nie oznacza bo nie mieli wyboru - trwałą wojna i był pobór. (Dziesiątki tysięcy przeszło potem na stronę aliantów - w 44 w Korpusie Andersa byli żołnierze Wehrmachtu stanowili 35% stanu)

                    jeep
            • krzy-czy Re: pragnę przypomnieć,że... 04.11.14, 10:17
              patrzta no ludkowie.
              1 sierpnia 2014roczku-cmentarz wojskowy powązkowski.ma groby kolegó przychodzi jeszcze sporo akowców. czas jest nieubłagany-coraz ich mniej. ale jeszcze parę lat temu przychodziły setki , a kilkanaście lat temu tysiące AKOWCÓW.
              czy byli to ci z połowy wymrdowanej, czy ci co to czekali w ubeckich kazamatach???
              • erka-46 to te trzecie 50%... 04.11.14, 10:52
                krzy-czy napisał:

                > patrzta no ludkowie.
                > 1 sierpnia 2014roczku-cmentarz wojskowy powązkowski.ma groby kolegó przychodzi
                > jeszcze sporo akowców. czas jest nieubłagany-coraz ich mniej. ale jeszcze parę
                > lat temu przychodziły setki , a kilkanaście lat temu tysiące AKOWCÓW.
                > czy byli to ci z połowy wymrdowanej, czy ci co to czekali w ubeckich kazamatac
                > h???


                ...które przeżyło niemiecko-sowiecką zawieruchę,wszak chyba ci wiadowmo,że AK-owcem był nie stu a stupiędziesięcioprocentowy Polak.
    • teodor_jeske_choinski_1 Re: kilka faktów o okupacji 20.11.14, 16:26
      Jak ty podajesz jakies liczby, to ja odbezpieczam rewolwer..
      W tamtym czasie niemiecka agentura była niezwykle rozwiniętą. Dzisiaj milczy się o tej niechlubnej przeszłośc. Hasło „banda Ganzweicha”, „Grupa 13″ – „trzynastka”, „Pierwsza pomoc”, „Żydowskie Pogotowie Ratunkowe” nikomu nic nie mówi podobnie jak ŻGW! dla której pracowały tysiące żydowskich agentów. Żagiew czyli Żydowska Gwardia Wolności działała nie tylko w getcie warszawskim, a w całej Warszawie. Służyła do infiltrowania żydowskich i polskich organizacji podziemnych, w tym niosących pomoc Żydom. Niemcy wyposażali swoich żydowskich agentów także w broń! Agenci mieli za zadanie udawać, że szukają pomocy, a gdy znaleźli Polaków którzy im ją zaoferowali po prostu donosili na nich skazując ich i tym samym często ich rodziny na śmierć. Trudniących się tym zajęciem Żydów polskie państwo podziemne starało się zabijać i bynajmniej nie był to wyraz antysemityzmu. ŻGW zajmowało się również przemytem żywności do getta starając się przejąć całkowitą kontrolę nad kanałami przerzutowymi, co czyni tą organizację pośrednio odpowiedzialną za śmierć głodową swoich rodaków. ŻGW zajmowała się także szmalcownictwem tropiąc i wydając Niemcom Żydów ukrywających się w tzw. aryjskiej części Warszawy. Skala zjawiska była porażająca, podobnych organizacji działało wiele, równolegle, w niemal każdym większym mieście. Nawet w Berlinie – słynna grupa informatorów Stelli Kuebler-Goldschlag (której notabene opłacała się kolaboracja – żyje do dziś).

      Jednak największe znaczenie miały Judenraty, bez nich holocaust po prostu nie udałby się, Judenraty wyjątkowo gorliwie pomagały Niemcom mordować własny naród (chodakiewicz.salon24.pl/81001,lonek-skosowski-koniec-zydowskich-kolaborantow-gestapo) W ostatecznym rozrachunku to właśnie Żydzi byli największymi pomocnikami Hitlera i w największym stopniu przyczynili się do swojej zagłady. Fakty są niewygodne dlatego wciąż pompuje się „Polaka antysemitę” zasłonę dymną dla żydowskich zbrodni.
      • krzy-czy Re: kilka faktów o okupacji 20.11.14, 19:32
        no popatrz-a te obózy wstrętne mówią że to wolacy byli szmalcownikami.
        a to zydzi chadzali po warszawie z liworwerami i innemy braulingami i szczelali do wolskich patriotów.a tera wsxzystko na nieskazitelnych wolaków wszystko zwalają.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka