she1961_lodz
06.05.04, 22:25
"Pewien bogaty i snobistyczny Anglik postanowił wysłać syna na studia do
Francji. Wkrótce synek całkiem nieźle już parlał po żabojadzku, ale niektóre
idiomy wciąż sprawiały mu trudności, np."savoir faire" (jest to mniej więcej
umiejętność poradzenia sobie w trudnej sytuacji). Toteż gdy wpadło do niego
czterech miejscowych kolegów, poprosił ich o wyjaśnienie tego zwrotu. I oto,
co usłyszał:
- To jest tak - mówi pierwszy. - Wraca facet po pracy do domu, odkłada
teczkę, wiesza kapelusz i płaszcz, wchodzi do sypialni, w łóżku leży żona z
kochankiem, facet mówi "Pardon" i się wycofuje. To jest savoir faire.
- Nie całkiem - mówi drugi. - Facet wraca do domu, odkłada teczkę, wiesza
kapelusz i płaszcz, wchodzi do sypialni, w łóżku żona z kochankiem, facet
mówi "Pardon", żona "Pas de quoi". To będzie savoir faire.
- Nie - mówi trzeci. - Facet wraca do domu, odkłada teczkę, wiesza kapelusz i
płaszcz, wchodzi do sypialni, żona z kochankiem, facet mówi "Pardon",
żona "Pas de quoi", a do kochanka "Continue". O, to będzie savoir faire.
- Jeszcze nie tak - poprawia czwarty. - Facet wraca do domu, teczka, kapelusz
i płaszcz, sypialnia, żona z kochankiem, facet mówi "Pardon", żona "Pas de
quoi", do kochanka "Continue".... I JEŚLI TAMTEMU SIĘ UDA, to właśnie będzie
savoir faire."