1212a
14.12.04, 11:53
Byl sobie pewnego razu imbryk do herbaty , dumny z porcelany, z ktorej byl
zrobiony, dumny ze swej wysmuklej szyi i z duzego ucha. Mial on szyje z
przodu , ucho z tylu. I o tym wciaz mowil: nie mowil zas nigdy o pokrywce
ktora byla stluczona i sklejona., co bylo wielkim brakiem, a niechetnie mowi
sie o swoich brakach, inni to przeciez robia za nas. Filizanki, garnuszek do
smietanki i cukiernica, caly serwis do herbaty- cale to towarzystwo zwracalo
uwage na pekniecie pokrywki i rozmawiali o tym wiecej niz o pieknym uchu i
niezwyklej szyi: imbryk do herbaty wiedzial o tym dobrze. Znam ich !- mowil
sam do siebie- znam takze moje wady i uznaje je, na tym wlasnie polega moja
pokora i skromnosc: wszyscy mamy wady , ale posiadamy takze i zalety.
Filizanki maja uszka, cukiernica ma pokrywke, a ja mam jedno i drugie i
jeszcze w dodatku cos z przodu, czego oni nie posiadaja- szyje ktora
sprawia ze jestem krolem stolu.Cukiernicy i garnuszkowi do smietanki
przypadlo w udziale byc sluzebnymi dobrego smaku, ale ja jestem szczodrym
wladca, rozdaje blogoslawienstwo laknacej ludzkosci: w moich wnetrznosciach
chinskie listeczki rozpuszczaja sie w gotowanej pozbawionej smaku wodzie.
Wszystko to mowil imbryk kiedy byl beztroski i mlody. Stal na nakrytym stole,
podnosila go w gore delikatna raczka, ale delikatna raczka okazala sie
niezreczna. Imbryk upadl na ziemie, szyjka sie stlukla, stluklo sie ucho, o
pokrywie nie ma co gadac, dosc sie juz o niej mowilo. Imbryk lezal zemdlony
na podlodze, wrzatek wyciekal z niego. Spotkal go ciezki cios, ale
najsmutniejsze bylo to, ze smieli sie z niego, a nie z niezrecznej dloni,
ktora go upusila na ziemie.- Nigdy nie bede sie mogl pozbyc tego
wspomnienia!- mowil imbryk pozniej, opowiadajac dzieje swego zycia- Nazwali
mnie inwalida , postawili w kacie, a na drugi dzien podarowali kobiecie ktora
zebrala o lyzke skromnej strawy: zszedlem do rzedu nedzarzy, stalem bez
uzytku w kacie, ale kiedy tak stalem, zaczelo sie dla mnie lepsze zycie:jest
sie czyms jednym, a nagle staje sie zupelnie czyms innym. Napelniono mnie
ziemia, dla imbryka znaczy to to samo co pogrzeb, lecz do ziemi wlozono
cebulke kwiatu, kto ja tam wlozyl, kto mi ja podarowal-nie wiem : ale to byl
dla mnie dar, wynagrodzenie za chinskie listeczki i wrzatek, za stluczone
ucho i szyje. Cebulka lezala w ziemi, lezala we mnie , stala sie moim sercem,
a przeciez nigdy przedtem nie mialem takiego serca. Wstapilo we mnie zycie ,
puls bil, cebulka wypuscila pedy, mozna bylo peknac od rozsadzajacych uczuc i
mysli : wyrosl z niej kwiat , patrzylem na niego , dzwigalem go patrzac na
jego piekno sam zapominalem o sobie , to prawdziwe blogoslawienstwo zapomniec
przez innych o sobie . Kwiat nie dziekowal mi za to , nie myslal o mnie ,
podziwiali go i chwalili. Bylem taki szczesliwy, ze jemu jest dobrze. Pewnego
dnia uslyszalem jak mowiono ze kwiat zasluguje na lepsza doniczke. Rozbito
mnie na dwoje: bolalo to okropnie , ale kwiat dostal lepsza doniczke , a mnie
wyrzucono na podworze , gdzie leze jako stara skorupa – ale zostalo mi
wspomnienie , ktorego nikt mi nie moze wydrzec.