popoludnie
16.04.05, 11:37
Witam,
Wlasnie siedze i czytam . Lzy mi sie leja potokami (ze wzruszenia i nad
wlasnym losem). Te lzy to istne katarzis, czuje jak puszczaja mi nerwy i
wreszcie od kilku dni moge zlapac gleboki oddech. Klopoty mojego Bartosza to
moze dla niektorych zaden problem i pewnie tak jest, ale ktoras z Mam
napisala, ze wlasne klpoty wydaja sie najgorsze. Pytamy sie dlaczego ja, a
nie znajdujemy odpowiedzi. Dlatego dobrze sobie poczytac, poplakac,
powspolczuc, pouzalac sie. Kochane trzymajmy sie, wszystko na pewno sie jakos
ulozy (mam taka nadzieje). Dobrze ze mozna o tym pogadac.
Czytalam wątek o trzylatkach i ich klopocie z mowieniem. Na pocieszenie dla
Wszystkich Mam - sama nalezalam do takich dzieci ktore pozno zaczely mowic, a
teraz trudno mnie przegadac. Poza tym znam pare osob ktore nie mowily prawie
nic do 6 roku zycia, ale potem to nadrobily.
Moje dziecko gada, ale zaczelo sie jakac. Tak, ze to wlasciwie zaden problem,
ale dla mnie wielki. Sciska mi serce i oddech. Dzisiaj chlopakow wyslalam do
babci ,bo ja musze troche odpoczac. Nie pokazuje ze sie martwie ale serce
placze. Zwlaszcza ze moje dziecko mowi "nie moge nic powiedziec" rozpac.
Wiecie chyba mi ulzylo i puscil taki ogolny skurcz. Ruszam do sprzatania bo
to najlepsza terapia na smutki.
Trzymajcie sie, jutro bedzie lepiej.